Motto Ewki premier: „Polskie, czyli niczyje!”

Prześlij dalej:

W ostatnim czasie niemal co drugi dzień siedzę w jakiś liczbach, tabelach, danych, pojęciach fachowych i tabelarycznych układankach. Nie trudno się domyślić, że chciałbym sobie odpocząć, ale złośliwy los znów podrzuca „osiągnięcie” naszej Ewki premier, które wypadałoby dokładnie takimi parametrami potraktować. Zabierałem się już za nudną lekturę, by przedstawić streszczenie w ludzkiej formie, które i tak większość Czytelników przeleci, co drugi wiersz. Siebie żałuję, to i ludziom się nie dziwię, że czują się znużeni, bo to ciężka robota przebijać się przez zalew danych, które zawsze mają jeden wynik – mamy w dupę. Ulitowałem się nad wszystkimi i poszedłem na skróty. Wyboru dokonałem z premedytacją o czym świadczy szczere wyznanie grzechu, mimo wszystko tematu nie odpuszczam, tylko potraktuje go z innej strony. Nie raz i nie dwa dziennikarze przychodzą po ściągę do mnie, dlatego w rewanżu poszedłem po ściągę do Łukasza Warzechy. Przeczytałem z grubsza, co i tak było dla mnie oczywiste, dodatkowo w innym miejscu znalazłem esencję przekrętu zawartą w dwóch liczbach: 7,5 miliarda „dotacji”, 120 miliardów wydatków na „ekologię”. Wystarczający argument, żeby napisać tekst, niestety pozbawiający Polaków złudzeń. Kto ma ochotę może zapoznać się z tekstem Warzechy, w którym na placach pokazuje w jakie bagno wciągnęła nas „polityka niekonfliktowa”, ja skupię się na generaliach. Wyobraźcie sobie, Szanowni Państwo, że macie podjąć strategiczną dla siebie decyzję, nie mówię, ożenić się, czy rozwieść, ale wziąć kredyt na mieszkanie, rzucić pracę albo rozpocząć własną działalność. Jakimi kryteriami ludzie się kierują podejmując decyzję tej rangi? Różnymi, jak podejrzewam, w zależności od temperamentu, posiadanych środków, zdolności przewidywania itd. Czym się na pewno nie kierują? Jednym kryterium: „mam to w dupie, co się ze mną stanie”. Znając życie i Internet pewnie doczekam się i takiego komentarza, że są przecież samobójcy, masochiści i inni wariaci. Dobrze są, ale załóżmy na chwilę, że rozmawiamy o ludziach przeciętnie normalnych i z takimi dyskutujemy.

Przyjmując powyższe założenie jeszcze raz podkreślę, że człowiek przeciętnie normalny zrobi mnóstwo głupstw, ale stojąc na skraju przepaści nie postawi następnego kroku z pieśnią na ustach: „mam to w dupie, co się ze mną stanie”. Bogactwo tego świata polega też na tym, że są ludzie, taborety i dyrektorzy zjednoczenia. Po lekturze tekstu Warzechy wiem, że Ewka premier stojąc na skraju przepaści krzyknęła: „mam to w dupie” i przerwała zdanie w połowie. O czym my tak naprawdę będziemy na liczbach i danych dyskutować? Porozmawiajmy poważnie i o generaliach. Od 7 lat, a właściwie od 25 z niewielkimi przerwami, mamy u władzy nie ludzi, nie taborety, ale dyrektorów zjednoczenia. Osobnicy tego autoramentu podejmują decyzje „zjednoczeniowe” zupełnie inaczej niż podejmują decyzje życiowe. Gdy taka pożal się boże Ewka premier, ma wybrać prezent dla kochanka, jest to dla niej wyzwanie po stokroć poważniejsze niż, podjecie kluczowej decyzji w sprawie 36 milionów Polaków. Czym innym jest moja dupa, której nie dam zrobić krzywdy, czym innym dupy tych, którzy będą mieli w dupę. Proste i bolesne? Jak kłębek drutu kolczastego w...

