Reklama

Ja natchniony i młody był, ich nie policzyłby nikt (…) Nie ukrywam, że parafrazę i natchnienie czerpię z dyskusji pod jednym z tekstów, gdzie wspólnymi siłami, na odcinku rozwoju edukacji, ku pokrzepieniu i przestrodze, zostało powiedziane, że nie wiadomo o co chodzi, bo niby nie powinno tak być, jednak i pomimo wszystko tak jest, jak jest. Wstęp pokrętny i nie bez dania racji, wszak to czasy PRL obarczone są nowomową, a ja niczym ten Katon do PRL nawiązuję po raz nie wiem który. Należę do pokolenia, które dorosło w PRL, przynajmniej do dowodu osobistego dorosło. Złośliwa historia i dobry Bóg tak chciał, że w roku 1988 odebrałem dowód, a w roku 1989 kończyłem liceum i dlatego pamiętam tamten czas ze szczegółami. Z podstawówki pamiętam wiele, weźmy choćby takie „Artosy” z krzewieniem: “dobre, bo polskie”. Kto po moim pokoleniu wie o czym mowa? Mowa o programach artystycznych, mniej więcej co miesiąc przyjeżdżali do szkoły artyści i nie jacyś kuglarze, ale śpiewaczki, solistki sopranowe, akordeoniści, flecistki poprzeczne ( nie kojarzyć świństw). Aktorzy, tacy prawdziwi, nie jakieś Szyce, czy Muchy, normalni, żywi, z teatru, telewizji albo chociaż z teatru Legnica lub Jelenia Góra, zdarzał się Bardini. W każdej klasie było godło niczym ten „krzyż nieszczęsny”, w każdej jednej, głowy nie dam, ale chyba nawet na sali gimnastycznej było godło, bo w licealnej auli to bez dwóch zdań. Na WF uczono nas postawy zasadniczej, tańców narodowych, ze szczególnym uwzględnieniem poloneza.

Nikt z uczących nie odważył się powiedzieć, że Mickiewicz jest nudny, szabelka i tak dalej. Szopen był w podstawówce geniuszem, a nie kalekim symbolem prasłowiańskiej wierzby. Gdy „Ideał sięgał bruku”, moje polonistki spinały się w sobie i wyprężały pierś, przed maestrią Norwida i Fryderyka. Jedyną krytykę jaką słyszałem, to „oni pisali i uciekli do Paryża, a naród krwawił”. Naród, nie jakieś „społeczeństwo obywatelskie”, pełną gębą naród, na baczność, po WF-ie. Pierwszy sekretarz 1 maja obowiązkowo i pod karą ucięcia „trzynastki” zobowiązywał, żeby wywiesić flagi biało-czerwone, w całym zakładzie pracy i nikt się nie odważył powiedzieć, że „daje wiochą”, tudzież faszyzmem. Do dziś i na pamięć znam: „Kiedy się wypełniły dni i przyszło zginąć latem prosto do nieba czwórkami szli żołnierze z Westerplatte”. W telewizji nie widziałem pijanych obrońców tego przyczółka, ale „Kolumbów”, niechby infantylne, ale jednak „Przygody Pana Michała”, bardzo dobry „Potop”, tego samego artysty, który się sprostytuował „Ogniem i mieczem”. Wszyscy po kolei dygnitarze PRL krzyczeli na cały świat, pluli w gęby imperializmu i wszelkiej potędze – My w Polsce jesteśmy potęga, drżyjcie przed nami i nie wpieprzajcie się w nasze sprawy. Gombrowicza zacząłem czytać, bo spodobała mi się jedna Monika, a dokładniej jej piersi. Zmęczyłem „Pornografię” i zastanawiałem się, czy to aluzja ze strony Moniki, czy jakaś intelektualna pułapka, bo za cholerę nie wiedziałem co i jak czytam.

