Reklama

Jeszcze nie zakończono prawnego sporu w sprawie CASA-y, nadal nie pozamiatano po Smoleńsku, a kroimy sobie szansę na kolejne wydarzenie medialne zwane „tragedią”.

Jeszcze nie zakończono prawnego sporu w sprawie CASA-y, nadal nie pozamiatano po Smoleńsku, a kroimy sobie szansę na kolejne wydarzenie medialne zwane „tragedią”.
Tym razem sprawa dotyczy tzw. Narodowych Sił Rezerwowych (NSR) które z założenia miały stanowić uzupełnienie wojsk regularnych w czasie kryzysu, klęsk żywiołowych, a przede wszystkim wojny. To miało być 20 tysięcy ludzi gotowych poświęcić swój czas i energię na szkolenia i treningi przygotowujące do realizacji przyszłych zadań w ramach sił zbrojnych, również na misjach zagranicznych. Słowem kluczem był tutaj termin „profesjonalizacja”. Każdy średnio rozgarnięty człowiek rozumie profesjonalizację jako antonim amatorszczyzny. Niestety, w Ministerstwie Obrony Narodowej są one traktowane jako synonimy.
Błędnym założeniem przyjętym od samego początku tworzenia NSR, przez geniusza psychiatrii, jest wiara że drzwiami i oknami walić będą do jednostek ochotnicy z Sokoła i innych bractw strzeleckich, a wszystko to będzie funkcjonować za darmo. Gdy wszelkie ostrzeżenia, że nie da się zbudować Narodowych Sił Rezerwowych za przysłowiowe „Bóg zapłać” nie były przez Klicha przyjmowane do wiadomości, a u bram jednostek zabrakło frajerów, zaczął się demontaż całego systemu i jako pierwsze poszły do kosza wymagania w zakresie wykształcenia. W końcu po diabła w armii ktoś ze średnim wykształceniem skoro sprzęt kupiony za miliardy z pieniędzy podatników równie dobrze może zepsuć ktoś po gimnazjum. A najlepszym źródłem tego narybku mają być ocalałe relikty pracy socjalistycznej czyli Ochotnicze hufce Pracy.
Jakby tego było mało, w dniu dzisiejszym Klich zabrał się za (jak to stwierdził) odbiurokratyzowaniu naboru. Zdaniem ministra – kandydat do NSR już nie musi być dwukrotnie badany psychologicznie, jak to na początku ktoś idiotycznie wymyślił.


To chciałbym w tym miejscu Panu Ministrowi przypomnieć, że 19 maja 1990 roku w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Łączności w Zegrzu podchorąży Janusz Ochnik zastrzelił w trakcie pełnienia służby wartowniczej czterech żołnierzy: jednego z kadry zawodowej i trzech podchorążych ze swego pododdziału. Po kilkunastomiesięcznej obserwacji biegli orzekli u niego chorobę psychiczną i niepoczytalność w chwili zabójstwa.
I to by było na tyle w dziele „profesjonalizacji”.

Reklama
Poprzedni artykułPomoc w doborze notebooka. Czy za tę cenę 9-latka może kupiś coś lepszego?
Następny artykułPomiędzy światami

33 KOMENTARZE

  1. Poświęciłem trochę swojego bezcennego czasu
    na poszukiwania nowego miejsca i nowego zajęcia dla ministra Klicha
    http://kontrowersje.net/tresc/dosyc_jalowego_krytykanctwa_czas_na_konstruktywna_krytyke_coz_poczac_z_ministrem_klichem
    i kiedy już znalazłem, zdawać by się mogło, idealne, pan minister obwieścił niejakiemu Lisowi a przy okazji całemu światu, że nie czuje się lekarzem psychiatrą, bo już kilkanaście lat nie miał kontaktu ,,z zawodem”. Jedyne, co pozostało byłemu już psychiatrze, po starych dobrych czasach w krakowskim szpitalu, to psychiczna choroba, której się nasz wódz naczelny nabawił od swoich, niegdysiejszych, pacjentów. Na zasadzie konwergencji.
    Bo przecież nikt tak dobrze nie rozumie ,,wariata” jak inny ,,wariat”.

