Reklama

<span

Działki? Doskonały temat, najbardziej syntetyczna metafora zarówno PRL, jak i PRLII. Na starcie działek pojawiają się dwa nieodłączne filary PRL: władza monopartyjna i tresowane masy robotniczo-chłopskie, które usiłują w chorej rzeczywistości przetrwać. Skoro są ludzie i dobra do podziału, to musi być „ledykimacja”. Wprowadza się ten nieodzowny element, ponieważ, nie byle kto, ale KTOŚ musi „ledykimacje” wydać. Tym rodzajem dystrybucji zajmują się organizacje struktury na czele, których stoi prezes. I tak powstał „Polski Związek Działkowców”. Struktura na wzór i podobieństwo centralnego komitetu zjednoczonej partii, skomponowała hymn, powołała organ prasowy „Działkowiec”, wprowadziła składki i tym sposobem między masy robotniczo-chłopskie rozdzielono działki. Za PRL właściwego wcale nie było łatwo dostać kawałek gruntu na miarę potrzeb, w PRL II przez dugi czas było dokładnie odwrotnie, ugorem ogrody stały. Tak, czy owak wszystko w obu PRL-ach odbywa się pod ścisła kontrolą, bo nie masz w kraju trwalszej struktury od „PZD”. Bezbolesne przejście struktury organizacyjnej z jednego PRL do drugiego, doskonale obrazuje naszą „bezkrwawą rewolucję”. Władza delikatnie przemalowała sobie szyld, naród pozostał na swoim poletku, pod ścisłą kontrolą władzy. Cześć narodu zadowolona, bo w końcu ma coś swojego, cześć podnosi krzyk, że ani ten skrawek nie jest własnością narodu, ani żadnej jasności, „czyje co je”, nie zobaczysz. Tyle metafor, w dużym skrócie, temat był przerabiany mnóstwo i nie ma powodu się katować. Warto natomiast pooddzielać paranoję od normalności, chociaż z grubsza.

Pomysłów przez te kilkanaście godzin usłyszałem z tuzin, co jeden, to lepsza odezwa ideowa: liberalna, socjalistyczna, krwawo kapitalistyczna, biurokratyczna, ale jak zwykle ilość nie zrobiła na mnie wrażenia jakości. Postaram się poukładać w sensowne odpowiedzi, najbardziej palące pytania. Czy działki są reliktem PRL? Bezwzględnie są, przede wszystkim w strukturze organizacyjnej, ale również w obyczaju społecznym, który za PRL się ukształtował. Czy w takim razie trzeba zjawisko rozpędzić na cztery wiatry? Zjawisko nie daj Bóg, strukturę jak najbardziej, jak najszybciej i raz na zawsze. Dlaczego tak? Ano dlatego, że nie lud jest winny patologii władzy, a ten skrawek ziemi, który lud wyrwał władzy i uprawia jak mu się podoba, jest skromnym, jednak cennym przejawem zdrowych społecznych zachowań. Poszedłbym nawet dalej. W betonowej i plastikowej dżungli, te ostatnie kawałki ziemi pozwalają posmakować rzodkiewki z ziemią, jabłka bez detergentów, pracy dającej satysfakcję, czyli życia przypominającego szczęśliwe początki ludzkości. Co z działkami w centrum miasta i jak to fatalnie wygląda. Na początek chciałbym powiedzieć, że działki w centrum miasta niejednokrotnie wyglądają lepiej, niż samo centrum miasta. Poza wszystkim dają tlen, czego beton i stal nie wyprodukuje, ale zgoda, jest tu pewien kłopot. Tylko kiedy on się pojawia? Jeśli wówczas, gdy brzuchaty esbek lub drugie pokolenie esbeckie, właśnie ma pomysł na biurowiec, pod zaplanowaną wygraną w przetargu publicznym, to działki pełnią rolę wozów Drzymały i niech stoją na wieki. Jeśli natomiast, działki stoją tam, gdzie miastu potrzebna jest szkoła, przedszkole, obwodnica, czy inne muzeum, trzeba poprawić zagospodarowanie przestrzenne pozostawione przez PRL. Krótko mówiąc rozum z prawem i urbanistą powinien decydować, co miastu służy, a co przeszkadza, nie hurtowa ustawa: „likwidować, zostawić”.

