Reklama

Jak głęboko przymrużyć oczy, aby dostrzec kontury zbliżającej się przyszłości?

Jak głęboko przymrużyć oczy, aby dostrzec kontury zbliżającej się przyszłości? Kiedy zdejmujemy ze ścian i biurek zapisane naszym życiem kalendarze, pojawia się potrzeba refleksji nad czasem minionym.

Od końca II w.ś., po utracie Niepodległości i oddaniu nas w pół wiekowe władanie sowieckiemu imperium, nieco się zmieniło. Wydaje się, że naszym głównym „osiągnięciem” było doczekanie upadku imperium komunistycznego, którego tłuste nagłówki krzyczące o kolejnych wspaniałych sukcesach, przywalił upadający wrak niewydolnego systemu gospodarczego.

W czasach PRL-u odwiedzający nas zachodni dygnitarze pisali, że w tamtej biedzie i szarzyżnie państw bloku sowieckiego, w polskim baraku, było zawsze najweselej. Kwitły kabarety, kółka, kluby, aspiracje i konspiracje, nielegalne wydawnictwa. W tym przodowaliśmy.

Jak to było możliwe, skoro polską inteligencję i najbardziej jej uświadomioną warstwę państwowo twórczą, wymordował i przepędził Hitler i równolegle, ale nawet w dłuższej perspektywie Stalin.

Faszyzm/narodowy socjalizm, trafił dość szybko na śmietnik historii, ale na nim rozkwitł i rozpanoszył się zapuszczając niestety głęboko korzenie, jego przyrodni brat, komunizm/klasowy socjalizm. Prosperował on w Polsce tak długo, że ambicją opozycji jaka się wyłoniła, było poddanie tegoż komunizumu operacji plastycznej. Tak aby tylko poprawić jego wizerunek. Poważna część opozycji chciała „socjalizmu z ludzką twarzą”.

Oczywiście były jednostki, które odgrzebały z popiołów II RP pariotyzm, nacjonalizm, wolność i suwerenność, ale pomijając prowokatorów, bez większego powodzenia.
Głównymi reformatorami brzydkiej twarzy komunizmu, byli spadkobiercy stalinowskiego mandatu do rządzenia polskim folwarkiem, którzy w 1956 roku, utracili swoją pozycję (głównie grupa żydowska), na rzecz komunistycznych tubylców.

Przyjęło się w PRL-u, że aby odsunąć zasiedziałą klikę przy władzy, wewnętrzna opozycja organizowała, podsycała kryzys i przesilenie społeczne, który to proceder po wygaszeniu wywołanych przez nią niepokojów społecznych, miał oddać jej władzę i dać tzw. cudowny „mandat zaufania społecznego”.

Tak więc po kolejnych wewnętrznych walkach o władzę, po 1956, 1968, 1970 i 1976, spróbowano tego jeszcze w 1980, partacząc niestety robotę. Zaowocowało to stopniowym dochodzeniem do głosu tzw. „normalnych” Polaków, którzy zaczęli domagać się wolności i podmiotowości w państwie.

Mimo, że sytuacja gospodarcza i geopolityczna sowieckiego imperium zmieniła się na niekorzyść, polscy czerwoni janczarowie natarczywie, ale bezskutecznie prosili o pomoc zbrojną swoich starszych moskiewskich braci w klasowej wierze. Wobec tego zawiązali „WRONi rokosz” i bezwstydnie wyprowadzili na ulice polskie wojsko przeciwko rodzimej populacji, głównie po to aby utrzymać się na swoich stołkach.

Niestety, bez większego kłopotu, przekonali poważną część opozycji do mocno opłacalnej koncepcji dokonania operacji plastycznej znanego potwora, tak aby twarz komunizmu uczynić bardziej „ludzką”, przynajmniej z wyglądu, wystawiając jednocześnie społeczeństwu rachunek za kosmetyczną operację.

Minęło 30 lat, przyszło nowe pokolenie, ale nowa rewolucja nie wybuchła, bo dla części niezadowolonych Europa i świat stoją teraz otworem. Więc Polacy nie są już tak bardzo przyciskani do „muru”, wyjeżdzają, pomagając swoim krewnym finansowo (a przez to Państwu), więc ci też są mniej skorzy do buntu.

Okres czasu jaki upłynął, od upadku Niepodległej II RP, można porównać do ideowego, barbarzyńskiego niżu średniowiecza, po upadku Rzymskiego Imperium. Przyszli historycy z niesmakiem będą mówić o tej historycznej anomalii i wynaturzeniu, o istnieniu Sowieckiego Imperium, z jego okrucieństwem wobec człowieka i dziwnej nieumiejętności zagospodarowania zasobów naturalnych i niewykorzystania geniuszu człowieka. Pozostaje tylko pytanie, czy możemy jeszcze liczyć na Odrodzenie?

Ogólnie mówiąc historia ostatnich 200 lat nie sprzyja istnieniu Niepodległego Państwa Polskiego. My Polacy żyliśmy w różnych formach państwowości w swojej historii. Była potężna, w swoim czasie wspaniała I Rzeczypospolita, było z łaski Napoleona, Księstwo Warszawskie. Było z łaski carskiej, autonomiczne Królestwo Kongresowe, Rzeczpospolita Krakowska.

