Reklama

Zaczęło szumieć przedpremierowo, w związku z filmem “Śmierć prezydenta”, który został wyprodukowany przez National Geographic i dziwię się, że w szumie swój udział mają rozsądni ludzie, a za takich uważam racjonalistów odrzucających zabobon zawarty w raportach MAK i Millera. Podobne napięcie i naiwne nadzieje towarzyszyły prezentacjom wspomnianych raportów i podobne komentarze będę wylewane na fora po filmie “Śmierć prezydenta”. A przecież wystarczy przyłożyć odrobinę lodu do lewej i prawej półkuli, aby zauważyć banalną rzecz. Kto się spodziewa sensacji przed homilią papieża na temat aborcji? Kto będzie zachodził w głowę, jaką treść przekaże światu Mahmud Ahmadineżad, który zwróci się do niewiernych psów z Izraela? I bardziej prozaicznie. Komu przyjdzie do głowy ekscytować się najnowszym występem Artymowicza w telewizji śniadaniowej? Jest jasne, jak we wszystkich wymienionych przypadkach, co zobaczymy w filmie “Śmierć prezydenta”, ponieważ nie ma żadnych wątpliwości na podstawie jakiego scenariusza film został nakręcony. National Geographic w swojej serii “Katastrofa w przestworzach” opiera się tylko i wyłącznie na ustaleniach komisji do spraw badania wypadków lotniczych i niczego poza tym, co nakłamali spece z MAK oraz komisji Millera spodziewać się nie można. Film musi być fałszem, ponieważ fałszem jest scenariusz, ale nie jest też niczym mądrym wieszanie psów na National Geographic, bo w tej formule działają od zawsze, mam na myśli scenariusz, niekoniecznie fałsz. W przypadku “Śmierci prezydenta” i tak zrobili wyjątek, bo uwzględnili protesty z Polski, przy najmniej na poziomie tytułu filmu i wycięcia z kadru świętej brzozy.

Mało pocieszające jest to co piszę, ale nic innego nie mogę napisać. Dla producentów filmu “Śmierć prezydenta” jest kolejnym atrakcyjnym scenariuszem, który da się sprzedać razem z reklamami. Wbrew wszelkim histeriom, że National Geographic wpisuje się w kłamstwa Putina i Tuska, czy też działa na zamówienie jestem pewien, że znacznie chętniej nakręciliby film zawierający wątki sensacyjne, z przyczyn, których nie trzeba tłumaczyć. Problem polega na tym, że to jest marka, która ulokowała swoje produkty na zupełnie innej półce, mają ambicję uchodzić za encyklopedię, nie za reality show, chociaż różnie można realizację tych założeń oceniać. Do tego dochodzi jeszcze jedna ważna rzecz, żaden producent nie zarobiłby na chleb, gdyby poświęcał taką uwagę poszczególnym tragediom lotniczym, jaką poświęcają bezpośrednio zainteresowani. National Geographic zwyczajnie wypuszcza najnowszy produkt, z którym w żaden sposób nie jest związana emocjonalnie, mają swój biznes i biznes robią. Pretensje kierować trzeba, ale do scenarzystów nie do twórców filmu, w przeciwnym razie protesty skończą się kompromitacją, którą szybko odpowiednie siły przerobią na „poszukiwanie ruskich agentów w National Geographic”. Zadaję sobie sprawę, że moje prośby niewiele wniosą, ale mimo wszystko proszę, by się nie błaźnić wieszaniem cygana, za winy kowala. National Geographic ma prawo robić swoją robotę według swoich kanonów, którym trudno cokolwiek zarzucić, bo na czym jeśli nie fachowych raportach mają się opierać tego rodzaju produkcje. W zdecydowanej większości raporty komisji lotniczych to solidna i fachowa robota, kto dziś na przykład podważa raport z zamachu nad Lockerby? Nie jest winą National Geographic, że MAK i Miller łże na polityczne zamówienie i niepoważnym jest oczekiwanie, że te „raporty” zostaną zastąpione publikacjami z Gazety Polskiej. Serce by chciało, ale rozum nie pozwala na złudzenia.