Strony

27185 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

12 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    Temat niezbyt piatkowy ze wzgledu na swa wage. Konkluzja jest taka ze decyzje na ktore sie zgodzona spowoduja trzymanie naszego rozwoju ,,za kostki" dopoki  UE bedzie tak wygladac.  Pakiet klimatyczny to ostateczne skazanie Polski na role niewolnikow uzaleznionych od rosji i niemiec, jednoczesnie najwiekszy chyba absurd i przekret w historii:(

  2. że po przegraniu najliższych wyborów podczas następnych Kaczyński miałby 70 lat i nie będzie mu się chciało, zrewanżuję się. Nie wiem ile lat będzie żył Kaczyński, ale jest wysoce prawdopodobne że w roku kiedy miałby 70 lat trup prl będzie leżał 2 metry pod ziemią.

  3. jak jego Europa+40% "czarnym koniem" do europarlamentu.
    Niech policzy ile Miller będzie miał lat, jak Kaczor dojdzie do 70-ki? Albo, ile Gajowy będzie miał lat, jak skończy drugą kadencję?*
    * Zastanawiam się czy nie obstawić u bookmachera innego kandydata, niż Gajowy. To może być lepsza inwestycja, niż co drugi dzień kupon totolotka.

  4. avatar

    Po komentarzach widzę, że dobrze zrobiłem nie pisząc na siłę o kwestiach technicznych, bo znaleźli się ludzie, którzy napisali nie tylko z wiedzą, ale i pasją. Ja jakoś nie miałem serca się tym zająć, po księgach rachunkowych "filantropa", także tym bardziej jestem wdzięczny.

  5. Może Pan się orientuje czym było zjednoczenie, jakie miało zadania w strukturach PRL-u itp., ale osoby poniżej czterdziestki nie zdają sobie sprawy, jak wtedy funkcjonowała gospodarka. Mój teść był naczelnikiem zapoatrzenia Zjednoczenia Przemysłu Okrętowego, do mnie to dociera, ale nie do nich. W sumie to jest niewykonalne żeby ludzie, którzy wtedy nie funkcjonowali, jako osoby dorosłe, mogli się wczuć w tamte klimaty. 
    Nie trzeba być ekspertem, wystarczy mieć wiedzę z siedmiu ostatnich lat, żeby po prostu nie wierzyć w kolejny sukces polskiego rządu. UE to nie zbiór filantropów, tylko twardo stąpających po ziemi ludzi, za którymi stoją jeszcze potężniejsci lobbyści. Tacy, jak my, robimy za kwiatek do kożucha, żeby można było dalej żenić kit o wspólnocie europejskiej. Taki Cameron powiedział, że nie da 2 mld euro, zaległych nota bene, i co mu zrobią? Mogą mu skoczyć.
    Z tego co zrozumiałem, to realnie nic nie dostaliśmy. Te kwoty, które nam sie podobno należą, to są miraże, palcem po suficie drapane. Skończy się jak z autostradami, zarobią ci z zachodu, a nasi zbankrutują. Niemcy będą nimi wieźli do Ruskich swoje towary, a my będziemy bulić za C02, które nam wypuszczą do atmosfery.

  6. avatar

    szefować i zakopała w długach ZOZ w Szydłowcu? Jak taka głupia pipa (vide wizyta w Berlinie na YT) ma sobie dać radę na przwdziwych salonach czy szefować europejskiemu krajowi (jakiemukolwiek, nawet Kosowo czy Albania może być).

    W końcu jej problemy negocjacyjne to w większości jaką garsonkę włożyć czy co zjeść na obiad aby w przysłowiową dupę nie poszło...

  7. ......leży w krótkiej konstatacji zawartej w tekście MK cyt."Wątpię i chyba nie jestem odosobniony żeby ona w ogóle wiedziała o czym rozmawiała" Takie właśnie wnioski nasuwają się gdy się widzi i co jeszcze gorsze,słyszy jej komentarze i jej "mowę ciała".W tych okolicznoścach  jest się zmuszonym znosić własną żenadę po tym żałosnym "triumfie".     Co,że pozamerytoryczny jest ten wniosek;jednak tu jest istota sprawy,to jest właśnie to  osławione Yes,yes,yes w wykonaniu następnej postaci z tej maskarady rzekomych "znawców doświadczonych w sztuce rządzenia"".Oczywiście ta piarowa obróbka tego blamażu przez zaprzyjażnione przekaziory to okazja do "urzygu".  Tak ,to jest PGR.   Smutno mi Panie.

  8. Odnosząc się do tematu przejdę do technicznych kwestii. To o czym pisze człowiek chowający się za nickiem "maczeta ockhama" rozumiem z własnego doświadczenia.

