Reklama

Miałem wczoraj przyjemność obejrzeć wywiad z Adamem Michnikiem, w programie Tomasza Lisa, ?Tomasz Lis na żywo?, w telewizji publicznej.

Miałem wczoraj przyjemność obejrzeć wywiad z Adamem Michnikiem, w programie Tomasza Lisa, ?Tomasz Lis na żywo?, w telewizji publicznej. Jest to pierwszy dłuższy wywiad naczelnego ?Gazety Wyborczej? od kilku lat. Michnik nie wypowiada się od dłuższego czasu na tematy generalne polskiej polityki, poza rzeczami okazjonalnymi, takimi jak śmierć przyjaciela, czy jakieś rocznice. Można to nazwać wstrzemięźliwością, można to określić emigracją polityczną, choć przecież jego witryną jest w dalszym ciągu potężny głos opinii, jaką jest jego gazeta, choć stery bieżących wydań trzyma już ktoś inny.

Program obejrzałem w 2/3, ale na szczęście dziś można znaleźć w ?GW? jego pełny zapis. To dobrze, ponieważ ulotność słowa mówionego jest duża

Niestety, Tomasz Lis nie poprowadził tego wywiadu jak należy. Widać było, że osobowość Michnika go przytłoczyła, a może i sam nie był przygotowany do programu. Przez to wywiad nie był dyskursem na tematy bieżące polskiej polityki i sytuacji społecznej w Polsce, lecz raczej retrospektywą wszystkich poglądów Adama Michnika, jakie są znane od lat. Znane i akceptowane, lub odrzucane. Widać to było zresztą po wynikach sondy internetowej, gdzie 55% głosów było za poglądami AM, reszta przeciw. Szkoda, że Lis, uchodzący za najlepszego dziennikarza politycznego w Polsce, pozwala sobie na to, aby to dyskutant, nawet taki jak Michnik, przejmował lejce.

Nie ma co omawiać samego wywiadu, można go sobie spokojnie przeczytać. Generalnie Michnik, prawie dwadzieścia lat po Okrągłym Stole, broni w nim swoich wyborów i decyzji, które sprowadzały się do tego, że uważał on, że każdy, kto zdeklarował chęć do pracy dla nowej odrodzonej Polski, niezależnie od tego skąd przyszedł, ma prawo w niej działać i funkcjonować na równych prawach. Stąd dalej wynika jego sprzeciw dla sądowego rozliczania Wojciecha Jaruzelskiego, czy stosowania po latach procedur nowej weryfikacji, poprzez zabieranie emerytur, działaczy służb bezpieczeństwa PRL. Nie jest to wcale dziwne, ponieważ tego rodzaju poglądy Adam Michnik miał również przed rokiem 1989.

Tomasz Lis pytał Adama Michnika o rzeczy i sprawy na które odpowiedź już znamy – czyli o Instytut Pamięci Narodowej, Prawo i Sprawiedliwość, Jarosława Kaczyńskiego. W związku z tym nie usłyszeliśmy nic nowego, jak to co już znamy od lat. Jego argumenty i opinie, mogą być akceptowane lub odrzucane, w zależności od własnego osądu. Właśnie indywidualne spojrzenie na ważność pewnych zagadnień dla Polski jest tu sprawą kluczową.

Michnik zawsze i wszędzie jako głównego wroga odrodzenia się Polski i przeszkodę w wejściu na drogę pełnej demokracji widział w polskim nacjonalizmie i endecji. Nie przez przypadek też odwołuje się do lat 20. ubiegłego wieku i mordu na prezydencie Gabrielu Narutowiczu, co owocuje pielęgnowaną przez niego tezą o dwóch przeciwstawnych częściach Polski, narodu. Jest to teza, żywcem przeniesiona z okresu międzywojnia i zaadoptowana przez Adama Michnika do jego działalności politycznej po roku 1989. I nie dziwi w związku z tym jego wybór, który stawiał wyżej wartość kompromisu z komunistami nad rozliczenia i dopuszczenie do wykluczeń dużej części Polaków z życia społecznego.

Adam Michnik jest prywatną instytucją polityczną i punktem odniesienia dla wielu. Dlatego jego głos w debacie politycznej jest dalej ważny. Jego postawa jednak z biegiem lat staje się dogmatyczna. Trudno jednak by było wymagać od niego, aby nagle się zmienił, będąc jednym z bardziej aktywnych i sprawczych uczestników tamtych wydarzeń – a także wywierając przez lata przemożny wpływ na scenę polityczną – choć zupełnie niewspółmiernie wyolbrzymiany. Jego siła oddziaływania wynikała ze słabości jego konkurencji politycznej. Widać to i dziś, gdzie prawdziwa prawica konserwatywna, nie mówiąc o endecji jest praktycznie na marginesie politycznym. Nawet intelektualne think tanki, takie jak Ośrodek Myśli Politycznej, czy Teologia Polityczna mają znaczenie marginalne.