  2. Poświęciłem trochę swojego bezcennego czasu
    na poszukiwania nowego miejsca i nowego zajęcia dla ministra Klicha
    http://kontrowersje.net/tresc/dosyc_jalowego_krytykanctwa_czas_na_konstruktywna_krytyke_coz_poczac_z_ministrem_klichem
    i kiedy już znalazłem, zdawać by się mogło, idealne, pan minister obwieścił niejakiemu Lisowi a przy okazji całemu światu, że nie czuje się lekarzem psychiatrą, bo już kilkanaście lat nie miał kontaktu ,,z zawodem”. Jedyne, co pozostało byłemu już psychiatrze, po starych dobrych czasach w krakowskim szpitalu, to psychiczna choroba, której się nasz wódz naczelny nabawił od swoich, niegdysiejszych, pacjentów. Na zasadzie konwergencji.
    Bo przecież nikt tak dobrze nie rozumie ,,wariata” jak inny ,,wariat”.

  3. Poświęciłem trochę swojego bezcennego czasu
    na poszukiwania nowego miejsca i nowego zajęcia dla ministra Klicha
    http://kontrowersje.net/tresc/dosyc_jalowego_krytykanctwa_czas_na_konstruktywna_krytyke_coz_poczac_z_ministrem_klichem
    i kiedy już znalazłem, zdawać by się mogło, idealne, pan minister obwieścił niejakiemu Lisowi a przy okazji całemu światu, że nie czuje się lekarzem psychiatrą, bo już kilkanaście lat nie miał kontaktu ,,z zawodem”. Jedyne, co pozostało byłemu już psychiatrze, po starych dobrych czasach w krakowskim szpitalu, to psychiczna choroba, której się nasz wódz naczelny nabawił od swoich, niegdysiejszych, pacjentów. Na zasadzie konwergencji.
    Bo przecież nikt tak dobrze nie rozumie ,,wariata” jak inny ,,wariat”.

  4. gdzie szukać zajęcia
    Widzisz, to jest tak: politycy już parę lat temu zgodnie doszli do wniosku że w obecnej sytuacji geopolitycznej armia to zbędny i kosztowny przeżytek.
    Obojętne czy będzie wielka, rozlazła i słabo uzbrojona, czy zwarta garstka zawodowa, w każdym wariancie jej utrzymanie za dużo kosztuje.
    Żeby jednak uniknąć zbędnej ruchawki i szemrania proces nieuchronnej likwidacji polskich sił zbrojnych odbywa się powoli, często nawet pozoruje się jakaś modernizację rozłożoną na nieskończenie długie etapy, kupuje się też trochę złomu aby wojsko miało czym się zająć i nie przychodziły mu do głowy głupie myśli.
    Kosztowne i w gruncie rzeczy bezsensowne misje zagraniczne pełnią między innymi rolę wentyla bezpieczeństwa dla ludzi którzy tacy już są że lubią se postrzelać.
    Tak czy siak wojsko znajduje się w gronie archaicznych grup zawodowych przeznaczonych do odstrzału razem z nauczycielami, naukowcami, konstruktorami i wynalazcami różnej maści.
    Przyszłość naszego kraju należy do mediów, przemysłu zdrowotnego, szeroko rozrośniętej ubecji i prostej pracy fizycznej.

    • Tylko za ileś lat jak wróg pod granicą stanie to ciekawe czy ta
      ubecja i dziennikarze będą kraj chronić. Poza tym już widzę ten przemysł zdrowotny i robotników fizycznych, którzy amfibiami i śmigłowcami przeprowadzają ewakuację zalanych terenów. 🙂

      • No akurat teraz na topie blog Prezesa i dwa dni pierdzenia, że
        o jednego wykluczonego cyfrowo mniej. Na dokładkę Araby się tną,więc jest co na pierwsze strony wrzucić no i Kalisz a z nim pewnie Olin i Minim wracają na listy LSD. Stare prącie w nowym froncie 🙂

        Co do tego Szopena to przez jakiś czas chyłkiem tyłkiem był przemycany gdzieś pokątnie na stronach dopiero dzisiaj jakoś tak go lepiej nagłośnili. Julka w Sejmie krzyczy,że skandal a może się okazać,że to córka Vincenta (w/w doradczyni? :D)

        Jeśli jeszcze będzie to prawda o szantażu Grześ przez Tuska to może się okazać,że po tych wyborach sztandar PO będą wyprowadzać 😛

      • Widać gołym okiem że branże
        Widać gołym okiem że branże które nie generują licznych wysokopłatnych stanowisk urzędniczych a jedynie spełniają zachcianki społeczne w zakresie bezpieczeństwa osobistego, nauki czy kultury są traktowane jak szkodliwe pijawki budżetowe.
        Żeby to udowodnić trzeba by niestety gmerać w tabelkach i rzucać liczbami.

