Reklama

Motto:
Amerykański sen się nie wyśnił wielu rodakom .
Jaki jest Polski sen?
(Lukrecja, 10.05.2010 )


Motto:
Amerykański sen się nie wyśnił wielu rodakom .
Jaki jest Polski sen?
(Lukrecja, 10.05.2010 )

Reklama

W dyskusji, która zeszła na chwilę na współczesne migracje za lepszym życiem, na marginesie niejako padło powyższe pytanie. W pierwszym odruchu chciałem rzucić coś niepoważnie przewrotnego, choćby cytat o „śnie wariata, śnionym nieprzytomnie”. Ale po chwili dotarła do mnie istotna waga tego niepozornego pytania.

Od epoki „późnego Gierka” żyjemy w kraju mocno niestabilnym. Wcześniej życie, absolutnie nieciekawe, sprawiało wrażenie ustabilizowanego a wręcz spetryfikowanego. Kryzys gospodarczy PRL-u wraz z erozją ideologiczną rządzącej formacji doprowadził do pierwszych nadziei. Te pierwsze w dużej części wiązały się z wyjazdem do „normalnego świata”. Przedziwnie symboliczna moc dolara funkcjonującego w skomplikowanym, czarno-legalnym obiegu sprawiała, że wielu ludzi lokowało swoje marzenia tam, gdzie można było zarabiać w tej prawdziwej walucie.

Pamiętam taki skecz Jacka Fedorowicza z tamtych czasów – o słowotwórstwie. Skupił się on na doklejaniu przedrostków do germańskiego rdzenia „man”, i tłumaczył po kolei kto to furman, barman, retman itd, itp. Zakończenie rozważań brzmiało:
… a kto jest het, ten jest het-man, a kto jest tu to, ten jest tu-man!
Dla większości z nas sen o Ameryce był tyleż kuszący, co tak odległy, że aż nierealny. I dlatego właśnie był to piękny sen…

Otwarcie kraju po wyprowadzeniu sztandaru i przejęciu władzy przez Naród (tak się wtedy dumnie myślało) nagle sprawiło, że dotychczasowy sen stracił zasadniczy powab – stał się weryfikowalny! Wielu znajomych wyjechało, niektórzy wrócili na stałe, niektórzy odwiedzają; kontakty z rodziną na drugim końcu świata łatwiejsze z każdym rokiem. Kiedyś krótkofalarze fascynowali się nawiązaniem kilkuminutowego połączenia z Australią – dziś internet pozwala nam godzinami gawędzić z całymi grupami znajomych rozsianych po świecie. Magia Eldorado za żelazną kurtyną rozpłynęła się. Wiemy, że jest tam inaczej, w jednych sprawach lepiej, w innych gorzej, w wielu sprzecznie z naszymi przyzwyczajeniami.

Przez jakiś czas karmił nas zbiorowy mit „doganiania”, że już, za rok, za chwilę dołączymy do sytych i bogatych zachodnich społeczeństw. Droga nie okazała się ani łatwa, ani przyjemna. Trzeba było znów zacząć szukać opium. Niestety pojawiło się kilku konkurencyjnych dealerów.
Silny wiatr w żagle chwycił Kościół – najbardziej tradycyjny dostawca (dla młodzieży tu wyjaśnienie: hasło „religia to opium dla mas” pochodzi z dzieł Lenina i było mocno eksponowane w czasach, gdy jeszcze jedyna i wszechmocna kierownicza partia na wszelki wypadek zwoływała zebrania w czasie sumy). Marzenie o nagrodzie w życiu wiecznym, choć skutecznie sprawdzone przez tysiące lat, nie wypełniało potrzeby żyjących tu i teraz rodaków – a przynajmniej dużej ich części. Oczywiście wielu Polaków wciąż głośno ceni sobie taką perspektywę, ale tylko u niewielu skryte wątpliwości nie odsuwają jej na plan dalszy. W dzisiejszych szybkich i nerwowych czasach tak odległą nagroda nie jest dostatecznie atrakcyjna. Zwłaszcza że beneficjenci do dziś nie zauważyli ulotności swojego nagłego wzrostu znaczenia i władzy.

Część tych, którzy znaleźli w sobie dość siły i pomysłów, wzięła się do pracy, realizując marzenie o własnym dobrobycie. Szczęśliwców, którzy osiągnęli wymarzony poziom i dostateczną na nim stabilność, nie jest zapewne zbyt wielu. Amerykański sen w polskich realiach sprawdza się statystycznie jeszcze chyba rzadziej niż w Ameryce.

