„Prawko” na wrotki nie, na rower już tak, bo to logiczne i rozsądne

Prześlij dalej:

Chciałbym porozmawiać poważnie o wydawałoby się niepoważnej sprawie, chociaż tak naprawdę i sprawa jest poważna. Projekt nowego przepisu – egzamin na kartę rowerową, który w czasach mojej podstawówki był powszechny, jak zwykle wywołał rytualną dyskusję między liberałami i państwowcami. Tymczasem sprawa z logicznego i prawnego punktu widzenia jest absolutnie banalna. Jeśli rowerzysta chce się poruszać po polnych drogach i ewentualnie po ścieżkach rowerowych, nie wiedzę większych przeszkód logicznych i prawnych, aby to robił „na partyzanta”. Oczywiście jeden wymóg, rowerzysta musi umieć na tyle sprawnie się poruszać na rowerze, aby nie stanowił zagrożenia dla innych. W tym miejscu pojawia się pierwszy problem, bo jak niby te umiejętności weryfikować, jeśli nie poprzez egzamin właśnie? Z odpowiedzią przychodzą hulajnogi, wrotki, deskorolki. Istnieją w świecie mechanizacji takie urządzenia, które nie stanowią wielkiego zagrożenia dla człowieka, a ich obsługa jest wręcz instynktowna. Nie bez powodu nie ma prawa jazdy na wrotki i hulajnogę, natomiast wymagane jest prawo jazdy na samochód i wraz ze stopniem skomplikowania maszyny, pojawiają się równie skomplikowane weryfikacje umiejętności. Traktorzysta nie może prowadzić autobusu, kierowca autobusu nie pilotuje samolotu, pilot nie poleci w kosmos. Wszystkie te rygory wiążą się z głównym czynnikiem, mianowicie zagrożeniem ludzkiego życia. Rower jest taką machiną przejściową, która mieści się gdzieś pomiędzy hulajnogą i motocyklem i z całą pewnością nie jest normalną sytuacja, gdy rowerzysta porusza się w normalnym cyklu miejskim bez jakiejkolwiek wiedzy o kodeksie ruchu drogowego. Wydaje się to tak oczywiste, że dalsza dyskusja przestaje mieć jakikolwiek sens, no ale od czego mamy takie skróty jak PiS i PO, czy też grupy robocze liberałów, socjalistów i innych wyznawców prawd objawionych.

Z każdej oczywistości głupota rodzi się w ułamku sekundy, o ile oczywistości dołożyć wyżej wspomnianego partnera. Głupio się składa, że projekt złożyło PiS, któremu po cichu i z niezmienną ostrożnością kibicuję, ale nic na to nie poradzę, że to zwyczajnie dobry pomysł. Każdy uczestnik ruchu drogowego, który ma jakikolwiek dokument potwierdzający, że zaliczył egzamin z kodeksu drogowego, w moim przekonaniu może się swobodnie poruszać na rowerze. Zatem wszyscy posiadacze praw jazdy od motocykla, przez traktor, aż po tira z wymogu posiadania karty rowerowej powinni być zwolnieni. Pozostaje wprawdzie nieszczęsna praktyka poruszania się na rowerze, ale tutaj już bym liberałom oddał rację, bo lebiega, która nie umie pedałować, co najwyżej sobie narobi biedy. Jednak gdy mamy do czynienia z osobą nie posiadającą żadnych dokumentów, test z przepisów ruchu drogowego i jakiś egzamin podstawowy z jazdy na rowerze, to nie żadna represja i biurokracja, tylko zdrowy rozsądek. Z ciekawością zamierzam się przyglądać rozwojowi „debaty publicznej”, bo jak wspomniałem wcale nie jest to rzecz bagatelna, a pod wieloma względami fundamentalna. Na przykład niezwykle mnie ciekawi, czy i w kwestii pedałowania opinie podzielą się wokół klucza przynależności i sympatii partyjnej, co by jednak pogłębiało i tak niemałego bzika.