        Pamiętam tylko taką informację: od czasu wymiany złotówki wydatki budżetu wzrosły trzykrotnie.
        Czy mamy trzykrotnie lepszą oświatę, trzy razy tańsze książki, polska armia tyleż dalej potrafi strzelić i trzy razy szybciej trafiamy do szpitala?
        Raczej wprost przeciwnie, co może oznaczać iż państwo zżarło tą forsę na podtrzymanie godnej egzystencji swoich ludzi i swoich ulubionych instytucji.
        W rezultacie mamy fatalną odmianę socjalizmu w której państwo chce tylko brać od wszystkich a dawać jedynie sobie.
        Drugi widoczny objaw selektywnego rozwoju to dziwne kierunki inwestowania. Np na uczelniach technicznych forsa zawsze się znajdzie na marmury, meble i fontanny a kupno lutownicy czy kabelka to ciężki problem logistyczny i ruina finansowa instytutu.
        Takie trendy same się nie tworzą bez odpowiednio ukierunkowanych przepisów, ktoś siedzi i ustawia je właśnie tak, a nie inaczej.

        Wszystkie przedsięwzięcia które nie tworzą posad urzędniczych lub nie dają szybkich pieniędzy do budżetu (czyli są władzy całkowicie zbędne) mają bardzo marne perspektywy.
        Na co nam potrzebna nauka skoro nie mamy przemysłu który mógłby ją zastosować, zaś uczelnie już przecież dawno na istnieją Zachodzie, więc po cholerę mamy utrzymywać swoje?

        Ostatecznie będziemy jedynie odbiorcami produktów stworzonej gdzie indziej technologii, nabywcami niewykonalnych polskimi rękami gadżetów, i to wszystko kupimy za węgiel, cement, drewno kominkowe i zdrowe warzywa.
        Obawiam się że tak musi być gdyż nie rozwinęliśmy się akurat wtedy kiedy był na to optymalny moment i wszyscy inni tak robili.
        Teraz możemy się ścigać z Zachodem jedynie w zbieraniu psich kup, segregowaniu śmieci i ulepszaniu wieku emerytalnego.

  5. gdzie szukać zajęcia
    Widzisz, to jest tak: politycy już parę lat temu zgodnie doszli do wniosku że w obecnej sytuacji geopolitycznej armia to zbędny i kosztowny przeżytek.
    Obojętne czy będzie wielka, rozlazła i słabo uzbrojona, czy zwarta garstka zawodowa, w każdym wariancie jej utrzymanie za dużo kosztuje.
    Żeby jednak uniknąć zbędnej ruchawki i szemrania proces nieuchronnej likwidacji polskich sił zbrojnych odbywa się powoli, często nawet pozoruje się jakaś modernizację rozłożoną na nieskończenie długie etapy, kupuje się też trochę złomu aby wojsko miało czym się zająć i nie przychodziły mu do głowy głupie myśli.
    Kosztowne i w gruncie rzeczy bezsensowne misje zagraniczne pełnią między innymi rolę wentyla bezpieczeństwa dla ludzi którzy tacy już są że lubią se postrzelać.
    Tak czy siak wojsko znajduje się w gronie archaicznych grup zawodowych przeznaczonych do odstrzału razem z nauczycielami, naukowcami, konstruktorami i wynalazcami różnej maści.
    Przyszłość naszego kraju należy do mediów, przemysłu zdrowotnego, szeroko rozrośniętej ubecji i prostej pracy fizycznej.