Duża część społeczeństwa nie jest jednak w stanie sprostać takiemu wyzwaniu – w każdych zawodach zwycięzców jest znacznie mniej niż startujących. Dla nich – a zwłaszcza dla tych, którym się w większym stopniu nie powiodło – powrócił stary sen o „należeniu się”. Rozmaite pomysły wyjaśniają szczegółowe przyczyny tego należenia. Szczególną rolę gra tu bardzo stary mit „przedmurza” – ongiś chrześcijaństwa, potem „wolnego świata”; mit ten najchętniej jest podchwytywany przez wszelkiej maści populistów (oops! Miało nie być o Kaczyńskim!).

Najbardziej nam – jako narodowi – brakuje teraz wspólnego marzenia. Miało takie marzenie pokolenie moich babek – gdy po I WŚ odradzała się Polska, sen o jej sile i niezależności łączył wiele bardzo różnych środowisk. Realizacja nie była idealna, ale jednak państwo powstało. Gdy już istniało, więź wspólnego marzenia zaczęła słabnąć; co było dalej, wiemy.

Paradoksalnie ukształtowanie systemu totalitarnego początkowo dało jasno określone cele zarówno dla entuzjastów, jak i przeciwników nowego ładu. Mobilizacji wystarczyło na jeden jedyny plan sześcioletni – jedyny zrealizowany przez nową władzę. W miarę upływu czasu unaoczniał się fałsz założeń ideologicznych – społeczeństwo coraz silniej konsolidowało się wokół „walki z komuną”, instytucjonalizowanej gdzie się dało – najczęściej wokół kościołów. Upadek systemu był równocześnie początkiem końca tej konsolidacji.

Obecnie mamy sytuację dosyć dziwną. Niewątpliwie każdy zauważa ogromny postęp w jakości życia i rozwoju gospodarki, jakiego dokonaliśmy przez ostatnie dwadzieścia parę lat. Równocześnie jednak brakuje właśnie tego wielkiego, wspólnego Polakom marzenia, co sprawia, że czujemy się niekompletni i usiłujemy jakoś ten brak zatuszować, równocześnie relatywnie obniżając z tego powodu samoocenę.

Nie ma określonego i jasnego nawet dla większości polskiego snu. Jeżeli zaczniemy go opisywać, dość szybko okaże się, że stan opisywany już od dawna nazywamy normalnością, a jakże to – stawiać normalność jako szczytny cel???

Jeżeli pojawi się ugrupowanie – lub charyzmatyczny przywódca – którzy będą potrafili nakreślić wspólne dla Polaków marzenie, i to takie, które nie będzie nas cofać w XVII-wieczne kresy czy barykady walczącej Warszawy, które nie będzie przeszkadzać w codziennej pracy dla bieżącej pomyślności własnej i rodziny, ale nadawać sens i perspektywę naszym działaniom, jestem przekonany, że zyskają znaczące poparcie, zmiatając obecnych herosów polityki.

W przeciwnym wypadku pozostają nie sny, ale drzemki – o Kanadzie, o Irlandii, o Japonii… czyli wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Albo zmęczeni tą niewygodną psychicznie sytuacją damy się uwieść jakiemuś Bartłomiejowi Czopie – i „sen wariata śniony nieprzytomnie” stanie się rzeczywistością.

Reklama

62 KOMENTARZE

  1. a o czym marzą Szwajcarzy?
    Myślę że stale aktualne jest marzenie aby Polska była normalnym krajem. Inny wariant tego marzenia to: “aby żyć w normalnym kraju”, bez precyzowania jego nazwy. Czyli od Gomułki nic się pod tym względem nie zmieniło.

    Nadal nie żyjemy w “normalnym kraju”.

    Ciekawe że nasi obecni politycy jakoś nie chcą podchwycić tego marzenia, i uczynić z niego hasła politycznego.
    Oni chyba czują, że kraj normalny to kraj całkowicie oczyszczony z ich światłej obecności.

  2. a o czym marzą Szwajcarzy?
    Myślę że stale aktualne jest marzenie aby Polska była normalnym krajem. Inny wariant tego marzenia to: “aby żyć w normalnym kraju”, bez precyzowania jego nazwy. Czyli od Gomułki nic się pod tym względem nie zmieniło.

    Nadal nie żyjemy w “normalnym kraju”.