Strony

33439 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

47 (liczba komentarzy)

  1. Mieszkam przy ruchliwej ulicy. Władza wycięła połowę drzew, zlikwidowała pas zieleni, a zamiast tego - pojawiła się ścieżka rowerowa.

    Bez sensu. Bo ścieżka rowerowa była, tylko trochę węższa. No ale cóż... były środki unijne do wykorzystania.
    Kierowca skręcający w prawo najpierw zajeżdża drogę autobusom, które poruszają się po własnym pasie ruchu. No i się zaczyna. Jak już zamierza skręcić i uniknął zderzenia z autobusem - ścieżka rowerowa (pół metra samochodu wystaje na jezdnię, ale może akurat żaden autobus nie nadjedzie).
    Ma się rozumieć, trzypasmowa jezdnia jest jednokierunkowa, ale za to rowerzyści jadą ścieżką rowerową w obydwu kierunkach, ze sporą prędkością. Jak już się uda nie przejechać żadnego rowerzysty - jeszcze  rzecz jasna - chodnik i piesi (tył samochodu, ma się rozumieć, wystaje pół metra na ścieżkę rowerową, ale może akurat żaden rowerzysta nie nadjedzie).

    A potem - pozostaje tylko polowanie z zasiadki na miejsce parkingowe.
    A w pobliżu zastosowano takie oto rozwiązanie:

    Bardziej niż karta rowerowa osobnika, który tamtędy jeździ, interesowałyby mnie personalia architekta, który to zaprojektował tudzież wykonawcy.

    A już najbardziej - idioty, który to zatwierdził powagą piastowanego urzędu.

    Nie mam nic przeciwko ścieżkom rowerowym, ani rowerzystom. Sama lubię jeździć rowerem (nie w mieście, to żadna frajda). Ale drażni mnie bezmyślność. I rozwiązania, które zamiast zwiększać bezpieczeństwo pokazują jedynie bezmiar ludzkiej głupoty.

    Co do zagospodarowania przestrzeni miejskiej, w moim mieście ustawiono takie gustowne piekarniki dla podróżnych. Innego przeznaczenia tych wiat przystankowych nie widzę.
    Bo ani to cienia latem nie daje, ani od wiatru nie chroni, ani od zacinającego deszczu. Ani do siedzenia się nie nadaje, jeśli pada.

    P.S.  Jedna z ulubionych opowieści wojennych mojego Ojca jest o tym, jak kiedyś Marszałka Rokossowskiego próbował nauczyć jazdy na rowerze.

  2. Zacząć od tego żeby przepatrzeć najpierw rowerowe przepisy w KD ( chodzi o to aby rowerzysta nie był główną świętą krową na drodze, bo takie trendy ), potem wykopać urzędasów lokalnych w teren, aby wychwycili takie pułapki architektoniczne jak opisana przez Panią i jak się ma oznakowanie drogowe, a dopiero na koniec można myśleć o czymś takim jak karta rowerowa i to tylko dla tych co z KD nie mieli do czynienia.

  3. użytkowania roweru. Jezdnie dróg gminnych (czyli miejskich i wiuejskich) i krajowych - obowiązkowa karta rowerowa. Drogi wewnętrzne (osiedlowe) i chodniki oraz ścieżki rowerowe poza jezdnią - bez obowiązku karty. Po chodnikach jeżdżą już kilkuletnie dzieci, więc brak karty w ich przypadku oznaczałby popełnienie wykroczenia:) Natomiast rowerzysta na jezdni musi!!! wiedzieć, kiedy jaki manewr ma prawo wykonać, jak pokazać zamiar manewru, mieć sprzęt ochronny (kask). Nie mam ochty najechać autem na jakiegokolwiek rowerzystę, nawet jeśli to jego wina. A nie umie jeździć (nie zna znaków) - to na chodnik.

