Polska się Polakom nie opłaca!

Prześlij dalej:

W czasach symbolizowanych przez kufajkę i wielką płytę, z telewizji, ale też ze wszystkich możliwych stron, płynął dość spójny przekaz. Doganialiśmy USA i Albanię wyprzedzaliśmy o niepoliczalną ilość długości. Fabryki rosły razem ze wskaźnikami, PRL produkował: samoloty, statki, pociągi, samochody, motocykle, motorowery, rowery, sprzęt RTV i AGD. Huty, kopalnie, elektrownie i elektrociepłownie nie nadążały z dostarczeniem energii i surowca. Brakowało wszystkiego i prawie wszystkim, cena właściwie nie grała większej roli, ludzie płacili za samochód na giełdzie ze dwa razy więcej niż wynosiła cena fabryczna. Czy to oznacza, że gospodarka realnie socjalistyczna była błogosławiona i należy do niej sięgnąć? Mnie proszę o to nie pytać, a jeśli ktoś bardzo chce wiedzieć, to zdecydowanie odradzam powrót do przeszłości. Napisałem te kilka zdań wstępu, ponieważ od roku 1989 nie zmieniło się nic od strony propagandy, jeśli chodzi o atrakcyjność Polski i ściganie USA, co więcej przegoniliśmy kilkakrotnie nie tylko Albanię, ale kraje nadbałtyckie i nawet członków strefy euro. Co się zmieniło? Otóż jest co raz lepiej i rozwijamy się skokami cywilizacyjnymi, ale nic się w Polsce nie opłaca. Polskie stocznie się nie opłacają, są absolutnie deficytowe, tragedia wręcz, takie stocznie to kula u nogi. Polskie kopalnie, to weź Pan przestań – nie opłaca się. Huty? Daj pani spokój, kto do tego będzie dokładał! A co Pani pieprzysz, jakie kopalnie? Na darmozjadów, co trzynastki dostają, pozamykać to w cholerę. Samoloty? A gdzie rynek na to, Panie nie ma zbytu. Pociągi, samochody? Wszystko pada, trupa trzymać i dopłacać do tego? Nic się w Polsce nie opłaca, ale tylko Polakom i dla Polaków, bo już PRYWATYZACJA, RESTRUKTURYZACJA, REORGANIZACJA to czysty biznes. Recz jasna nie dla Polski i Polaków biznes, ale to nieważne, kapitał nie faszysta i nie zna pojęcia narodu.

Strony

46269 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

53 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    nie napisal pan ze nie oplacalo sie kredytow brac..a dzis frank zwariowal..ktos nam szykuje druga Hiszpanie???..i kto by pomyslal ze to jaką szwajcaria jest potega i doskonale poukladanym krajem zostalo wziete z dyrektyw Rzadu Narodowego za czasow Romualda Traugutta...ot szwajcarski pulkownik w tamtych czasach obserwowal nasza walke i robil notatki...i wrocil do swoich.oni to wcielili w zycie.....a..my..???
    mamy to co mamy...doktorowa sie zapiera ze zadnej likwidacji nie bedzie....

  2. i rozwija się. To tak żeby nie wyszło całkiem smętnie. Górnicy zostaną zatrudnieni w administracji i tyle.

  3. avatar

    na dzien dzisiejszy wszystkie europejskie dzienniki mowia o doktorowej ze to nowa margaret tchatcher...chyba ma pan racje...jak zamkna kopalnie to spelni sie marzenie??teza?? piechocinskiego...wszyscy zaczna pytac kim on jest??toc jest kolalicjantem i juz sie zapowiedzial ze trzeba "restrukturyzowac"..wiec jak mus to mus..koalicja "TRWA MAĆ'..ale mnie to przeraza..widzial pan te memy ze wszyscy w europie glosowali na psl???chyba ze gornicy to twarde chlopaki i nie wyjada na góre przez "ruski miesiac"...