Reklama

Ojciec mojej koleżanki, burmistrz mieściny, wyleciał z urzędu, ponieważ wziął udział w I Komunii swojej starszej córki. Ta legenda krążyła po całym mieście, a eksmitowany burmistrz, gdy przechodził ulicą, księża zdejmowali te „rogate” czapki i witali: „Dzień dobry”, po czym były burmistrz odpowiadał: „Szczęść Boże”. Pani w podstawówce, nie wiem, może w 4 klasie, powiedziała nam, że Miłosz dostał Nobla i jako Polacy powinniśmy być z tego dumni, chociaż ona, nie może nam cytować wiersza. Wtedy nie mogła wiedzieć bidulka, co mówi i jak się wszystko skończy, ale wtedy ryzykowała cholernie wiele. Takie słowa i frazy, jak: patriotyzm, mesjanizm, polskość, polskie bohaterstwo, za wolność naszą i waszą, zdrajcy z Targowicy, bohater Kościuszko, Wanda, co nie chciała Niemca, były obowiązkowe. Zamiast „Rozmów w toku”, dwa komuchy: Zin i Kobyliński piórkiem, węglem i ołówkiem, rozrysowywali chwałę polskiego rycerstwa, piękno Wilna i Lwowa, „ciemnogród” mazowiecki i ten Grunwald na potęgę. Dziś wszystkie wymienione fanaberie, będą śmiesznością, nacjonalizmem, egzaltacją endecką, nawoływaniem do nienawiści, szerzeniem zacofania i przede wszystkim, co ludzie, czyli Europa, na to powie. By dopełnić całości, na religię chodziliśmy do salek na plebanii, a córki i synowie sekretarzy, dygnitarzy i innych znamienitych włodarzy gminy i powiatu miały najdroższe kreacje, najfajniejsze zdjęcia, mikrofon do wygłoszenia intencji: „za wszystkich i oby nam się” i nie był to obciach, ale nobilitacja.

Facet śpiący z facetem i robiący z tego halo, nie miał życia w mieście i to I sekretarz dbał o porządek moralny, nie ksiądz. Idiotą nie jestem, tamtego czasu wracać nie chcę, nawet kosztem młodości, nie daj Bóg powtórki, ale w wąskim zakresie i tym minimalnym, lepszym marginesie, taki był PRL. Uczył mnie szacunku dla Polski, Polaków, tradycji, muzyki i literatury na najwyższym poziomie, zapraszał artystów, w telewizji nadawał ku pokrzepieniu polskich serc. PRL II, dla niepoznaki zwany RP III, uczy moje dziecko, że na wysypisku się urodziło i śmieciem zostanie, jeśli nie zegnie głowy po kostki, przed imperializmem, modą, kanonem, ZSRR, III Rzeszą i Europą. Od pierwszej klasy, nawet od zerówki, pamiętam wymowny grymas pań nauczycielek, które mówiły o „przyjaźni” polsko-radzieckiej i pamiętam też, że nigdy i nikt nie dostał pały z tej „wiedzy”. Pamiętam, że obozy koncentracyjne stworzyli Niemcy, czegoś takiego jak naziści, chyba w ogóle nie było, może w LO. Pamiętam germanizację i rusyfikację, z pełną powagą, ze łzami w oczach na myśl o Wrześni i zesłankach, po Styczniowym Powstaniu. Aa dziś rechot, bo „kondominium”. Jakie by nie było LWP, ale „złociste otoki”, „ja nie pański, nie hetmański”, „hej, hej ułani”. W 2012 ostatniego Jaka pocięto na trzy części i zawieziono do muzeum, „zawodowa” armia śmiga Rosomakami, na ziemi, w powietrzu i po ocenach.. Wszystko jest niby pompą, niby da się bez tego żyć, ale gdzie byśmy byli, gdyby zachować choćby ten peerelowski szacunek dla siebie? W ciemno odpowiem, że dalej.

PS Proszę, dziękuję i tak kilka razy.

Reklama

27 KOMENTARZE

  1. Na mózg Ci sie rzuciło?
    Nie wiem co bierzesz ale to musi być dobry towar. Albo czujesz się już marleadzianym dziadkiem który wspomina czasy młodości.
    Przeżyłam te czasy i nie było tak jak mówisz. Kłamali od rana do wieczora. Czego się nie dowiedziałeś w domu tego w szkole nie znalazłeś.
    No może matematyka była prawdziwa, aczkolwiek kto ich tam wie.

  2. Na mózg Ci sie rzuciło?
    Nie wiem co bierzesz ale to musi być dobry towar. Albo czujesz się już marleadzianym dziadkiem który wspomina czasy młodości.
    Przeżyłam te czasy i nie było tak jak mówisz. Kłamali od rana do wieczora. Czego się nie dowiedziałeś w domu tego w szkole nie znalazłeś.
    No może matematyka była prawdziwa, aczkolwiek kto ich tam wie.

