Reklama

Na obrazku widzimy walizę o właściwościach ergonomicznych Wołgi albo i Kamaza. Producent APTEKI pierwszej pomocy nie przewidział kółeczek i składanej rączki, która pozwoliłaby użytkownikowi ciągnąć kufer, przynajmniej w miejscach o gładkich powierzchniach. Nie ma się jednak czym przejmować, bo reklamowany przez Jerzego Owsiaka produkt nie będzie sprzedawany, tylko „rozdawany”. 1 czerwca 2015 roku prezes „Złotego Melona” zapowiedział przekazanie 300 000 takich waliz… dzieciom ze szkół podstawowych, dokładnie maluchom z klas 1-3. Wspaniały i olbrzymi gest prawda? Można powiedzieć, że wielkością dorównuje połowie wzrostu przeciętnego siedmiolatka. A to dopiero początek! W neseserze znajdują się „ratujące życie” wyroby z foli i celofanu: gumowe rękawiczki, folia termiczna, kawałek gazy i woda utleniona, o czym pięknie opowiada pan prezes (od 10 minuty). Tak oto powstał klasyczny dla Owsiaka produkt marketingowy i bat emocjonalny. Nie dość, że dzieci dostaną pudło z gadżetami, to jeszcze w ten sposób uratują życie pasażerowi miejskiego autobusu, starszej pani w „Biedronce”, tudzież mamie tracącej przytomność przy zmywaniu naczyń. Wypromowanie takiej APTEKI wymaga kampanii reklamowej w proporcjonalnych rozmiarach. Przez kilka miesięcy prezes Owsiak jeździł ze swoją świtą po dworcach kolejowych i w czasie lekcji, instruktorzy „Pokojowego Patrolu” wraz z młodzieżą szkolną, uczyli oczkujących na pociąg pasażerów sztucznego oddychania. „Pierwsza pomoc – dziecinne proste” pod takim hasłem przebiegała tajemnicza akcja i bezinteresowny wkład prezesa Owsiaka oraz Fundacji WOŚP w edukację narodu. Przyglądałem się temu wszystkiemu z wrodzonym „fochem” i podejrzeniem, że w całej tej kampanii społecznej brakuje „gwiazdki” i tekstu spisanego drobnym drukiem. Nic nie poradzę, ale za każdym razem gdy widzę prezesa Owsiaka w otoczeniu dzieci i wzruszających haseł, czuję na kilometr złoty interes, wymuszony emocjonalnym szantażem.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że uczenie dzieci pierwszej pomocy jest niepotrzebne, nikt nie ośmieli się zaprotestować przeciw używaniu apteczki. Brak protestów otwiera drogę do urzędowego obowiązku, zwłaszcza, że o akacjach na dworcach prawdopodobnie więcej ludzi dowie się z mojego tekstu niż z samej akcji. Promocja padła, zaliczyła kompletną klapę, co jest wręcz znakiem firmowym Owsiaka, jemu nigdy nie udało się niczego zrobić, o ile nie miał milionów z publicznej kasy, 9 darmowych godzin w TVP i pieczątek z ministerstwa. Po klapie prezes Owsiak, który nie ma już wstępu do gabinetów ministerialnych, nad czym boleje drugi miesiąc, wybrał się z delegacją WOŚP do Wydziału Edukacji i Oświaty m.st. Warszawa (od 6,30 min). Po co? Po to, co zawsze. Czego żaden myślący i normalny klient by nigdy nie kupił, w hurtowej ilości weźmie resort państwowy. Owsiak za pośrednictwem Wydziału Edukacji i Oświaty m.st. Warszawa chce na Ministerstwie Edukacji wymóc obligatoryjny przedmiot o nazwie „Pierwsza pomoc”. Dzieci w projekcie Owsiaka mają chodzić na lekcje pierwszej pomocy, a to rzecz jasna wymaga podręcznika i przyborów, którym ma być między innymi APTEKA Owsiaka. Fundacja WOŚP jest na tyle wspaniałomyślna w sowim pomyśle, że zapewnia: darmowe szkolenia, darmowe podręczniki i darmową walizę z folią opartą o plaster. Póki co nikt poważnie z Owsiakiem nie chce gadać, bo nawet w kuratorium urzędnicy widzą absurd tego projektu, ale prezes nie ustaje w wysiłkach nie bacząc na nic, a przede wszystkim na dzieci, które mają kręgosłupy jak paragrafy. Do 10 kg plecaków z przyczepionymi workami na kapcie, będą maluchy miały przytroczoną APTEKĘ Owsiaka. W środku walizy znajdą się duperele, które zmieściłby się w dżinsowej kieszonce na kondomy.

