Prześlij dalej:

Od razu się do czegoś przyznam, zostały ostatnie dwa tygodnie do wyborów i szybciej odciąłbym sobie rękę, nogę i jęzor, niż napisał jedno słowo, które mogłoby pomóc „opozycji”. Z pełną premedytacją i być może cynizmem zastawiam obiektywizm w tyle, ponieważ zwycięstwo w wyborach jest celem najważniejszym i świętym. Dlatego w normalnych, a właściwie nienormalnych okolicznościach, jakie mieliśmy jeszcze parę lat temu, robiłbym wszystko, aby o sprawie Banasia zapomnieć, ewentualnie zainteresować opinię publiczną innymi sprawami.

Dziś z czystym sumieniem i komfortem mogę sobie na obiektywizm pozwolić i pisać o kamienicy Banasia do woli, bo żadnego wpływu moje pisanie na wynik wyborów mieć nie będzie. Mógłbym, ale prawdę mówiąc nie chce mi się, chociaż jest parę elementów, które w oczy szczypią. Napiszę o czymś innym, dużo ważniejszym i bezpośrednio związanym z tym i wieloma innymi „aferami”. Otóż od 2015 roku ruszyła jedna wielka nagonka na rząd PiS i nawet nie chodzi o to, że mieliśmy do czynienia z ostrą krytyką, surową, czy tez brutalną oceną. Nie! To było pospolite szczucie pozbawione jakiejkolwiek moralności, rozsądku i przede wszystkim proporcji. Początki rządów PiS wiązały się z trzema „aferami, o czym zapewne wiele Polaków już nie pamięta i skojarzy dopiero po przypomnieniu.

Szczyt maltański! Pamiętacie Polacy? Ano właśnie, mnie się też ledwie po łbie kołacze ta „niedopuszczalna katastrofa dyplomatyczna”, ale dokładnie tak wyglądała inicjacja wielkiej propagandowej ofensywy. Dalej poszły konie po betonie i ruszyła „afera” z Janowem, zataczając międzynarodowe kręgi. Do koni dołączyły korniki z Białowieży, potem Seicento Sebastiana i kulminacja nastąpiła przy dwóch srebrnych wieżach Kaczyńskiego. Oczywiście pominąłem setki większych i pomniejszych afer, choćby tę, że Piotrowicz odpowiada za pedofilię w Kościele, a cały PiS chroni pedofilów i Piotrowicza. Dlaczego pominąłem? Po prostu nie da się tego spisać i na byczej skórze, aferą było wszystko i każdego dnia. Ludzie nieustannie byli i nadal są bombardowani Białorusią, faszyzmem, upadkiem standardów, zamachem na konstytucję i tak dalej.

Wszystko to było podporządkowane jednemu celowi – powrotowi „elit” III RP do władzy. Skala, natężenie i bezwzględność w dążeniu do realizacji celu, pokazywały jak bardzo nowa rzeczywistość ciąży starej władzy i jak bardzo oni są od rzeczywistości oderwani. Efektem zmasowanych działań propagandowych miała być powtórka z lat 2005-2007, czyli takie zohydzenie PiS, Kaczyńskiego i paru innych wyrazistych postaci po tej stronie, aby ludzi reagowali odruchem wymiotnym na sam dźwięk skrótu PiS lub nazwiska Kaczyński. W latach 2005-2007 to się udało i trwało co najmniej do 2013 roku. Po 2015 roku efekt okazał się dokładnie odwrotny od zamierzonego, owszem ludziom się zbiera na wymioty, ale nie na hasło PiS, tylko na kolejną „aferę w PiS” i 154 faszyzm.

Strony

Źródło foto: 
28214 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

17 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    O co z tym Ministrem Banasiem chodzi, nie wiem i nie zamierzam dochodzić. Miliardy, których nie pozwolił rozkraść najlepiej świadczą o Nim i jednocześnie dostarczają paliwa bandziorom, którzy ponieśli straty.

  2. avatar

    'Kadry decydują'.

  3. "O co z tym Ministrem Banasiem chodzi? "

    O to, że "nie wiedział" kto i jaką działalność prowadzi w jego kamienicy. W największej pozycji w jego majątku.

    O to, że jednocześnie "nie wiedział" i odbierał telefony od tych, o których istnieniu nie wiedział. Ci nieznani mu najemcy jego kamienicy mówili do niego na ty. Dla nich był jakimś tam Banasiem.

    O to, że nie portafił jasno i wiarygodnie opowiedzieć, z okazaniem dokumentów, w jaki sposób kamienica stała się jego majątkiem prywatnym.

    O to, że "optymalizował" sobie opodatkowanie, a następnie opowiedział ze szczegółami, w jaki sposób sobie optymalizował, zaniżając sztucznie wynagrodzenie pobierane za wynajem kamienicy.

    O to, że miał problem z wypełnienim oświadczenia majątkowego, w którym pominął obciązenie swojego majątku istotnym ryzykiem i istotnym kredytem w kwocie bodajże 2,5 mln PLN.

    O to, że Banaś ma wygląd i sposób mówienia prostego ćwoka z Krakowa, a został "fachowcem". Ludzie o takim sposobie mówienia i o "banasiowym" poziomie inteligencji zostają "fachowcami" wyłącznie w jeden sposób - gdy zebrana jest na nich wystarczająca ilość haków.