  3. Na mózg Ci sie rzuciło?
    Nie wiem co bierzesz ale to musi być dobry towar. Albo czujesz się już marleadzianym dziadkiem który wspomina czasy młodości.
    Przeżyłam te czasy i nie było tak jak mówisz. Kłamali od rana do wieczora. Czego się nie dowiedziałeś w domu tego w szkole nie znalazłeś.
    No może matematyka była prawdziwa, aczkolwiek kto ich tam wie.

  4. Pod koniec lat 80-tych
    Komuna była już w stanie spleśniałym. W odwilży więcej można było, również nauczycielom.

    Jednak, co przyznaję, a maturę zdawałam w 1982 (nie było studniówki, bo był stan wojenny, zakaz zgromadzeń, godzina milicyjna) – nie przypominam sobie żadnej większej indoktrynacji. Nauczyciele byli jak ten żołnierz, co dziewczynie nie skłamie, chociaż nie wszystko jej powie.

    O pogonieniu bolszewików w 1920 roku i o Katyniu dowiedziałam się od starych ludzi na wsi i myślałam, że to takie starcze bajanie było, bo tak nieprawdopodobne.

    Wcześniej jeszcze, jakoś w drugiej klasie podstawówki, ok. 1972, dobrze pamiętam, była zabawa w szkole. Jakaś kapela była i na żywo grała dzieciakom do tańców. Jak doszło do kazaczoka, to się dzieciaki rozskakały, ja też, i jak się skończyło, chciały jeszcze raz. No to poszło jeszcze raz i buzie, czerwone z radosnego wysiłku bardzo były zadowolone, chciały jeszcze jeden raz.
    Na to wyszła polonistka od starszych klas i stanowczo powiedziała “Dosyć tego kazaczoka!”.
    Jak zarządziła, tak się posłuchali.

    Był Adam Słodowy, Ekran z Bratkiem, Pora na Telesfora, Zwierzyniec. Był Świat Młodych, dzieło dziennikarzy-zapaleńców. Był Płomyczek i Płomyk, do wieku dostosowany, że o Młodym Techniku nie wspomnę. Wszystko na bardzo wysokim poziomie.

    Nie do młodości mi tęskno, ale do jakości.

  5. Pod koniec lat 80-tych
    Komuna była już w stanie spleśniałym. W odwilży więcej można było, również nauczycielom.

    Jednak, co przyznaję, a maturę zdawałam w 1982 (nie było studniówki, bo był stan wojenny, zakaz zgromadzeń, godzina milicyjna) – nie przypominam sobie żadnej większej indoktrynacji. Nauczyciele byli jak ten żołnierz, co dziewczynie nie skłamie, chociaż nie wszystko jej powie.

    O pogonieniu bolszewików w 1920 roku i o Katyniu dowiedziałam się od starych ludzi na wsi i myślałam, że to takie starcze bajanie było, bo tak nieprawdopodobne.

    Wcześniej jeszcze, jakoś w drugiej klasie podstawówki, ok. 1972, dobrze pamiętam, była zabawa w szkole. Jakaś kapela była i na żywo grała dzieciakom do tańców. Jak doszło do kazaczoka, to się dzieciaki rozskakały, ja też, i jak się skończyło, chciały jeszcze raz. No to poszło jeszcze raz i buzie, czerwone z radosnego wysiłku bardzo były zadowolone, chciały jeszcze jeden raz.
    Na to wyszła polonistka od starszych klas i stanowczo powiedziała “Dosyć tego kazaczoka!”.
    Jak zarządziła, tak się posłuchali.

    Był Adam Słodowy, Ekran z Bratkiem, Pora na Telesfora, Zwierzyniec. Był Świat Młodych, dzieło dziennikarzy-zapaleńców. Był Płomyczek i Płomyk, do wieku dostosowany, że o Młodym Techniku nie wspomnę. Wszystko na bardzo wysokim poziomie.

    Nie do młodości mi tęskno, ale do jakości.

