Reklama

Jest sobota, wolna sobota, którą ktoś kiedyś dał, a potem wszystkie stały się wolne, bo ktoś zapisał tak na tyle szafy…

Jest sobota, wolna sobota, którą ktoś kiedyś dał, a potem wszystkie stały się wolne, bo ktoś zapisał tak na tyle szafy…
Jest zatem wolna sobota. Nic nie robię jakby się ktoś pytał. A od stycznia tego roku to nawet mam wolne niedziele. “Pamiętaj abyś dzień święty święcił” czy jakoś tak.
Zatem widać, że żyję w cywilizowanym kraju – mam wolną sobotę i niedzielę takoż.

Tę wolną sobotę, i kilka poprzedzających ją dni, spędzam na wypizdowie koło większego miasta powiatowego, w którym mieści się szpital. To właśnie w tym szpitalu na oddziale dziecięcym spędzam większość wolnego czasu.
Kiedy wychodzę ze szpitala czuję się jakbym rozładował wagon węgla: jaki to wysiłek wie każdy kto zna ten ból – znam, robiłem to kiedyś.
Na oddziale dziecięcym leży mój syn. Stan jest ciężki. I w tym ciężkim stanie okrutnie cierpi. Dostaje regularnie co kilka godzin silne leki przeciwbólowe, przeciwzapalne i przeciwgorączkowe.
Po kilka godzin dziennie spędzam czas przy łóżku odchodzącego w cierpieniach dziecka. Jego cierpienie jest cierpieniem dla mnie. Nie mogę w żaden sposób pomóc!

“Kto cierpi więcej niż to potrzebne – cierpi niepotrzebnie”
Gdzieś kiedyś z taką sentencją się spotkałem.
Dziś, teraz zderzam się z bezmiarem cierpienia swojego Syna.
Przy łóżku Adriana jestem cichutko mówię do Niego spokojnym głosem, trzymam za rączki i gładzę po głowie. Jego prawa rączka co chwilę wbija się w moją rękę. Reaguje silnym skurczem na ból, który rozrywa Adriana od środka!
Staram się zachować spokój, aby nie wyczuł niepokoju. Dość ma własnych cierpień po co Mu jeszcze moje.

Kiedy stamtąd wychodzę jestem nieobecny, ale po chwili muszę funkcjonować normalnie, o ile można normalnie funkcjonować w takich momentach.
Wychodzę i jadę na wypizdowo do sztabu wyborczego.
Rozmyślam o wszystkim i Adrianie. Telefon leży obok, tuż pod ręką. Boję się jego każdego dźwięku.

Wróciłem godzinę temu. Usiadłem przed komputerem, to teraz przez najbliższe dni, tygodnie, a może nawet miesiące będzie dla mnie główne zajęcie. Usiadłem i przeczytałem tekst Piotra o “wypad z baru”
I zastanawiam się dlaczego w tym cywilizowanym kraju wciąż jest tak chujowo? Nawet nie przepraszam za wyrażenie. No bo jak inaczej jest niż tak jak to określiłem?
Ale też się zastanawiam dlaczego włączam się w te działania Kandydata. Zaciskam zęby i mówię sobie: dasz radę, musisz dać radę.

Jestem tutaj blisko Syna, do którego mogę teraz dwa, trzy razy dziennie wejść i tylko patrzeć.

Reszta się nie liczy. Nie ma reszty i tak naprawdę, to politykę i wszystko to co opisał dziś Piotr, co opisują inni tutaj i gdzie indziej, i to czym żyją politycy i polityczni profani, ja mam w dupie. Liczy się tylko to, że jestem TUTAJ, blisko. Reszta naprawdę się nie liczy.

W dupie mam też to kto zostanie preziem i kto ile wyda na kampanię – czytaj na kupowanie głosów.
Kto zgadnie ile teraz kosztuje głos wyborcy dostanie ode mnie na flachę, aby nie musiał na krzywy ryj pić i Kuraka w barze.

Reklama
Poprzedni artykułSpekulacja
Następny artykułSpiskowcy. Działanie na konkretne zamówienie?

18 KOMENTARZE

  1. Tak z doskoku
    Dziękuję Wszystkim bardzo !!!

    Adrian od wczoraj późnego wieczora ma się lepiej
    Leki zadziałały. Jest. Szósty raz w tym roku lekarze Go wyciągnęli

    Uciekam do zajęć między którymi każdą lukę wykorzystuję na bycie z Synem
    Jesteście kochani!