    • Tylko za ileś lat jak wróg pod granicą stanie to ciekawe czy ta
      ubecja i dziennikarze będą kraj chronić. Poza tym już widzę ten przemysł zdrowotny i robotników fizycznych, którzy amfibiami i śmigłowcami przeprowadzają ewakuację zalanych terenów. 🙂

      • No akurat teraz na topie blog Prezesa i dwa dni pierdzenia, że
        o jednego wykluczonego cyfrowo mniej. Na dokładkę Araby się tną,więc jest co na pierwsze strony wrzucić no i Kalisz a z nim pewnie Olin i Minim wracają na listy LSD. Stare prącie w nowym froncie 🙂

        Co do tego Szopena to przez jakiś czas chyłkiem tyłkiem był przemycany gdzieś pokątnie na stronach dopiero dzisiaj jakoś tak go lepiej nagłośnili. Julka w Sejmie krzyczy,że skandal a może się okazać,że to córka Vincenta (w/w doradczyni? :D)

        Jeśli jeszcze będzie to prawda o szantażu Grześ przez Tuska to może się okazać,że po tych wyborach sztandar PO będą wyprowadzać 😛

      • Widać gołym okiem że branże
        Widać gołym okiem że branże które nie generują licznych wysokopłatnych stanowisk urzędniczych a jedynie spełniają zachcianki społeczne w zakresie bezpieczeństwa osobistego, nauki czy kultury są traktowane jak szkodliwe pijawki budżetowe.
        Żeby to udowodnić trzeba by niestety gmerać w tabelkach i rzucać liczbami.

        Pamiętam tylko taką informację: od czasu wymiany złotówki wydatki budżetu wzrosły trzykrotnie.
        Czy mamy trzykrotnie lepszą oświatę, trzy razy tańsze książki, polska armia tyleż dalej potrafi strzelić i trzy razy szybciej trafiamy do szpitala?
        Raczej wprost przeciwnie, co może oznaczać iż państwo zżarło tą forsę na podtrzymanie godnej egzystencji swoich ludzi i swoich ulubionych instytucji.
        W rezultacie mamy fatalną odmianę socjalizmu w której państwo chce tylko brać od wszystkich a dawać jedynie sobie.
        Drugi widoczny objaw selektywnego rozwoju to dziwne kierunki inwestowania. Np na uczelniach technicznych forsa zawsze się znajdzie na marmury, meble i fontanny a kupno lutownicy czy kabelka to ciężki problem logistyczny i ruina finansowa instytutu.
        Takie trendy same się nie tworzą bez odpowiednio ukierunkowanych przepisów, ktoś siedzi i ustawia je właśnie tak, a nie inaczej.

        Wszystkie przedsięwzięcia które nie tworzą posad urzędniczych lub nie dają szybkich pieniędzy do budżetu (czyli są władzy całkowicie zbędne) mają bardzo marne perspektywy.
        Na co nam potrzebna nauka skoro nie mamy przemysłu który mógłby ją zastosować, zaś uczelnie już przecież dawno na istnieją Zachodzie, więc po cholerę mamy utrzymywać swoje?

        Ostatecznie będziemy jedynie odbiorcami produktów stworzonej gdzie indziej technologii, nabywcami niewykonalnych polskimi rękami gadżetów, i to wszystko kupimy za węgiel, cement, drewno kominkowe i zdrowe warzywa.
        Obawiam się że tak musi być gdyż nie rozwinęliśmy się akurat wtedy kiedy był na to optymalny moment i wszyscy inni tak robili.
        Teraz możemy się ścigać z Zachodem jedynie w zbieraniu psich kup, segregowaniu śmieci i ulepszaniu wieku emerytalnego.

  6. gdzie szukać zajęcia
    Widzisz, to jest tak: politycy już parę lat temu zgodnie doszli do wniosku że w obecnej sytuacji geopolitycznej armia to zbędny i kosztowny przeżytek.
    Obojętne czy będzie wielka, rozlazła i słabo uzbrojona, czy zwarta garstka zawodowa, w każdym wariancie jej utrzymanie za dużo kosztuje.
    Żeby jednak uniknąć zbędnej ruchawki i szemrania proces nieuchronnej likwidacji polskich sił zbrojnych odbywa się powoli, często nawet pozoruje się jakaś modernizację rozłożoną na nieskończenie długie etapy, kupuje się też trochę złomu aby wojsko miało czym się zająć i nie przychodziły mu do głowy głupie myśli.
    Kosztowne i w gruncie rzeczy bezsensowne misje zagraniczne pełnią między innymi rolę wentyla bezpieczeństwa dla ludzi którzy tacy już są że lubią se postrzelać.
    Tak czy siak wojsko znajduje się w gronie archaicznych grup zawodowych przeznaczonych do odstrzału razem z nauczycielami, naukowcami, konstruktorami i wynalazcami różnej maści.
    Przyszłość naszego kraju należy do mediów, przemysłu zdrowotnego, szeroko rozrośniętej ubecji i prostej pracy fizycznej.