  6. Pod koniec lat 80-tych
    Komuna była już w stanie spleśniałym. W odwilży więcej można było, również nauczycielom.

    Jednak, co przyznaję, a maturę zdawałam w 1982 (nie było studniówki, bo był stan wojenny, zakaz zgromadzeń, godzina milicyjna) – nie przypominam sobie żadnej większej indoktrynacji. Nauczyciele byli jak ten żołnierz, co dziewczynie nie skłamie, chociaż nie wszystko jej powie.

    O pogonieniu bolszewików w 1920 roku i o Katyniu dowiedziałam się od starych ludzi na wsi i myślałam, że to takie starcze bajanie było, bo tak nieprawdopodobne.

    Wcześniej jeszcze, jakoś w drugiej klasie podstawówki, ok. 1972, dobrze pamiętam, była zabawa w szkole. Jakaś kapela była i na żywo grała dzieciakom do tańców. Jak doszło do kazaczoka, to się dzieciaki rozskakały, ja też, i jak się skończyło, chciały jeszcze raz. No to poszło jeszcze raz i buzie, czerwone z radosnego wysiłku bardzo były zadowolone, chciały jeszcze jeden raz.
    Na to wyszła polonistka od starszych klas i stanowczo powiedziała “Dosyć tego kazaczoka!”.
    Jak zarządziła, tak się posłuchali.

    Był Adam Słodowy, Ekran z Bratkiem, Pora na Telesfora, Zwierzyniec. Był Świat Młodych, dzieło dziennikarzy-zapaleńców. Był Płomyczek i Płomyk, do wieku dostosowany, że o Młodym Techniku nie wspomnę. Wszystko na bardzo wysokim poziomie.

    Nie do młodości mi tęskno, ale do jakości.

  7. Miałem w liceum podobnie jak
    Miałem w liceum podobnie jak Matka.
    Wychowałem się w małej pipidówie. Co miesiąc jeźdźiliśmy do Wrocka albo Poznania do teatru, operetki, itp. Teatr Polski, Kantor, to wszystko czasy liceum.

    To czego nauczali w liceum zależało od nauczycieli. Ja miałem szczęście do genialnej historyczki która waliła prawdę na lekcjach, co w domu potwierdzał dziadek, uczestnik wojny 1920 i 1939.
    To było totalne dejau ve. Potężny garnizon wojskowy, gdzie nauczycielki – żony oficerów, w tym politycznych, jechały po systemie ile się dało i miały bardzo pragmatyczne podejście do radzenia sobie w tym matriksie.
    Jak to w życiu, w każdym systemie. Trzeba mieć szczęście do ludzi których spotyka się na swojej drodze.

  8. Miałem w liceum podobnie jak
    Miałem w liceum podobnie jak Matka.
    Wychowałem się w małej pipidówie. Co miesiąc jeźdźiliśmy do Wrocka albo Poznania do teatru, operetki, itp. Teatr Polski, Kantor, to wszystko czasy liceum.

    To czego nauczali w liceum zależało od nauczycieli. Ja miałem szczęście do genialnej historyczki która waliła prawdę na lekcjach, co w domu potwierdzał dziadek, uczestnik wojny 1920 i 1939.
    To było totalne dejau ve. Potężny garnizon wojskowy, gdzie nauczycielki – żony oficerów, w tym politycznych, jechały po systemie ile się dało i miały bardzo pragmatyczne podejście do radzenia sobie w tym matriksie.
    Jak to w życiu, w każdym systemie. Trzeba mieć szczęście do ludzi których spotyka się na swojej drodze.

  9. Miałem w liceum podobnie jak
    Miałem w liceum podobnie jak Matka.
    Wychowałem się w małej pipidówie. Co miesiąc jeźdźiliśmy do Wrocka albo Poznania do teatru, operetki, itp. Teatr Polski, Kantor, to wszystko czasy liceum.

    To czego nauczali w liceum zależało od nauczycieli. Ja miałem szczęście do genialnej historyczki która waliła prawdę na lekcjach, co w domu potwierdzał dziadek, uczestnik wojny 1920 i 1939.
    To było totalne dejau ve. Potężny garnizon wojskowy, gdzie nauczycielki – żony oficerów, w tym politycznych, jechały po systemie ile się dało i miały bardzo pragmatyczne podejście do radzenia sobie w tym matriksie.
    Jak to w życiu, w każdym systemie. Trzeba mieć szczęście do ludzi których spotyka się na swojej drodze.

