Reklama

Chciałbym porozmawiać poważnie o wydawałoby się niepoważnej sprawie, chociaż tak naprawdę i sprawa jest poważna. Projekt nowego przepisu – egzamin na kartę rowerową, który w czasach mojej podstawówki był powszechny, jak zwykle wywołał rytualną dyskusję między liberałami i państwowcami. Tymczasem sprawa z logicznego i prawnego punktu widzenia jest absolutnie banalna. Jeśli rowerzysta chce się poruszać po polnych drogach i ewentualnie po ścieżkach rowerowych, nie wiedzę większych przeszkód logicznych i prawnych, aby to robił „na partyzanta”. Oczywiście jeden wymóg, rowerzysta musi umieć na tyle sprawnie się poruszać na rowerze, aby nie stanowił zagrożenia dla innych. W tym miejscu pojawia się pierwszy problem, bo jak niby te umiejętności weryfikować, jeśli nie poprzez egzamin właśnie? Z odpowiedzią przychodzą hulajnogi, wrotki, deskorolki. Istnieją w świecie mechanizacji takie urządzenia, które nie stanowią wielkiego zagrożenia dla człowieka, a ich obsługa jest wręcz instynktowna. Nie bez powodu nie ma prawa jazdy na wrotki i hulajnogę, natomiast wymagane jest prawo jazdy na samochód i wraz ze stopniem skomplikowania maszyny, pojawiają się równie skomplikowane weryfikacje umiejętności. Traktorzysta nie może prowadzić autobusu, kierowca autobusu nie pilotuje samolotu, pilot nie poleci w kosmos. Wszystkie te rygory wiążą się z głównym czynnikiem, mianowicie zagrożeniem ludzkiego życia. Rower jest taką machiną przejściową, która mieści się gdzieś pomiędzy hulajnogą i motocyklem i z całą pewnością nie jest normalną sytuacja, gdy rowerzysta porusza się w normalnym cyklu miejskim bez jakiejkolwiek wiedzy o kodeksie ruchu drogowego. Wydaje się to tak oczywiste, że dalsza dyskusja przestaje mieć jakikolwiek sens, no ale od czego mamy takie skróty jak PiS i PO, czy też grupy robocze liberałów, socjalistów i innych wyznawców prawd objawionych.

Z każdej oczywistości głupota rodzi się w ułamku sekundy, o ile oczywistości dołożyć wyżej wspomnianego partnera. Głupio się składa, że projekt złożyło PiS, któremu po cichu i z niezmienną ostrożnością kibicuję, ale nic na to nie poradzę, że to zwyczajnie dobry pomysł. Każdy uczestnik ruchu drogowego, który ma jakikolwiek dokument potwierdzający, że zaliczył egzamin z kodeksu drogowego, w moim przekonaniu może się swobodnie poruszać na rowerze. Zatem wszyscy posiadacze praw jazdy od motocykla, przez traktor, aż po tira z wymogu posiadania karty rowerowej powinni być zwolnieni. Pozostaje wprawdzie nieszczęsna praktyka poruszania się na rowerze, ale tutaj już bym liberałom oddał rację, bo lebiega, która nie umie pedałować, co najwyżej sobie narobi biedy. Jednak gdy mamy do czynienia z osobą nie posiadającą żadnych dokumentów, test z przepisów ruchu drogowego i jakiś egzamin podstawowy z jazdy na rowerze, to nie żadna represja i biurokracja, tylko zdrowy rozsądek. Z ciekawością zamierzam się przyglądać rozwojowi „debaty publicznej”, bo jak wspomniałem wcale nie jest to rzecz bagatelna, a pod wieloma względami fundamentalna. Na przykład niezwykle mnie ciekawi, czy i w kwestii pedałowania opinie podzielą się wokół klucza przynależności i sympatii partyjnej, co by jednak pogłębiało i tak niemałego bzika.

Reklama

Z lekkim uśmieszkiem na twarzy oczekuję też na reakcje poważnych publicystów, którzy się w swoich pomysłach i komentarzach kompletnie pogubili. Jeśli z jednej strony słychać, że rowerzyści stanowią bezczelną grupę sabotażystów drogowych lekceważącą wszelkie zasady obowiązujące na drodze, a z drugiej, że karta rowerowa równa się zamach na wolności obywatelskie, to zabawa robi się przednia. Problemów z poruszaniem się na drodze jest znacznie więcej. Przy okazji warto wspomnieć, że przez pewien czas obowiązywał tak głupi przepis, że na skuter do 50 centymetrów sześciennych wystarczył dowód osobisty, a na rower potrzebna była karata rowerowa. Oddzielnym problemem jest to, co się dzieje na egzaminach z prawa jazdy kategorii B, gdzie natychmiast należałoby wprowadzić zmiany przewracające egzaminowanym godność ludzką. Mam krytyczny stosunek do zachowań społecznych w Polsce, ale w to, że 65% podchodzących do egzaminów jest niespełna rozumu, zupełnie nie wierzę. Proszę wy baczyć, że dzisiejszy felieton ma dość lekki ciężar gatunkowy, ale czasami trzeba odsapnąć, poza tym czuję w kościach, że na lekkiej dyskusji się nie skończy.

Reklama

94 KOMENTARZE

  1. Ja mam pod domem serię pułapek…
    Mieszkam przy ruchliwej ulicy. Władza wycięła połowę drzew, zlikwidowała pas zieleni, a zamiast tego – pojawiła się ścieżka rowerowa.

    Bez sensu. Bo ścieżka rowerowa była, tylko trochę węższa. No ale cóż… były środki unijne do wykorzystania.
    Kierowca skręcający w prawo najpierw zajeżdża drogę autobusom, które poruszają się po własnym pasie ruchu. No i się zaczyna. Jak już zamierza skręcić i uniknął zderzenia z autobusem – ścieżka rowerowa (pół metra samochodu wystaje na jezdnię, ale może akurat żaden autobus nie nadjedzie).
    Ma się rozumieć, trzypasmowa jezdnia jest jednokierunkowa, ale za to rowerzyści jadą ścieżką rowerową w obydwu kierunkach, ze sporą prędkością. Jak już się uda nie przejechać żadnego rowerzysty – jeszcze  rzecz jasna – chodnik i piesi (tył samochodu, ma się rozumieć, wystaje pół metra na ścieżkę rowerową, ale może akurat żaden rowerzysta nie nadjedzie).

    A potem – pozostaje tylko polowanie z zasiadki na miejsce parkingowe.
    A w pobliżu zastosowano takie oto rozwiązanie:

    Bardziej niż karta rowerowa osobnika, który tamtędy jeździ, interesowałyby mnie personalia architekta, który to zaprojektował tudzież wykonawcy.

    A już najbardziej – idioty, który to zatwierdził powagą piastowanego urzędu.

    Nie mam nic przeciwko ścieżkom rowerowym, ani rowerzystom. Sama lubię jeździć rowerem (nie w mieście, to żadna frajda). Ale drażni mnie bezmyślność. I rozwiązania, które zamiast zwiększać bezpieczeństwo pokazują jedynie bezmiar ludzkiej głupoty.

    Co do zagospodarowania przestrzeni miejskiej, w moim mieście ustawiono takie gustowne piekarniki dla podróżnych. Innego przeznaczenia tych wiat przystankowych nie widzę.
    Bo ani to cienia latem nie daje, ani od wiatru nie chroni, ani od zacinającego deszczu. Ani do siedzenia się nie nadaje, jeśli pada.

    P.S.  Jedna z ulubionych opowieści wojennych mojego Ojca jest o tym, jak kiedyś Marszałka Rokossowskiego próbował nauczyć jazdy na rowerze.

    • W tym kierunku raczej bym szła
      Zacząć od tego żeby przepatrzeć najpierw rowerowe przepisy w KD ( chodzi o to aby rowerzysta nie był główną świętą krową na drodze, bo takie trendy ), potem wykopać urzędasów lokalnych w teren, aby wychwycili takie pułapki architektoniczne jak opisana przez Panią i jak się ma oznakowanie drogowe, a dopiero na koniec można myśleć o czymś takim jak karta rowerowa i to tylko dla tych co z KD nie mieli do czynienia.

  2. Ja mam pod domem serię pułapek…
    Mieszkam przy ruchliwej ulicy. Władza wycięła połowę drzew, zlikwidowała pas zieleni, a zamiast tego – pojawiła się ścieżka rowerowa.

    Bez sensu. Bo ścieżka rowerowa była, tylko trochę węższa. No ale cóż… były środki unijne do wykorzystania.
    Kierowca skręcający w prawo najpierw zajeżdża drogę autobusom, które poruszają się po własnym pasie ruchu. No i się zaczyna. Jak już zamierza skręcić i uniknął zderzenia z autobusem – ścieżka rowerowa (pół metra samochodu wystaje na jezdnię, ale może akurat żaden autobus nie nadjedzie).
    Ma się rozumieć, trzypasmowa jezdnia jest jednokierunkowa, ale za to rowerzyści jadą ścieżką rowerową w obydwu kierunkach, ze sporą prędkością. Jak już się uda nie przejechać żadnego rowerzysty – jeszcze  rzecz jasna – chodnik i piesi (tył samochodu, ma się rozumieć, wystaje pół metra na ścieżkę rowerową, ale może akurat żaden rowerzysta nie nadjedzie).

    A potem – pozostaje tylko polowanie z zasiadki na miejsce parkingowe.
    A w pobliżu zastosowano takie oto rozwiązanie:

    Bardziej niż karta rowerowa osobnika, który tamtędy jeździ, interesowałyby mnie personalia architekta, który to zaprojektował tudzież wykonawcy.

    A już najbardziej – idioty, który to zatwierdził powagą piastowanego urzędu.

    Nie mam nic przeciwko ścieżkom rowerowym, ani rowerzystom. Sama lubię jeździć rowerem (nie w mieście, to żadna frajda). Ale drażni mnie bezmyślność. I rozwiązania, które zamiast zwiększać bezpieczeństwo pokazują jedynie bezmiar ludzkiej głupoty.

