Reklama

Dla A., pielęgniarki (niepraktykującej),

gdzieś  z północnych województw

 

Jako dziecko, chłopak, młodzieniec, Piotr często bywał w przychodniach, szpitalach. Rzadziej z rzeczywistej potrzeby, częściej z winy hipochondrii matki zarówno w stosunku do jej własnego, jaki i syna zdrowia.

Obrazy pielęgniarek, w nieskazitelnej bieli fartuchów i białym obuwiu, suną przed oczyma. Młode, uśmiechnięte twarze, głaskanie po głowie, „jaki ładny, duży chłopiec”. Potem w porze lata pierwsze spostrzeżenia, że biały fartuch potrafi być przejrzysty i widać pod nim białą bieliznę, kontur ciała. Że guzik najniższy i najwyższy są czasami rozpięte i udo się wychyli jak delfin z wody, albo dekolt błyśnie i zgaśnie tajemniczo. I te rozmaite fryzury niby skryte czepkami a jednak doskonale widoczne, nagie karki. I ta aura wiedzy tajemnej, co się dzieje w rozlicznych gabinetach, i co jest zapisane w kartach pacjentów niesionych pod pachą, albo przytulonych mocno do piersi. I ten energiczny stukot chodaków , kiedy zdawało się, że ciasny fartuszek trzaśnie nieuchronnie na udach. Albo ten delikatnie kołyszący krok, kiedy biodra tańczyły na fali, Piotr wyraźnie sobie wyobrażał burty tej łodzi, szkutniczego arcydzieła. Nie dziwota. Po przyjeździe z dalekiej prowincji do kliniki w wielkim mieście kilkugodzinne oczekiwanie na korytarzu na wizyty czy zabiegi było normą. Wgapianie się w młode, na biało ubrane kobiety, pozwalało przetrwać nudę.

Gdy miał już trzynaście czy czternaście lat matka kilka razy skomentowała z uśmiechem:

– Coś mi się zdaje, że ta pani Ci się podoba, Piotrusiu.

Tak sobie żartowała,  matka była czasami kimś na kształt kumpla. Piotr miał z nią nienajgorsze stosunki, choć tego typu uwagi nigdy nie były mu w smak. Straszliwie go krępowały. Pewnie przy pierwszym takim komentarzu zmieszał się i zaczerwienił. Ale potem zdarzało mu się z udaną obojętnością potwierdzić:

– No, zgrabna. Albo „ładna” albo „miła”. Niby co miał matce odpowiedzieć. Że mu się podoba tyłek, albo zgrabnie zarysowany biust. Ona pewnie i tak się domyślała.

Jako młodzieniec Piotr raz czy dwa spędził tydzień w szpitalu na badaniach. Leżał na internie w czteroosobowych salach z młodymi żołnierzami albo młodymi sportowcami z wojskowych klubów, raz nawet cywilny syn generała się trafił. Cała ekipa z pokoju zdrowa jak byki i ostro napalona na dziewczyny. Napatrzył się wtedy i nasłuchał. Personel żeński w tamtych czasach był wyłącznie młody. To znaczy może były i starsze pielęgniarki, ale zatarły się w pamięci. Te młode to  były bardzo różne dziewczyny. Do wyboru do koloru. Nawet jakaś ruda się trafiła. Tą rudą zapamiętał, bo miała wyrazisty zapach potu. Zawsze pachniała mydłem i świeżym potem. Bardzo ładnie. Były pewnie i jakieś inne wonie, perfum czy dezodorantu ,ale zapach potu zawsze mu właził w nozdrza i nęcił. Ładnej twarzy już nie pamięta. Ale fakt, że pachniała, że pot kobiety może ładnie pachnieć, był mocno zapamiętanym doświadczeniem.

Rzeczywiście napatrzył i nasłuchał się w tym szpitalu. Młodzi mężczyźni i młode kobiety to zawsze mieszanka wybuchowa. Dialogi, co prawda, nie zawsze były zrozumiałe dla niedoświadczonego chłopaka. Ale krótkie szamotaniny, klapsy po niesfornych rękach, chichoty, niby oburzone protesty to była szkoła życia. Wiele wykładów z końskich zalotów miało miejsce właśnie tam.

Syn generała, podstarzały student wydziału malarstwa działał subtelniej. On sobie od niechcenia piórkiem skrobał jakąś czarno-szarą grafikę i prowadził intelektualne rozmowy. Widocznie to też skutecznie działało. Z dialogów wynikało, że znał niektóre pielęgniarki w życiu pozaszpitalnym. Czasem żołnierze w rozmowie między sobą opowiadali, że zamykał się z cycatą brunetką, Małgosią, w izolatce. Wszyscy zazdrościli i opowiadali obrazowo co by zrobili z siostrą na miejscu syna generała. Siostra Małgorzata była faworytą całej sali. Jedynie Piotr wolał śliczną, subtelnej urody Agnieszkę.

– A wam się siostra Agnieszka nie podoba? – pytał żołnierzy. – To taka prześliczna dziewczyna.

– Podoba, podoba, kocie – zbywali go pobłażliwie. Nazywali go kotem, jak młodego nieopierzonego żołnierza, co było w pewien sposób dowartościowujące dla takiego gnoja jak on. Agnieszka była anielskim chuchrem bez biustu i bioder. Więc nie dziwota, że woleli Małgorzatę o jędrnym, dużym tyłku i ładnych, w sam raz piersiach. Ideał żołnierza w każdej armii jest podobny. A Piotrowi podobała się wtedy anorektyczna, niedojrzała fizycznie Agnieszka. Dopiero za jakiś czas miał pojąć, dlaczego ideał żołnierza jest taki a nie inny. I że oprócz anielskiej buzi ważne są również inne walory kobiety.

Cdn

Reklama
Poprzedni artykułrysunkowy humor antyszwedzki
Następny artykułDrony* – śmierć z nieba

30 KOMENTARZE