  4. avatar

    Mesiącami jeździłam po Londynue bez znajomości przepisów. Powiem tak:
    1. Nie znałam swoich praw, ale też wszystkich się zrzekłam. I zdaje mi się, to to bezpieczniejsze, niż wiara w to, że inni na pewno uszanują moje prawa, gdy ja będę je egzekwować. I nie staranuje mnie auto wyjeżdżające z drogi podporządkowanej.
    2. Zamiar manewru? Kiedyś sygnalizowałam, a teraz patrzę, czy droga wolna. I czekam na moment, gdy nie muszę nikogo szczególnie informować o moich zamiarach. Skrzyżowania i światła można przejść jako pieszy. 
    3. A jakie to znaki trzeba koniecznie znać? Uwaga piesi? Ważne znaki są na autostradzie, ale tam rowerzystom nie wolno.

  5. avatar

    Ktoś musi mieć świetną zabawę i byznes ale 'plemniki' są chyba lepsze od 'karty rowerowej'. Ciekawe jaka korelacja występuje.

  6. Psychologicznie motyw jest taki, że PiS nie lubi rowerzystów, kojarząc ich ze świętymi krowami multikulti. Ubodzy piesi też nie lubią tępiących ich rowerzystów. Kierowcy również najchętniej udusiliby takich cyklistów gołymi rękami. Mamy też liczną kastę bogatych kodowców na rowerkach po 20 tysięcy sztuka ubranych w obcisłe gatki. Oni prawo jazdy już mają, więc problem ich nie dotyczy. Rowerem jadą do swojej fundacji, tam biorą prysznic, wkładają garniak i idą do biurka. Po robocie wsiadają do ulubionej terenówki, podczepiają łódkę, i hajda do domku nad jeziorem. Im to wisi.
    Jednak prości rowerzyści nie mający prawa jazdy dostaną w dupę. Zapewne będzie potrzebne wykazanie się zdrowiem kosmonauty gdyż jazda rowerem w mieście wymaga lepszego zdrowia i wyższej orientacji przestrzennej niż jazda samochodem. Dziadek już se nie pojedzie na rynek po mleko.
    Ciekawe czy ilość pokrzywdzonych tych prawkiem, i wściekłych, przewyższa tych którym rzecz wisi.

  7. avatar

    Te święte krowy przyczyniają się do zmniejszania emisji zanieczyszczeń, a w swoim czasie wydatków na służbę zdrowia. A, za dobrą kondycją idzie większa wydajność, fizyczna i umysłowa, więc rośnie PKB.

    Tak więc uważam, że rowerzystom należy się szacunek i przywileje, a ich bezpieczeństwo należy zwiększyć nakładając większe kary dla kierowców, którzy zapominają, że ze zwykłej uprzejmości powinni uważać na słabszego.

  8. walcząc o "równouprawnienie" na drodze. Od tej chwili, prawko może niekoniecznie, ale obowiązkowe OC i tablice rejestracyjne, powinny dotyczyć tych pełnoprawnych uczestników ruchu drogowego bezwzględnie.

  9. avatar

    Cholera, a to takie proste!

  10. Karta pieszego z egzaminem na poruszanie się nożne w ruchu miejskim

    Kategoria M – miasto, uprawniająca do chodzenia po chodnikach
    Kategoria W – wieś, uprawniająca do chodzenia drogami i poboczem
    Kategoria G – góry, uprawniająca do chodzenia po drogach górskich

    Za łażenie pod wpływem, utrata karty z orzeczonym sądownie zakazem wychodzenia z domu.

    Cóż idiotyzmów ci u nas nie brakuje, jeżeli bałwan wyjeżdża rowerem na drogę i porusza się w ruchu, łamie przepisy, powinien zapłacić mandat za łamanie przepisów, jak wsadzi łeb gdzie nie trzeba jego problem.
    W szkołach kiedyś uczono dzieci obowiązkowo przepisów ruchu drogowego i każdy uczeń otrzymywał dokument, że przeszedł szkolenie, czy wystarczy ?
    Moim zdaniem w zupełności. Przychodzi urzędas na stołek i myśli co by tu spieprzyć, lub uprzykrzyć życie kolejnym idiotycznym przepisem, kolejnym obciążeniem finansowym bo przecież, za kartę trzeba będzie zapłacić, państwowo wydrukować i pewnie odebrać w wydziale komunikacji numer rejestracyjny roweru. Pedałuj się panie minister, na zdrowie !

  11. Strony