    Ciekawe że nasi obecni politycy jakoś nie chcą podchwycić tego marzenia, i uczynić z niego hasła politycznego.
    Oni chyba czują, że kraj normalny to kraj całkowicie oczyszczony z ich światłej obecności.

  3. Mądrego to i przyjemnie
    Mądrego to i przyjemnie poczytać.:)

    Przypomniała mi się “przyszywana” babcia, która mnie, dziecku siedzącemu na stołeczku u Jej stóp, opowiadała o swoim amerykańskim śnie. 20-lecie międzywojenne, bieda na wsi aż piszczy i wtedy Ona, 16-letnia dziewczyna wówczas, wybiera się za wielką wodę spełnić swoje marzenia o lepszym życiu. Podróż pod pokładem, trudne początki na obcej ziemi, w końcu, gdy już sen się zaczął spełniać, tęsknota za krajem lat dziecinnych i powrót. Poradziła sobie także w Polsce. Wygląda na to, że nie ważne gdzie, w jakich warunkach, ale ważne Kto. Ważne żeby nie poddać się i nie czekać aż manna sama spadnie z nieba. Lepszy świat jest na wyciągnięcie ręki wszędzie gdzie jesteśmy. Ładna bajka?

  4. Mądrego to i przyjemnie
    Mądrego to i przyjemnie poczytać.:)

    Przypomniała mi się “przyszywana” babcia, która mnie, dziecku siedzącemu na stołeczku u Jej stóp, opowiadała o swoim amerykańskim śnie. 20-lecie międzywojenne, bieda na wsi aż piszczy i wtedy Ona, 16-letnia dziewczyna wówczas, wybiera się za wielką wodę spełnić swoje marzenia o lepszym życiu. Podróż pod pokładem, trudne początki na obcej ziemi, w końcu, gdy już sen się zaczął spełniać, tęsknota za krajem lat dziecinnych i powrót. Poradziła sobie także w Polsce. Wygląda na to, że nie ważne gdzie, w jakich warunkach, ale ważne Kto. Ważne żeby nie poddać się i nie czekać aż manna sama spadnie z nieba. Lepszy świat jest na wyciągnięcie ręki wszędzie gdzie jesteśmy. Ładna bajka?

      • Dotarło do niego, że istnieje. Zajmuje się polityką od lat.
        Przypuszczam, poprosił by pokazano mu dyskusję o polityce w internecie, co i uczyniono. Podejrzewam, parę blogów, salon24 czyli psychiatryk.
        Przypuszczam, stwierdził w sercu swym, jest poważnym człowiekiem i debili czytać nie będzie.

        JK jest POLITYKIEM, nie idiotą lub leserem. Wprowadzenie cenzury internetu co próbował uczynić Tusk dyskwalifikuje go i jako polityka i jako człowieka. W stanach internet jest wykorzystywany do robienia polityki. I do czegoś znacznie chytrzejszego, pisałem, poszukaj.

        Lukrecjo, zrozum proszę, i Ty i ja i większość czytających kontro to nie podmioty polityki.
        Stąd, jeżeli chcesz się drapać to wykorzystaj swój umysł, wiedzę i wyobraźnię, a nie tak, wybacz, cipowato.

      • Dotarło do niego, że istnieje. Zajmuje się polityką od lat.
        Przypuszczam, poprosił by pokazano mu dyskusję o polityce w internecie, co i uczyniono. Podejrzewam, parę blogów, salon24 czyli psychiatryk.
        Przypuszczam, stwierdził w sercu swym, jest poważnym człowiekiem i debili czytać nie będzie.

        JK jest POLITYKIEM, nie idiotą lub leserem. Wprowadzenie cenzury internetu co próbował uczynić Tusk dyskwalifikuje go i jako polityka i jako człowieka. W stanach internet jest wykorzystywany do robienia polityki. I do czegoś znacznie chytrzejszego, pisałem, poszukaj.

        Lukrecjo, zrozum proszę, i Ty i ja i większość czytających kontro to nie podmioty polityki.
        Stąd, jeżeli chcesz się drapać to wykorzystaj swój umysł, wiedzę i wyobraźnię, a nie tak, wybacz, cipowato.

