„Posmoleńskie dzieci”, czyli zapraszamy do księgarń na promocję naszych resortowych życiorysów

Prześlij dalej:

Najbardziej opornym studentom na pierwszym roku dowolnego zarządzania z marketingiem, czy też innej komunikacji społecznej pozwala się po 3 razy zdawać egzamin, żeby nie stracić klienta. Jedno z podstawowych pytań egzaminacyjnych brzmi: „Jak się zachować sytuacji kryzysowej – metody reagowania na niekorzystną informację”. Odpowiedź nie jest trudna, a brzmi mniej więcej tak: „Wyciszać, odwracać uwagę, narzucać nowy temat”. Mają rację komentatorzy, którzy twierdzą, że funkcjonariusze z Czerskiej zatracili inwencję, ale nie mają racji jeśli chodzi o ich umiejętności. Prawdopodobnie większość z funkcjonariuszy podchodziła trzykrotnie do egzaminu, ale dzięki temu zapamiętali regułę na całe życie. Inna rzecz, że pod żadnym pozorem nie lekceważyłbym redakcji naczelnej GW, tam niestety pracują fachowcy w kategorii „zarządzanie kryzysem i przez kryzys”. Co się w takim razie stało, że GW postanowiła nagłośnić swoją kompromitację? Nie błysnę oryginalnością, nawet przytoczę słynne zawołanie z Onetu: „Oj zabolało, zabolało buhahaha”. Jedynym wytłumaczeniem utraty instynktu samozachowawczego jest ból wywołany nokautującym ciosem i w konsekwencji półprzytomne resortowe ofiary usiłują się w szoku utrzymać na nogach. Sędzia liczy, a oni niemrawo wznoszą rękawice i dają do zrozumienia, że jeszcze cokolwiek widzą na oczy. Zdradza funkcjonariuszy mnóstwo rzeczy i nie każda jest warta uwagi, ale parę „tajemnic” wypada szerzej omówić. Trzeba pamiętać o dwóch istotnych czynnikach, bez których analiza nokautu nie miałby większego sensu.

Po pierwsze minęło niemało czasu, odkąd „Resortowe dzieci” położyły peerelowskich karierowiczów na deskach. W prostej implikacji wychodzi na to, że samo pozbieranie się i powracanie do przytomności zajęło wieki. Po drugie mamy syndrom rozwolnienia, coś podobnego prezentuje polska reprezentacja w meczu z czterokrotnie lepszym przeciwnikiem. Przez pierwsze pięć minut biegają jak opętani i to ma przypominać pressing, później wszyscy wiemy jak się mecz kończy. Po 15 minutach jest 3:0 dla Hiszpanii, do szatni schodzimy z piątką w plecy i jedną stuprocentową sytuacją, której nie udało się przerobić na bramkę honorową. Identycznie porozbiegali się chłopcy i dziewczęta z Czerskiej, w ciągu paru godzin wydrukowali dwa odcinki, znaczy usiłują udawać pressing, że niby taka olbrzymia przewaga i miażdżenie przeciwnika. Nic z tych rzeczy, punkt pierwszy plus punkt drugi, daje punkt trzeci. Nadrabianie straconego czasu i przegranego życiorysu słowną sraczką, to całkowite zaprzeczenie żelaznej reguły zmiany tematu przy kryzysie informacyjnym. Wszystko można było zrobić w ramach rewanżu, ale przed promocją własnej małości wypadało się powstrzymać. I tak powstaje punkt czwarty sprowadzony do forum Onet – nie mieli siły się powstrzymać, po czasie, po złapaniu oddechu i z cała wiedzą redakcji naczelnej, przegrały resortowe dzieci z bólem wywołanym perfekcyjnym trafieniem nokautującym.

Żadnej wielkiej psychologii i filozofii w tym zachowaniu nie ma, bo być nie może. Diagnozy wyglądają na banale, ponieważ schorzenie jest niezwykle pospolite. Zupełnie nieprzemyślana próba rewanżu doprowadziła do bardzo skutecznej promocji „Resortowych dzieci” i to w dodatku w tej błagalnie oczekiwanej wersji – poszerzenie kręgu odbiorców, o czym marzy każdy ideolog i każdy polityk. Efekt końcowy jest tak pewny, że nawet nie katowałem się lekturą desperatów z czerskiej, przejrzałem parę nagłówków, bodaj jeden akapit i pięć komentarzy na krzyż. Wystarczyło, aby od pierwszych słów potwierdzić co się z „Resortowymi dziećmi” stało i skąd ta beznadziejna próba „pressingu”. Gdyby to jeszcze przyjęło jedną z ulubionych form propagandzistów, czyli szyderstwo, „robimy jaja” i takie różne inne dowcipy pokazujące dystans, może w drodze wyjątku akcja by się powiodła. Poszło kiepsko, bez cienia dystansu i kropli dowcipu, wszystko z wypiekami na twarzy i żyłą na czole, takie granie na aferę, a może coś wpadnie do bramki. Lekko nie ma, tak się przeżyło swoje CV i tu żaden trotyl nie zdetonuje donosów na męża, wypłaty z SB i roboty załatwionej w mediach przez tatę, mamę, dziadka, wujka komunistę z szarżą funkcjonariusza.