Jedynym rozsądnym zarzutem postawionym National Geographic może być przedwczesna premiera filmu, która nie uwzględni ustaleń prokuratury polskiej i radzieckiej, ale czy taki zarzut rzeczywiście ma sens? Niestety brutalność życia bierze górę nad sentymentem, National Geographic nie ma żadnych sentymentów, po prostu dostała za frajer atrakcyjny materiał i nie wychyli się poza swój standard, co najwyżej delikatnie zretuszuje drażliwe kwestie. Oczekiwanie cudów po tej premierze, jest oczekiwaniem naiwnym, trzeba się raczej pomodlić, żeby się nie pokazały jakieś durne sceny, z pijanym generałem, czy też przykładaniem Glocka do głowy pilotów, aby lądowali w lesie. Zdaje się jednak, że wybrani dziennikarze, którzy widzieli film zaprzeczają podobnym rewelacjom, nawet stwierdzają wprost, że w tym filmie nie ma żadnego przełomu. Z kolei selekcja dziennikarzy przeprowadzona przed premierowym pokazem rzeczywiście wydaje się dziwna, ale i tu raczej widzę prozę życia, standard producencki. Niestety takie portale jak Niezalezna.pl, wpolityce.pl, czy program Pospieszalskiego, to po prostu nisze i jak znam życie producenci polecieli po największych i znanych mediach, a te w Polsce są tylko jedne. Nie róbmy jaj, kto z nas zna opozycyjne portale w Rosji, że o Ukrainie, czy Gruzji nie wspomnę? Więcej i niestety smutniej, kto w Polsce kojarzy wyżej wymienione enklawy spoza głównego nurtu jako znane media? Co 10 Polak? Wystarczy popatrzeć na statystyki Youtube filmu „Anatomia upadku”, aby zobaczyć smutną rzeczywistość na poziomie 20 kilku tysięcy. Kasa i jeszcze raz kasa, oglądalność, reklamy, celowych działań sabotujących w ogóle bym się tu nie dopatrywał. Zresztą co niby mieliby osiągnąć producenci poprzez świadome pominięcie części dziennikarzy, skoro za parę dni ci dziennikarze obejrzą film razem ze wszystkimi? Można przypuszczać, że Gazeta Polska ostro by skrytykowała film przed premierą, ale co z tego? Skrytykowała bez oglądania, a wojna polityczna w Polsce wokół filmu, to czysty zysk dla producenta, który nota bene i tak National Geographic skonsumuje.

Spodziewam się filmu zrobionego w standardzie National Geographic i w efekcie nie spodziewam się takich profitów, jakie zakładają politrucy z GW. Na moje oko tak zwany widz zachodni nie umieści “Śmierci prezydenta” w pierwszej 10 całej serii, ponieważ raport MAK i Millera jest tak mdły jak to tylko możliwe. Co niby ma budować napięcie w filmie? Niemiec, Francuz, Amerykanin jeśli kojarzy jednego Lecha Kaczyńskiego, to będzie i tak dużo, bo na pewno nie zrozumie żadnych niuansów i podtekstów politycznych, ani polityki wewnętrznej, ani międzynarodowej. Gdy odciąć tę otoczkę, pozostanie jeden element, „piloci we mgle podjęli ryzyko próbnego podejścia, wieża popełniła błędy, doszło do katastrofy – koniec atrakcji”. Widz spoza Polski wysłucha kwestii: „No to mamy problem” z pełnym spokojem, tak jakby słuchał czegoś zupełnie obojętnego, wypełniacza dialogów w stylu: „poproszę śmietankę do kawy”. Daję głowę, że zarówno katastrofa Concorde, jaki i katastrofa Airbusa nad Atlantykiem jest dla „zachodniego widza” 100 razy bardziej „atrakcyjną tragedią”, niż lot Tu-154M. Świat się nie dowie i tym bardziej nie zapamięta, co się zdarzyło pod Smoleńskiem. Film będzie „żył” w Polsce i tylko w Polsce, bo Putin nawet nie dotknie pilota. Jak zwykle zacznie się bicie piany przez tydzień, o ile znów jakiś Staś nie wyląduje na okładce Newsweek’a. Emocjonowanie się tą premierą w moim przekonaniu nie ma najmniejszego sensu, jest to rzadki przypadek, w którym można sobie z czystym sumieniem powiedzieć – nie oglądałem, ale doskonale wiem, co w tym filmie było.