    Co do zagospodarowania przestrzeni miejskiej, w moim mieście ustawiono takie gustowne piekarniki dla podróżnych. Innego przeznaczenia tych wiat przystankowych nie widzę.
    Bo ani to cienia latem nie daje, ani od wiatru nie chroni, ani od zacinającego deszczu. Ani do siedzenia się nie nadaje, jeśli pada.

    P.S.  Jedna z ulubionych opowieści wojennych mojego Ojca jest o tym, jak kiedyś Marszałka Rokossowskiego próbował nauczyć jazdy na rowerze.

    • W tym kierunku raczej bym szła
      Zacząć od tego żeby przepatrzeć najpierw rowerowe przepisy w KD ( chodzi o to aby rowerzysta nie był główną świętą krową na drodze, bo takie trendy ), potem wykopać urzędasów lokalnych w teren, aby wychwycili takie pułapki architektoniczne jak opisana przez Panią i jak się ma oznakowanie drogowe, a dopiero na koniec można myśleć o czymś takim jak karta rowerowa i to tylko dla tych co z KD nie mieli do czynienia.

  3. Obowiązek posiadania karty rowerowej wprowadziłbym od miejsca
    użytkowania roweru. Jezdnie dróg gminnych (czyli miejskich i wiuejskich) i krajowych – obowiązkowa karta rowerowa. Drogi wewnętrzne (osiedlowe) i chodniki oraz ścieżki rowerowe poza jezdnią – bez obowiązku karty. Po chodnikach jeżdżą już kilkuletnie dzieci, więc brak karty w ich przypadku oznaczałby popełnienie wykroczenia:) Natomiast rowerzysta na jezdni musi!!! wiedzieć, kiedy jaki manewr ma prawo wykonać, jak pokazać zamiar manewru, mieć sprzęt ochronny (kask). Nie mam ochty najechać autem na jakiegokolwiek rowerzystę, nawet jeśli to jego wina. A nie umie jeździć (nie zna znaków) – to na chodnik.

    • Mesiącami jeździłam po
      Mesiącami jeździłam po Londynue bez znajomości przepisów. Powiem tak:
      1. Nie znałam swoich praw, ale też wszystkich się zrzekłam. I zdaje mi się, to to bezpieczniejsze, niż wiara w to, że inni na pewno uszanują moje prawa, gdy ja będę je egzekwować. I nie staranuje mnie auto wyjeżdżające z drogi podporządkowanej.
      2. Zamiar manewru? Kiedyś sygnalizowałam, a teraz patrzę, czy droga wolna. I czekam na moment, gdy nie muszę nikogo szczególnie informować o moich zamiarach. Skrzyżowania i światła można przejść jako pieszy. 
      3. A jakie to znaki trzeba koniecznie znać? Uwaga piesi? Ważne znaki są na autostradzie, ale tam rowerzystom nie wolno.

  4. Obowiązek posiadania karty rowerowej wprowadziłbym od miejsca
    użytkowania roweru. Jezdnie dróg gminnych (czyli miejskich i wiuejskich) i krajowych – obowiązkowa karta rowerowa. Drogi wewnętrzne (osiedlowe) i chodniki oraz ścieżki rowerowe poza jezdnią – bez obowiązku karty. Po chodnikach jeżdżą już kilkuletnie dzieci, więc brak karty w ich przypadku oznaczałby popełnienie wykroczenia:) Natomiast rowerzysta na jezdni musi!!! wiedzieć, kiedy jaki manewr ma prawo wykonać, jak pokazać zamiar manewru, mieć sprzęt ochronny (kask). Nie mam ochty najechać autem na jakiegokolwiek rowerzystę, nawet jeśli to jego wina. A nie umie jeździć (nie zna znaków) – to na chodnik.

    • Mesiącami jeździłam po
      Mesiącami jeździłam po Londynue bez znajomości przepisów. Powiem tak:
      1. Nie znałam swoich praw, ale też wszystkich się zrzekłam. I zdaje mi się, to to bezpieczniejsze, niż wiara w to, że inni na pewno uszanują moje prawa, gdy ja będę je egzekwować. I nie staranuje mnie auto wyjeżdżające z drogi podporządkowanej.
      2. Zamiar manewru? Kiedyś sygnalizowałam, a teraz patrzę, czy droga wolna. I czekam na moment, gdy nie muszę nikogo szczególnie informować o moich zamiarach. Skrzyżowania i światła można przejść jako pieszy. 
      3. A jakie to znaki trzeba koniecznie znać? Uwaga piesi? Ważne znaki są na autostradzie, ale tam rowerzystom nie wolno.

  5. emeryci na wrotki
    Psychologicznie motyw jest taki, że PiS nie lubi rowerzystów, kojarząc ich ze świętymi krowami multikulti. Ubodzy piesi też nie lubią tępiących ich rowerzystów. Kierowcy również najchętniej udusiliby takich cyklistów gołymi rękami. Mamy też liczną kastę bogatych kodowców na rowerkach po 20 tysięcy sztuka ubranych w obcisłe gatki. Oni prawo jazdy już mają, więc problem ich nie dotyczy. Rowerem jadą do swojej fundacji, tam biorą prysznic, wkładają garniak i idą do biurka. Po robocie wsiadają do ulubionej terenówki, podczepiają łódkę, i hajda do domku nad jeziorem. Im to wisi.
    Jednak prości rowerzyści nie mający prawa jazdy dostaną w dupę. Zapewne będzie potrzebne wykazanie się zdrowiem kosmonauty gdyż jazda rowerem w mieście wymaga lepszego zdrowia i wyższej orientacji przestrzennej niż jazda samochodem. Dziadek już se nie pojedzie na rynek po mleko.
    Ciekawe czy ilość pokrzywdzonych tych prawkiem, i wściekłych, przewyższa tych którym rzecz wisi.

    • Te święte krowy przyczyniają
      Te święte krowy przyczyniają się do zmniejszania emisji zanieczyszczeń, a w swoim czasie wydatków na służbę zdrowia. A, za dobrą kondycją idzie większa wydajność, fizyczna i umysłowa, więc rośnie PKB.

      Tak więc uważam, że rowerzystom należy się szacunek i przywileje, a ich bezpieczeństwo należy zwiększyć nakładając większe kary dla kierowców, którzy zapominają, że ze zwykłej uprzejmości powinni uważać na słabszego.

  6. emeryci na wrotki
    Psychologicznie motyw jest taki, że PiS nie lubi rowerzystów, kojarząc ich ze świętymi krowami multikulti. Ubodzy piesi też nie lubią tępiących ich rowerzystów. Kierowcy również najchętniej udusiliby takich cyklistów gołymi rękami. Mamy też liczną kastę bogatych kodowców na rowerkach po 20 tysięcy sztuka ubranych w obcisłe gatki. Oni prawo jazdy już mają, więc problem ich nie dotyczy. Rowerem jadą do swojej fundacji, tam biorą prysznic, wkładają garniak i idą do biurka. Po robocie wsiadają do ulubionej terenówki, podczepiają łódkę, i hajda do domku nad jeziorem. Im to wisi.
    Jednak prości rowerzyści nie mający prawa jazdy dostaną w dupę. Zapewne będzie potrzebne wykazanie się zdrowiem kosmonauty gdyż jazda rowerem w mieście wymaga lepszego zdrowia i wyższej orientacji przestrzennej niż jazda samochodem. Dziadek już se nie pojedzie na rynek po mleko.
    Ciekawe czy ilość pokrzywdzonych tych prawkiem, i wściekłych, przewyższa tych którym rzecz wisi.

    • Te święte krowy przyczyniają
      Te święte krowy przyczyniają się do zmniejszania emisji zanieczyszczeń, a w swoim czasie wydatków na służbę zdrowia. A, za dobrą kondycją idzie większa wydajność, fizyczna i umysłowa, więc rośnie PKB.

      Tak więc uważam, że rowerzystom należy się szacunek i przywileje, a ich bezpieczeństwo należy zwiększyć nakładając większe kary dla kierowców, którzy zapominają, że ze zwykłej uprzejmości powinni uważać na słabszego.

  7. Środowisko cyklistów samo walnęło sobie w stopę,
    walcząc o "równouprawnienie" na drodze. Od tej chwili, prawko może niekoniecznie, ale obowiązkowe OC i tablice rejestracyjne, powinny dotyczyć tych pełnoprawnych uczestników ruchu drogowego bezwzględnie.

  8. Środowisko cyklistów samo walnęło sobie w stopę,
    walcząc o "równouprawnienie" na drodze. Od tej chwili, prawko może niekoniecznie, ale obowiązkowe OC i tablice rejestracyjne, powinny dotyczyć tych pełnoprawnych uczestników ruchu drogowego bezwzględnie.

  9. Oby więcej podobnych pomysłów a słupki walną PiS-owi w strop
    Karta pieszego z egzaminem na poruszanie się nożne w ruchu miejskim

    Kategoria M – miasto, uprawniająca do chodzenia po chodnikach
    Kategoria W – wieś, uprawniająca do chodzenia drogami i poboczem
    Kategoria G – góry, uprawniająca do chodzenia po drogach górskich

    Za łażenie pod wpływem, utrata karty z orzeczonym sądownie zakazem wychodzenia z domu.

    Cóż idiotyzmów ci u nas nie brakuje, jeżeli bałwan wyjeżdża rowerem na drogę i porusza się w ruchu, łamie przepisy, powinien zapłacić mandat za łamanie przepisów, jak wsadzi łeb gdzie nie trzeba jego problem.
    W szkołach kiedyś uczono dzieci obowiązkowo przepisów ruchu drogowego i każdy uczeń otrzymywał dokument, że przeszedł szkolenie, czy wystarczy ?
    Moim zdaniem w zupełności. Przychodzi urzędas na stołek i myśli co by tu spieprzyć, lub uprzykrzyć życie kolejnym idiotycznym przepisem, kolejnym obciążeniem finansowym bo przecież, za kartę trzeba będzie zapłacić, państwowo wydrukować i pewnie odebrać w wydziale komunikacji numer rejestracyjny roweru. Pedałuj się panie minister, na zdrowie !