  4. avatar

    poniekąd o to chodzilo..chodz szwajcarski bank narodowy ma w glebokim powazaniu zamierzenia doktorowej....to cos grubszego..by tak nagle robic tsunami na swiatowych parkietach....
    jest jeszcze wielowątkowość..nie mnie dywagowac o ekonomii..ale zle i bardzo podejrzanie mi ten numer z uwolnieniem kursu wyglada...MYSLE SOBIE TAK--...kogo szwajcarzy maja za najblizszych sąsiadów??czy to jest z ich strony atak czy obrona wlasnych interesow??sadze ze w niedalekiej przyszlosci sie dowiemy...dowiemy z tego--> jaki inny jeszcze premier poza "doktorową1metrszpadlem" poda swoj rząd do dymisji...ale przedtem moze tez zaczna wybuchac strajki generalne..kto??gdzie??kiedy??tego nie wiem...czas pokaze...ale to nie wyglada ZBYT WESOLO...

  5. Drukarki w EBC pójdą w pełną parą w ruch,  euro zamieni się miejscami z dolarem. 

  6. Co tak naprawdę się stało? Trzeba się cofnąć parę lat wstecz, kiedy to Szwajcarska gospodarka ledwo dyszała, a waluta była wykupowana na potęgę, co jeszcze bardziej obniżało konkurencyjność ich eksportu. Szwajcarski Bank Narodowy zrobił jedyne co mógł zrobić, czyli zapowiedział obronę kursu 1.20 względem Euro, poprzez dodruk. Rynki finansowe z mniejsca ssię wycofały z pomysłu parcia na wzmocnienie CHF, ponieważ SNB jako emitent mógł rzucić w każdej chwili dowolną ilość pieniędzy. O ile dobrze pamiętam znieśli też zasadę odzwierciedlenia ilości pieniądza w ilosci posiadanego złota. 

    Teraz, jak się ich gospodarka pozbierała to oni się wycofują z obrony kursu 1,20. ale nie wycofują się całkowicie z drukowania. Po prostu nie będą bronić 1,20, ale będą albo reagować na zbyt dynamiczne umacnianie się Franka, albo zmienili to na powiedzmy 1,00, tylko nie podali tego do publicznej wiadomości. Działania podobnie jak do tej pory będą miały charakter doraźny, nie będzie to nic na wzór amerykańskiego Quantitative Easing, tylko jak uznają,że nie pasuje im taki wysoki kurs własnej waluty to drukną coś i wrzucą na rynek. Jedyne co się zmienia, to,że nie będzie to działało z automatu ilektoś kurs franka względem Euro spadnie poniżej 1.20

    Nie ma tu więc działania w obronie ani przeciwko nikomu. Jest po prostu ograniczanie ręcznego sterowania walutą, które było niezbędne w czasie kryzysu. Cała reszta skutków jakie to ze sobą niesie to już efekt głupoty ludzkiej, przede wszystkim pomysłu zadłużania się w walucie, w której się nie zarabia. Szwajcaria prowadzi po prostu własną politykę, skierowaną na własne dobro a nie przeciwko nikomu, przed nikim też się nie musi bronić i nie będzie musiała dopóki wszystkie światowe przekrętasy grubego kalibru trzymają hajs w ich bankach. najzwyklej w swiecie przyszedł czas na taką a nie inną decyzję i to własciwie tyle.  

    @ wilczyca szara - Drukarki w EBC nie pójdą bardziej w ruch niz poszły do tej pory. Bardzo by chciał tego Draghi, ale on moze zrobić tyle, ile pozwoli mu zrobić Merkel. Dopóki prezydentem Francji był Sarkozy można było liczyć po cichu na to, że będzie walczył o jakiś dodruk, ale ten lewacki patafian co jest teraz ichnim preziem to całą zawartość jaj jaką ma zużywa na młode dupy, które nie wiedzieć czemu same pchają mu się do wyra. Taki Rene Artois z Allo Allo, Merkelowa robi z nim co chce.