6
11746 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

11 (liczba komentarzy)

  1. tak normalnie, jak ludzie?
    Widział ktoś?

  2. To są zawodowi celebryci, więc pokazywanie ich palcami podnosi ich wartość rynkową. Jak widać żaden pracowawca nie wywalił tak dochodowych ludzi.
    Oni z tego żyją, że są rozpoznawalni z twarzy i nazwisk. Wiarygodnośc w tej branży w istocie rozrywkowej o cechach dziennikarstwa, nie jest istotna. Taki Lis nie dlatego ma wielbicieli że jest dla nich wiarygodny, ale dlatego że jest znany i ma pasujące im objawy poglądów.
    Prywatnie zapewne trochę pobolało, ale są twardzielami z dziada pradziada.

  3. Niewątpliwy sukces wydawniczy, bo książka rozeszła się na pniu, nie była przecież wciskana do bibliotek i rozdawana gratis (jak album Tuska "Był sobie Gdańsk"), mówi bardzo wiele.

    "Z wyliczeń naTemat wynika, że jeśli sprzedadzą cały zamówiony nakład (na chwilę obecną 130 tys.) zgarną 1,56-1,75 mln zł (przed opodatkowaniem)."

    Przypominam, że to dopiero pierwsza część zatytułowana "Resortowe dzieci. Media", w przygotowaniu są "Ludzie nauki", "Biznesu"...
    Pomimo zapowiadanych procesów, jak do tej pory wpłynął jeden pozew od Olejnikowej, odrzucony zresztą przez sąd I instancji. Póki co "w Sieci" ("wPolityce") nie może reklamować książki z okładką na której widnieje krase lico Monisi. A wnosiła o zakazanie pisania przez "w Sieci" dalszych artykułów dotyczących jej życia prywatnego.

  4. Sukces oczywiście jest, bo target chętnych odbiorców tej pożytecznej ksiażki jest (na szczęście) duży.
    Równie duży target mają opisane w niej postacie, wiec mimo kaca moralnego resortowców wszyscy w sumie są zarobieni.

  5. to nie byłoby tej próby odgryzienia się. Tej, którą opisuje MK. A najgorsze jest to, że tam są wyłącznie dokumenty z IPN, fragmenty z czasopism i bardzo mało tzw. lania wody. Jednym słowem nie ma się do czego przyczepić. Prawda ich boli. To jakby im podsunąć lustro pod te sowieckie mordy i powiedzieć: tak, tak towarzysze, to co napisano o was i waszych rodzinach, kagiebistach i ubekach, to jest SZCZERA PRAWDA hi hi hi hi I to właśnie tak ich piecze, wydawało się im, że dokumenty spłonęły, palone ręką tow. Michnika, jak widać nadredaktor pokpił sprawę, spartolił, nie dał rady...

  6. z tak opisanym towarzystwem. Wycofał pozew?

    Ukraincy zrobili ustawę że przez pół roku, na Ukrainie będą stacjonowały, w ramach ćwiczeń, wojska NATO. Nie wiem czy to miało odstraszyć Rosję, wrzucić karty przetargowe przez rozmowami pokojowymi czy może było prawdą. Ale Tusk, który mógł powiedzieć 10 dyplomatycznych tekstów, potrafił tylko zapewnić  że Polska nie ma zamiaru wspierać ukraińskiego wojska w szkoleniach na terytorium Ukrainy. Car usłyszał.

  7. Bo NATO nie pali się umierać za cokolwiek. Wspólczesna wojna nie może powodować strat w ludziach i sprzęcie.

  8. Czy będzie sądowy zakaz "znęcania się" nad resortowymi dziećmi?
    Resortowe córy i takie syny posmakowały bólu (dla niekturyh bulu) bijącego. Bijącego od własnej maczugi - resortowe bachory wcześniej rozpoczęły grzebanie w cudzych życiorysach i oczernianie wrażych rodzin, stąd ich niemrawe i głupie komentarze, oraz jeszcze lepsze miny.
    Cios książką - mimo, że spodziewany - to celna kontra i tylko dzięki medialnemu "zaniemówieniu" łapie rodzinka oddech.

    Znana Resortówa z kropką od i w herbie, która intelektem konkuruje z własną kolekcją obuwia właśnie
    "żąda, by sąd nakazał tygodnikowi Karnowskich powstrzymanie się od dalszych publikacji dotyczących jej życia osobistego oraz zawodowego, w tym jej światopoglądu i jej biografii".
    W żądaniu nie ma nic o szprycowaniu się botoxem.

  9. i skromność.
    Rozczochrany, wulgarny babsztyl zasługuje na mocniejsze słowa niż elegancki artykuł u Karnowskich. 

  10. W Dzienniku TV po staremu. Wczoraj leciała migawka z komentarzem zaczynajacym się: "Jerzy Owsiak jak zwykle chce pomagać".
    Na tle Owsiaka kilkuletnie dzieci ćwiczyły masaż serca, kompletny absurd. Rzecz fizycznie nie wykonalna dla przedszkolaka.