  10. Oby więcej podobnych pomysłów a słupki walną PiS-owi w strop
    Karta pieszego z egzaminem na poruszanie się nożne w ruchu miejskim

    Kategoria M – miasto, uprawniająca do chodzenia po chodnikach
    Kategoria W – wieś, uprawniająca do chodzenia drogami i poboczem
    Kategoria G – góry, uprawniająca do chodzenia po drogach górskich

    Za łażenie pod wpływem, utrata karty z orzeczonym sądownie zakazem wychodzenia z domu.

    Cóż idiotyzmów ci u nas nie brakuje, jeżeli bałwan wyjeżdża rowerem na drogę i porusza się w ruchu, łamie przepisy, powinien zapłacić mandat za łamanie przepisów, jak wsadzi łeb gdzie nie trzeba jego problem.
    W szkołach kiedyś uczono dzieci obowiązkowo przepisów ruchu drogowego i każdy uczeń otrzymywał dokument, że przeszedł szkolenie, czy wystarczy ?
    Moim zdaniem w zupełności. Przychodzi urzędas na stołek i myśli co by tu spieprzyć, lub uprzykrzyć życie kolejnym idiotycznym przepisem, kolejnym obciążeniem finansowym bo przecież, za kartę trzeba będzie zapłacić, państwowo wydrukować i pewnie odebrać w wydziale komunikacji numer rejestracyjny roweru. Pedałuj się panie minister, na zdrowie !

  11. Problem tkwi w tym,
    że cokolwiek PiS zaproponuje, pomyśli głośno, a nawet jak nie zaproponuje i nie pomyśli głośno, to często wystarczy sama medialna wrzutka, a zaraz odezwą się stada mądrali, którzy będą udowadniać jaki ten PiS jest straszny, antydemokratyczny i w ogóle faszystowski. W tym ostatnim "argumencie" znajdą się oczywiste odwołania do Stalina, Hitlera i Kim Ir Sena.
    Podejdźmy do sprawy od strony statystyki:
    "Polska w czołówce najniebezpieczniejszych krajów UE dla rowerzystów. Na milion mieszkańców ginie u nas 8 cyklistów. Skrajnie niebezpiecznie jest dla najstarszych – pod tym względem gorsze statystyki są tylko w Holandii, ale tam rowerzystów jest znacznie więcej

     
    W jednym z ostatnich raportów Europejska Rada Bezpieczeństwa Transportu przyjrzała się bliżej bezpieczeństwu pieszych i rowerzystów. Statystyki zebrane przez ETSC nie dają złudzeń – Polska jest jednym z najniebezpieczniejszych krajów dla rowerzystów."

    Setki zabitych i tysiące rannych, to tylko statystyka, ale za nią stoją koszty ponoszone przez ogół. 

    • likwidacja WORD od maja
      Polska pod każdym względem jest unikalna. Nigdzie w UE nie ma kart rowerowych, grzybowych (u nas miały być), pływackich. Zdawalność egzaminów na prawo jazdy sięga tam 100%. Egzaminy są albo trudne lecz sensowne, i do do zdania bez problemu (Niemcy), albo sprowadzone do banalnej formalności. Trzy elementarne pytania i prawo tymczasowe od ręki, egzamin na mieście zdawany własnym samochodem w ciągu określonego czasu (większość starej Unii).
      Takich cyrków z uzyskaniem prawa jazdy jak u nas nie ma nawet w Afryce. Trudniej zdać niż doktorat z habilitacją w jednym.
      I jak widać, nic to nie pomaga.

      • Pewnie wiesz, że
        zbieranie grzybów w Szwecji, Finlandii, Norwegii jest tubylcom prawie nieznane? Ciekawe czy mają taki problem w trakcie sezonu na grzyby, jak my na miejscu, kiedy zapotrzebowanie na przeszczep wątroby wzrasta po wielokroć? Pamiętam przypadek, że dziecku dwukrotnie przeszczepiano wątrobę (ratowanie życia). Niegrzecznie wypomnę, że na tą okoliczność dwie osoby wypadły z kolejki na przeszczep, bo komuś tam muchomorek pomylił się z prawdziwkiem. Czy to jest normalne?

    • Też przed chwilą bobrowałem w internecie. Jeśli chodzi o
      wypadki śmiertelne, to są nawet nie setki, a tysiąc ofiar rocznie. Nawet gdyby przyjąć, że połowę wypadków z udziałem rowerzystów powodują kierowcy aut (moje sufitowe założenie, bo nie znalazłem podziału na winnych: kierowca – cyklista), to jest sprawa o 500 żyć rocznie (plus kilka tysięcy kalek – sprawa nie błaha. Plus kilkaset uratowanych z tytułu rozdzielenie ruchu rowerowego od samochodowego. Nie taka drobna sprawa, i wymagające jednak przemyśleń ustawowych.

      • Wypadki z udziałem pieszych też idą w tysiące.
        Nawet gdyby przyjąć, że połowę wypadków z udziałem pieszych powodują kierowcy aut (założenie, bez podziału na winnych: kierowca – pieszy), to jest sprawa kilkuset żyć rocznie (plus kilka tysięcy kalek – sprawa nie błaha).
        Nie taka drobna sprawa, i wymagające jednak przemyśleń ustawowych.
        Karty Pieszego zasługują na poważną debatę.

        • Bo w Polsce jak cham ma auto,
          Bo w Polsce jak cham ma auto, to jest wielki PAN. W Polsce człowiek w aucie jest ważniejszy od pieszego albo rowerzysty – czemu? 

          Byłam niedawno w Polsce – ile można czekać na zielone światło dla pieszych to po prostu tragedia. W Anglii jak pieszy chce przejść i przyciska guzik, światło zmienia się o połowę czasu szybciej, niż w Polsce. Tylko w Polsce kierowca to święta krowa. Na pasy wLondynie wchodzę z zamkniętymi oczami – kierowcy jadą wolniej, bo z daleka je widzą, zatrzymują się zawsze, bo pasy to świętość. Pasy są tu tak bezpieczne, jakby chodnik leciał w poprzek drogi. Trzeba nauczyć tej samej kultury chamów, a wtedy poprawi się bezpieczeństwo.

          • Ja w Polsce kilka razy na przejściu dla pieszych ledwo uszedłem
            … z życiem. Raz nawet moje zgodne z przepisami przechodzenie na pasach doprowadziło do stłuczki (a jakbym nie uskoczył, to bym już tu pewnie nie pisał). Samochód w rękach idioty może spowodować o wiele więcej szkód niż rower…

    • Jedne z najtrudniejszych egzaminów na prawo jazdy w Europie
      … nijak nie przekładają się na bezpieczeństwo na Polskich drogach.

      To, czy wprowadzenie "prawa jazdy na rower" miałoby cokolwiek poprawić w kwestii bezpieczeństwa na drogach, jest więc kwestią mocno dyskusyjną.

      Kwestią dyskusyjną nie są natomiast realne wysokie koszta które poniesie zarówno państwo jak i społeczeństwo przy okazji wprowadzenia tej "regulacji". Jeśli ktoś w ostatnich latach miał do czynienia z WORDami, to wie z jakim administracyjno-korupcyjnym bajzlem musieliby się zmierzyć rowerzyści. 

  12. Problem tkwi w tym,
    że cokolwiek PiS zaproponuje, pomyśli głośno, a nawet jak nie zaproponuje i nie pomyśli głośno, to często wystarczy sama medialna wrzutka, a zaraz odezwą się stada mądrali, którzy będą udowadniać jaki ten PiS jest straszny, antydemokratyczny i w ogóle faszystowski. W tym ostatnim "argumencie" znajdą się oczywiste odwołania do Stalina, Hitlera i Kim Ir Sena.
    Podejdźmy do sprawy od strony statystyki:
    "Polska w czołówce najniebezpieczniejszych krajów UE dla rowerzystów. Na milion mieszkańców ginie u nas 8 cyklistów. Skrajnie niebezpiecznie jest dla najstarszych – pod tym względem gorsze statystyki są tylko w Holandii, ale tam rowerzystów jest znacznie więcej

     
    W jednym z ostatnich raportów Europejska Rada Bezpieczeństwa Transportu przyjrzała się bliżej bezpieczeństwu pieszych i rowerzystów. Statystyki zebrane przez ETSC nie dają złudzeń – Polska jest jednym z najniebezpieczniejszych krajów dla rowerzystów."

    Setki zabitych i tysiące rannych, to tylko statystyka, ale za nią stoją koszty ponoszone przez ogół. 

    • likwidacja WORD od maja
      Polska pod każdym względem jest unikalna. Nigdzie w UE nie ma kart rowerowych, grzybowych (u nas miały być), pływackich. Zdawalność egzaminów na prawo jazdy sięga tam 100%. Egzaminy są albo trudne lecz sensowne, i do do zdania bez problemu (Niemcy), albo sprowadzone do banalnej formalności. Trzy elementarne pytania i prawo tymczasowe od ręki, egzamin na mieście zdawany własnym samochodem w ciągu określonego czasu (większość starej Unii).
      Takich cyrków z uzyskaniem prawa jazdy jak u nas nie ma nawet w Afryce. Trudniej zdać niż doktorat z habilitacją w jednym.
      I jak widać, nic to nie pomaga.

      • Pewnie wiesz, że
        zbieranie grzybów w Szwecji, Finlandii, Norwegii jest tubylcom prawie nieznane? Ciekawe czy mają taki problem w trakcie sezonu na grzyby, jak my na miejscu, kiedy zapotrzebowanie na przeszczep wątroby wzrasta po wielokroć? Pamiętam przypadek, że dziecku dwukrotnie przeszczepiano wątrobę (ratowanie życia). Niegrzecznie wypomnę, że na tą okoliczność dwie osoby wypadły z kolejki na przeszczep, bo komuś tam muchomorek pomylił się z prawdziwkiem. Czy to jest normalne?