    • Tylko za ileś lat jak wróg pod granicą stanie to ciekawe czy ta
      ubecja i dziennikarze będą kraj chronić. Poza tym już widzę ten przemysł zdrowotny i robotników fizycznych, którzy amfibiami i śmigłowcami przeprowadzają ewakuację zalanych terenów. 🙂

      • No akurat teraz na topie blog Prezesa i dwa dni pierdzenia, że
        o jednego wykluczonego cyfrowo mniej. Na dokładkę Araby się tną,więc jest co na pierwsze strony wrzucić no i Kalisz a z nim pewnie Olin i Minim wracają na listy LSD. Stare prącie w nowym froncie 🙂

        Co do tego Szopena to przez jakiś czas chyłkiem tyłkiem był przemycany gdzieś pokątnie na stronach dopiero dzisiaj jakoś tak go lepiej nagłośnili. Julka w Sejmie krzyczy,że skandal a może się okazać,że to córka Vincenta (w/w doradczyni? :D)

        Jeśli jeszcze będzie to prawda o szantażu Grześ przez Tuska to może się okazać,że po tych wyborach sztandar PO będą wyprowadzać 😛

      • Widać gołym okiem że branże
        Widać gołym okiem że branże które nie generują licznych wysokopłatnych stanowisk urzędniczych a jedynie spełniają zachcianki społeczne w zakresie bezpieczeństwa osobistego, nauki czy kultury są traktowane jak szkodliwe pijawki budżetowe.
        Żeby to udowodnić trzeba by niestety gmerać w tabelkach i rzucać liczbami.

        Pamiętam tylko taką informację: od czasu wymiany złotówki wydatki budżetu wzrosły trzykrotnie.
        Czy mamy trzykrotnie lepszą oświatę, trzy razy tańsze książki, polska armia tyleż dalej potrafi strzelić i trzy razy szybciej trafiamy do szpitala?
        Raczej wprost przeciwnie, co może oznaczać iż państwo zżarło tą forsę na podtrzymanie godnej egzystencji swoich ludzi i swoich ulubionych instytucji.
        W rezultacie mamy fatalną odmianę socjalizmu w której państwo chce tylko brać od wszystkich a dawać jedynie sobie.
        Drugi widoczny objaw selektywnego rozwoju to dziwne kierunki inwestowania. Np na uczelniach technicznych forsa zawsze się znajdzie na marmury, meble i fontanny a kupno lutownicy czy kabelka to ciężki problem logistyczny i ruina finansowa instytutu.
        Takie trendy same się nie tworzą bez odpowiednio ukierunkowanych przepisów, ktoś siedzi i ustawia je właśnie tak, a nie inaczej.

        Wszystkie przedsięwzięcia które nie tworzą posad urzędniczych lub nie dają szybkich pieniędzy do budżetu (czyli są władzy całkowicie zbędne) mają bardzo marne perspektywy.
        Na co nam potrzebna nauka skoro nie mamy przemysłu który mógłby ją zastosować, zaś uczelnie już przecież dawno na istnieją Zachodzie, więc po cholerę mamy utrzymywać swoje?

        Ostatecznie będziemy jedynie odbiorcami produktów stworzonej gdzie indziej technologii, nabywcami niewykonalnych polskimi rękami gadżetów, i to wszystko kupimy za węgiel, cement, drewno kominkowe i zdrowe warzywa.
        Obawiam się że tak musi być gdyż nie rozwinęliśmy się akurat wtedy kiedy był na to optymalny moment i wszyscy inni tak robili.
        Teraz możemy się ścigać z Zachodem jedynie w zbieraniu psich kup, segregowaniu śmieci i ulepszaniu wieku emerytalnego.