    Polscy politycy nie mają zamiaru radzić się fachowców, jeżeli to robią i ich słuchają to nie po to by bronić jakiegokowiek interesu poza swoim. To nic zdrożnego. Problem w tym, że ich interesownośc jest doraźna i nieco egoistyczna. Panie Piotrze temat jest zbyt szeroki jak na jeden artykuł, nie tylko w kwestii OZE. Postaram się jak najkrócej, ale tak żeby nie zamglić istoty..

    Nie wiem czy Państwo wiecie, ale w Polsce tworzy się dokumenty strategiczne na podstawie, których buduje się tylko i wyłącznie politykę, zamiast istotnie tyczyć kierunki na tyle ile to potrzebne. I o ile na poziomie dokumentów strategicznych, które są bardzo profesjonalnie wszystko przygotowane jest dobrze, to później jest dupa i czarna rozpacz.
    Dupa kręci głową :)

    Jestem projektantem i inżynierem, więc wspieram się własnym doświadczeniem.
    Jest mnóstwo pieniędzy na OZE z tzw. projektów UE do wydania w ramach dofinansowania różnych inwestycji. Ale projekty są tak napisane, że można finansować z nich tylko OZE. Czysty absurd. Np. w ośrodkach typu urzędy, domy kultury, które z założenia konsumują energię nie patrząc na koszty (dla uproszczenia załóżmy, że to jest ok) instalacja w pompę ciepła jest bardzo opłacalna, przynosi zwrot kosztów inwestycji (w zależności od jej skali) w 3-7 lat. Ale żeby była ona opłacalna trzeba ponad OZE: ocieplić budynek, zastosować energooszczędne oprawy, czujniki, wyłączniki czasowe, inny rodzaj posadzek wraz z wydajną instalację co (system zasilany z pompy ciepła jest niskotemperaturowy), wydajny system wentylacji, etc. OZE same w sobie nigdy nie były i jeszcze długo nie będa opłacalne.

    Ja po prostu dostrzegam, że jak na poziomie planowania stretegicznego pracują fachowcy, to politycy i decydenci przez swoje zadęcie wszystko potrafią zniszczyć. To się da naprawić, ale nasi włodarze musza być bezlitośnie okładani argumentami i to nie na zasadzie - "wy się nie znacie", bo się poobrażają. Rozum ludzki - jakiegobyśmy lenia umysłowego nie postawili pod pręgierzem kompetencji - wyjdzie z tej konfrontacji zwycięsko.

    OZE nie istnieją jako czysty rachunek ekonomiczny (tak można robić w przypadku domu, więc tu sa bezlitośnie obalane) ale są ulokowane w znacznie bardziej skoplikowanym systemie zależności.Te technologie trzeba przetetstować, badać, słowem stworzyć przyjazny klimat do inwestowania czasu w ich rozwój i Niemcy właśnie to czynią. Temu ma służyć system ich wspierania.

    Uważnie współczytelnicy bloga niech wybaczą tę kawę na ławę, którą jeszcze przedstawię. W przypadku analizowania przydatności energii, analizowania jej opłacalności niezbędne jest obranie modelu konsumpcji i do niego trzeba odnosić dobierany system. Inny będzie na poziomie domu, inny miasta, a jeszcze inny kraju.
    Dodatkowo sprawę utrudnia fakt dystrybucji energii pozyskiwanej z niezależnych źródeł. System musi być więc bardzo dobrze zaplanowany. O tym pisze "maczeta_ockhama"

    Z szacunkiem,
    Tomasz Mikrut

  9. Tu jest wlaśnie problem. Skoro na poziomie prostego obywatela i jego własnego domku rożne cuda technologii OZE obnażają swoją nieopłacalnosć już po prostym obliczeniu,zaś stają się "opłacalne" dopiero w szerokim i politycznym pojęciu tego słowa i jego politycznie poprawnym skorygowaniu.To ktoś tu robi nas w konia.
    Mało że robi w konia, to jeszcze zaczyna walczyć o zmianę mentalności społecznej. Mniej konsumować, siedzieć po ciemku, zmienić kołdrę na grubszą zamiast ogrzewać dom, podniesć podatki, i kto wie, może kiedyś zwalczymy globalne ocieplenie, i będzie zimno i przyjemnie.

  10. Strony