  10. Ja to troszkę inaczej pamiętam
    Może dlatego, że lata wcześniejsze, czyli pełny rozkwit, nie schyłkowość PRL.
    1. Patriotyzm, obchody i flagi były wymuszone i służyły raczej dobremu samopoczuciu władzy, że niby jest legitymacja społeczeństwa. Biało-czerwona występowała zazwyczaj obok czerwonej z sierpem i młotem. Spontanicznego wciągnięcia flagi na maszt w prywatnym ogródku z okazji przyjęcia, jak to ma miejsce s Skandynawii nie było. Sąsiedzi by wzrokiem zabili.

    2. Na temat kultury. Jacyś dziennikarze czy artyści z Zachodu po zwiedzeniu Moskwy zachwycali się, że księgarnie są pełne dzieł klasyków i ludzie to kupują. Prawda. Kupowali, innej oferty nie było, poza propagandą. W Warszawie było podobnie, nawet nowości ze świata się trafiały. Było też tanio. Rodzice skompletowali fantastyczną bibliotekę. Chłamu w księgarniach było mało.

    3. Nad wartością artystyczną radia i TV czuwano. Mimo wszystko. Teraz widzę, że nie było oferty dla ludu. Tego ludu, co obecnie jest odbiorcą dowcipu naszych znanych i lubianych. Największym skandalem obyczajowym wtedy była bodaj Kalina Jędrusik, utalentowana aktorka i piosenkarka.

    Szacunku dla siebie w każdym razie nie burzyło. Ale kompleks ludu podbitego i zniewolonego był.
    A co do tego, że jak się sam nie będziesz szanował, to nikt cie nie uszanuje, pełna zgoda. Chyba to kiedyś też pisałam.
    PS. A co mówicie waszym dzieciom i wnukom w zaciszu domowym?

  11. Ja to troszkę inaczej pamiętam
    Może dlatego, że lata wcześniejsze, czyli pełny rozkwit, nie schyłkowość PRL.
    1. Patriotyzm, obchody i flagi były wymuszone i służyły raczej dobremu samopoczuciu władzy, że niby jest legitymacja społeczeństwa. Biało-czerwona występowała zazwyczaj obok czerwonej z sierpem i młotem. Spontanicznego wciągnięcia flagi na maszt w prywatnym ogródku z okazji przyjęcia, jak to ma miejsce s Skandynawii nie było. Sąsiedzi by wzrokiem zabili.

    2. Na temat kultury. Jacyś dziennikarze czy artyści z Zachodu po zwiedzeniu Moskwy zachwycali się, że księgarnie są pełne dzieł klasyków i ludzie to kupują. Prawda. Kupowali, innej oferty nie było, poza propagandą. W Warszawie było podobnie, nawet nowości ze świata się trafiały. Było też tanio. Rodzice skompletowali fantastyczną bibliotekę. Chłamu w księgarniach było mało.

    3. Nad wartością artystyczną radia i TV czuwano. Mimo wszystko. Teraz widzę, że nie było oferty dla ludu. Tego ludu, co obecnie jest odbiorcą dowcipu naszych znanych i lubianych. Największym skandalem obyczajowym wtedy była bodaj Kalina Jędrusik, utalentowana aktorka i piosenkarka.

    Szacunku dla siebie w każdym razie nie burzyło. Ale kompleks ludu podbitego i zniewolonego był.
    A co do tego, że jak się sam nie będziesz szanował, to nikt cie nie uszanuje, pełna zgoda. Chyba to kiedyś też pisałam.
    PS. A co mówicie waszym dzieciom i wnukom w zaciszu domowym?

  12. Ja to troszkę inaczej pamiętam
    Może dlatego, że lata wcześniejsze, czyli pełny rozkwit, nie schyłkowość PRL.
    1. Patriotyzm, obchody i flagi były wymuszone i służyły raczej dobremu samopoczuciu władzy, że niby jest legitymacja społeczeństwa. Biało-czerwona występowała zazwyczaj obok czerwonej z sierpem i młotem. Spontanicznego wciągnięcia flagi na maszt w prywatnym ogródku z okazji przyjęcia, jak to ma miejsce s Skandynawii nie było. Sąsiedzi by wzrokiem zabili.