Rozwiązanie przyczyn tragedii smoleńskiej nie spadnie nam z nieba, żadna zachodnia instytucja, czy firma nie zrobi nam prezentu, trzeba będzie jeszcze długo wyrywać fakt po fakcie, żeby dokopać się do prawdy i obawiam się, że całej prawdy nie odkopiemy nigdy. Jeśli nawet nam się uda, można być pewnym, że National Geographic całej prawdy nie pokaże, tak jak papież nie zachęci do skrobanek, a Mahmud Ahmadineżad do świętowania szabasu. Ataki na National Geographic są bezproduktywną desperacją, stratą energii, żółtym paskiem w TVN, gotowym materiałem na pierwsze strony GW, Polityki i innych brukowców. Nie wiem czy to będę oglądał, ale wiem z całą pewnością, że to film bez najmniejszego znaczenia, szkoda zdrowia i klawiatury dla dyplomatycznych produkcji, nudnych i fałszywych z założenia. Jeszcze większa szkoda się stanie jeśli odpowiedzialność za łgarstwa MAK i Millera przerzucimy na National Geographic, z tego będą same straty i żadnego zysku. Aż się prosi o prostą i skuteczną obronę – trudno mieć pretensje do National Geographic, że przyjęła standard odwołujący się do raportów komisji lotniczych, ale znacznie trudniej uznać raporty MAK i Millera za dokumenty, które mając cokolwiek wspólnego z zachodnimi, naukowymi standardami badań, bo to są tylko i wyłącznie polityczne łgarstwa.

Reklama
Poprzedni artykułFraszki: Sylwetki Polityków (9)
Następny artykułBlog Roku 2012 – kod trędowatego K00141 tel. 7122
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

30 KOMENTARZE

  1. zawodowiec prawdę ma w dupie
    NG zarabia na produkcji sensacyjnych i atrakcyjnych wizualnie kawałków puszczanych w porze obiadowej, stąd zwykle jest  coś o mumiach, albo o starożytnych trupach wykopanych z holenderskiego bagna. Sensowność naukowa przedstawianych hitów niema żadnego znaczenia, i to widać dość często. Dlatego niczego ponad uatrakcyjniony raport Anodiny nie sposób oczekiwać. To co w nim jest całkowicie wystarcza na sklecenie w miarę szokującego filmiku.

  2. zawodowiec prawdę ma w dupie
    NG zarabia na produkcji sensacyjnych i atrakcyjnych wizualnie kawałków puszczanych w porze obiadowej, stąd zwykle jest  coś o mumiach, albo o starożytnych trupach wykopanych z holenderskiego bagna. Sensowność naukowa przedstawianych hitów niema żadnego znaczenia, i to widać dość często. Dlatego niczego ponad uatrakcyjniony raport Anodiny nie sposób oczekiwać. To co w nim jest całkowicie wystarcza na sklecenie w miarę szokującego filmiku.

  3. To nie są idioci i doskonale wiedzą
    że w tym akurat wypadku, nic nie jest przesądzone i nic nie jest pewne. Wynika to choćby z faktu, że katastrofa wydarzyła się na terytorium bandyckiego państwa a Putin przetrzymuje wrak.
    Przecież producent już powiedział, że setki katastrof kręcili ale o skrzydle urwanym o drzewo – pierwsze słyszy. Widziałem wiele ich produkcji w których było drugie dno.To znaczy, kiedy już ,,wszystko było jasne i oczywiste" jakiś uparty typ odkrywał, czasem po latach badań, coś zupełnie innego. Więc o tą skróconą perspektywę chodzi. 
    Pokażą pilotów jako potomków tych, którzy latającym bombom V2 zmieniali trajektorię lotu ,,potrącając" skrzydłem swojego Hawkera.
    Pokażą też ,,kartofla" jak zmusza do lądowania , tak samo jak kazał lądować w Tbilisi.
    Można więc śmiało postawić tezę, że utrwalają taki obraz Polaków jaki zna świat.
    Bo świat, szczególnie ten zachodni, nie lubi  t a k i c h   niespodzianek.