    Ale - to nie dodruk zabije Euro. Bodaj 25 stycznia są wybory w Grecji i wszystko wskazuje na to, że władzę przejmie Syriza, partia przed którą kilka lat temu cała eurozona była blada ze strachu. Oni mają zamiar olać wszelkie wczesniejsze ustalenia z UE i powrotu do drahmy. Nie sądzę jednak, że to ma jakiś związek ze zmianą polityki przez SNB. Oni zapowiadali takie posunięcie od dłuższego czasu, szczególnie sporo się mówiło o tym we wrześniu ub.r. Posunięcie jest więc może zaskakujące w takim sensie, że nie było na kilka dni przed decyzją żadnych komunikatów pozwalających rynkom się na to przygotować, ale tak bardziej ogólnie to trzeba było się z tym liczyć już od jakiegoś czasu, sytuacja sztucznego powiązania kursu waluty własnej z jakąkolwiek inną jest nienormalna, należy ją stosować w wyjąskowych przypadkach i jak się pojawi możliwość to z tego wychodzić. No i właśnie zaczęli z tego wychodzić. 

    Co do samego Euro to przewiduję, że czeka nas piękna katastrofa (nomen omen). Grecję jakoś eurozona przeżyje, bo to jest małe, niewiele znaczące państwo, ale to będzie precedens. Do tej pory stanowisko Niemiec było takie, że jak ktoś przyjął Euro to zostanie z nim do końca świata i jeden dzień dłużej (hehe), ale jakiś tydzień temu jakaś niemiecka szycha (nie pamiętam kto dokładnie) wypowiedziała się, ze "strefa Euro jest gotowa na taki scenariusz", o oznacza, że prawdopodobnie przekalkulowali już sobie straty i zyski no i najwyraźniej wyszło im, że to tak naprawdę wyjście Grecji im nie zrobi różnicy. Na krótką metę pewnie nie (choć myślę,że 26 stycznia może znów porządnie zachwiać rynkami finansowymi), ale za chwilę mogą zacząć wychodzić ze strefy Euro kolejne państwa, którym tkwienie w tym absurdzie się kompletnie nie będzie opłacać. Nawet nie koniecznie muszą to być bankruty. Koniec końców Euro będzie marginalną walutą i prawdopodobnie mocno podatną na ataki spekulacyjne sterowane z Wall Street i myślę,że to będzie prawdziwy koniec Euro. Nie nastąpi to ani w tym roku, ani w przyszłym, ta koncepcja będzie zdychać na raty. Może nawet uda się nawet na chwilę obecną zatrzymać jakoś Grecję w Eurozonie, może się okazać, że ta cała Syriza to jak u nas banda Palikota albo Korwin - Mikkego, wszyscy mocni w gębie, ale jak przyjdzie do realnego głosowania to zagłosują tak jak się od nich oczekuje. Co nie zmienia faktu, że eurozona trzeszczy, bo jest poskładana z państw o kompletnie rozbieżnych interesach jeśli chodzi o politykę pieniężną, a podejście głównych rozgrywajacych, czyli Niemców do tematu jest już takie, że jak Grecja bardzo będzie chciała wyjść to jakoś to przeżyją, czyli tak naprawdę furkta została otwarta. 

    Jedno szczęście, że Tusku w swojej nieskończonej gospodarczej głupocie okazał się większym nieudacznikiem niż sam przypuszczał i nie wciągnął Polski do euro-dupy. Jeszcze inna sprawa, że z takimi pajacami w RPP i prezesem NBP ktory przy stole opowiada kto ma jakiego długiego i tak może z tego za wiele nie wynikać, możliwość prowadzenia odrębnej polityki pieniężnej ma wtedy sens, jeśli jest ona prowadzona mądrze, a obawiam się, że w przypadku tych kolesi to raczej nie ma co liczyć na zbyt wiele. 

  7. Poleciałam skrótem myślowym, a to spowodu że bardziej ostatnio żyję górnictwem i tym co z tego wyniknie niż dzisiejszym frankiem, ale wyjaśnię, co poeta miała na myśli.  Użyłam sformułowania "obrona", bo tak jak napisałeś, frank do dziś był powiązany z euro, zatem co takiego się wydarzyło, a raczej jaki cynk dostali Szwajcarzy, że podjęli z nagła decyzję o odcięciu się od eurosa, a giełdy i kursy zaszalały z rana tak, że co nieco poustawało, oto jest pytanie warte mocnego zadumania. Rację masz, że prędzej czy później i tak by się to stało, ale nagłość bez jakiegolwiek ostrzeżenia, nawet pisanego drobnym druczkiem, mimo wszystko każe zdać sobie to pytanie.

