Wczoraj nie było felietonu i co mnie cieszy, część Czytelników poczuła się zawiedziona. Zdarzyło się tak pierwszy raz od wielu lat, za co przepraszam i niestety kiepskie mam usprawiedliwienie. Mówiąc krótko wpadłem w niedyspozycję żołądkową, między innymi po wizycie w Lubinie. Pojechałem do siedziby KGHM na zakupy i akurat trafiłem na wielkie święto mieszkańców, którzy kłębili się wokół straganów postawionych w ramach „Dni miasta Lubina”. Lubię miejskie festyny, dla mnie to prawdziwa socjologiczna kopalnia, godzinami potrafię chodzić i podsłuchiwać nastroje społeczne, obserwować zachowania grupowe i masowe, bo to jednak coś innego. Co widziałem to opiszę i zacznę od topografii miasta. Klasyczny układ budowli, jakie powstały w ciągu 25 lat wolności. Dokładnie nie mierzyłem, ale wydaje mi się, że kwadrat, gdzie „dzieje się wszystko” ma bok o długości góra 2 km. I co znajdziemy w kwadracie? Na pierwszym miejscu „Błonia”, dawniej nazywało się to “zielone boisko”, teraz to taki placyk sąsiadujący z miejską galerią i stacją benzynową znanej zachodniej marki. Naprzeciwko znajduje się ten słynny park z dinozaurami, a dokładnie rzecz ujmując „Park Wrocławski”, co zapewne musi kibiców „Zagłębie Lubin” doprowadzać do spazmów. Mamy zatem dwa punkty odniesienia i dalej zaczynają się kolejne atrakcje. Idąc prostą linią, jakieś 700 metrów od „Błoni”, spotkamy galerię z butikami, największą w Lubinie i jedną z większych na Dolnym Śląsku. Gdy pójdziemy na prawo od „Parku Wrocławskiego” zobaczymy: Kaufland, Tesco, a dalej Obi i Castoramę. Wszystko, co w mieście potrzebne, prawda? Parki rozrywki wokół hipermarketów, jednego zbędnego sklepiku, warsztatu, czy fabryki nie znajdziesz. Jako, że jestem człowiek ze wsi, podobnie jak cała moja rodzina, siłą rzeczy zacząłem wizytować Lubin od Castoramy i Obi, żeby sobie sprawić potrzebne narzędzia. Nie zastałem niczego, co było mi potrzebne. Po męskich zachciankach przyszedł czas na Panie i tak trafiłem do galerii z chińską odzieżą, do której przyszywa się reklamowane metki. Panie nie były tak wybredne jak ja i kupiły kiecki, już po 3 godzinach.

Zrobiła się 18.45, a o tej porze w Lubinie można robić to, co opisałem wyżej. Jak się ma szczęście i lubi polską piłkę, to jeszcze pozostaje przebić się na drugi koniec miasta i pójść na mecz albo po drodze zaliczyć parę knajp. Szczęścia nie miałem, liga w Polsce zacznie się dopiero za trzy tygodnie, knajpy wybiły mi z głowy osoby rodzinnie towarzyszące i pozostało skorzystać z okazji, którą niewątpliwie był festyn zorganizowany w ramach „Dni miasta Lubina”. Nie będę nadmiernie wchodził w opis ogólnego planu miejsca zabawy, bo to przecież wszyscy znają: dmuchane zamki, kręcące się karuzele, stragany i scena muzyczna, słowem klasyka. Byłbym jednak nieuczciwy, gdybym nie zauważył kilku nowości, przynajmniej dla mnie były to nowości. Na jednym ze straganów, chyba najmniejszym ze wszystkich, kilku młodych przedsiębiorców sprzedawało „pyry kręcone”. Nabijali ziemniaka w mundurku na jakąś maszynę prostą, a ta obierała pyrę w fikuśne spiralki. Potem na chwilę w rozgrzanym oleju zanurzali spiralkę i przekąska ekologiczna gotowa. Ludzie się za tym zabijali, kolejka jak do Megasamu w PRL. Druga atrakcja, to łuki, takie stylizowane na tatarskie, nie spodziewałem się, że tak szybko z mody wypadną plastikowe stroje rycerzy, ale stało się. Więcej nowości nie odnotowałem, no może z wyjątkiem tego, że teraz piwa na festynie nie kupisz za pieniądze, tylko za żetony, które kupujesz za pieniądze. Do lanego piwa w plastikowych kubkach był oczywiście chleb „na zakwasie” ze smalcem i tradycyjny lubiński oscypek na zimno lub na ciepło z żurawiną.