Na rozum się tego projektu wziąć nie da, dlatego prezes pokazuje jakie to wszystko jest śmiertelnie poważne z jednej strony, a kolorowe z drugiej, no i „za darmo”, „za darmo”, „za darmo”. Idąc za swoimi wrednymi podejrzeniami doszedłem tam gdzie zawsze, do milionów, które Owsiak przerzuci z portfela podatnika i puszek WOŚP do własnej kieszeni i na konta rodzinnych firm. „Pierwsza Pomoc” jest częścią większej całości pod nazwą RUR. Program Ratujemy i Uczymy Ratować to właściwie jedyny program, który WOŚP od lat finansuje w rozsądnej kwocie, około 3 milionów rocznie. Kasa na RUR wypłacana z WOŚP idzie do „Złotego Melona”, który zajmuje się wszelkimi szkoleniami, w tym podwórkowym survivalem „Pokojowego Patrolu”. Podwykonawcami „Złotego Melona” są rodzinne firmy Owsiaka, należące do jego żony, córki i partnera życiowego córki. A teraz rozwiązanie zagadki, skąd ten tragikomiczny pomysł na wprowadzanie nowego przedmiotu, który od lat jest realizowany w ramach kilku innych lekcji: biologia, godzina wychowawcza, WF i przede wszystkim po jaką cholerę ten karton po Rubinie udający apteczkę? Odpowiedź brzmi: PL 64227 Y1. Podałem link i numer patentu, który graficznie przedstawia się tak:

Cóż za przypadkowa zbieżność, urody, techniki i gabarytów!? Już nie muszę pytać kto ma prawa do patentu i kto jest jego twórcą? Nie pytając odpowiadam cytatem z powyższego dokumentu:

1. Uprawniony z prawa ochronnego: Złoty Melon Sp. z o.o., Warszawa, PL
2. Twórca(y) wzoru użytkowego: Jerzy Owsiak, Warszawa, PL

Policzcie sobie teraz frajerzy, czyli podatnicy III RP i donatorzy WOŚP 300 000 razy…. no ile? Jak sądzicie ile takie badziewie do przenoszenia powietrza i plastra na odcisk może w całości kosztować? 30 złotych? 20 złotych? Niech będzie 15, co jest oczywiście nierealne, ale oznacza 4,5 miliona przepuszczone przez spółkę „Złoty Melon”, która 90% przychodu przeznacza na usługi obce, a ma kogo wykarmić – cztery firmy związane z nazwiskiem Owsiak, pociotków, dobrych ludzi z PRL i zaprzyjaźnionych audytorów nie liczę. Tak się robi interesy bez “focha” i na miliony złotych. Oczywiście te 300 000 tekturowych misiów zgnije gdzieś w szkolnych piwnicach, podobnie jak gnije tysiące fantomów, bo kto zdrowy na ciele i umyśle uczy pierwszej pomocy w ramach odrębnego przedmiotu w szkole podstawowej? Kolejny polski fenomen! Równie dobrze można uczyć przechodzenia przez zebrę trzy razy w tygodniu po 45 minut bez przerwy, bo to RATUJE ŻYCIE DZIECIOM. Walizy Owsiaka sobie zgniją i wtedy bez żalu zrobi się protokół zniszczenia, po czym wymyśli nowy patent, ale to nie jest pointa. Mam coś lepszego. „Projektantem APTEKI” zbudowanej z kartonowych elementów na wzór trudnej sztuki origami jest facet, który nie potrafi poskładać plażowego leżaka.

lezakowsiak.png

Od 5 minuty

Reklama

38 KOMENTARZE

  1. a’propos
    po klapie prezes owsiak ktory nie ma juz wstepu do gabinetow ministerialnych nad czym boleje juz drugi miesiac….przepiekny cytat pozwolilem sobie wkleic urywek.ksztuszac sie ze spazmatycznego smiechu…trudno wyrobic…    :-)))))
    panie piotrze…on chce teraz uchodzic za pomyslowego dobromira..

    zdjuntko z lezaczkiem cudowne…wiecej takich kwiatkow..prosze…

  2. a’propos
    po klapie prezes owsiak ktory nie ma juz wstepu do gabinetow ministerialnych nad czym boleje juz drugi miesiac….przepiekny cytat pozwolilem sobie wkleic urywek.ksztuszac sie ze spazmatycznego smiechu…trudno wyrobic…    :-)))))
    panie piotrze…on chce teraz uchodzic za pomyslowego dobromira..

    zdjuntko z lezaczkiem cudowne…wiecej takich kwiatkow..prosze…

  3. Marcin Wolski o Marce Kurce
    Blogerka Elig w relacji ze spotkania z Marcinem Wolskim napisała:

    "Jedna z pań spytała, czy dziennikarze prasy lokalnej mogą należeć do SDP. Wolski odpowiedział, iż zależy to od tego, co tam robią. Jeśli zajmują się tylko referowaniem myśli burmistrza lub wojewody, to trudno to uważać za dziennikarstwo. Jeśli jednak piszą artykuły i reportaże, to czemu nie? Ja wspomniałam o blogerach i blogosferze. Wolski powiedzial, że sa tam Kataryny i katarynki. A Matka Kurka? – spytałam. Marcin Wolski stwierdził, iż ten bloger zdziałał więcej niż kilka tygodników."