    • No dobrze, ale co z tego
      No dobrze, ale co z tego wynika? Nie widziałem filmu National Geografic, który pokazałby chociaż kawałek prawdy o WTC, czy akcji na Bin Ladena, że o Dubrowce nie wspomnę. Ta firma się nie zajmuje utrwalaniem wizerunku Polaków, ale kontrolowaną sprzedażą bezpiecznych sensacji. Zresztą Chlor ujął to najlepiej. Kompletnie jałowa jest ta batalia wytoczona NG, głównie dlatego, że winy właściwych bandytów się rozmywa. O ile nie będzie tam kompletnych idiotyzmów w rodzaju “debeściaków” i “on mnie zabije”, to można mówić o sukcesie. Doszukiwanie się w NG zamówień politycznych to nawet jak dla mnie przesada, o ile nie rozumieć tych zamówień jako stałej polityki NG, czyli unikanie problemów i podejrzeń o “spiski”. Ta firma zwyczajnie taka jest, zawsze taka była i Smoleńsk nie jest tu żadnym wyjątkiem, wręcz regułą. Zwyczajnie celują w “zdrowy rozsądek” i tak się sprzedają. Na co tu liczyć i czym się podniecać, wszystko jest pewne i oczywiste od początku do końca.

      • Gwarantuję, że będzie urywek znad Gruzji
        a resztę, słabo zorientowany widz, dopowie sobie sam

        P.S. Wczoraj był film NG o zamachu w Oklahoma City. I takie prawdziwe, bo amerykańskie oszołomy (gen. UArmy i policjanci) liczyli i udowadniali, że bzdura z tą saletrą.
        Zrobili na poligonie ekperymentalne eksplozje w warunkach niemal identycznych i wyszło, ze jednak McVeigh

      • wyjątek juz znalazlem
        Chodzi o okręt  Kursk. Oficjalna przyczyna to zderzenie z inna jednostka podwodną , natomiast  w filmie przyjęto wersję USA – wybuch torpedy na pokładzie. Mylisz się. Opisując takie wydarzenia jak Kursk czy  Smolensk 100 %  ładują się w politykę. O ile  zwykła katastrofa rejsowego samolotu wyjaśniana jest  z reguły prawidłowo to w  "politycznych" katastrofach  kłamstw jest na potęgę .

  4. To nie są idioci i doskonale wiedzą
    że w tym akurat wypadku, nic nie jest przesądzone i nic nie jest pewne. Wynika to choćby z faktu, że katastrofa wydarzyła się na terytorium bandyckiego państwa a Putin przetrzymuje wrak.
    Przecież producent już powiedział, że setki katastrof kręcili ale o skrzydle urwanym o drzewo – pierwsze słyszy. Widziałem wiele ich produkcji w których było drugie dno.To znaczy, kiedy już ,,wszystko było jasne i oczywiste" jakiś uparty typ odkrywał, czasem po latach badań, coś zupełnie innego. Więc o tą skróconą perspektywę chodzi. 
    Pokażą pilotów jako potomków tych, którzy latającym bombom V2 zmieniali trajektorię lotu ,,potrącając" skrzydłem swojego Hawkera.
    Pokażą też ,,kartofla" jak zmusza do lądowania , tak samo jak kazał lądować w Tbilisi.
    Można więc śmiało postawić tezę, że utrwalają taki obraz Polaków jaki zna świat.
    Bo świat, szczególnie ten zachodni, nie lubi  t a k i c h   niespodzianek.

