Prześlij dalej:

Postanowienia i zarządzenia sąd wydaje w trakcie rozprawy lub na posiedzeniach niejawnych, czego nie należy mylić z procesem niejawnym. Gdyby taki dokument istniał, bardzo łatwo go okazać i zweryfikować, czego nie zrobiono, a bardzo trudno z obiegu wycofać, zwłaszcza po opublikowaniu w elektronicznym systemie sądowym, wtedy sąd musiałby wydać nowe orzeczenie i uchylić poprzednie. Co mogło się zatem stać? Bóg raczy wiedzieć, ale ponieważ w sądach widziałem już bardzo wiele, to najszybciej uwierzyłbym w następujący przebieg zdarzeń. Sędzia wchodzi do sekretariatu i komunikuje. Weź mi tam Krystyna napisz wezwanie do IC 234/16, świadek Małgorzata Wassermann, na 16 czerwca, godz. 11.00, sala 107. Jeśli Krystyna jest asertywna i spyta sędziego o zarządzenie, to może usłyszeć: „później ci podrzucę, po posiedzeniu”. Większość Krystyn jest w sądzie ślepo poddanych poleceniom i nie wchodzą w dyskusję z wysokim sądem i tak poszło wezwanie. Na nieszczęście sądu, zrobił się dym medialny i w takiej sytuacji najłatwiej było zwalić cały „bałagan” na Krystynę, która pary nie puści ze zrozumiałych względów.

Wszystko to jednak mało ważne dywagacje i przyznaję, że wcale nie muszą mieć odzwierciedlenia w rzeczywistości, poza jednym faktem, na 1000% sekretarz nie wymyślił sobie świadka Wassermann, ale musiał dostać polecenie od sądu. Czas na pytanie główne. Dlaczego sąd wycofał się („pomylił”) z wezwania Wassermann na świadka? Otóż jest tak, że muskuły prężą, bo walczą o życie, wyłącznie ci obstawieni na najwyższych sądowych stołkach i ci, którzy są umoczeni w tego rodzaju afery albo towarzyskie koterie. Reszta, mniej więcej połowa, jak skacowany na klina czeka na reformy i normalne ścieżki awansu. Być może jakaś „Caryca” poleciła uziemić Wassermann w komisji Amber Gold, ale sąd niższej instancji w ostatniej chwili zrozumiał, że to już nie takie cudowne lata i cholera wie, co będzie. Po aferze medialnej sąd wycofał się ze skądinąd idiotycznej decyzji, bo co niby Małgorzata Wassermann ma wspólnego z pozwem „biznesmena”. Takich olśnień i refleksji należy się w najbliższym czasie spodziewać znacznie więcej – ustawy lada dzień zostaną przegłosowane i PODPISANE.

Strony

16610 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

4 (liczba komentarzy)

  1. Wleczą się te refomy sądowe strasznie, ale z drugiej strony rozumiem, że muszą być pozapinane na wszystkie guziki, żeby potem nie bylo się jak przyczepić do nich tej durnej komisji z łunii.

  2. 90 %. pytanie czy ziobro potrafi upiec obie pieczenie - rzeczywiście naprawić sądy, dla ludzi i żeby sędziowie złapali oddech. jesli większośc sędziow bedzie zadowolonych, to KE trudno będzie sie przyczepić.

  3. Najpierw oczywistości - reforma sądownictwa to jeden z filarów naprawy Polski, a minister Ziobro (ze swoją ekipą) idą przez te sądownicze lody jak lodołamacz atomowy. I tak trzymajcie Panowie.

    Natomiast zastanawiam się, jak sądy powiązać z ludnością "tubylczą" dla rejonu jego działania. Wybieralność sędziów w wyborach miejscowych (np. przy wyborach samorządowych)? Na ewentualne zarzuty, że może to doprowadzić do niewybrania jakiegoś sędziego do orzekania odpowiadam: a kto z nas ma pewność dożywotniego zatrudnienia na swoim stanowisku pracy? Sędziowie to jakaś nadzwyczajna kasta? Wybór sędziego ma zależeć od pracodawcy (a to my podatnicy jesteśmy pracodawcami), a nie od układów w korporacji.

  4. I rozwijając temat. Trójpodzial władzy - pięknie. Władza ustawodawcza (Sejm), wykonawcza (rząd) - obie wybieralne (choć u nas było przy znaczącym udziale ruskich serwerów, cudów nad urną i liczących głosy) i sądownicza - ale jakim prawem ta sądownicza bez jakichkolwiek wyborów - mandatu społecznego? (i jakiejkolwiek kontroli społecznej). Jest jeszcze ta "czwarta" władza - media - ale litości panowie i panie - Wy również nie pochodzicie z wyborów, więc "praw do władzy" nie macie żadnych (zwłaszcza w naszych realiach, ale i nie tylko naszych).

  5. Strony