  4. avatar

    "aby ludzi reagowali odruchem wymiotnym na sam dźwięk skrótu PiS lub nazwiska Kaczyński"

    Zobaczymy po skoku jak się macherom udało.

  5. Być może jest i drugi powód olewania "afery Banasia" -   Banasiów służby wyhodowały sobie wielu i każdy z Banasiów posiada haki w życiorysie.

    Banasie poutykane są we wszystkich opcjach politycznych na wszelki wypadek. W zależności od tego, która opcja polityczna bierze władzę, odpowiednie Banasie natychmiast przystępują - po intrygach służb, a następnie za ich zgodą  - do zajmowania ważnych stanowisk: w administracji publicznej, w spółkach SP, w samorządach. Znalezienie na zlecenie konkurencji umoczonego Banasia na ważnym stanowisku, to dla służb żaden problem. Po to przecież go tam na stanowisko wepchali i sami go (odpowiedniego Banasia) "hakami" oplatali.

    Banaś z NIK-u otrzymał kamienicę "od żołnierza AK", po czym opleciony został gangsterami z Krakowa. Co oznacza, że nadawał się idealnie do zajmowania ważnych stanowisk za rządów PiS-u. Polacy już wiedzą, jak to działa i jeżeli POKO wróci do koryta, Banasiów na stanowiskach będzie nieporównanie więcej. Miały służby poświęcić pożytecznego dla nich Banasia z NIK-u, to go poświęciły. Niewiele im to dało, a wiązało się ze sporą stratą. Ze stratą, ponieważ wyhodowanie sobie choćby tego jednego Banasia wiązało się z istotnym kosztem. W tym wypadku była to krakowska kamienica, rozmaite krakowskie biznesiki, powiązania prywatne z ważnymi politykami PiS-u, akceptacja Banasia w środowisku PiS-u etc. Dochodzi się do tego latami. Tymczasem poświęcono Banasia dla wyniku wyborczego w ciągu kilku dni.

    Nie dziwię się, że nikt już o tym akurat Banasiu (tym z NIK-u) nie pamięta. Niejedn Banaś jeszcze przed nami.

     

     

     

     

     

  6. avatar

    Kampania anty-Banaś ordynarnie zerżnięta z kampanii anty-Misiewicz.

  7. Sprawę Banasia trzeba wyjaśnić i dopiero potem wydawać wyroki. Może jest winny a może niewinny. Większą aferą jest utrzymywanie w rządzie Czaputowicza, Glińskiego, Zielińskiego czy Gowina. Po wyborach coś trzeba będzie w tej materii zrobić (pomimo tego, że u niektórych z nich widać jakieś symptomy wkraczania na właściwą drogę).

  8. Kto ma "sprawę Banasia" wyjaśniać? Służby? Te od nieskazitelnego Kamińskiego?

    "Optymalizacji podatkowej" w wydaniu Banasia ukręcony zostanie łeb, mimo że Banasiowi można by wystawić zaległe podatki do opłacenia na podstawie jego opowiadania w TVP Info. Nie wierzę, żeby UKS wszczął w tej sprawie postępowanie, mimo że Banaś sam przyznał się do "ominięcia" podatkowego i je ze szczegółami opowiedział.

    Drugie uchybienie też zostanie "skręcone w niebyt", zostanie wytłumaczone roztargnieniem pana ministra. Nie wpisanie poręczenia na kwotę 2,5 mln PLN z wpisem do hipoteki banasiowej kamienicy to przecież drobiazg, mógł przeoczyć ale przecież w końcu wpisał.

    Prawdziwa przyczyna stwierdzenia niewinności Banasia będzie jednak głębsza - Banasiem opiekują się służby od lat i włos mu z głowy nie spadnie. Dlatego wersja oficjalna będzie brzmiała - Banaś jest niewinny. Nie ma na co czekać.

     

  9. Z jednego z poprzednich pańskich wpisów wynika że operacja ulokowania "Banasiów" zajęła wiele lat. O ile by to przyjąć za dobrą monetę, to zrobiły to służby postkomunistyczne. Dlatego w interesie służb Kamińskiego jest wyjaśnienie tej afery.

  10. Wiele lat, to również 25, 20 a nawet 10.

    Banaś - według jego relacji - odebrał prezent od zaprzyjaźnionego "żołnierza AK" w latach 90-tych. Nazwiska owego żołnierza jednak nie podał, żadnych uwiarygadniających papierów ani szczegółów nie przytoczył. Sprawa Banasia jest niezwykle prosta do sprawdzenia po zadaniu Banasiowi kilku pytań i poproszeniu go o kilka dokumentów. Twierdzę jedynie, że nikt mu tych pytań nie zada, ani o papiery go nie poprosi.

    Nie ma wielkiej różnicy pomiędzy "służbami postkomunistycznymi", a obecnymi. Może poza jedną - obecne służby zajmują się w większym stopniu biznesem oraz osłanianiem rozmaitych własnych "biznesów", niż służby postkomunistyczne. W gruncie rzeczy nie zajmują się niczym innym. Dlatego obecne służby potrzebują wielu "banasiów" na ważnych stanowiskach. Obecne sfokusowanie służb na gromadzeniu szmalu odpowiada wszystkim, polskim nadzorcom ze wschodu i z zachodu rownież.

     

     

     

     

  11. Strony