    • No dobrze, ale co z tego
      No dobrze, ale co z tego wynika? Nie widziałem filmu National Geografic, który pokazałby chociaż kawałek prawdy o WTC, czy akcji na Bin Ladena, że o Dubrowce nie wspomnę. Ta firma się nie zajmuje utrwalaniem wizerunku Polaków, ale kontrolowaną sprzedażą bezpiecznych sensacji. Zresztą Chlor ujął to najlepiej. Kompletnie jałowa jest ta batalia wytoczona NG, głównie dlatego, że winy właściwych bandytów się rozmywa. O ile nie będzie tam kompletnych idiotyzmów w rodzaju “debeściaków” i “on mnie zabije”, to można mówić o sukcesie. Doszukiwanie się w NG zamówień politycznych to nawet jak dla mnie przesada, o ile nie rozumieć tych zamówień jako stałej polityki NG, czyli unikanie problemów i podejrzeń o “spiski”. Ta firma zwyczajnie taka jest, zawsze taka była i Smoleńsk nie jest tu żadnym wyjątkiem, wręcz regułą. Zwyczajnie celują w “zdrowy rozsądek” i tak się sprzedają. Na co tu liczyć i czym się podniecać, wszystko jest pewne i oczywiste od początku do końca.

      • Gwarantuję, że będzie urywek znad Gruzji
        a resztę, słabo zorientowany widz, dopowie sobie sam

        P.S. Wczoraj był film NG o zamachu w Oklahoma City. I takie prawdziwe, bo amerykańskie oszołomy (gen. UArmy i policjanci) liczyli i udowadniali, że bzdura z tą saletrą.
        Zrobili na poligonie ekperymentalne eksplozje w warunkach niemal identycznych i wyszło, ze jednak McVeigh

      • wyjątek juz znalazlem
        Chodzi o okręt  Kursk. Oficjalna przyczyna to zderzenie z inna jednostka podwodną , natomiast  w filmie przyjęto wersję USA – wybuch torpedy na pokładzie. Mylisz się. Opisując takie wydarzenia jak Kursk czy  Smolensk 100 %  ładują się w politykę. O ile  zwykła katastrofa rejsowego samolotu wyjaśniana jest  z reguły prawidłowo to w  "politycznych" katastrofach  kłamstw jest na potęgę .

  5. Mówimy o podstawach wzroku przeciętnego człowieka
    Film paralotniarza jest znany od ponad 2 lat, ale film Gargas brzozę uwalił na amenta. Zaczynamy już mówić nie  o ekspertyzach, fachowości, itd., tylko o tym czy np. sześcian 2,5 metra na 2,5 na 2,5 przejdzie przez drzwi 2 m na 80 centymetrów.
    Dziewiąta i dziesiąta minuta filmu Anatomia upadku: po rzekomym ścięciu brzozy Tu 154 ma przed sobą 6 wysokich drzew na wprost z czego prosto kadłubem leci na te dwa największe, na lewe skrzydło zostają 2 mniejsze, a na prawe skrzydło kolejna para drzew. Skrzydło tupolewa po "oderwaniu o brzozę" 6 metrów nadal ma metrów 13 (zaczyna "półbeczkować" 5 metrów nad ziemią gdy skrzydło ma w tym momencie 13 m szczęśliwie "dowożąc całą resztę skrzydła na główne pobojowisko), prawe ma 19 metrów, przekrój kadłuba (nie chce mi się sprawdzać) zdaje sie jakieś 7 czy 8 metrów. Rozumieć należy, że Protasiuk z Grzywną przeniknęli niczym duchy w filmach przez tą pierwszą zaporę drzewną, ale zaraz mają kolejny problem: na linii lotu stoją kolejne wysokie drzewa, GĘSTO rosnące przy kolejnej ulicy (Gubienki czy Kutuzowa, nieważne). Kolejny problem również rozwiązali nie dotykając żadnego z drzew będących na ich ścieżce.

    • Na tym G300 cały dowcip polega
      i o tym napisałem. To jeb… bieda-państwo wyrzucające miliardy w błoto, nie ma pieniędzy na tłumaczy dla Klicha i nie ma na zakup wraku tupolewa, jakich cała Rosja pełna. I nigdzie nim nie latać! Tylko zawiesić na linach 5 metrów nad ziemią  w konfiguracji do lądowania – z wypuszczonymi goleniami, i niech każdy ćwierćinteligent, w niedzielę, z rodziną, przyjdzie pooglądać. Jak się zbiera 38 m do ,,kręcenia beczki".