    • Też przed chwilą bobrowałem w internecie. Jeśli chodzi o
      wypadki śmiertelne, to są nawet nie setki, a tysiąc ofiar rocznie. Nawet gdyby przyjąć, że połowę wypadków z udziałem rowerzystów powodują kierowcy aut (moje sufitowe założenie, bo nie znalazłem podziału na winnych: kierowca – cyklista), to jest sprawa o 500 żyć rocznie (plus kilka tysięcy kalek – sprawa nie błaha. Plus kilkaset uratowanych z tytułu rozdzielenie ruchu rowerowego od samochodowego. Nie taka drobna sprawa, i wymagające jednak przemyśleń ustawowych.

      • Wypadki z udziałem pieszych też idą w tysiące.
        Nawet gdyby przyjąć, że połowę wypadków z udziałem pieszych powodują kierowcy aut (założenie, bez podziału na winnych: kierowca – pieszy), to jest sprawa kilkuset żyć rocznie (plus kilka tysięcy kalek – sprawa nie błaha).
        Nie taka drobna sprawa, i wymagające jednak przemyśleń ustawowych.
        Karty Pieszego zasługują na poważną debatę.

        • Bo w Polsce jak cham ma auto,
          Bo w Polsce jak cham ma auto, to jest wielki PAN. W Polsce człowiek w aucie jest ważniejszy od pieszego albo rowerzysty – czemu? 

          Byłam niedawno w Polsce – ile można czekać na zielone światło dla pieszych to po prostu tragedia. W Anglii jak pieszy chce przejść i przyciska guzik, światło zmienia się o połowę czasu szybciej, niż w Polsce. Tylko w Polsce kierowca to święta krowa. Na pasy wLondynie wchodzę z zamkniętymi oczami – kierowcy jadą wolniej, bo z daleka je widzą, zatrzymują się zawsze, bo pasy to świętość. Pasy są tu tak bezpieczne, jakby chodnik leciał w poprzek drogi. Trzeba nauczyć tej samej kultury chamów, a wtedy poprawi się bezpieczeństwo.

          • Ja w Polsce kilka razy na przejściu dla pieszych ledwo uszedłem
            … z życiem. Raz nawet moje zgodne z przepisami przechodzenie na pasach doprowadziło do stłuczki (a jakbym nie uskoczył, to bym już tu pewnie nie pisał). Samochód w rękach idioty może spowodować o wiele więcej szkód niż rower…

    • Jedne z najtrudniejszych egzaminów na prawo jazdy w Europie
      … nijak nie przekładają się na bezpieczeństwo na Polskich drogach.

      To, czy wprowadzenie "prawa jazdy na rower" miałoby cokolwiek poprawić w kwestii bezpieczeństwa na drogach, jest więc kwestią mocno dyskusyjną.

      Kwestią dyskusyjną nie są natomiast realne wysokie koszta które poniesie zarówno państwo jak i społeczeństwo przy okazji wprowadzenia tej "regulacji". Jeśli ktoś w ostatnich latach miał do czynienia z WORDami, to wie z jakim administracyjno-korupcyjnym bajzlem musieliby się zmierzyć rowerzyści. 

  13. Logicznym i rozsądnym jest, aby zabrać prawo jazdy daltonistom!
    Logicznym i rozsądnym jest, aby zabrać prawo jazdy daltonistom! Tak jest w Singapurze i było w Rumunii. Wtedy autor z innego śpiewałby klucza.

    Wprowadzenie obowiązku posiadania karty rowerowej przez ministra Adamczyka jest zmianą niekorzystną dla tych, którzy korzystali z możliwości poruszania się rowerem, a nie mieli ani karty, ani prawa jazdy – jest to zamach na ich prawa nabyte. Najwięcej osób poszkodowanych jest wśród wyborców PiS – pomyślcie o tych starszych kobietach mieszkających na wsiach, które zwykle głosowały na PiS, a roweru używają na codzień i to nie w celach rekreacyjnych – obrazek nr 1. Ba, to jest zamach na prawa nabyte samego Prezesa PiS (no chyba że posiada jednak kartę rowerową).
    Poza tym te obowiązkowe kaski dla "dzieci i młodzieży" to śmierdzi lobbingiem – cały art.
    http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/933739,karta-rowerowa-obowiazkowa-dla-doroslych.html

    Poza tym jest to kwestia podejścia władzy do obywateli – jeżeli władza chce "uszczęśliwić" obywateli, chce czegoś dla "ich dobra", to powinna wyjść do społeczeństwa z taką propozycją, zapytać o zdanie, a nie narzucać nowe przepisy, wymogi i kary. Tym bardziej, że w kampanii wyborczej PiS nie słyszałem o propozycji przywrócenia konieczności posiadania uprawnień na rower dla osób pełnoletnich i wprowadzenia "obowiązku kasków" dla "dzieci młodzieży".

    PS Dzięki Olej-owi i paru innym za ich komentarze. Ja by wolał, zeby zamiast karać rowerzystów, PiS wpierw rozliczył aferzystów, przeprowadził uczciwe wybory samorządowe, realnie włączył obywateli do sprawowania i kontrolowania władzy.


    https://www.youtube.com/watch?v=iFbapX5OMJI

    • Niepotrzebnie się tyle
      Niepotrzebnie się tyle napisałeś, po pierwsze co ma dupa do ucha, po drugie daltoniści nie mogą mieć prawa jazdy innego niż kat. A, A1, B, B1, B+E, T, czyli jak to się kiedyś mówiło, nie mogą być zawodowymi kierowcami. Jak chcesz gdzieś zabłysnąć, na przykład na TT wrzuć temat, masz pewien sukces. Jako daltonista uważam, że słusznie.

      • Tyle napisałem, a nie napisałem wprost tylko opisowo, że potrzeb
        Tyle napisałem, a nie napisałem wprost tylko opisowo, że potrzebny jest kompromis, między tym, jak powinno być co do zasady, czyli znajomość zasad ruchu drogowego potwierdzona egzaminem i stosownym dokumentem, a jakimś marginesem swobody dla jakiejś stosunkowo nielicznej grupy osób na poruszanie się rowerem bez uprawnień, których nie nabędą z racji wieku, jakiś wewnętrznych oporów czy wadą wzroku, która np. pozwala im jeździć w dzień na rowerze, a badań na prawo jazdy by nie przeszli – oni najwyżej wyrządzą szkodę sobie, a nie innym, a możliwość jazdy rowerem ma dla nich znaczenie "życiowe". Przecież i tak chyba zdecydowana większość osób wchodzących w dorosłość robi prawo jazdy [1], IMO takim kompromisem, i to wcale nie oczywistym, jest możliwość posiadania prawa jazdy przez "daltonistów" (czy jak to fachowo się określa – osób z zaburzeniami widzenia barwnego) – nawet nie będę się pytał, jak widzisz światła na sygnalizatorach, kiedy świeci ostre słońce za lub prosto w sygnalizator – na pewno dużo gorzej, niż osoba bez takiej wady wzroku. I to jest IMO bardzo niebezpieczne, zwłaszcza w mieście, bardziej niż brak karty rowerowej. Podsumowując i biorąc pod uwagę [1] wprowadzenie obowiązkowej karty rowerowej dla osób powyżej +18 lat jest IMO bezzasadne ze względu na znikomą ilość osób, której będzie dotyczyć. I podobnie jest z "kaskami dla dzieci i młodzieży" – zaraz potem zacznie się, a jakie to kaski mają byc, ich atestowanie, etc, etc.

        • dość traktowania ludzi jak bydło
          Wszystko prawda. Ciągle tylko nie rozumiem dlaczego jesteśmy rasą niższą. Dlaczego pijany Niemiec może zasuwać bez karty rowerem środkiem drogi i nikt mu nie podskoczy. Dlaczego niemiecka emerytka może (brak tam badań lekarskich) zdać prosty niemiecki egzamin i zasuwać porszakiem po pechowo zmarłym mężu, podczas gdy polski egzamin zda tylko młodzian wychowany na grach komputerowych.

        • Ja po prostu myślę i
          Ja po prostu myślę i wszystkim radzę to samo. KAŻDA sygnalizacja wygląda tak SAMO: czerwone – góra, żółte- środek, zielone-dół. Do dupy potrzebne mi są kolory. Poza tym daltonizmów jest tysiąc, jak akurat mam wersję “laserową”, czyli widzę kolory, ale barwy mieszane się plączą. Na przykład fioletowy w zależności od nasycenia raz jest czerwony, raz grantowy, raz fioletowy.

  14. Logicznym i rozsądnym jest, aby zabrać prawo jazdy daltonistom!
    Logicznym i rozsądnym jest, aby zabrać prawo jazdy daltonistom! Tak jest w Singapurze i było w Rumunii. Wtedy autor z innego śpiewałby klucza.

    Wprowadzenie obowiązku posiadania karty rowerowej przez ministra Adamczyka jest zmianą niekorzystną dla tych, którzy korzystali z możliwości poruszania się rowerem, a nie mieli ani karty, ani prawa jazdy – jest to zamach na ich prawa nabyte. Najwięcej osób poszkodowanych jest wśród wyborców PiS – pomyślcie o tych starszych kobietach mieszkających na wsiach, które zwykle głosowały na PiS, a roweru używają na codzień i to nie w celach rekreacyjnych – obrazek nr 1. Ba, to jest zamach na prawa nabyte samego Prezesa PiS (no chyba że posiada jednak kartę rowerową).
    Poza tym te obowiązkowe kaski dla "dzieci i młodzieży" to śmierdzi lobbingiem – cały art.
    http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/933739,karta-rowerowa-obowiazkowa-dla-doroslych.html

    Poza tym jest to kwestia podejścia władzy do obywateli – jeżeli władza chce "uszczęśliwić" obywateli, chce czegoś dla "ich dobra", to powinna wyjść do społeczeństwa z taką propozycją, zapytać o zdanie, a nie narzucać nowe przepisy, wymogi i kary. Tym bardziej, że w kampanii wyborczej PiS nie słyszałem o propozycji przywrócenia konieczności posiadania uprawnień na rower dla osób pełnoletnich i wprowadzenia "obowiązku kasków" dla "dzieci młodzieży".