W tłumie znalazłem charakterystyczne towarzystwo, dzieci ciągną do łuków, ojcowie do żetonów, matki i żony zmęczone kaprysami zdławionym głosem uprzedzają, że „w domu z jednym i drugim porozmawiają”. O 19.00 jeszcze nic się w warstwie muzycznej nie działo, ale już od po 19.00 na scenę miały wchodzić pierwsze zespoły, między innymi: „Domowe melodie” i „Sokół i Marysia Starosta”. Prawdziwą atrakcją, zresztą nie po raz pierwszy na „Dniach miasta Lubina”, miał być i był legendarny wokalista trzech pokoleń Krzychu Krawczyk. Na koniec, około godziny 22.00 zaśpiewał Paweł Kukiz, był lider zespołu „Piersi”, któremu towarzyszyli muzycy z bliżej nieznanego mi zespołu „Kukiz i Piersi”. Nie wiem jak wypadły koncerty „Sokoła i Marysi Starosty”, czy „Domowych melodii”, a ciekaw byłem tych nowości. Również nie widziałem gwiazd, bo rodzina uznała, że nie chce płynąć „Prostakiem w długi rejs”, a z klasyki polskiej piosenki wolą innych wykonawców. No i to tyle jeśli chodzi o konwencję nieistniejącego ruchu Pawła Kukiza, która w ostatniej chwili, na przełomie maja i czerwca, została dopasowana do „Dni miasta Lubina”.

Aneks

Zdarza się, że nawet bardzo inteligentny Czytelnik nie wyczuje podtekstu i nie dostrzeże właściwej treści między wierszami i w formie felietonu. Rozumiem to, bo sam miewam kiepskie dyspozycje dnia, jeszcze gorsze niż wczoraj. W związku z tym robię dosłowny skrót. Gdybym przeczytał powyższy tekst oznaczony takim, a nie innym tytułem, który nie ma nic wspólnego z samym felietonem, miałbym ochotę krzyknąć jedno do autora: „Co za mało śmieszny pajac!”. Bronię się jednak, bo nie potraktowałem swoich Czytelników oszustwem i tandetą, pokazałem jedynie jak męcząca i prymitywna jest „narracja” człowieka, który aspiruje do zbawcy narodu. Pustosłowie, toporna socjotechnika, błazeństwo i gadanie o dupie Maryni. I ten jegomość z nosem na gumce i w pantalonach na szelkach powołuje się na Józefa Piłsudskiego, który podobnym mydłkom mówił jedno: „tobie kury szczać prowadzać, nie politykę robić”. Współcześnie można udzielić jeszcze jednej rady liderowi nieistniejącego ruchu „Nie róbcie polityki Kukiz, grajcie i śpiewajcie na festynach pod Tyskie i kręcone pyry”.

82 KOMENTARZE

      • Kaczor wrzuca tematy,
        a dyżurni strażacy PO, zamiast opowiadać jakie to cuda zrobi im za chwilę Łopata, muszą rzucać wszystko i pędzić do studia, żeby dyskredytować propozycję Szydło. Przy okazji zewsząd dobiegają głosy, jakie to kuku zrobił gajowy tym nieprzemyślanym do końca referendum. Nie wiem czemu politycy PO tak się uparli bronić tego referendum?
        Czy to nie jest przypadkiem syndrom wigilijnego karpia? Gołym okiem widać, że to im nic nie pomoże, tak jak nie pomogło gajowemu.

        • Jakby się wycofali z
          Jakby się wycofali z referendum, to prezydent elekt Andrzej Duda po "nieuchronnym" zaprzysiężeniu mógłby wyjść z taką inicjatywą 🙂

          Aż się nie mogę doczekać chwili, gdy AD zostanie zaprzysiężony! Przez wyjazdy, święta itd. będzie nadawał ton narracji PiS. Wtedy będzie jakieś zrównoważenie w przekazie medialnym.