    Grecja, Merkel - to wszystko prawda - to są scenariusze a wraz z nimi też zagrożenia, ale jak pokazała sytuacja z dzisiejszym frankiem, rzadko kiedy realizują się dokładnie w 100% jak przewidują to wcześniejsze analizy. Mało się ostanio mówi o Francji czy o włoskiej makulaturze, a to też są ewentualne czynniki zagrożenia dla strefy euro.

    Ogólnie to mam bardzo zbieżne podejście jakie przedstawiasz, no może  czasem w jakiś drobiazgach mogę się różnić, ale generalnie nie widzę powodów do polemiki . :)

  8. to też sie zgadzam. W pewnym sensie była to obrona i to,ze decyzja została podjęta nagle i niespodzienanie mogło mieć jakiś związek ze spodziewanym osłabieniem Euro. Mnie raczej chodziło to to, ze to nie jest gatunek działań wojennych przeciwko jakiejś walucie, tylko realizacja swoich własnych założeń, które były powzięte już jakiś czas temu. I w tym sensie nie jest to ani obrona ani atak. 

    Francuzi mają akurat ciągle więcej korzyści z UE niż strat, więc niezależnie od tego jaki problem mają z makulaturą to myślę,ze koniec końców zęby zacisną. Natomiast Włosi to inna para kaloszy. Dług Włoch jest w większosci długiem wewnętrznym, więc raczej nikt tego długi nie "zaatakuje" jak długu greckiego (bo tak naprawdę w Grecji zagrały dwie rzeczy - po pierwsze duże zadłuzenie , które jednak samo w sobie nie było aż tak duże,żeby sobie z nim nie poradzić, a po drugie gra na wzrost wartości CDSów, co spowodowało wzrost kosztów obsługi długu, na to wszystko nałożył się jeszcze kryzys). Problem może jednak być inego rodzaju, rządowi włoskiemu może się nie uśmiechać spłacanie tego wszystkiego, wiec moze sprawę przeciagać, albo nawet stwierdzić,że części zobowiązań nie będzie płacic, a to zachwieje włoskimi instytucjami finansowymi, co z kolei już odbije się na całej eurozonie. Mechanizm może być tak naprawdę odwrotny, to cała reszta państw strefy Euro moze chcieć się pozbyć Włoch. Na pewno jednak nie jest to jakieś realne zagrożenie w krótkim terminie. 

    Z realnych zagrożeń, których w ogóle nikt nie bierze pod uwagę to na przykład rozpad Hiszpanii. Od dawna Katalonia i Baskonia chcą się odłączyć i nie jest powiedziane, ze w końcu się to nie uda. Hiszpanię, pozostającą z bardzo duzym załużeniem to osłabi, zaś dodatkowo w strefie Euro chcac nie chcąc znajdą się kolejne dwa małe kraje, które mogą sprawiać problemy, może nawet większe niż Grecja czy Irlandia. 

    No ale to wszystko o czym mówię to są szczegóły. to jest kwestia tego jak się rozpadnie eurozona, a nie czy się rozpadnie. Moim zdaniem prędzej czy później musi się rozlecieć ponieważ to całkowicie niedorzeczny i sztuczny twór. Ma sens jedynie w przypadku trzech najsilniejszych państw UE (z czego UK samo zrezygnowało z tego "dobrodziejstwa"), miałoby sens ewentualnie jako waluta równoległa do walut narodowych. w takiej postaci w jakiej eurostrefa jest obecnie to przetrwa moim zdaniem maksymalnie jeszcze dwa takie kryzysy jak jest teraz (bo jeszcze się nie skonczył), bardziej jednak prawdopodobne, że rozleci się już przy następnej okazji tego typu.Obstawiam jednak, że to perspektywa jakichś następnych 10 lat, może trochę mniej. Ale raczej nie roku. W ciagu roku to najwyżej pożegnamy Grecję. 