    PS Dzięki Olej-owi i paru innym za ich komentarze. Ja by wolał, zeby zamiast karać rowerzystów, PiS wpierw rozliczył aferzystów, przeprowadził uczciwe wybory samorządowe, realnie włączył obywateli do sprawowania i kontrolowania władzy.


    https://www.youtube.com/watch?v=iFbapX5OMJI

    • Niepotrzebnie się tyle
      Niepotrzebnie się tyle napisałeś, po pierwsze co ma dupa do ucha, po drugie daltoniści nie mogą mieć prawa jazdy innego niż kat. A, A1, B, B1, B+E, T, czyli jak to się kiedyś mówiło, nie mogą być zawodowymi kierowcami. Jak chcesz gdzieś zabłysnąć, na przykład na TT wrzuć temat, masz pewien sukces. Jako daltonista uważam, że słusznie.

      • Tyle napisałem, a nie napisałem wprost tylko opisowo, że potrzeb
        Tyle napisałem, a nie napisałem wprost tylko opisowo, że potrzebny jest kompromis, między tym, jak powinno być co do zasady, czyli znajomość zasad ruchu drogowego potwierdzona egzaminem i stosownym dokumentem, a jakimś marginesem swobody dla jakiejś stosunkowo nielicznej grupy osób na poruszanie się rowerem bez uprawnień, których nie nabędą z racji wieku, jakiś wewnętrznych oporów czy wadą wzroku, która np. pozwala im jeździć w dzień na rowerze, a badań na prawo jazdy by nie przeszli – oni najwyżej wyrządzą szkodę sobie, a nie innym, a możliwość jazdy rowerem ma dla nich znaczenie "życiowe". Przecież i tak chyba zdecydowana większość osób wchodzących w dorosłość robi prawo jazdy [1], IMO takim kompromisem, i to wcale nie oczywistym, jest możliwość posiadania prawa jazdy przez "daltonistów" (czy jak to fachowo się określa – osób z zaburzeniami widzenia barwnego) – nawet nie będę się pytał, jak widzisz światła na sygnalizatorach, kiedy świeci ostre słońce za lub prosto w sygnalizator – na pewno dużo gorzej, niż osoba bez takiej wady wzroku. I to jest IMO bardzo niebezpieczne, zwłaszcza w mieście, bardziej niż brak karty rowerowej. Podsumowując i biorąc pod uwagę [1] wprowadzenie obowiązkowej karty rowerowej dla osób powyżej +18 lat jest IMO bezzasadne ze względu na znikomą ilość osób, której będzie dotyczyć. I podobnie jest z "kaskami dla dzieci i młodzieży" – zaraz potem zacznie się, a jakie to kaski mają byc, ich atestowanie, etc, etc.

        • dość traktowania ludzi jak bydło
          Wszystko prawda. Ciągle tylko nie rozumiem dlaczego jesteśmy rasą niższą. Dlaczego pijany Niemiec może zasuwać bez karty rowerem środkiem drogi i nikt mu nie podskoczy. Dlaczego niemiecka emerytka może (brak tam badań lekarskich) zdać prosty niemiecki egzamin i zasuwać porszakiem po pechowo zmarłym mężu, podczas gdy polski egzamin zda tylko młodzian wychowany na grach komputerowych.

        • Ja po prostu myślę i
          Ja po prostu myślę i wszystkim radzę to samo. KAŻDA sygnalizacja wygląda tak SAMO: czerwone – góra, żółte- środek, zielone-dół. Do dupy potrzebne mi są kolory. Poza tym daltonizmów jest tysiąc, jak akurat mam wersję “laserową”, czyli widzę kolory, ale barwy mieszane się plączą. Na przykład fioletowy w zależności od nasycenia raz jest czerwony, raz grantowy, raz fioletowy.

  15. Wiemy jaki bajzel panuje wokół kursów prawa jazdy
    Po częsci idiotyczne pytania (ostatnio dot. ekologii), uwalanie na praktycznym za głupoty, powszechna korupcja i ludzie zdający po 15 razy ten sam egzamin. Niekompetentni i złośliwi egzaminujący widzący w zdających worek pieniędzi. I co najważniejsze – brak jakiegokolwiek przełożenia zaostrzenia wymagań egzaminu na bezpieczeństwo na drogach.

    Bez względu na opinię nt. prawa jazdy na rower, trzeba wziąć pod uwagę 2 rzeczy – kto będzie egzaminował i kto będzie układał pytania. Obawiam się że przy obecnych kadrach "egzaminacyjnych" sprowadziło by się to do łatania mandatami dziury budżetowej kosztem pechowców którym na drodze stanęłaby np. straż miejska – bo egzamin będzie za drogi i za trudny (tzn. daleko wychodzący poza kwestie faktycznie dotyczące bezpieczeństwa na drodze, zaraz wyskoczy jakaś "ekojazda" czy znajomość zwyczajów godowych płazów wychodzących na drogę w określonych miesiącach..) dla większości rowerzystów. 95% rowerzystów  i tak by "okazyjnie" jeździło po drogach publicznych licząc na to, że się im "upiecze".

    Nie można tego rozwiązać prościej, podpinając obowiązkową naukę przepisów ruchu drogowego pod zajęcia w szkole? Wiedza trafi do znacznie większej rzeszy ludzi (a nie tylko tych, którzy będą się bać mandatu na tyle, by zrobić kurs), a i koszta powinny być mniejsze (ileśtam godzin na przestrzeni iluś lat vs. cała nowa instytucja). Znajomość przepisów ruchu dorgowego to wiedza elementarna, jak czytanie, pisanie i liczenie, niezbędna do prawidłowego funkcjonowania jednostki w społeczeństwie. Wiedza ta powinna być nabywana na poziomie edukacji podstawowej, a nie na skutek udziału w jakimśtam kursie. Przy okazji byłaby to również solidna podstawa dla tych, którzy kiedyś zrobią prawo jazdy na samochód.

  16. Wiemy jaki bajzel panuje wokół kursów prawa jazdy
    Po częsci idiotyczne pytania (ostatnio dot. ekologii), uwalanie na praktycznym za głupoty, powszechna korupcja i ludzie zdający po 15 razy ten sam egzamin. Niekompetentni i złośliwi egzaminujący widzący w zdających worek pieniędzi. I co najważniejsze – brak jakiegokolwiek przełożenia zaostrzenia wymagań egzaminu na bezpieczeństwo na drogach.

    Bez względu na opinię nt. prawa jazdy na rower, trzeba wziąć pod uwagę 2 rzeczy – kto będzie egzaminował i kto będzie układał pytania. Obawiam się że przy obecnych kadrach "egzaminacyjnych" sprowadziło by się to do łatania mandatami dziury budżetowej kosztem pechowców którym na drodze stanęłaby np. straż miejska – bo egzamin będzie za drogi i za trudny (tzn. daleko wychodzący poza kwestie faktycznie dotyczące bezpieczeństwa na drodze, zaraz wyskoczy jakaś "ekojazda" czy znajomość zwyczajów godowych płazów wychodzących na drogę w określonych miesiącach..) dla większości rowerzystów. 95% rowerzystów  i tak by "okazyjnie" jeździło po drogach publicznych licząc na to, że się im "upiecze".

    Nie można tego rozwiązać prościej, podpinając obowiązkową naukę przepisów ruchu drogowego pod zajęcia w szkole? Wiedza trafi do znacznie większej rzeszy ludzi (a nie tylko tych, którzy będą się bać mandatu na tyle, by zrobić kurs), a i koszta powinny być mniejsze (ileśtam godzin na przestrzeni iluś lat vs. cała nowa instytucja). Znajomość przepisów ruchu dorgowego to wiedza elementarna, jak czytanie, pisanie i liczenie, niezbędna do prawidłowego funkcjonowania jednostki w społeczeństwie. Wiedza ta powinna być nabywana na poziomie edukacji podstawowej, a nie na skutek udziału w jakimśtam kursie. Przy okazji byłaby to również solidna podstawa dla tych, którzy kiedyś zrobią prawo jazdy na samochód.

  17. Pewnego pięknego słonecznego
    Pewnego pięknego słonecznego czerwcowego poranka w Niemczech jechałam sobie na ROWERZE  .
    Czułam sie super prawie jak królowa szosy ( w końcu w Niemczech rowerzyści to święte krowy – kierowcy mogą mi skoczyć … ) nie miałam kasku a k*** a po co – żeby wyglądac jak idiotka w tym śmiesznym okryciu głowy…..
    no i tak dojechałam do pana i chciałam go wyminąć – pech chciał, że obok drogi rowerowej szedł sobie chłop, który machnął mi na kierownicę – tak, że poleciałam do przodu ( zobaczyłam to później a ten gość obok mnie – poleciał na krzaki na szczescie !! ….i efekt zajścia ( to byla moja wina.. wstyd to przyznać )  był taki, że  wylądowałam z dziurą w udzie na stole w szpitalu ze stawka dzienna 800 euro…  ( wbiłam sobie  kierownicę  rozrywając  mięsień ) –  chirurg, który mnie opatrywał powiedział, że miałam szczęście  ( haha) bo kilka MILIMETRÓW głębiej i mięsień  – ten główny w nodze byłby rozerwany…..

    Do dziś pamiętam ten moment prawie jak odrodzenie -kiedy  zrobiłam pierwszy krok – zalecenia  lekarza
        – to jest naprawde  trudne  do opisania  – zmobilizować się ten pierwszy krok  zrobić  – kiedy noga jest sztywna  i świeżo zeszyta…… w sumie miałam dużo szczęścia ……..