    2. Na temat kultury. Jacyś dziennikarze czy artyści z Zachodu po zwiedzeniu Moskwy zachwycali się, że księgarnie są pełne dzieł klasyków i ludzie to kupują. Prawda. Kupowali, innej oferty nie było, poza propagandą. W Warszawie było podobnie, nawet nowości ze świata się trafiały. Było też tanio. Rodzice skompletowali fantastyczną bibliotekę. Chłamu w księgarniach było mało.

    3. Nad wartością artystyczną radia i TV czuwano. Mimo wszystko. Teraz widzę, że nie było oferty dla ludu. Tego ludu, co obecnie jest odbiorcą dowcipu naszych znanych i lubianych. Największym skandalem obyczajowym wtedy była bodaj Kalina Jędrusik, utalentowana aktorka i piosenkarka.

    Szacunku dla siebie w każdym razie nie burzyło. Ale kompleks ludu podbitego i zniewolonego był.
    A co do tego, że jak się sam nie będziesz szanował, to nikt cie nie uszanuje, pełna zgoda. Chyba to kiedyś też pisałam.
    PS. A co mówicie waszym dzieciom i wnukom w zaciszu domowym?

  13. wychowanie w duchu mocarstwowym
    Aha, czyli tak samo jak miałem jeszcze za Gomułki i Gierka.
    Polska jako najważniejszy kraj na świecie, potęga przemysłowa, kulturalna, i tak dalej. Na historii w 1970 pani mówiła o Katyniu, pułkownik od szkolenia politycznego ciepło wspominał AK i Andersa.
    Normalnie jednym słowem.
    Jedyny element indoktrynacji to ta nieszczęsna odwieczna przyjaźń polsko-radziecka.
    Trochę aż przeginali narodowo, np dopiero po szkole dowiedziałem się że w Oświęcimiu ginęli nie tylko Polacy.

  14. wychowanie w duchu mocarstwowym
    Aha, czyli tak samo jak miałem jeszcze za Gomułki i Gierka.
    Polska jako najważniejszy kraj na świecie, potęga przemysłowa, kulturalna, i tak dalej. Na historii w 1970 pani mówiła o Katyniu, pułkownik od szkolenia politycznego ciepło wspominał AK i Andersa.
    Normalnie jednym słowem.
    Jedyny element indoktrynacji to ta nieszczęsna odwieczna przyjaźń polsko-radziecka.
    Trochę aż przeginali narodowo, np dopiero po szkole dowiedziałem się że w Oświęcimiu ginęli nie tylko Polacy.

  15. wychowanie w duchu mocarstwowym
    Aha, czyli tak samo jak miałem jeszcze za Gomułki i Gierka.
    Polska jako najważniejszy kraj na świecie, potęga przemysłowa, kulturalna, i tak dalej. Na historii w 1970 pani mówiła o Katyniu, pułkownik od szkolenia politycznego ciepło wspominał AK i Andersa.
    Normalnie jednym słowem.
    Jedyny element indoktrynacji to ta nieszczęsna odwieczna przyjaźń polsko-radziecka.
    Trochę aż przeginali narodowo, np dopiero po szkole dowiedziałem się że w Oświęcimiu ginęli nie tylko Polacy.

  16. Wybory prezydenckie w stanach 6 listopada
    więc wybierąjąc datę napaści muszą uwzględnić, żeby w szczycie kampanii wyborczej nie było ofiar padających pocisków itp, tylko werble zwycięskiej armii. Więc trzeba odjąć 2 miesiące. Uważają że są w stanie przeprowadzić błyskawiczną kampanie, np miesiąc. Czyli okolice sierpnia?

  17. Wybory prezydenckie w stanach 6 listopada
    więc wybierąjąc datę napaści muszą uwzględnić, żeby w szczycie kampanii wyborczej nie było ofiar padających pocisków itp, tylko werble zwycięskiej armii. Więc trzeba odjąć 2 miesiące. Uważają że są w stanie przeprowadzić błyskawiczną kampanie, np miesiąc. Czyli okolice sierpnia?

  18. Wybory prezydenckie w stanach 6 listopada
    więc wybierąjąc datę napaści muszą uwzględnić, żeby w szczycie kampanii wyborczej nie było ofiar padających pocisków itp, tylko werble zwycięskiej armii. Więc trzeba odjąć 2 miesiące. Uważają że są w stanie przeprowadzić błyskawiczną kampanie, np miesiąc. Czyli okolice sierpnia?