  9. SNB -veeeeery good businessmen!
    Sprzedawał franka przez 3 lata po 1,2 euro, odkupi po 0,9 a potem znów ustali peg na 1,2...
    I wkoło Macieju...Do końca świata a może i dzień dłużej?
    Prraaawie jak Jurek...

  10. Nie potrzebuje, przy takiej podaży jaka jest wystarczy, że wyemituje następne pieniądze i pozyska kolejne euro za całkowitą darmochę. O ile w ogóle będzie miał taką potrzebę. I tak jak pisałem - nie jest to żaden biznes, tylko konieczność. Zresztą po jaką cholerę Szwajcarom duza ilosć eurowaluty, skoro ich pieniądz jest w pełnie wymienialny i wręcz za mocny, na tyle mocny, że mają problemy z eksportem. To właśnie jest istota działań SNB, a nie jakieś transakcje na ciągle dodrukowywanej walucie. 

  11. Cytat: "Ludzie, którzy kończą obecnie 3-letnie studia inżynierskie, czyli licencjat, maja mniejszą wiedzę z przedmiotów podstawowych - matematyka, fiuzyka - niż my gdy kończyliśmy liceum w 1981"
    To powiedział mój kolega, dziekan jednago z wydziałów politechniki.

  12. znajomy doktor informatyk czy matematyk mówi, że się robi "zajęcia wyrównawcze" na pierwszym roku żeby ich jakoś przepchnąć ...

  13. wyrównawczych". Telenowele, quizy i "inny popcorn" dla widzów o IQ=50. Wszelkie szkoły to już tylko gwóźdź do trumny ilorazu.

  14. napieprzają w te warcrafty ....  

    ale najbardziej, całkiem mnie przygnębiło jak zobaczyłam że z Ameryki przyjeżdżają  polskie dzieci tam urodzone i sobie radzą w naszych szkołach  ... byle trochę polskiego znały ...
    zawsze kuźwa nasze, nawet z podejrzeniem upośledzenia były u  nich co najmniej jedną klase wyżej ... jak nie dwie ...
    a taki przypadek z piątkami po podstawówce, szedł jak burza przez hajskul i walił prosto na Harvard ze stypendium ...
    jak to mówię na przykładzie własnej rodziny i znajomych  ....

  15. A z przedmiotów zawodowych mniejszą niż absolwenci komuszego technikum.

  16. w roku 1971 Technikum Budowy Okrętów, znane też jako "Conradinum" lub "Szulcowizna" i uważam, że moje wykształcenie ma wartość dwóch doktorów, trzech magistrów i kilkunastu licencjatów. Ja do dziś potrafię rozwiązać równanie z dwiema niewiadomymi i dość szybko obliczyć dowolny układ z procentami. Matematykę i fizykę miałem w czterech przedmiotach zawodowych. Jak widać z językiem ojczystym też nie mam kłopotów, choć polonistka oceniła moją znajomośc zaledwie na trójczynę. Z historii właśnie niedawno pomagałem podciągać się wnukowi, który dzięki temu dostał się do nalepszego ogólniaka w Gdańsku. Mam i inne talenty, ale podstawy wyniosłem właśnie z technikum. Dziś chyba ze świecą szukać takich szkół.

  17. Czuję temat. Skończyłem kiedyś Technikum Chemiczne. Żeby się tam dostać musiałem zdać egzamin z polskiego, chemii, matematyki i ruskiego. Było trzech kandydatów na jedno miejsce.
    Gdy byłem później na studiach zdawałem przedmioty zawodowe bez zaglądania do podręczników.
    W pierwszych latach rzecz jasna. Potem już było ciężko jak cholera.

  18. Na anglistyce studenci z trudem osiągają na piątym roku umiejętności, które jeszcze jakiś czas temu były wymagane na egzaminie wstępnym.To nie żart, to ocena profesora z wydziału. I nie jest to wina wykładowców. Taki 'materiał' do obróbki dostarczają szkoły średnie.

  19. wczesna podstawówka jak zaobserwowałam chce się uczyć, ta do 13 roku życia też, a reszcie odpierdziela i chce się edukować seksualnie
    w szkole średniej przez 2,5 roku jest prawie niemożliwe nadrobić szkody ... mówimy o świętych krowach, których się nie wyrzuca ze szkoły oraz o świętych krowach z pokoju nauczycielskiego, które w szkole tatuś umieścił bo czerwony/zielony, razem BUM

    postulat do realizacji:
    twórcę gimnazjów oddać na roboty do najbliższej takie placówki ...

