Profesor – premier i do tego z Białegostoku

Prześlij dalej:

Tego jeszcze u nas nie było, żeby jakiś elektronik podał do publicznej wiadomości, że jest prostakiem nazywanym politologiem. Przecież nawet premier Tusk, umysł kompletnie pozbawiony wykształcenia, na dodatek dość słaby obserwator, dostrzegł w politologach stado nieuków, zwykłych głąbów i wskazał, że nie poczynimy postępów w nauce i edukacji, jeśli tych durniów nie usuniemy z naszego systemu kształcenia. Dlatego Kudrycka, za poradą Woźnickiego, administracyjnie wprowadziła im do repertuaru politykę publiczną. Aby mogli się rozwinąć w budowaniu nowej techniki przerabiania buraków na mydło. I oni to robią na rozkaz.
 
Przecież prawie codziennie widzimy naburmuszonych ignorantów w telewizji, którzy określają się „politologami”. Inżynier elektronik Woźnicki, profesor wielki i habilitowany, również ogłasza, że jest politologiem. Jakby nic nie widział? Jakby nigdy nie włączał telewizora, gdzie ciągle pojawia się jakiś politolog, czyli głąb publicznie usiłujący pokazać swoją rzekomą mądrość.
 
A przecież Woźnicki to nie były dyrektor kołchozu z Wodzikowa Górnego albo Skawiny Niższej. On był rektorem Politechniki Warszawskiej, zajmował kiedyś inne niezliczone eksponowane stanowiska, a teraz jest przewodniczącym ważnej Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, która powinna skupiać nie megalomanów i głąbów, lecz szanowanych profesorów. Przynajmniej cokolwiek rozumiejących ze współczesnego świata.
 
Drugim recenzentem doktoratu Goliszewskiego został właśnie Wnorowski, z wydziału wyspecjalizowanego w nadawaniu kumoterskich doktoratów (przyznawania ich wedle kategorii pozanaukowych, czytaj rodzinnych i towarzyskich), czyli Wydziału Ekonomii i Zarządzania Uniwersytetu w Białymstoku. Wydziału wsławionego tym, że w 2004 r., pomimo licznych protestów, nadał pod kierownictwem innego profesora ekonomicznej mniemanologii, dr. habilitowanego Kazimierza Meredyka, doktorat oszustowi o nazwisku Jerzy Jankowski. Człowiekowi wcześniej tego doktoratu pozbawionemu przez Radę Wydziału Gospodarki Narodowej Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Dodajmy, że nie protestowali wówczas studenci białostockiego wydziału, ale liczni ekonomiści z całej Polski, akademicy świadomi upadku własnego środowiska. Świat przeszedł nad tym do porządku dziennego. A co miał zrobić, jak białostoccy profesorowie powariowali?
 
Profesura z Wydziału Ekonomii i Zarządzania UwB jest więc wyspecjalizowana w nierzetelności akademickiej oraz wszelkiego rodzaju krętactwie. Ale obecny dziekan tego wydziału, Henryk Wnorowski, to szczególnie ciekawy typ. Nie bez powodu został wybrany na stanowisko dziekana. Nikt tak bowiem nie wyraża ducha panującego w tej placówce, gdzie królują kumoterstwo, nieudolność, a przede wszystkim ignorancja i skłonność do mataczenia.
 
Jak napisałem Wnorowski wyszedł nie tylko ze szkoły własnego wydziału, ale także z białostockiego Polmosu, gdzie przez wiele lat był prezesem. Na temat wódki, a raczej jej polityczno-społecznego funkcjonowania, napisał habilitację. Dokonał tego jako pracownik Polmosu, bez badań, tylko na podstawie obserwacji, które przedstawił jako badania. Też politolog, można powiedzieć, z bożej łaski. Duchowy koleś bufona Woźnickiego. Nie bez powodu obaj wystąpili w tercecie z Zawiślakiem. Tworzą idealny trójkąt upadłych polskich profesorów.
 

Strony

9384 liczba odsłon

Autor artykułu: wujek Boczniak

2 (liczba komentarzy)

  1. pisz krótko i do rzeczy,

  2. To jest tekst nie o osobach tylko o trendzie w polskiej nauce i w kręgach intelektualnych. Albo pseudintelektualnych.

  3. Strony