          Nadal uważam, że mówienie o przyspieszonych wyborach (może lepiej o dymisji Kopacz) ma sens. Chyba, że planują "pozytywną" narrację w osobie Beaty Szydło… Podsumowując, PiS od lat nie miał tylu dobrych kart. Marzy mi się samodzielne rządzenie… wtedy nie byłoby takich cyrków jak z LPR i Samoobroną…

      • Kaczor wrzuca tematy,
        a dyżurni strażacy PO, zamiast opowiadać jakie to cuda zrobi im za chwilę Łopata, muszą rzucać wszystko i pędzić do studia, żeby dyskredytować propozycję Szydło. Przy okazji zewsząd dobiegają głosy, jakie to kuku zrobił gajowy tym nieprzemyślanym do końca referendum. Nie wiem czemu politycy PO tak się uparli bronić tego referendum?
        Czy to nie jest przypadkiem syndrom wigilijnego karpia? Gołym okiem widać, że to im nic nie pomoże, tak jak nie pomogło gajowemu.

        • Jakby się wycofali z
          Jakby się wycofali z referendum, to prezydent elekt Andrzej Duda po "nieuchronnym" zaprzysiężeniu mógłby wyjść z taką inicjatywą 🙂

          Aż się nie mogę doczekać chwili, gdy AD zostanie zaprzysiężony! Przez wyjazdy, święta itd. będzie nadawał ton narracji PiS. Wtedy będzie jakieś zrównoważenie w przekazie medialnym.

          Nadal uważam, że mówienie o przyspieszonych wyborach (może lepiej o dymisji Kopacz) ma sens. Chyba, że planują "pozytywną" narrację w osobie Beaty Szydło… Podsumowując, PiS od lat nie miał tylu dobrych kart. Marzy mi się samodzielne rządzenie… wtedy nie byłoby takich cyrków jak z LPR i Samoobroną…

  1. Szukam w pamięci
    rock'n'rollowca który poszedł w politykę i mu się udało. Poza Jello Biafrą z Dead Kannedys, którego Green Party wystawiła na prezia USA, bardziej jako żart, nic mi nie przychodzi do głowy. Przypadek Cugowskiego pomijam, bo to po prostu polityczny segment celebrytów, więc PiS mógł równie dobrze wystawić do senatu sportowca, aktora lub Irenę Santor.

    Jak młodociani wyszaleją się w wakacje, a starszy elektorat, walący kolejnego browca przy smutnej kiełbasie z grilla, któren "o take Polskie walczy" i "żeby im ten Kukiz doj..ał",  jak trzeba będzie we wrześniu zakasać rękawki, bo w portfelu puchy, to może nadejdzie chwila refleksji głębsza niż rozterki nad losem Krysi Lubicz. Taką mam koncepcję i w to wierzę, bo w końcu w coś wierzyć trzeba.   

    • Każda rewolucja musi mieć
      Każda rewolucja musi mieć swoje tempo i czyny. Kukiz dobrze zaczął od 20% znikąd, ale to jedyny czyn i dalej będzie coraz wolniej. Zrobił wynik i ktoś go zaczął “robić”, śmierdzi mi to doradcą Stonogi, bo Lepper i Palikot był identycznie robiony, ale głowy nie dam.

      • “bo Lepper i Palikot był identycznie robiony”…
        Pierwszy smutnie skończył, drugi żałośnie. Ciekawe czy bukmacherzy przyjmują zakłady jak skończy Kukiz?

        "Kukiz dobrze zaczął od 20% znikąd". Nagrał też jedną dobrą płytę "My są Amerykany", czegoś takiego nie było na polskim rynku, potem już tylko była kupa. Może ten typ tak ma. Są artyści, którzy nagrali tylko jedną dobrą płytę, [edit] bo potem wzieli ich w swoje ręce menedżerowie lub chłopcy z wytwórni płytowych. Skojarzenie samo się nasuwa.

      • Myślę, że wersja z Lepperem
        Myślę, że wersja z Lepperem jest bardziej prawdopobobna… Co do Palikota, od razu było widać jakie ma zadanie, obrzucać błotem Kaczyńskiego i PiS. Media pokazywały Kaczyńskiego obrzuconego błotem, a Tusk z oddali mówił "Oni się rzucają błotem!"

  2. Szukam w pamięci
    rock'n'rollowca który poszedł w politykę i mu się udało. Poza Jello Biafrą z Dead Kannedys, którego Green Party wystawiła na prezia USA, bardziej jako żart, nic mi nie przychodzi do głowy. Przypadek Cugowskiego pomijam, bo to po prostu polityczny segment celebrytów, więc PiS mógł równie dobrze wystawić do senatu sportowca, aktora lub Irenę Santor.