    Tutaj cały tekst:

    http://naszeblogi.pl/53772-marcin-wolski-w-klubie-cudzyslow-na-foksal

  4. Marcin Wolski o Marce Kurce
    Blogerka Elig w relacji ze spotkania z Marcinem Wolskim napisała:

    "Jedna z pań spytała, czy dziennikarze prasy lokalnej mogą należeć do SDP. Wolski odpowiedział, iż zależy to od tego, co tam robią. Jeśli zajmują się tylko referowaniem myśli burmistrza lub wojewody, to trudno to uważać za dziennikarstwo. Jeśli jednak piszą artykuły i reportaże, to czemu nie? Ja wspomniałam o blogerach i blogosferze. Wolski powiedzial, że sa tam Kataryny i katarynki. A Matka Kurka? – spytałam. Marcin Wolski stwierdził, iż ten bloger zdziałał więcej niż kilka tygodników."

    Tutaj cały tekst:

    http://naszeblogi.pl/53772-marcin-wolski-w-klubie-cudzyslow-na-foksal

  5. Prezes myślał, myślał i
    Prezes myślał, myślał i wymyślił. A wymyślił w jaki sposób z nasiąkniętej, przesiąkniętej skorupki za młodu wyhodować dożywotniego klienta frajera WOŚP. Skąd taki mój wniosek? Bo ten opisany Jurasowy zestaw dydaktyczny świetnie się wpisuje w dziecięce zabawy w lekarza, no i dzieci zamiast strugać z patyka i gumki medyczne instrumenty dostają od prezesa gotowca w walizie. Dodatkowo, jak to opisałeś, pójdą wałki na kasie publicznej i tak świat Jurasa się kręci i mam nadzieję, że w końcu się przekręci.

  6. Prezes myślał, myślał i
    Prezes myślał, myślał i wymyślił. A wymyślił w jaki sposób z nasiąkniętej, przesiąkniętej skorupki za młodu wyhodować dożywotniego klienta frajera WOŚP. Skąd taki mój wniosek? Bo ten opisany Jurasowy zestaw dydaktyczny świetnie się wpisuje w dziecięce zabawy w lekarza, no i dzieci zamiast strugać z patyka i gumki medyczne instrumenty dostają od prezesa gotowca w walizie. Dodatkowo, jak to opisałeś, pójdą wałki na kasie publicznej i tak świat Jurasa się kręci i mam nadzieję, że w końcu się przekręci.

  7. Cudowne idee samozohydzające się
    Owo zmolestowane przez Jurasa kuratorium powinno czym prędzej "dać się przekonać", rozdać dzieciakom ten papirzano-dekturowy paździerz, po czym nakazać dyrektorom zorganizowanie stosownych lekcji w czasie, gdy prognoza pogody przewiduje stany zbliżone do tych z ostatnich dni. Niechże te dzieciaki tysiącami docierają do szkół wyposażone w celulozowe błotko zawieszone na (drewnianiym? plastikowym?) kijaszku.
    Fejs, demoty czy yt szybko zapełniłyby się obrazami żałośnie przemoczonego, pomarszczonego i zdeformowanego – jeszcze przed pierwszym użyciem – badziewia.
    Jak widać Juras sam chce sobie wbijać papierowe gwoździe do wizerunkowej trumny. Skoro już jako społeczeństwo, ładując do puchy, za to zapłaciliśmy, to trzeba mu pozwolić na tego rodzaju samobój.

  8. Cudowne idee samozohydzające się
    Owo zmolestowane przez Jurasa kuratorium powinno czym prędzej "dać się przekonać", rozdać dzieciakom ten papirzano-dekturowy paździerz, po czym nakazać dyrektorom zorganizowanie stosownych lekcji w czasie, gdy prognoza pogody przewiduje stany zbliżone do tych z ostatnich dni. Niechże te dzieciaki tysiącami docierają do szkół wyposażone w celulozowe błotko zawieszone na (drewnianiym? plastikowym?) kijaszku.
    Fejs, demoty czy yt szybko zapełniłyby się obrazami żałośnie przemoczonego, pomarszczonego i zdeformowanego – jeszcze przed pierwszym użyciem – badziewia.
    Jak widać Juras sam chce sobie wbijać papierowe gwoździe do wizerunkowej trumny. Skoro już jako społeczeństwo, ładując do puchy, za to zapłaciliśmy, to trzeba mu pozwolić na tego rodzaju samobój.