    Minęło już  sporo  czasu od tamtego  wydarzenia  – cóż  mam  nadal dziurę w nodze … taka       '' pamiątka  z Niemiec ''
    dopiero po roku od wypadku wsiadłam  ponownie  na rower  …

    w Irlandii  robiłam  ponad 150  km tygodniowo  do pracy –   bo lubię  jeździć,  bo się dobrze czuję –    ale zawsze kiedy  mi  przychodzi  ochota  na  poszarżowanie-  to  mam  z tyłu głowy  to co mi się przydarzyło   – to jest tylko rower  i dwa kółka  i żadnej ochrony…

    nikt  mnie nigdy  nie zaciągnie aby wsiąść  na rower bez kasku  albo  bez oświetlenia  – zawsze  mam  swiatła na nogach,  doopsku i głowie   – jak  choinka  świąteczna – duży komfort  dla kierowców  i dla mnie – bo wiem, że mi nikt  w dooopsko  nie wjedzie ….

    przedwczoraj  stojąc na przystanku  autobusowym w Poznaniu ( pogoda  byla cudna )  przejechały obok  chyba ze 3 panny  na rowerach  – wszystkie bez kasku  ….

    Osobiście  uważam. że  jest  życie przed wypadkiem  i po wypadku  …… takie  życie po życiu ….

  18. Pewnego pięknego słonecznego
    Pewnego pięknego słonecznego czerwcowego poranka w Niemczech jechałam sobie na ROWERZE  .
    Czułam sie super prawie jak królowa szosy ( w końcu w Niemczech rowerzyści to święte krowy – kierowcy mogą mi skoczyć … ) nie miałam kasku a k*** a po co – żeby wyglądac jak idiotka w tym śmiesznym okryciu głowy…..
    no i tak dojechałam do pana i chciałam go wyminąć – pech chciał, że obok drogi rowerowej szedł sobie chłop, który machnął mi na kierownicę – tak, że poleciałam do przodu ( zobaczyłam to później a ten gość obok mnie – poleciał na krzaki na szczescie !! ….i efekt zajścia ( to byla moja wina.. wstyd to przyznać )  był taki, że  wylądowałam z dziurą w udzie na stole w szpitalu ze stawka dzienna 800 euro…  ( wbiłam sobie  kierownicę  rozrywając  mięsień ) –  chirurg, który mnie opatrywał powiedział, że miałam szczęście  ( haha) bo kilka MILIMETRÓW głębiej i mięsień  – ten główny w nodze byłby rozerwany…..

    Do dziś pamiętam ten moment prawie jak odrodzenie -kiedy  zrobiłam pierwszy krok – zalecenia  lekarza
        – to jest naprawde  trudne  do opisania  – zmobilizować się ten pierwszy krok  zrobić  – kiedy noga jest sztywna  i świeżo zeszyta…… w sumie miałam dużo szczęścia ……..

    Minęło już  sporo  czasu od tamtego  wydarzenia  – cóż  mam  nadal dziurę w nodze … taka       '' pamiątka  z Niemiec ''
    dopiero po roku od wypadku wsiadłam  ponownie  na rower  …

    w Irlandii  robiłam  ponad 150  km tygodniowo  do pracy –   bo lubię  jeździć,  bo się dobrze czuję –    ale zawsze kiedy  mi  przychodzi  ochota  na  poszarżowanie-  to  mam  z tyłu głowy  to co mi się przydarzyło   – to jest tylko rower  i dwa kółka  i żadnej ochrony…

    nikt  mnie nigdy  nie zaciągnie aby wsiąść  na rower bez kasku  albo  bez oświetlenia  – zawsze  mam  swiatła na nogach,  doopsku i głowie   – jak  choinka  świąteczna – duży komfort  dla kierowców  i dla mnie – bo wiem, że mi nikt  w dooopsko  nie wjedzie ….

    przedwczoraj  stojąc na przystanku  autobusowym w Poznaniu ( pogoda  byla cudna )  przejechały obok  chyba ze 3 panny  na rowerach  – wszystkie bez kasku  ….

    Osobiście  uważam. że  jest  życie przed wypadkiem  i po wypadku  …… takie  życie po życiu ….

  19. Wypowiem się jako londyńska
    Wypowiem się jako londyńska rowerzystka. W londynie nie ma kart rowerowych, i gdy zaczynałam jeździć nie znałam w ogóle przepisów ruchu drogowego. Nic a nic. ALE: jeździłam powoli, przepuszczałam wszystkie samochody z lewa i z prawa (nigdy nie zakładałam, że mam kiedyś pierwszeństwo), a przed skrzyżowaniami i rondami zsiadałam z roweru i przechodziłam je jako pieszy. To żadna filozofia jechać poboczem jakiejś prostej drogi, a światła i skrzyżowania przechodzić piechotą. Z czasem, powoli i naturalnie, nauczyłam się wszystkiego. Oczy dookoła głowy wystarczyły mi za egzaminy. Nie rozumiem, dlaczego w Polsce miałabym zostać zatrzymana jako potencjalne zagrożenie.

     
    Wnioskuję, że na rowerze najważniejsza jest rozwaga i ostrożność, a doświadczenie z czasem zastępuje kurs. A poza tym, ci pokorni rowerzyści, którzy starają się nikomu nie zajechać drogi, wbrew pozorom jeżdżą bezpieczniej. Problemy zaczynają się, gdy myśli się w kategoriach "kodeks mówi, że ja tu mam pierwszeństwo!" i sruuuu prosto pod auto jakiegoś idioty. To właśnie w tym okresie zaliczyłam kilka wypadków – bynajmniej nie z mojej winy.
    • To rozsądny komentarz, ale ma
      To rozsądny komentarz, ale ma potworną wadę. Człowiekowi inteligentnemu i rozważnemu to ja bym dał i kombajn do prowadzenia, po krótkim wyjaśnieniu o co biega. Problem polega na tym, że przekrój społeczny jest nieubłagany i po to są pewne konieczne normy. Co wyjadę na drogę to odebrałbym prawo jazdy co najmniej dwóm wariatom i tak jest ze wszystkim, gdzie pojawiają się ludzie w swojej masie.

      • Niby racja, ale jak już
        Niby racja, ale jak już pisałam wcześniej wariat to nie tyle człowiek, co nie zna przepisów, ale ten, kto je ignoruje. Można mieć kartę i być wariatem, można nie mieć i być ostrożnym…

        A na marginesie, to czytałam, że wg badań brak kasku zwiększa bezpieczeństwo na drogach – bo wtedy rowerzysta czuje, że w razie wypadku nic go nie uratuje, i jeździ ostrożniej. Wiem po sobie…

  20. Wypowiem się jako londyńska
    Wypowiem się jako londyńska rowerzystka. W londynie nie ma kart rowerowych, i gdy zaczynałam jeździć nie znałam w ogóle przepisów ruchu drogowego. Nic a nic. ALE: jeździłam powoli, przepuszczałam wszystkie samochody z lewa i z prawa (nigdy nie zakładałam, że mam kiedyś pierwszeństwo), a przed skrzyżowaniami i rondami zsiadałam z roweru i przechodziłam je jako pieszy. To żadna filozofia jechać poboczem jakiejś prostej drogi, a światła i skrzyżowania przechodzić piechotą. Z czasem, powoli i naturalnie, nauczyłam się wszystkiego. Oczy dookoła głowy wystarczyły mi za egzaminy. Nie rozumiem, dlaczego w Polsce miałabym zostać zatrzymana jako potencjalne zagrożenie.

     
    Wnioskuję, że na rowerze najważniejsza jest rozwaga i ostrożność, a doświadczenie z czasem zastępuje kurs. A poza tym, ci pokorni rowerzyści, którzy starają się nikomu nie zajechać drogi, wbrew pozorom jeżdżą bezpieczniej. Problemy zaczynają się, gdy myśli się w kategoriach "kodeks mówi, że ja tu mam pierwszeństwo!" i sruuuu prosto pod auto jakiegoś idioty. To właśnie w tym okresie zaliczyłam kilka wypadków – bynajmniej nie z mojej winy.
    • To rozsądny komentarz, ale ma
      To rozsądny komentarz, ale ma potworną wadę. Człowiekowi inteligentnemu i rozważnemu to ja bym dał i kombajn do prowadzenia, po krótkim wyjaśnieniu o co biega. Problem polega na tym, że przekrój społeczny jest nieubłagany i po to są pewne konieczne normy. Co wyjadę na drogę to odebrałbym prawo jazdy co najmniej dwóm wariatom i tak jest ze wszystkim, gdzie pojawiają się ludzie w swojej masie.

      • Niby racja, ale jak już
        Niby racja, ale jak już pisałam wcześniej wariat to nie tyle człowiek, co nie zna przepisów, ale ten, kto je ignoruje. Można mieć kartę i być wariatem, można nie mieć i być ostrożnym…

        A na marginesie, to czytałam, że wg badań brak kasku zwiększa bezpieczeństwo na drogach – bo wtedy rowerzysta czuje, że w razie wypadku nic go nie uratuje, i jeździ ostrożniej. Wiem po sobie…

  21. Przepraszam, że w liczbie
    Przepraszam, że w liczbie mnogiej, ale to najczęściej powtarzający się argument. Wyjaśnijcie mi jedno. Jak to możliwe, że jednocześnie postulujecie, ze wszech miar SŁUSZNIE, wprowadzenie normalnego egzaminu na prawo jazdy, tak aby on rzeczywiście sprawdzał umiejętności, a nie dostarczał egzaminacyjnej mafii kasy, by z drugiej strony upierać się jak osioł – żadnej weryfikacji umiejętności TYCH SAMYCH UCZESTNIKÓW ruchu drogowego, tylko na rowerach? Przecież aż się prosi, aby jedno i drugie załatwić w ramach tego samego SŁUSZNEGO postulatu.

