Reklama

Tak mnie naszło, coby powspominać. 21 października 2007 pożegnaliśmy IV RP. Pisałam wtedy na blogu:

Tak mnie naszło, coby powspominać. 21 października 2007 pożegnaliśmy IV RP. Pisałam wtedy na blogu:

21 października 2007 (niedziela)
Mordo ty moja!
Rozszalały się sms-y: "Yes, yes, yes", "Mordo ty moja", ale także poważniejsze, np. pytania: "Czy dadzą radę?", "Czy udźwigną?".

Kaczyński po tradycyjnym wypunktowaniu "winnych", jednak półgębkiem pogratulował. Kwaśniewski pożegnał IV RP i siebie w polskiej polityce. Większość z nas z ulgą pożegnała LPR i SO.

Nie do końca podzielam samozadowolenie wyborców. 45,5% nie ma od dziś prawa narzekać! Owszem, to mniej niż przed dwoma laty, ale i tak o wiele za dużo.

Dziś i jutro będziemy się ekscytować wynikami w okręgach. W poznańskim wymieniany podczas każdej konferencji Ziobry Dzikowski zdobył trzykrotnie więcej głosów niż Gilowska. Ale tejże udało się wyautować młodego Libickiego. Wypchnięta na trzecie miejsce baronowa Łybacka wyeliminowała nowego szefa lokalnego SLD i krajowego przewodniczącego UP, mimo że oblicza obydwóch straszyły z każdego płota i latarni. Takie lokalne klimaty i układziki.

Co dalej? Jeśli prawdziwe wyniki nie będą dramatycznie odbiegać od exit pollów, PO powinna próbować stworzyć rząd jednopartyjny. Jeśliby wśród posłów znaleźli się jacyś demokraci.pl, warto by się nimi zaopiekować. Być może też skusić kilku PiS-owców? No i trzymam za słowo. Czekam na ministrów prawdziwych fachowców, niekoniecznie z partyjną legitymacją.

22 października 2007 (poniedziałek)
Czy powieje nudą?
Czy powieje nudą? Nie wierzę.

Zanim nastąpi cud gospodarczy i staniemy się drugą Irlandią, czekam na cud szybkiego i sprawnego powołania kompetentnego rządu. Towarzysze postkomuniści już się śmieją, wspominając swoje doświadczenia koalicyjne z PSL. Dziennikarze podbijają bębenek, sugerując o co PSL mógłby zawalczyć. Skromnie ograniczają się jedynie do stanowisk ministerialnych. A co z agencjami i innymi urzędami różnego szczebla? Dlatego w kwestii tego cudu też jestem niedowiarkiem.

Czy telewizja rządowa zostanie wreszcie zwrócona właścicielom, czyli nam, widzom utrzymującym ją z abonamentu? To jeszcze trudniejsze niż uformowanie gabinetu. Wymagałoby od polityków samoograniczenia, którego istoty chyba w ogóle nie rozumieją. Dziś pewien były i zarazem nowy poseł zachwalał media konińskie, ganiąc poznańskie, do których zbyt rzadko jest zapraszany.

A jednak mały cud się chyba dziś zdarzył. Po raz pierwszy politycy PiS jak jeden mąż zbojkotowali ważną audycję telewizyjną. Wybrali udział w ważnym partyjnym konwentyklu. Ale chyba nie chodzi o realizację decyzji zapowiedzianej jakiś czas temu w ważnym tygodniku, którą tenże dziś przypomniał. Jeśli nie zdobędziemy 280 mandatów to…. Nie, proszę państwa, cuda się nie zdarzają, choć życie bez wiary w nie byłoby dość nudne.

A nuda w naszym wspaniałym kraju naprawdę nam nie grozi, choć niektórzy dziennikarze i komentatorzy pokątnie od wczoraj wyrażają taką obawę.

23 października 2007 (wtorek)
Sighs of relief!
Nie mogę sobie odmówić kilku cytatów z dzisiejszego Economist.com

(The) era of "terrible twins" is over.

Law and Justice … has been on a rumbustious crusade to rid Poland of the uklad …

Many Poles agreed with Law and Justice’s diagnosis of the danger of pervasive corruption, but found the medicine worse that the disease. The government’s favourite means were the use of highly politicised prosecutors against political opponents, and the vindicative and partial leaking of the secret-police files and material obtained by the intelligence agencies. Rather than building up independent institutions that Poland undoubtedly needs, the government tended to pack public bodies with its own people.

Foreigners found little to admire either. … The Kaczynskis liked to demand "solidarity" from their European allies, but demonstrated little themselves. Their foreign policy stance was ignorant, clumsy and suspicious.

Amid the sighs of relief, Civic Platform’s new government, probably in coalition with the moderate agrarian Polish Peasants’ Party, can expect a honeymoon at home and abroad. … Więcej

PS1: No i proszę. Nawet jedna z najbardziej prestiżowych gazet świata już przyswoiła sobie wiodące hasło ideologii rodem znad Wisły, panującej w latach 2005-2007: uklad. I jak oni tę wiedzę posiedli? Pewnie układ doniósł!

PS2: Ile czasu powinniśmy my, wyborcy, dać nowym na ów "miesiąc miodowy"? Opozycja, która jeszcze rządzi, rozliczać zwycięzców zaczęła zanim oficjalne wyniki wyborów zostały opublikowane. Wyborcy mają nieco więcej cierpliwości. Ale niewiele więcej.

21 października 2008
Chaotyczne rządy ze strasznymi bliźniakami w tle
Końca ery strasznych bliźniaków, niestety, nie widać. Wbrew temu co pisał rok temu Economist. W rządzie kilku fachowców jest. Ale w działaniach koalicji za dużo jednak chaosu, pustej gadaniny, obietnic, z których niewiele wychodzi. Prawdziwy niefart przyszedł kilka tygodni temu – światowy kryzys. Dziś o “irlandzkim cudzie” nikt już nie marzy. A masowy powrót do kraju rodaków wzbudza raczej niepokój niż euforię. Telewizji państwowej nie odzyskaliśmy. Osobiście przyzwyczaiłam się żyć bez niej. Mimo wszystko oddycha się lżej.

Reklama

2 KOMENTARZE

  1. PO-wspominajmy…
    Droga Nino

    Moje wspomnienia z lat 2005-2007 byly tak przepojone stechlym obrzydzeniem, ze poczucie ulgi, ktore nadeszlo pod wieczor 21.10.2007 – acz pozniej pare razy slablo – nadal silnie dominuje nad innymi emocjami o podlozu politycznym.

    Potrafie tez nadal przezywac takie drobne radosci, jak zapowiedz przyspieszenia wszystkich wyborow tak, aby odbyly sie jeszcze przed polska prezydencja w EU.

    Dopiero wtedy, kiedy we wszystkich waznych gabinetach bedzie juz wywietrzone po obu Kaczynskich i ich wiernej gwardii, przyjdzie czas, bym zaczal powaznie skupiac sie nad wadami politykow innych opcji, od Napieralskiego i Olejniczaka przez Tuska i Schetyne po Klopotka z Sawickim.

    Pozdrawiam

  2. Emocji miałem wtedy znacznie więcej!
    Dziś moja młodsza córka kończy roczek 🙂 Rok temu rano dołączyłem do żony w szpitalu. Przechodząc z patologii na porodówkę (bo początkowo na porodówce nie było miejsca), między jednym skurczem a drugim, żona zagłosowała w komisji w szpitalu – mamy fajną fotkę nad urną 🙂 Popołudniu szczęśliwie powitaliśmy córkę na tym świecie, a wieczorem doszła jeszcze radość z wyników wyborów – fajny dzień!