Zainspirował mnie Kurski, Jacek Kurski, bullterierem w pewnych kręgach zwany, który przed poprzednimi wyborami kopał i kopał jak najęty, aż się wermachtowego dziadka panu Tuskowi dokopał. Nemezis poczekała i przed obecnymi wyborami dokopała się pana Jackowego wspólnika listem gończym za przekręty ściganego. Może nawet nie dokopała, bo ów Michał B. sam się wkopał, akurat teraz miał bowiem fantazję mordobójkę przed Wysokim Trybunałem wszczynać. Tak to i panu Kurskiemu reputację krzynke uszczknął. A jak bywa z innymi ? Poczytajmy

Nieodmiennie wprawia mnie w zdumienie niezwykle niski poziom tolerancji, prezentowany często,a gęsto, przez niezwykle licznych przedstawicieli naszego społeczeństwa. Zjawisko to dotyczy tak szerokiego spektrum podmiotów, przedmiotów i zachowań, że trudno podjąć się nawet próby całkowitej jego klasyfikacji.
Praktycznie wszystkie zjawiska wymykające się ogólnie akceptowanemu konformizmowi napotykają niechęć, krytykę, a nawet nienawiść i agresję. Dlatego dziś zajmę się tylko dwoma najgorętszymi, pozostałe pozwolę sobie przytoczyć i zobrazować kiedy indziej.

Naszymi “ulubieńcami” w tej materii są Żydzi. Cokolwiek tej nacji dotyczy, napotyka co najmniej krytykę niektórych z nas, a oni sami zwani “mośkami” lub “czosnkowymi”, są wykpiwani, poniżani i obarczani winą za całe zło świata. Powiedzenie “ty Żydzie”, stało się równie obraźliwe, jak “ty pedale”, czym zajmę się dalej.

Mam znajomego, z wykształcenia historyka, który mimo, że jako profesjonalista winien wiedzieć, jak głęboko przez tyle wieków koegzystencji splotły się dzieje polsko-żydowskie, był ich nieustępliwym i zażartym przeciwnikiem. Doszukiwał się żydowskich knowań i korzeni w całym otaczającym go świecie, oskarżał o wszelkie, nawet najdrobniejsze niepowodzenia, a nienawiść do Żydów stała się u niego wręcz obsesją.
Wyraz swym poglądom dawał aktywnie działając w, skupiających podobnych mu, organizacjach, oraz publikując swe przemyślenia na łamach zainteresowanych tego typu twórczością czasopism.
Obsesja rozkwitała więc dorodnie, aż do momentu, gdy pewnego pięknego dnia otrzymał barwną pocztówkę z Hajfy. Nadawczynią była niejaka Ester Rechelbaum, która zwracając się do mego znajomego Henryka per Henoch, uprzejmie zapytywała, czy dba o grób swego pradziada Aarona na warszawskim cmentarzu żydowskim.
W niepewnego już nawet swego imienia Henryka jakby grom z jasnego nieba strzelił. Posprawdzawszy wnikliwie, choć poniewczasie, dzieje swych protoplastów, musiał pogodzić się z porażającym faktem, że wzmiankowana Ester jest jego cioteczną babcią, a grób dziadka Aarona rzeczywiście wskutek jego zaniedbań popadł w ruinę.
Jak to z maniakami często bywa, reemisja była natychmiastowa. Ten, gorliwy dotąd katolik, mało, że sam dokonał aktu apostazji,to i przymusił do tego najbliższą rodzinę, obrzezał i przechrzcił, a następnie z całym dobytkiem i przychówkiem wyjechał do Izraela, gdzie aktywnie działa w ortodoksyjnych grupach syjonistycznych.
Przez pewien czas otrzymywałem od niego entuzjastyczne maile, na temat znakomitych rokowań rozwoju kibuców nastawionych na hodowlę kóz mięsnych i mlecznych, jednakże z czasem zaczął pisać po hebrajsku, ja nie rozumiejąc nie odpowiadałem i korespondencja wygasła.

Jak obiecałem, pozwolę sobie teraz wrócić do kwestii homoseksualistów, obraźliwie zwanych “pedałami”, którzy to w licznych grupach naszego społeczeństwa, z dużym powodzeniem czynią konkurencję Żydom.

Nie opodal mnie, od lat zamieszkuje zacne małżeństwo szczycące się córką jedynaczką. Głową tej rodziny jest pan Stefan, z którym niejednokrotnie ucinałem sobie miłe pogawędki w trakcie spacerów z psami.
Ów że to Stefan, jako były wojskowy, zawsze był zwolennikiem konkretnych i jasnych zasad. Mężczyzna, według niego, winien być pełnym fizycznej tężyzny samcem, kobieta zaś, kruchą i wymagającą opieki kapłanką domowego ogniska. Homoseksualistów miał oczywiście w głębokiej pogardzie, którą manifestował swoim wokabularzem, gdzie najgorszym wyzwiskiem było nazwanie kogoś “pedałem”. Córka tychże zacnych ludzi, płowowłosa Mariola, dorastała ku uciesze ojca, jako łagodna, kobieca i dobrze ułożona panienka.
Nagle, tuż po 17 urodzinach, w dziewczynę jakby diabeł wstąpił. Zgoliła blond grzywę prawie na zero, zrobiła kilka tatuaży, a w brwiach i uszach pojawiły się jej metalowe kolczyki. Nie nosiła już słodkich, pastelowych sukieneczek, a czarne skórzane i nabijane ćwiekami kurtki, do ciężkich wojskowych butów. Okazało się również, że ta delikatna dziewuszka, była przywódczynią całej panoszącej się w okolicy szajki młodych rozrabiaków.
A co było dla pana Stefana najgorszym szokiem, to iż wyszło na jaw, że Mariolka w swej orientacji seksualnej preferuje raczej kobiety.
Obecnie pan Stefan woli raczej rozprawiać o pogodzie, a już starannie omija fakt, że wraz z córką chodzi na manify, aby chronić ją przed atakami tych wstrętnych, agresywnych z niewiadomego powodu homofobów.

Gdy tak sobie teraz na temat owych przewrotności losu rozmyślam, dochodzę do wniosku, że w mym dość długim życiu, wielokrotnie spotkałem się z takimi powodującymi “nieoczekiwaną zmianę miejsc” złośliwymi wtrąceniami, stojącej na straży równowagi świata, Nemezis.
Zapytacie jak uniknąć niemiłej nam ingerencji tej bogini w nasze życie. Co robić, by ta kobieta bez winy i wstydu, surowa córka nocy, decydująca o losie według zasług i będąca uosobieniem gniewu bogów,dała nam spokój ?
Rada jest jedna: nie dawać jej powodu do zemsty i zmiany przeznaczenia. A starczy do tego niewiele: jedynie więcej tolerancji, wyrozumienia i cierpliwości dla bliźnich, zgodnie z zasadą ” miłuj bliźniego swego, jak siebie samego”. No, ale do tego trzeba koniecznie polubić wpierw siebie,czego sobie i państwu serdecznie życzę.

Paweł Ilecki.

65 KOMENTARZE