    Jak młodociani wyszaleją się w wakacje, a starszy elektorat, walący kolejnego browca przy smutnej kiełbasie z grilla, któren "o take Polskie walczy" i "żeby im ten Kukiz doj..ał",  jak trzeba będzie we wrześniu zakasać rękawki, bo w portfelu puchy, to może nadejdzie chwila refleksji głębsza niż rozterki nad losem Krysi Lubicz. Taką mam koncepcję i w to wierzę, bo w końcu w coś wierzyć trzeba.   

    • Każda rewolucja musi mieć
      Każda rewolucja musi mieć swoje tempo i czyny. Kukiz dobrze zaczął od 20% znikąd, ale to jedyny czyn i dalej będzie coraz wolniej. Zrobił wynik i ktoś go zaczął “robić”, śmierdzi mi to doradcą Stonogi, bo Lepper i Palikot był identycznie robiony, ale głowy nie dam.

      • “bo Lepper i Palikot był identycznie robiony”…
        Pierwszy smutnie skończył, drugi żałośnie. Ciekawe czy bukmacherzy przyjmują zakłady jak skończy Kukiz?

        "Kukiz dobrze zaczął od 20% znikąd". Nagrał też jedną dobrą płytę "My są Amerykany", czegoś takiego nie było na polskim rynku, potem już tylko była kupa. Może ten typ tak ma. Są artyści, którzy nagrali tylko jedną dobrą płytę, [edit] bo potem wzieli ich w swoje ręce menedżerowie lub chłopcy z wytwórni płytowych. Skojarzenie samo się nasuwa.

      • Myślę, że wersja z Lepperem
        Myślę, że wersja z Lepperem jest bardziej prawdopobobna… Co do Palikota, od razu było widać jakie ma zadanie, obrzucać błotem Kaczyńskiego i PiS. Media pokazywały Kaczyńskiego obrzuconego błotem, a Tusk z oddali mówił "Oni się rzucają błotem!"

  3. A ja zawiedziona nie jestem
    A ja zawiedziona nie jestem dzisiejszym tekstem, może dlatego, że mam podobne zboczenie jak autor tj. jak tylko ruszę między ludzi to strzygę uszami, wnikliwie obserwuje reakcje, mózg paruje od analiz na poczekaniu, a w domu już na spokojnie dzielę się wnioskami z połówką.
    Co do poprzednich tekstów to mam spore zaległości, więc czeka mnie nadrabianie o tym co tam u Kukiza na zapleczu w trawie piszczy.

  4. A ja zawiedziona nie jestem
    A ja zawiedziona nie jestem dzisiejszym tekstem, może dlatego, że mam podobne zboczenie jak autor tj. jak tylko ruszę między ludzi to strzygę uszami, wnikliwie obserwuje reakcje, mózg paruje od analiz na poczekaniu, a w domu już na spokojnie dzielę się wnioskami z połówką.
    Co do poprzednich tekstów to mam spore zaległości, więc czeka mnie nadrabianie o tym co tam u Kukiza na zapleczu w trawie piszczy.

    • jest zielony
      No sprawdziłem w telefonie, bo se zrobiłem zdjęcie pod tęczą gdy byłem ostatnio. Są cztery kolory. Czerwony, żolty, zielony i niebieski.Zielony ledwo widoczny, trzeba rozcapierzyć palce po ekranie żeby powiększyć i dostrzec ten czwarty.

    • jest zielony
      No sprawdziłem w telefonie, bo se zrobiłem zdjęcie pod tęczą gdy byłem ostatnio. Są cztery kolory. Czerwony, żolty, zielony i niebieski.Zielony ledwo widoczny, trzeba rozcapierzyć palce po ekranie żeby powiększyć i dostrzec ten czwarty.

  5. nie przeginaj MK!!
    Ty weź nie przerażaj,
    Ty weź się odzywaj, że żyjesz, że jesteś!
    Bo człowiek wchodzi co chwilę, a tu nic.
    Ty nie wal w ch…ja, bo się człowiek przerazić może, że Cię coś spotkało.
    No co Ty Matka Kurka?,
    Serca nie masz?!
    Czy ki ch…j?

    To za wczorajsze !!!
    Ty !!!

  6. nie przeginaj MK!!
    Ty weź nie przerażaj,
    Ty weź się odzywaj, że żyjesz, że jesteś!
    Bo człowiek wchodzi co chwilę, a tu nic.
    Ty nie wal w ch…ja, bo się człowiek przerazić może, że Cię coś spotkało.
    No co Ty Matka Kurka?,
    Serca nie masz?!
    Czy ki ch…j?

    To za wczorajsze !!!
    Ty !!!