    • Ale rowerzyści i kierowcy to nie jedyni uczestnicy ruchu.
      Piesi też w nim uczestniczą, i powodują nie mniej wypadków niż rowerzyści. Jeśli jedynym argumentem jest "uczetniczenie w ruchu", to oni tez powinni zostać objęci odpowiednimi regulacjami…

      Prawo jazdy "na samochód" ma sens, ponieważ brak umiejętności kierowcy (a nie tylko nieznajomość przepisów), mimo braku złych intencji i przy zachowaniu względnej ostrożności może doprowadzić do poważnych szkód materialnych lub śmierci pasażerów/ innych uczestników ruch (np. na skutek utraty kontroli nad pojazdem).

      Rowerzysta/pieszy w analogicznej sytuacji stanowi zagrożenie dla siebie samego, dopiero reakcja innych uczestników ruchu (kierujących pojazdami silnikowymi) może spowodować większe szkody.

      Nic nie zwalnia rowerzysty/pieszego od znajomości przepisów, tak samo jak rowerzysta nie może jechac "pod prąd", pieszy nie może przebiegać przez autostradę. Obie sytuacje potencjalnie  mogą doprowadzić do wypadku, karambolu, śmierci wielu ludzi – jednak ponownie wszystko jest "w rękach" kierowców aut, od których to reakcji będzie zależał przebieg ew. wypadku.

      Powodujące wypadek niewłaściwe zachowanie pieszego/rowerzysty jest już obwarowane odpowiednimi przepisami i w obrębie istnejących regulacji prawnych nie wymaga to jakiejś szczególnej korekty.

      • Poważnie? To pieszy może się
        Poważnie? To pieszy może się ustawić na lewym pasie i na zielonej strzałce skręcić sobie w na piwo, czy może za wtargnięcie na jezdnie dostaje w dupę, czyli mandat. A może jest tak, ze pieszy nie uczestniczy w ruchu, tylko wręcz przeciwnie, ruch ma się zatrzymuje, gdy pieszy przechodzi w wyznaczonym miejscu zwanym zebrą. Z takim przekonaniem żyje jakieś 38 lat, bo mniej więcej od 6 roku życia posiadłem tę wiedzę. Niemniej nie upieram się, mogło coś się w tej materii zmienić.

        • A słyszałeś o czymś takim jak kolumna pieszych idących poboczem?
          Albo np. o pielgrzymce?

          Zwracam uwagę również na drogi leśne/wiejskie, gdzie zebra pełni rolę czysto symboliczną, a piesi poruszają się regularnie drogą.

          Za wikipedią:

          Uczestnik ruchu – pieszykierujący, a także inne osoby przebywające w pojeździe lub na pojeździe znajdującym się na drodze[1].

          Uczestnik ruchu (lub inna osoba na drodze) jest zobowiązany do przestrzegania przepisów zawartych w prawie o ruchu drogowym.

          Tak więc w chwili wejścia na drogę (np. na przejście dla pieszych), pieszy staje się "uczestnikiem ruchu". To, w jakich okolicznościach pieszy/rowerzysta/kierowca może się znaleźć na drodze, i w jakiej jej części, określają przepisy. A za ich łamanie każdy z wymienionych może dostać mandat.

          Tak więc niestety, od 38 lat byłeś w błędzie. 🙂

           

          • tak słyszałem o chodzeniu
            tak słyszałem o chodzeniu poboczem, czyli poza ruchem. Słyszałem o kolumnie pieszych i przepisach, ruchu drogowego, którą ją obowiązują. Możesz jeszcze dodać pieszego z latawcem w ramach głupkowatego komplikowania rzeczy oczywistej, którą opisałem, ale to raczej nie będzie ruch lotniczy. Idę spać, z dyskusji na usenecie wyrosłem 20 lat temu.

          • Postawiłeś tezę że “pieszy nie uczestniczy w ruchu”
            Zgodnie z definicją pieszy jest pełnoprawnym uczestnikiem ruchu, tak samo jak pobocze jest integralną częścią drogi:

            Droga – wydzielony pas terenu składający się z jezdnipoboczachodnika, drogi dla pieszych lub drogi dla rowerów, łącznie z torowiskiem pojazdów szynowych znajdującym się w obrębie tego pasa, przeznaczony do ruchu lub postoju pojazdów, ruchu pieszych, jazdy wierzchem lub pędzenia zwierząt[1].

            A pieszy idący DROGĄ (w tym poruszający się po jezdni) jest uczestnikiem ruchu.

            Nie chcę się tutaj bawić w przepychaniki słowne, jednak wydaje mi się że dyskusja będzie bardziej rzeczowa, jeśli nie będziemy zaprzeczać stanowi faktycznemu w zakresie tego czym z punktu widzenia prawa jest droga, a kim pieszy.

            Jeśli już jesteśmy przy "głupkowatości" przypominam że na konia (który jest większy, szybszy i bardziej nieprzewidywalny od roweru) również nie trzeba mieć prawka.

    • Postulujemy niemal
      Postulujemy niemal intuicyjnie i fizycznie: E=(mv^2)/2 – jaka jest energia kinetyczna roweru, jaka samochodu osobowego, a jaka ciężarowego i co z tego wynika w wypadku wypadku (zderzenia) roweru z pozostałymi, kto ponosi zwykle "bezpośrednią szkodę", a kto ma co najwyżej podrapany lakier czy popękaną szybę? I wprost do tej energii kinetycznej rośnie zagrożenie dla innych użytkowników ruchu – w ślad za tym rosną wymogi odnośnie kwalifikacji kierowców w/w pojazdów. Dalej, prędkość roweru jest raczej niska, droga hamowania krótka, zwrotność duża i natychmiastowa, prowadzenie najmniej skomplikowane i wymagania odnośnie prowadzącego najmniejsze … . Chyba prawo o ruchu drogowym powstało dla bezpieczeństwa, dla którego rowerzysta jest najmniejszym zagrożeniem.

      • Ale co ma energia kinetyczna
        Ale co ma energia kinetyczna do znajomości kodeksu drogowego? Fakt, że siekierą możesz zabić, a z “płaskiej” tylko natrzaskać po mordzie nie zwalnia Cię ze znajomości prawa. W jednym i drugim przypadku masz kodeks karny na głowie. Zresztą o czym ta paranoiczna już rozmowa? Wiesz co oznacza taki żółty odwrócony trójkąt na metalowym słupku, czy nie wiesz? I tak powinien wyglądać egzamin, podstawy pozwalające przeżyć na drodze bez tych wszystkich kretyńskich “testów”, które mają ogłupić, nie nauczyć.

  22. Przepraszam, że w liczbie
    Przepraszam, że w liczbie mnogiej, ale to najczęściej powtarzający się argument. Wyjaśnijcie mi jedno. Jak to możliwe, że jednocześnie postulujecie, ze wszech miar SŁUSZNIE, wprowadzenie normalnego egzaminu na prawo jazdy, tak aby on rzeczywiście sprawdzał umiejętności, a nie dostarczał egzaminacyjnej mafii kasy, by z drugiej strony upierać się jak osioł – żadnej weryfikacji umiejętności TYCH SAMYCH UCZESTNIKÓW ruchu drogowego, tylko na rowerach? Przecież aż się prosi, aby jedno i drugie załatwić w ramach tego samego SŁUSZNEGO postulatu.

    • Ale rowerzyści i kierowcy to nie jedyni uczestnicy ruchu.
      Piesi też w nim uczestniczą, i powodują nie mniej wypadków niż rowerzyści. Jeśli jedynym argumentem jest "uczetniczenie w ruchu", to oni tez powinni zostać objęci odpowiednimi regulacjami…

      Prawo jazdy "na samochód" ma sens, ponieważ brak umiejętności kierowcy (a nie tylko nieznajomość przepisów), mimo braku złych intencji i przy zachowaniu względnej ostrożności może doprowadzić do poważnych szkód materialnych lub śmierci pasażerów/ innych uczestników ruch (np. na skutek utraty kontroli nad pojazdem).

      Rowerzysta/pieszy w analogicznej sytuacji stanowi zagrożenie dla siebie samego, dopiero reakcja innych uczestników ruchu (kierujących pojazdami silnikowymi) może spowodować większe szkody.

      Nic nie zwalnia rowerzysty/pieszego od znajomości przepisów, tak samo jak rowerzysta nie może jechac "pod prąd", pieszy nie może przebiegać przez autostradę. Obie sytuacje potencjalnie  mogą doprowadzić do wypadku, karambolu, śmierci wielu ludzi – jednak ponownie wszystko jest "w rękach" kierowców aut, od których to reakcji będzie zależał przebieg ew. wypadku.

      Powodujące wypadek niewłaściwe zachowanie pieszego/rowerzysty jest już obwarowane odpowiednimi przepisami i w obrębie istnejących regulacji prawnych nie wymaga to jakiejś szczególnej korekty.

      • Poważnie? To pieszy może się
        Poważnie? To pieszy może się ustawić na lewym pasie i na zielonej strzałce skręcić sobie w na piwo, czy może za wtargnięcie na jezdnie dostaje w dupę, czyli mandat. A może jest tak, ze pieszy nie uczestniczy w ruchu, tylko wręcz przeciwnie, ruch ma się zatrzymuje, gdy pieszy przechodzi w wyznaczonym miejscu zwanym zebrą. Z takim przekonaniem żyje jakieś 38 lat, bo mniej więcej od 6 roku życia posiadłem tę wiedzę. Niemniej nie upieram się, mogło coś się w tej materii zmienić.

        • A słyszałeś o czymś takim jak kolumna pieszych idących poboczem?
          Albo np. o pielgrzymce?

          Zwracam uwagę również na drogi leśne/wiejskie, gdzie zebra pełni rolę czysto symboliczną, a piesi poruszają się regularnie drogą.

          Za wikipedią:

          Uczestnik ruchu – pieszykierujący, a także inne osoby przebywające w pojeździe lub na pojeździe znajdującym się na drodze[1].

          Uczestnik ruchu (lub inna osoba na drodze) jest zobowiązany do przestrzegania przepisów zawartych w prawie o ruchu drogowym.