  20. avatar

    Jej kadencja stała się znana głównie ze względu na wywieranie nacisku na władze lokalne w celu przekształcenia szkół gimnazjalnych (tzw. grammar schools) w licea ogólnokształcące (tzw.comprehensive schools). Thatcher obroniła także The Open University (tzw. Wolny Uniwersytet) przed planowanymi cięciami budżetowymi.

  21. Gdyż i my mamy Thatcher!!!

  22. avatar

    Tylko zaczekajmy, aż zamknie kopalnie i od razu zrobi się Eldorado !

  23. - podzielenie jej po trzy lata oddzielnie na każdy system. Pierwsze trzy to edukacja wczesnoszkolna, co już jest nazwą mylącą. Właściwa nazwa powinna brzmieć edukacja późnoprzedszkolna. To jest czas przystosowywania dziecka do szkoły, czyli rozpieszczanie, by maleństwa nie zraziły się. Efekt jest taki, że do czwartej klasy trafiają rozpieszczone bachory, które są dopiero temperowane przez nauczycieli, z miernym skutkiem, bo za późno. Tak na prawdę podstawówka to tylko klasy 4 do 6. Z tym, że czwarta klasa to przyswajanie dzieci do normalnego trybu szkolnego: czyli lekcie 45 min (na których nie wolno biegać po klasie kiedy się chce czy też jeść i pić - z tym walczą nauczyciele dziesięciolatków, niedouwierzenia), podział na przedmioty, klasówki, sprawdziany, odpytywanie przy tablicy. Do trzeciej klasy tych rzeczy albo nie ma, albo są sporadzycznie, tak więc dzieci nie wiedzą nawet tak napradę jak mają się uczyć.
    To jest koszmar. Powoduje to jedną rzecz. O ile bowiem bystrzacha i tak wyjdzie na swoje. Ale spada na łeb na szyję poziom przeciętnego ucznia.

  24. Dodam jeszcze metodyczne rozmontowywanie infrastruktury kolejowej, bo też się nie opłaca. Przecież ludzie mogą sobie busikami popylać. A jak jest jakiś wypadek, to oczywiście wina przewoźnika i tych głupców, którym się nos ze swojej wioski zechciało wychylać.

  25. avatar

    Ale ja tu upatruję winę grubej kreski. Ci zza tej kreski, co by o nich nie powiedzieć, nad podziw sprawnie się skrzyknęli i przejęli co się da. Ale nie do kierowania i rozwijania, ale dla rabunku. Fanatycy kapitalizmu (do których też się zaliczam), powiadali – to nic, jak nie będą umieli zarządzać, to padną. Teraz, po latach widać już wyraźnie, że nie o gospodarowanie dobrami chodziło a o wyciągnięcie co się da i rujnowanie następnego. Oraz sprzedaż za bezcen obcym. Na tym traci tylko ludność i nie da się tego przeczekać. Jak powiadał mój Ojciec „nim tłusty schudnie, chudego diabli wezmą” 

  26. ciekawe że w tym względzie ówczesnym fanatykom kapitalizmu zabrakło przenikliwości ....
    Przecież kilkadziesiąt lat mieli, żeby udowodnić, że czego nie dotkną zamienia się w gówno, jeśli w coś inwestowano to tylko resztki komuszych idealistów próbowały jeszcze cos tam udowodnić zachodowi ...
    Oczywiście, że kreska ... KRECHA zamieniła się kij gruby, którym teraz dostajemy po rzyci ...

  27. avatar

    od dawna, ale nikt naszego wołania nie słucha. Bo kto, no kto byłby takim (choćby) polskim Orbanem? No, chociaż jedno nazwisko?

  28. znaczy socjalistą? To Kaczyński a na wolnorynkowca to musi, że należałoby zgwałcić Kluskę ...
    Jego nie trzeba była gwałcić zresztą, sam "szedł na współpracę".

  29. Strony