Prześlij dalej:

Najłatwiej krytykować i przyłączać się do „hejtu”, ale mam usprawiedliwienie, od początku piszę, że idea szklanych domów w wykonaniu Morawieckiego, jaka sama nazwa wskazuje, jest czystą fikcją. Z programów „milion coś tam”, konsekwentnie nie zostaje nic lub zostaje niewiele. Tak było z milionem mieszkań i za pierwszym i za drugim razem, bo zwyczajnie nie da się walczyć z rynkiem deweloperów, w każdym razie nie w takiej skali. Jestem też prawie pewien, chociaż chętnie odszczekam, że Polska nie stanie się potęgą w produkcji samochodów elektrycznych, czego w ogóle mądrym kierunkiem rozwoju nazwać się nie da. Twierdziłem, twierdzę i będę twierdził, że wiatraki zamiast elektrowni atomowej, czy samochodziki na baterie zamiast przemysłu motoryzacyjnego, to przejaw „murzyńskości”.

Dlaczego tak uważam? Ponieważ tak wyglądają najbardziej podstawowe fakty i naprawdę wystarczy się z grubsza rozejrzeć dookoła, aby dać sobie spokój z fantasmagoriami i snami o potędze. Zacznijmy od postaw i ram czasowych, minęły cztery lata od zapowiedzi Morawieckiego, do pokazania prototypu „Izera”. Co do samego projektu „hejtował” nie będę, normalny średniak, ani ładny, ani brzydki, ujdzie w tłoku. Problem w tym, że minie kolejne 3 lata i to nie rzeczywiste, ale w założeniu, zanim samochód zjedzie z taśmy, o ile zjedzie kiedykolwiek. W sumie od pomysłu do realizacji, w głębokiej teorii, mamy 6 lat. Proszę sobie teraz zadać pytanie dlaczego w tym czasie, a i przed tym czasem, największe koncerny motoryzacyjne, amerykańskie, niemieckie, japońskie, włoskie, francuskie i w końcu Chiny kopiujące wszystko, co się rusza, nie wpadły na ten genialny pomysł Morawieckiego?

Wszyscy wymienieni mają odpowiednie zaplecze, myśl technologiczną wyprzedzającą polskie rzemiosło o hektary. Tymczasem my tak naprawdę pokazaliśmy składaka zbudowanego z części włoskich i niemieckich i jedyne czym możemy nadrobić, to tradycyjnie obniżone koszty pracy. Jak bardzo obniżone? Śmiem wątpić, że bardziej niż w Chinach i to dopiero początek problemów z wątpliwościami. Nikt przy zdrowych zmysłach nie założy, że światowi giganci motoryzacyjni są mniej rozgarnięci niż polski premier, który nigdy i żadnego samochodu nie wyprodukował. Skoro rynek samochodów elektrycznych rzekomo jest taką wielką przyszłością, to dlaczego przez 6 lat odkąd Morawiecki „zdradził światu tajemnicę”, w tym segmencie praktycznie nic się nie zmieniło. Owszem powstają co i rusz nowe projekty, ale to jest ciągle promil rynku i jeśli coś się sprzedaje na poważnie, to jedynie tak zwane hybrydy albo Tesla, zabawka dla maniaków i ekscentryków. W Polsce sprzedało się 1490 samochodów elektrycznych i to mówi wszystko o „potencjale”.

Strony

Źródło foto: 
22649 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

19 (liczba komentarzy)

  1. W małym i zamożnym kraju, takim jak Dania, Holandia, Szwajcaria czy Luksemburg samochód elektryczny jest chyba najlepszym wyborem. Szczególnie gdy punkty ładowania są darmowe. Zasięg pozwala na przejechanie całego kraju, a doładować się można prawie wszędzie. W Danii można zobaczyć tylko sprawdzone modele Tesli i Jaguara I-Pace. To, co decyduje o zakupie tych samochodów to ich przyspieszenie, praktycznie nieosiągalne dla samochodów spalinowych.

    W dużej Polsce będzie to tylko trzeci rodzaj napędu i to dostępny wyłącznie dla bogatych, których stać na drugi normalny samochód na dalsze trasy. Morawiecki tutaj prezentuje się jak jakiś zwolennik New Green Deal i chyba zapomina, że te cudeńka w polskich warunkach będą napędzane węglem. Chyba że wcześniej wykoronawirusują górnictwo i prąd kupimy z Ukrainy.

  2. Tym bardziej, że oficjalnie japończycy chcieli z nami współpracować przy samochodach na wodór. Ale ponieważ nikt w rządzie nie rozumie o co chodzi, więc skończyło się na uśmiechach.

    Dla mnie powrót dzieci do szkoły to prosta sprawa. Tam gdzie nie ma zagrożenia, wszystkie dzieci wracają do szkoły. Tam gdzie czeka nas "kopalnia na Śląsku" do szkół wracają najmłodsze dzieci a reszta pracuje zdalnie a do szkoły przychodzi na 2 dni raz na dwa tygodnie. Żeby napisać klasowki oraz powtórzyć materiał przed zamknięciem działu. 