  5. Dla podniesienia ducha może trzeba sobie przypomnieć
    strategię rozwoju dla Polski spisaną pod egidą Boniego (o ile pamięć nie myli). Tam było dużo o celach i sposobach. Dobrze, bez zlośliwości. Widzę dwa aspekty. ‘Sen amerykański’ to raczej synonim ‘od pucybuda do milionera’. To jest osadzone w kontekście ekonomii i gospodarki. Z drugiej strony mam wrażenie, że ‘sen polski’ związany jest przede wszystkim z polityką. Więc właściwie o co pytamy? O świadomość polityczną i polską rację stanu? (Niedawno chciałem coś skrobnąć na ten temat, ale ostatecznie wyszło coś innego. Po prostu sam sobie głośno zadałem pytanie o polską rację stanu i …) ‘Sen polski’ w kontekście ekonomicznym? Przy tej biurokracji, przymusie ubezpieczeń społecznych, rozdmuchanym socjalu, administracji, zadłużeniu publicznym…? Mimo aparatu państwa polskiego, niektórym się jednak udaje i to jest w tym wszystkim pocieszające. Na początek ‘snu polskiego’ proponuję np. ‘budżet bez deficytu’. Wiem, łatwo napisać. Ale do licha, jak długo swoje sny mamy realizować kosztem swoich dzieci?

  6. Dla podniesienia ducha może trzeba sobie przypomnieć
    strategię rozwoju dla Polski spisaną pod egidą Boniego (o ile pamięć nie myli). Tam było dużo o celach i sposobach. Dobrze, bez zlośliwości. Widzę dwa aspekty. ‘Sen amerykański’ to raczej synonim ‘od pucybuda do milionera’. To jest osadzone w kontekście ekonomii i gospodarki. Z drugiej strony mam wrażenie, że ‘sen polski’ związany jest przede wszystkim z polityką. Więc właściwie o co pytamy? O świadomość polityczną i polską rację stanu? (Niedawno chciałem coś skrobnąć na ten temat, ale ostatecznie wyszło coś innego. Po prostu sam sobie głośno zadałem pytanie o polską rację stanu i …) ‘Sen polski’ w kontekście ekonomicznym? Przy tej biurokracji, przymusie ubezpieczeń społecznych, rozdmuchanym socjalu, administracji, zadłużeniu publicznym…? Mimo aparatu państwa polskiego, niektórym się jednak udaje i to jest w tym wszystkim pocieszające. Na początek ‘snu polskiego’ proponuję np. ‘budżet bez deficytu’. Wiem, łatwo napisać. Ale do licha, jak długo swoje sny mamy realizować kosztem swoich dzieci?

  7. to za mało, żeby mnie przekonać
    Ależ mnie nie zależy, by kogokolwiek przekonywać. Czy Ty naprawdę sądzisz, że za Ciebie umyję Twoją podłogę w Twojej kuchni? Ja tylko, czasami, komentuję sobie. Dla siebie, w zasadzie. Wykorzystasz, OK, nie też OK. Masz wolną wolę, czyż nie?
    Chyba na tym polega blogowanie, czyż nie?.

  8. to za mało, żeby mnie przekonać
    Ależ mnie nie zależy, by kogokolwiek przekonywać. Czy Ty naprawdę sądzisz, że za Ciebie umyję Twoją podłogę w Twojej kuchni? Ja tylko, czasami, komentuję sobie. Dla siebie, w zasadzie. Wykorzystasz, OK, nie też OK. Masz wolną wolę, czyż nie?
    Chyba na tym polega blogowanie, czyż nie?.

  9. Normalność
    Wiele już było takich co nam ją obiecywało, tyle tyko nie mieli pojęcia, jak się do wprowadzenia jej zabrać. Dziś wygra każdy kto udowodni, że potrafi tego dokonać, jest to chyba trudniejsze, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać.

  10. Normalność
    Wiele już było takich co nam ją obiecywało, tyle tyko nie mieli pojęcia, jak się do wprowadzenia jej zabrać. Dziś wygra każdy kto udowodni, że potrafi tego dokonać, jest to chyba trudniejsze, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać.

  11. czym by się media żywiły,
    czym by się media żywiły, czym by się tłuszcza podniecała a tak to masz: ojczyznę rozkradli, na prawdziwego się zamachnęli…. ‘Za komuny’ , jeśli żyli to pod pierzyną cicho siedzieli. Co najwyżej ‘czarna wołga’ była szeptana.

  12. czym by się media żywiły,
    czym by się media żywiły, czym by się tłuszcza podniecała a tak to masz: ojczyznę rozkradli, na prawdziwego się zamachnęli…. ‘Za komuny’ , jeśli żyli to pod pierzyną cicho siedzieli. Co najwyżej ‘czarna wołga’ była szeptana.