      • Ojciec, niepotrzebnie robimy
        Ojciec, niepotrzebnie robimy kwadraturę koła z prostych rzeczy. Już pokazuję przykład: pytanie do Jarosława parę miesiecy temu: dlaczego pańskim zdaniem był zamach? Odpowiedź Kaczyńskiehgo: Nie było tam krateru czy też leju, szczątki były bardzo rozrzucone. Na Boga Miłosiernego błagam WAS wszystkich! Film paralotniarza dać do byle pierwszego informatyka od wizualizacji, który przełoży obraz z obydwu flimów paralotniarzy, ponanosi punkty i z dokładnością do 10 cm pokaże odległości pomiędzy drzewami, grubości drzew, wyliczy wysokość każdego drzewa, każdej głównej gałęzi. Na tą wizualizację naniesie samolot z jego wymiarami w konfiguracji z całym skrzydłem i konfiguracji ze skrzydłem bez 6 metrów – wizualizacja wykaże, że nigdzie nie uda się pod żadnym kątem przelecieć takiej maszynie o takich wymiarach między tymi drzewami i mamy koniec pieśni o brzozie!!!! (chyba, że ruscy powiedzą, że od 10 kwietnia do jesieni 2010 te wysokie drzewa tak błyskawicznie wyrosły, bo w Pieczersku na tej trotylowej ziemi to możliwe – jeśli tak to ja przepraszam). Tam jest tak gęsto (to znaczy było, przed pościnaniem drzew), że nawet pierdolot Benedicta koszący latarnie na Bemowie nie zmieściłby się.
        Tymczasem prawie wszyscy niepotrzebnie kombinują, niczym koń pod górę. Po co Binienda w ogóle analizuje grubość, twardość brzozy, jak wyglądałby kontakt brzozy ze skrzydłem. Do jasnej cholery czy wiecie, że mamy zrobione chyba wszelkie symulacje poza komputerową wizualizacją świętej brzozy i tego skupiska wysokich nienaruszonych drzew, które były obok brzozy. Pan Bóg z nieba sprowadził nam tego paralotniarza, film jest nagrany, a Binienda se mierzy coś co nie mogło zaistnieć. Oczywiście wizualizację należy przedstawić na konferencji w sejmie, a do wszystkich rządowych mediów przesłać po kilka egzemplarzy tego dowodu, że kontaktu z brzozą nie było. Historia o brzozie jest z gatunku: czy sześcian 2,5 można w te drzwi wepchnąć bez jego naruszenia, albo czy dużą cebulę przepchniesz przez dziurkę od klucza.
        PS. Aaa, chyba będzie jeden wątek humorystyczny w National, bo śmierć Prezydenta pewnie będzie czytał ten sam lektor co u Gargas, czyli Robert Samot (on na zmianę z Jackiem Brzostyńskim są narratorami Katastrof w przestworzach).

  6. Mówimy o podstawach wzroku przeciętnego człowieka
    Film paralotniarza jest znany od ponad 2 lat, ale film Gargas brzozę uwalił na amenta. Zaczynamy już mówić nie  o ekspertyzach, fachowości, itd., tylko o tym czy np. sześcian 2,5 metra na 2,5 na 2,5 przejdzie przez drzwi 2 m na 80 centymetrów.
    Dziewiąta i dziesiąta minuta filmu Anatomia upadku: po rzekomym ścięciu brzozy Tu 154 ma przed sobą 6 wysokich drzew na wprost z czego prosto kadłubem leci na te dwa największe, na lewe skrzydło zostają 2 mniejsze, a na prawe skrzydło kolejna para drzew. Skrzydło tupolewa po "oderwaniu o brzozę" 6 metrów nadal ma metrów 13 (zaczyna "półbeczkować" 5 metrów nad ziemią gdy skrzydło ma w tym momencie 13 m szczęśliwie "dowożąc całą resztę skrzydła na główne pobojowisko), prawe ma 19 metrów, przekrój kadłuba (nie chce mi się sprawdzać) zdaje sie jakieś 7 czy 8 metrów. Rozumieć należy, że Protasiuk z Grzywną przeniknęli niczym duchy w filmach przez tą pierwszą zaporę drzewną, ale zaraz mają kolejny problem: na linii lotu stoją kolejne wysokie drzewa, GĘSTO rosnące przy kolejnej ulicy (Gubienki czy Kutuzowa, nieważne). Kolejny problem również rozwiązali nie dotykając żadnego z drzew będących na ich ścieżce.