  2. Tak z doskoku
    Dziękuję Wszystkim bardzo !!!

    Adrian od wczoraj późnego wieczora ma się lepiej
    Leki zadziałały. Jest. Szósty raz w tym roku lekarze Go wyciągnęli

    Uciekam do zajęć między którymi każdą lukę wykorzystuję na bycie z Synem
    Jesteście kochani!

  3. Co się liczy?
    Nie mam pojęcia, czy jeszcze ktokolwiek przypomina nam co jest tak naprawdę w życiu coś warte. Gdy byłem jeszcze szczeniakiem, telewizja nie istniała, a zamiast radia grał kukuryznik, kto dziś wie co to takiego. Pamiętam rozmowy starszych, spotykali się przy byle okazji i opowiadali niestworzone historie o duchach, zjawach, stworach, co słychać w wielkim świecie, kto umarł, a kto się komu urodził. Wszystko kręciło się koło rodziny, znajomych, sąsiadów, to był cały ich świat, rodzina, praca, dom, dzieci. Wszystko zmienił telewizor, przestaliśmy ze sobą rozmawiać, wymieniamy tylko informacje. Nie potrafimy dzielić się bólem ani szczęściem, zaczęliśmy żyć życiem serialowych bohaterów, własne dawno już nas przerosło.
    Gdy miałem kilka lat, umierała moja przybrana babcia, pamiętam jak wszyscy razem w jej pokoju czekaliśmy na jej śmierć, modliliśmy się i rozmawialiśmy, o czym nie pamiętam, pokój był pełen bliskich jej ludzi. Ta chwila została zapisana w mej świadomości jako podniosłe wydarzenie, bez histerii i przerysowań, bez traumy bólu i cierpienia.
    Wymazaliśmy śmierć ze swego życia, udajemy ze jej nie ma, musimy być piękni, zdrowi i bogaci. Musimy mieć dużo fajnych rzeczy, na wakacje jeździć w modne miejsca, szkoda tylko że odbywa się to kosztem rodziny. Może gdybyśmy zwolnili, zastanowili się kto i co jest dla nas najważniejsze i komu na mnie zależy, może dałoby się jeszcze odnaleźć właściwy cel, bo to ile kosztuje mandat posła, czy radnego, jest naprawdę nieistotne, choć nie jest bez znaczenia, kto ten mandat sprawuje.

  4. Co się liczy?
    Nie mam pojęcia, czy jeszcze ktokolwiek przypomina nam co jest tak naprawdę w życiu coś warte. Gdy byłem jeszcze szczeniakiem, telewizja nie istniała, a zamiast radia grał kukuryznik, kto dziś wie co to takiego. Pamiętam rozmowy starszych, spotykali się przy byle okazji i opowiadali niestworzone historie o duchach, zjawach, stworach, co słychać w wielkim świecie, kto umarł, a kto się komu urodził. Wszystko kręciło się koło rodziny, znajomych, sąsiadów, to był cały ich świat, rodzina, praca, dom, dzieci. Wszystko zmienił telewizor, przestaliśmy ze sobą rozmawiać, wymieniamy tylko informacje. Nie potrafimy dzielić się bólem ani szczęściem, zaczęliśmy żyć życiem serialowych bohaterów, własne dawno już nas przerosło.
    Gdy miałem kilka lat, umierała moja przybrana babcia, pamiętam jak wszyscy razem w jej pokoju czekaliśmy na jej śmierć, modliliśmy się i rozmawialiśmy, o czym nie pamiętam, pokój był pełen bliskich jej ludzi. Ta chwila została zapisana w mej świadomości jako podniosłe wydarzenie, bez histerii i przerysowań, bez traumy bólu i cierpienia.
    Wymazaliśmy śmierć ze swego życia, udajemy ze jej nie ma, musimy być piękni, zdrowi i bogaci. Musimy mieć dużo fajnych rzeczy, na wakacje jeździć w modne miejsca, szkoda tylko że odbywa się to kosztem rodziny. Może gdybyśmy zwolnili, zastanowili się kto i co jest dla nas najważniejsze i komu na mnie zależy, może dałoby się jeszcze odnaleźć właściwy cel, bo to ile kosztuje mandat posła, czy radnego, jest naprawdę nieistotne, choć nie jest bez znaczenia, kto ten mandat sprawuje.