Była wreszcie sklejona w pośpiechu i boju, wspaniałym wysiłkiem Niepodległa II RP i był z jałtańskiej łaski Stalina autonomiczny PRL, który po kolejnych mutacjach, został odremontowany i ogłoszony III RP i w nim takim odremontowanym PRL-u do dzisiaj żyjemy.

Oczywiście Polacy żyjący w Królestwie Kongresowym, który chyba najbardziej przypomina PRL, też żyli w państwie polskim. Nawet więcej, mieliśmy polskie wojsko, autonomiczne z czasów napoleońskich (to tak jakby do PRL-u wróciła armia gen. Wł. Andersa).

Tylko, że tamto wojsko było bardziej „polskie”, patriotyczne niż to z PRL-u. Tamto wojsko (choć bojkotowane przez wyższych oficerów), jednak poparło polski lud z którego się wywodziło i stanęło w jego obronie do walki z Rosją, zadając jej poważne straty. Natomiast wczorajsze polskie wojsko, sowiecki gen. Jaruzelski, wyprowadził jak stado baranów przeciwko swojemu Narodowi. Tylko dlatego, aby utrzymać własne stołki i sowiecki mandat w Warszawie.

W powstaniu styczniowym, inny Jaruzelski , inny wierny syn Moskwy, margrabia Aleksander Wielopolski, aby powstrzymać narastające wśród Polaków pragnienie wolności, nie zastosował manewru internowania i wyaresztowania zwolenników Wolnej Polski, ale zdecydował się na słynną brankę (pobór potencjalnych buntowników do armii carskiej). Motywy obydwu wiernych synów rosyjskiego interesu na ziemiach polskich były takie same. Walka o tożsamy interes własny i moskiewski.

Dzisiejsze czasy przypominają komplikacje z czasów saskich. Nie tylko wschód kusi, szantażuje i nagradza. Z uroczego cienia wychodzi i również kusi polskich polityków i polskie elity, czarujący brzęczącym magnetyzmem zachodni globalny pan, potrząsając hałaśliwą kiesą i perspektywą zaszczytów na europejskich i światowych gabinetach i salonach.

Ten kusiciel gardzi zacofanymi ideami takimi jak Niepodległość, Wiara i Suwerenność i jak ongiś cesarstwo rzymskie łączy i pochłania wolne państwa w rozmaite związki i traktaty, oferując im militarną protekcję i czyniąc ich obywatelami świata, wysysa z nich i ośmiesza lokalną kulturę, idee i zwyczaje, a nad wszystko niezawisłość. W zamian pompuje swoje idee, nowe zwyczaje i standardy.

Czy nowy 2012 rok, będzie skokowo, jakościowo inny od tych tak niedawno przeżytych? Czy pełne dramaturgii starożytne przepowiednie zostaną tylko w księgach Majów i innych, czy też doświadczymy zjawisk dynamicznych, które wstrząsną naszym spokojem i porządkiem świata? Czy narastający kryzys finansowy eksploduje na naszych oczach, strącając w odchłań biedy miliony ludzi, upuszczając morze krwi?

Czy wybuchnie wojna Izraela i USA przeciwko szyickiemu wojowniczemu Iranowi, wczorajszej Babilonii? Czy rosnąca od 40 lat chińska gospodarka zachowa swój dynamizm, czy też kryzys światowy spowoduje tam społeczne rozruchy i wojnę domową? Są przesłanki, aby zauważyć przesilenie w Rosji, jakie będą ceny ropy i gazu na światowych rynkach i jak to wpłynie na sytuację wewnętrzną i pozycję Rosji? A co z polskim gazem łupkowym?

Czy utrzyma się kierunek rozpadu eksperymentu Unii Europejskiej, czy rząd Tuska zdoła jeszcze wrzucić polski organizm pod zbliżający się walec kryzysu finansowego, czy też ktoś jego lekką rękę powstrzyma? Pytanie również kluczowe na naszym wschodzie, w którym kierunku podąży Ukraina? I czy patriotyczny węgierski eksperyment Orbana przeżyje, czy też zostanie zdławiony przez europejską socjalistyczną międzynarodówkę?

Wreszcie, czy powstanie z prawdziwego zdarzenia wolny rynek medialny w Polsce. Czy media, ten instrument do wymóżdzania nowych pokoleń Polaków, może być oswojony przez ośrodki patriotyczne, państwowo twórcze i użyty dla oświecenia, propagowania narodowych interesów polskich, a nie tych, które chcą te interesy zastąpić czymś innym.

Czy Polacy z sukcesem spychani przez media na pola łatwe i przyjemne i w przestrzeń „post historyczną” odnajdą drogę do tych ideii, które przez stulecia rządziły sercami najlepszych synów i córek tej ziemi ?

Ziemi na którą wybiera się obiecany przez naszego ogniomistrza godności, błogosławionego Jana Pawła II, Duch Święty, aby odmienić jej oblicze (na lepsze!). Musimy proszę Państwa jeszcze trochę tu posprzatać, aby go przyjąć…

Oto główne pytania wychodzące z czeluści historii na Nowy 2012 Rok.

Jacek K. Matysiak

Reklama
Poprzedni artykułW byle jakim grajdole rewolucję może wywołać przeciętniak
Następny artykułJuż ja Nam pożyczę Nowego Roku!