Reklama

Dlaczego działkowcy nie płacą podatków? Pytanie może i zasadne, ale o dziwo częściej je słyszę ze strony liberalnej, niż socjalistycznej. Trudna kwestia, niemniej istniej coś takiego jak strefa wolna, nie opodatkowana i tu widzę zastosowanie. Niby z jakiej racji? Z bardzo prostej, ludzie, którzy na tych działkach orają, to głównie emeryci, obłupieni przez PRL i PRL II, żadna to rekompensata, ale dodatek do 1000 PLN emerytury. Ale przecież każdy by tak chciał! No i każdy mógł, kto chciał, w PRL II odłogiem leżało mnóstwo działek, starzy działkowicze wymierali, młodzi z działek kpili lub mieli traumę z dzieciństwa, co mnie się przydarzyło. Wreszcie całe to niebywałe poruszenie na styku PRL i PRLII, wielka narodowa debata, z powodu prostej jak drut regulacji prawnej. Teraz ja się zapytam? Jakiż do jasnej cholery problem, napisać prostą ustawę, w której PZD straci monopol, a gminy będą zobowiązane do uregulowań własności, z uwzględnieniem zagospodarowania przestrzeni. Banał! Pod warunkiem, że jak zwykle nie wiadomo o co chodzi, bo chodzi o kasę. Gówniany projekt od zaplecza napisało samo PZD w porozumieniu z SLD i miał być ten patent ugruntowaniem władzy ludowej. Pech chciał, że w tym samym czasie istniało równie silne lobby deweloperów, którzy za grosze chcieli przejąć atrakcyjne grunty i tak starły się dwa złodziejskie projekty. Dziś deweloperzy nie mają już takiego parcia, bo mamy „kryzys”, PZD nadal trzęsie dupą nad zmonopolizowanym stołkiem, a na końcu jak zwykle po grzbiecie dostaje najbiedniejszy i najsłabszy. Nie wiem jaki to cud boży, ale w tych wszystkich sporach ideowych, na samym końcu łańcucha jest babcia zaorana przez życie i dziadek wykończony przez ustrój, którym zaciska się pasa, żeby się czasem dodatkiem warzywniczym do 1000 PLN nie przeżarli i nie wylądowali w szpitalu, co kosztuje i się nie opłaca. Jedna działka, na której stoi PRL z PRL II i nawet miedzy nie widać. Inną kwestią jest proces legislacyjny. Raz, że przez sejm przechodzi totalny pasztet prawny, dwa, że po 5 latach zostaje zniesiony przez TK, trzy, że władza ma 18 miesięcy na poprawienie bezprawia. Żyć, nie umierać.

Reklama

10 KOMENTARZE

  1. zabrali mi moją państwową działkę
    Kiedyś lubiłem działki, bo były własnością publiczną. Można było w drodze ze szkoły pójść na działki, połazić po alejkach, uwalić się w trawie, nawdychać świeżego państwowego powietrza, obalić flaszkę w miłym klimacie.
    Teraz działki są zamknięte, zablokowane jak osiedla bogaczy i nie mam z nich żadnego pożytku.
    Zabraliście mi działki, działkowcy, to teraz se sami o nie walczcie.
    HWWD.

  2. zabrali mi moją państwową działkę
    Kiedyś lubiłem działki, bo były własnością publiczną. Można było w drodze ze szkoły pójść na działki, połazić po alejkach, uwalić się w trawie, nawdychać świeżego państwowego powietrza, obalić flaszkę w miłym klimacie.
    Teraz działki są zamknięte, zablokowane jak osiedla bogaczy i nie mam z nich żadnego pożytku.
    Zabraliście mi działki, działkowcy, to teraz se sami o nie walczcie.
    HWWD.