    • Na tym G300 cały dowcip polega
      i o tym napisałem. To jeb… bieda-państwo wyrzucające miliardy w błoto, nie ma pieniędzy na tłumaczy dla Klicha i nie ma na zakup wraku tupolewa, jakich cała Rosja pełna. I nigdzie nim nie latać! Tylko zawiesić na linach 5 metrów nad ziemią  w konfiguracji do lądowania – z wypuszczonymi goleniami, i niech każdy ćwierćinteligent, w niedzielę, z rodziną, przyjdzie pooglądać. Jak się zbiera 38 m do ,,kręcenia beczki".

      • Ojciec, niepotrzebnie robimy
        Ojciec, niepotrzebnie robimy kwadraturę koła z prostych rzeczy. Już pokazuję przykład: pytanie do Jarosława parę miesiecy temu: dlaczego pańskim zdaniem był zamach? Odpowiedź Kaczyńskiehgo: Nie było tam krateru czy też leju, szczątki były bardzo rozrzucone. Na Boga Miłosiernego błagam WAS wszystkich! Film paralotniarza dać do byle pierwszego informatyka od wizualizacji, który przełoży obraz z obydwu flimów paralotniarzy, ponanosi punkty i z dokładnością do 10 cm pokaże odległości pomiędzy drzewami, grubości drzew, wyliczy wysokość każdego drzewa, każdej głównej gałęzi. Na tą wizualizację naniesie samolot z jego wymiarami w konfiguracji z całym skrzydłem i konfiguracji ze skrzydłem bez 6 metrów – wizualizacja wykaże, że nigdzie nie uda się pod żadnym kątem przelecieć takiej maszynie o takich wymiarach między tymi drzewami i mamy koniec pieśni o brzozie!!!! (chyba, że ruscy powiedzą, że od 10 kwietnia do jesieni 2010 te wysokie drzewa tak błyskawicznie wyrosły, bo w Pieczersku na tej trotylowej ziemi to możliwe – jeśli tak to ja przepraszam). Tam jest tak gęsto (to znaczy było, przed pościnaniem drzew), że nawet pierdolot Benedicta koszący latarnie na Bemowie nie zmieściłby się.
        Tymczasem prawie wszyscy niepotrzebnie kombinują, niczym koń pod górę. Po co Binienda w ogóle analizuje grubość, twardość brzozy, jak wyglądałby kontakt brzozy ze skrzydłem. Do jasnej cholery czy wiecie, że mamy zrobione chyba wszelkie symulacje poza komputerową wizualizacją świętej brzozy i tego skupiska wysokich nienaruszonych drzew, które były obok brzozy. Pan Bóg z nieba sprowadził nam tego paralotniarza, film jest nagrany, a Binienda se mierzy coś co nie mogło zaistnieć. Oczywiście wizualizację należy przedstawić na konferencji w sejmie, a do wszystkich rządowych mediów przesłać po kilka egzemplarzy tego dowodu, że kontaktu z brzozą nie było. Historia o brzozie jest z gatunku: czy sześcian 2,5 można w te drzwi wepchnąć bez jego naruszenia, albo czy dużą cebulę przepchniesz przez dziurkę od klucza.
        PS. Aaa, chyba będzie jeden wątek humorystyczny w National, bo śmierć Prezydenta pewnie będzie czytał ten sam lektor co u Gargas, czyli Robert Samot (on na zmianę z Jackiem Brzostyńskim są narratorami Katastrof w przestworzach).