          Tak więc w chwili wejścia na drogę (np. na przejście dla pieszych), pieszy staje się "uczestnikiem ruchu". To, w jakich okolicznościach pieszy/rowerzysta/kierowca może się znaleźć na drodze, i w jakiej jej części, określają przepisy. A za ich łamanie każdy z wymienionych może dostać mandat.

          Tak więc niestety, od 38 lat byłeś w błędzie. 🙂

           

          • tak słyszałem o chodzeniu
            tak słyszałem o chodzeniu poboczem, czyli poza ruchem. Słyszałem o kolumnie pieszych i przepisach, ruchu drogowego, którą ją obowiązują. Możesz jeszcze dodać pieszego z latawcem w ramach głupkowatego komplikowania rzeczy oczywistej, którą opisałem, ale to raczej nie będzie ruch lotniczy. Idę spać, z dyskusji na usenecie wyrosłem 20 lat temu.

          • Postawiłeś tezę że “pieszy nie uczestniczy w ruchu”
            Zgodnie z definicją pieszy jest pełnoprawnym uczestnikiem ruchu, tak samo jak pobocze jest integralną częścią drogi:

            Droga – wydzielony pas terenu składający się z jezdnipoboczachodnika, drogi dla pieszych lub drogi dla rowerów, łącznie z torowiskiem pojazdów szynowych znajdującym się w obrębie tego pasa, przeznaczony do ruchu lub postoju pojazdów, ruchu pieszych, jazdy wierzchem lub pędzenia zwierząt[1].

            A pieszy idący DROGĄ (w tym poruszający się po jezdni) jest uczestnikiem ruchu.

            Nie chcę się tutaj bawić w przepychaniki słowne, jednak wydaje mi się że dyskusja będzie bardziej rzeczowa, jeśli nie będziemy zaprzeczać stanowi faktycznemu w zakresie tego czym z punktu widzenia prawa jest droga, a kim pieszy.

            Jeśli już jesteśmy przy "głupkowatości" przypominam że na konia (który jest większy, szybszy i bardziej nieprzewidywalny od roweru) również nie trzeba mieć prawka.

    • Postulujemy niemal
      Postulujemy niemal intuicyjnie i fizycznie: E=(mv^2)/2 – jaka jest energia kinetyczna roweru, jaka samochodu osobowego, a jaka ciężarowego i co z tego wynika w wypadku wypadku (zderzenia) roweru z pozostałymi, kto ponosi zwykle "bezpośrednią szkodę", a kto ma co najwyżej podrapany lakier czy popękaną szybę? I wprost do tej energii kinetycznej rośnie zagrożenie dla innych użytkowników ruchu – w ślad za tym rosną wymogi odnośnie kwalifikacji kierowców w/w pojazdów. Dalej, prędkość roweru jest raczej niska, droga hamowania krótka, zwrotność duża i natychmiastowa, prowadzenie najmniej skomplikowane i wymagania odnośnie prowadzącego najmniejsze … . Chyba prawo o ruchu drogowym powstało dla bezpieczeństwa, dla którego rowerzysta jest najmniejszym zagrożeniem.

      • Ale co ma energia kinetyczna
        Ale co ma energia kinetyczna do znajomości kodeksu drogowego? Fakt, że siekierą możesz zabić, a z “płaskiej” tylko natrzaskać po mordzie nie zwalnia Cię ze znajomości prawa. W jednym i drugim przypadku masz kodeks karny na głowie. Zresztą o czym ta paranoiczna już rozmowa? Wiesz co oznacza taki żółty odwrócony trójkąt na metalowym słupku, czy nie wiesz? I tak powinien wyglądać egzamin, podstawy pozwalające przeżyć na drodze bez tych wszystkich kretyńskich “testów”, które mają ogłupić, nie nauczyć.

  23. tere fere
    w USA siedzi polakozerca Schnepf;
    w Janowie "morduja" konie (na mniejsza skale niz za PO, ale jednak);
    pajac Rzeplinski robi cyrk z TK;
    towarzysz Kulczyk kupil od rudego niemca Donka Ciech "za pol darmo";

    a my tu takie powazne tematy … karta dla cyklistow po 18 roku zycia

    jak zyc PBS? jak?

    • A zagraniczni znajomi pewnej lesbijki
      pytaja: dlaczego ta PALMA jest sztuczna?

      Temat jest powazny bo to jest typowa reakcja:  "carat" lub "Zydzi" znowu chca pognebic Polakow. Jakies nakazy, zakazy, karty rowerowe.

      Rzeplinskiego strasza listem w ktorym wypisuja niestworzone rzeczy zeby on Rzeplinski przestrzegal prawa!???

      A karte rowerowa Rzeplinski posiada?

  24. tere fere
    w USA siedzi polakozerca Schnepf;
    w Janowie "morduja" konie (na mniejsza skale niz za PO, ale jednak);
    pajac Rzeplinski robi cyrk z TK;
    towarzysz Kulczyk kupil od rudego niemca Donka Ciech "za pol darmo";

    a my tu takie powazne tematy … karta dla cyklistow po 18 roku zycia

    jak zyc PBS? jak?

    • A zagraniczni znajomi pewnej lesbijki
      pytaja: dlaczego ta PALMA jest sztuczna?

      Temat jest powazny bo to jest typowa reakcja:  "carat" lub "Zydzi" znowu chca pognebic Polakow. Jakies nakazy, zakazy, karty rowerowe.

      Rzeplinskiego strasza listem w ktorym wypisuja niestworzone rzeczy zeby on Rzeplinski przestrzegal prawa!???

      A karte rowerowa Rzeplinski posiada?

  25. Powiem tak
    Z rowerzystami jest podobnie jak z traktorzystami,a ci którzy pamietaja furmanki na szosach,mogą porównać.
    Jeżdżą jak chcą,nie przestrzegaja zadnych zasad ani tych ruchu pieszego ani drogowego!Wkurza mnie sytuacja gdy rowerzysta pędzi chodnikiem,jedzie pod prad,a gdy jedzie grupa,to zajmuja cała szosę!
    Najgorsi sa "miastowi"  gdy przywiozą swoje wypasione rowery na wieś,wówczas lansuja sie po całej szosie,jeżdża jak ci ich pobratymcy traktorzyści.
    Policja tez nie lepsza,nie reaguje na ani na traktorzystów,ani na rowerzystów,zresztą nie dziwota,tez ze wsi się wywodzą i swoich nie zatrzymują,potrafia tylko za przekroczenie prędkości mandat,albo za złe parkowanie wlepić!

  26. Powiem tak
    Z rowerzystami jest podobnie jak z traktorzystami,a ci którzy pamietaja furmanki na szosach,mogą porównać.
    Jeżdżą jak chcą,nie przestrzegaja zadnych zasad ani tych ruchu pieszego ani drogowego!Wkurza mnie sytuacja gdy rowerzysta pędzi chodnikiem,jedzie pod prad,a gdy jedzie grupa,to zajmuja cała szosę!
    Najgorsi sa "miastowi"  gdy przywiozą swoje wypasione rowery na wieś,wówczas lansuja sie po całej szosie,jeżdża jak ci ich pobratymcy traktorzyści.
    Policja tez nie lepsza,nie reaguje na ani na traktorzystów,ani na rowerzystów,zresztą nie dziwota,tez ze wsi się wywodzą i swoich nie zatrzymują,potrafia tylko za przekroczenie prędkości mandat,albo za złe parkowanie wlepić!

  27. Średnio rocznie przejeżdżam 4
    Średnio rocznie przejeżdżam 4 do 5 tysięcy kilometrów na rowerze (bez kasku, w czapce z daszkiem), więc wiem o czym piszę:

    1. wrzask liberałów że "karta rowerowa" to opresja dla rowerzystów,
    2. próba zmuszania rowerzystów do noszenia gówno wartych styropianowych  "kasków" , przez tych samych liberałów.

    Niech ktoś to spróbuje połączyć do logicznej kupy.
    Nie da się.

  28. Średnio rocznie przejeżdżam 4
    Średnio rocznie przejeżdżam 4 do 5 tysięcy kilometrów na rowerze (bez kasku, w czapce z daszkiem), więc wiem o czym piszę:

    1. wrzask liberałów że "karta rowerowa" to opresja dla rowerzystów,
    2. próba zmuszania rowerzystów do noszenia gówno wartych styropianowych  "kasków" , przez tych samych liberałów.

    Niech ktoś to spróbuje połączyć do logicznej kupy.
    Nie da się.

  29. karta rowerowa
    podzielam zdanie MK w dwóch sprawach. 1. karty rowerowe i oc pozwoliły by dochodzić odszkodowania w razie kolizji z autem lub innym ubezpieczonym uczestnikiem ruch. 2. dyskusja zaczęł się od karty rowerowej a dobrnęła do "okropnego" Kaczyńskiego i PiS. 
    Moje spostrzeżenia co do rowerzystów: jeśli są dwa pasy ruchu z czego jeden do skrętu w lewo, cykliści b. często przechodzą na lewostronny ruch, zjeżdżając na lewą stronę pasa przeznaczonego do sktętu w lewo. to świadczy o potrzebie edukacji i weryfikacji skutków ttego nauczania

  30. karta rowerowa
    podzielam zdanie MK w dwóch sprawach. 1. karty rowerowe i oc pozwoliły by dochodzić odszkodowania w razie kolizji z autem lub innym ubezpieczonym uczestnikiem ruch. 2. dyskusja zaczęł się od karty rowerowej a dobrnęła do "okropnego" Kaczyńskiego i PiS. 
    Moje spostrzeżenia co do rowerzystów: jeśli są dwa pasy ruchu z czego jeden do skrętu w lewo, cykliści b. często przechodzą na lewostronny ruch, zjeżdżając na lewą stronę pasa przeznaczonego do sktętu w lewo. to świadczy o potrzebie edukacji i weryfikacji skutków ttego nauczania