  3. Jeśli chodzi o auta na wodór, to powinniśmy (jeśli jeszcze się da) powrócić do rozmów z Japończykami.

    Jeśli chodzi o dzieci w szkołach - kto będzie rozstrzygał gdzie jest, a gdzie nie ma zagrożenia? Obecny minister zdrowia? Ale on woli, aby decydowali dyrektorzy szkół - przecież wszyscy dyrektorzy kończyli Akademie Medyczne i będą wiedzieli, jakie podjąć decyzje. Kuriosum.

  4. W opisanej sytuacji, gdybym był dyrektorem szkoły to bym jej nie uruchomił. W takim przypadku mam przedłużone wakacje i nikt się nie będzie czepiać jakby kogoś wykoronawirusowali w mojej placówce. Nagroda plus uniknięcie ryzyka - taką Teoria Gier w praktyce.

  5. To zostańmy przy elektrykach. Ale oprócz miliona problemów z nimi, jest jeszcze jeden końcowy - koszt utylizacji baterii (bardzo duży koszt - finanse i środowisko).

  6. Samochód na wodór jest bez sensu. Wodór na Ziemi nie występuje więc trzeba go wyprodukować z paliw kopalnych albo z wody. Wszystkie metody produkcji są skrajnie energochłonne i mają niską sprawnosc.Np elektroliza wody - 27 %, i ten prąd do elektrolizy trzeba skądś wziąć. Po cholerę przerabiać prąd na wodór ze sprawnością 27%? To już lepiej od razu pakować go w akumulatory pojazdów elektrycznych. Z kolei samochody elektryczne mają sens ekonomiczny tylko jako małe pojazdy do powolnego przemieszczania się po mieście, i ładowane w nocy z sieci domowej. W przypadku jazdy z szybkością rzędu 100 km/h koszt ładowania w stacjach szybkiego ładowania jest wyższy niż cena benzyny na tej samej trasie.

  7. W takim samochodzie akumulatory powinno się łatwo wymieniać, wtedy może to mieć sens. Mamy czas i miejsce, to akumulator ładujemy. W trasie natomiast podjeżdżamy na stację, tam nam szybko wymieniają rozładowany akumulator na pełny, płacimy jakąś różnicę i jedziemy dalej. Stacja może sobie ładować spokojnie nasz akumulator i kiedy skończy przekazać go następnemu klientowi. Systemowo pewnie dałoby się to jakoś rozwiązać, żeby akumulator nie był na stałe przypisany do samochodu.

  8. chyba nie za bardzo, bo akumulator ładowany już 900 razy nie ma parametrów akumulatora ładowanego np. 100 razy...

    akumulatory wszelkich pojazdów elektrycznych stanowią lwią część wartości tych pojazdów,   więc wymiana akumulatora w miarę nowego (ale rozładowanego) na prawie zużyty (ale naładowany) nie jest dobrym pomysłem dla Kowalskiego...

     

  9. avatar

    Programy socjalne PIS-u były potrzebne. Zlikwidowały lub wygładziły nierówności społeczne, na rynku pojawił się pieniądz, wzrosła konsumpcja. Coś się zaczęło kręcić. Tylko, że więcej socjalizmu, to nie jest recepta na rozwój Polski. Jeśli PIS z Kaczyńskim na czele myśli, że rząd będzie produkował samochody, budował mieszkania, itp., to na tym się szybko wyłoży. To jakiś chory program. Pierwsze, co trzeba zrobić, to zreformować edukację, bo jest strasznie skostniała i zacofana. Brak w niej kreatywności, a na uczelniach nadal rządzą stare trepy. Po drugie usunąć wszystkie bariery administracyjne, uprościć system fiskalny i podatkowy. Po trzecie promować najbardziej aktywnych trzymając się zasady Pareto 80/20. A najważniejsze - nie przeszkadzać.

  10. Panie Piotrusiu a Pan ile samochodów elektrycznych wyprodukował? Wypowiada się Pan jako cenzor Premiera zatem poproszę o fakty.

    Produkcja elektro.... cos tam nigdy nie bedzie super. Zawsze trzeba spalić - gaz - rope - węgiel B K - aby uzyskać H trzeba B i K.

    Nie rozumiem po co do tego mieszać politykę? To jest  tak jakby głosić Owsiak zbuduje nam  darmowy samochód elektryczny!!!

    Nim poznałem Pana Piotra poznałem prawdę o Owsiaku. Leżałem w szpitalu obok mnie wieloletni (senior na wycugu) super hirurg, ten czlowiek osiwiecił mnie, że słaby szpital w Sieradzu automaty do iniekcji insuliny ma 2 generacji  a Owsiak kupił im 1 generacji i te trafiły do piwnicy na 2 generacji kleili SERDUSZKA - SUKCES. Tak to wygląda postęp a i tak wolę ten postęp który oferuje mi (mnie) PREMIER! 

     

  11. Strony