Adam Michnik jednak powinien już odejść. Jest już zmęczony i wypalony. Jego rola sprawcza została zakończona, nie jest konieczne trzymanie przez niego sztandaru demokracji. Społeczeństwo samo sobie poradziło z bolszewią Kaczyńskiego, w odpowiednim momencie zrozumiało niebezpieczeństwo, jakie grozi z tej strony. Dobrze się czyta eseistykę Michnika, najlepszą eseistykę historyczną w polskiej publicystyce. To jest pole działania dla niego.

Michnik i ?GW? nie były dla mnie wyrocznią polityczną i drogowskazem. Dlatego ze spokojem przyjmuję jego argumenty, jak również jego fobie. Nie rozumiem natomiast tych, którzy przez lata go popierając, nagle chcą mu brać za złe jego układ i obronę Wojciecha Jaruzelskiego, czy wódeczkę w Magdalence.
Pragmatyka i wyższy interes państwa może być rozumiany wieloznacznie, w zależności od celu, jaki się chce osiągnąć Michnik nigdy nie ukrywał tego, że dla niego, praktycznie za każdą cenę, najważniejszy jest konsensus społeczny, który wymagał obcięcia skrzydeł ekstremistów. I jego pogląd się sprawdził, co potwierdził krótki epizod rządów Jarosława Kaczyńskiego.

Azrael

http://wyborcza.pl/1,75248,5880151,Michnik_u_Lisa__W_Polsce_wszystko_jest_mozliwe__nawet.html

Reklama

12 KOMENTARZE

  1. Moje trzy grosze…
    “Michnik i ?GW? nie były dla mnie wyrocznią polityczną i drogowskazem. Dlatego ze spokojem przyjmuję jego argumenty, jak również jego fobie. Nie rozumiem natomiast tych, którzy przez lata go popierając, nagle chcą mu brać za złe jego układ i obronę Wojciecha Jaruzelskiego, czy wódeczkę w Magdalence. Pragmatyka i wyższy interes państwa może być rozumiany wieloznacznie, w zależności od celu, jaki się chce osiągnąć Michnik nigdy nie ukrywał tego, że dla niego, praktycznie za każdą cenę, najważniejszy jest konsensus społeczny, który wymagał obcięcia skrzydeł ekstremistów. I jego pogląd się sprawdził, co potwierdził krótki epizod rządów Jarosława Kaczyńskiego.”

    Na ten cytat mam taki “mężczyznę poznaje się po tym jak kończy”. Dla ułatwienia – to nie Miller go wymyślił.

    Do rzeczy – ustalmy jedno:
    Michnik dostał prywatny prezent od komuny. Dostał gazetę. Dostał kontyngenty papieru, możliwość druku. Jego gazeta była JEDYNĄ codzienną o zasięgu ogólnopolskim. Znaczek “Solidarności” przyklepał pozycję. Przy odbieraniu mu tego PRZYWILEJU nagle okazało się, że to gazeta prywatna. Założona przez trzech (sorry) gołodupców, korzystających z PRZYWILEJU nadanego mu przez komunę. Mogę to zrozumieć i nie potępiać. Miał szansę i z niej skorzystał. Jego prawo. Ale NIKT nie nadał mu prawa do bycia, latami całymi, jedyną słuszna wyrocznią. On sobie sam to miano przywłaszczył. Każdy, kto nie zgadzał się z Nadredaktorem, był obwołany “oszołomem” itp. Przypomniano mu ostatnio co o Wałęsie wypisywał. Pamiętacie? Ja sam rzygałem plotkami, które słyszałem w ROAD-zie podczas kampanii prezydenckiej, w której Mazowiecki nawet z Tymińskim przerżnął.

    Dziś jest całkiem inna sytuacja. Przede wszystkim jest internet, gdzie wiele “zaniepokojonych doniesień” można zweryfikować. W tym – kłamstwa, pomówienia i inne “zajawki” w wykonaniu Pana Adama i jego wiernych piesków. Tak! Wiernych piesków. Nie boję się tego określenia.

    Demokracja cechuje się tym, że KAŻDY ma szansę zaistnieć politycznie. Mamy przykłady neofaszystów w Niemczech. Czy ktoś im obiera prawo istnienia? Nie! Takie prawo demokracji.
    U nas mieliśmy Leppera. Tylko, że NIKT z tych Wybitnych Autorytetów Dziennikarstwa (z panem Adamem włącznie) nie zadał sobie najmniejszego trudu by dociec dlaczego Lepper
    osiągnął aż tak wiele. Z obroną przez Komitet Helsiński – za wyrok ws. słynnych pytań w Sejmie włącznie.

    Azrael po prostu nie chce przyjąć do wiadomości, że to właśnie nasza tzw. demokracja wykreowała wielu, którzy po prostu nie powinni nawet zaistnieć politycznie.
    A przecież oni są dziećmi tego kwasimodycznego systemu, który latami nam serwowano jako
    sukces. Takim dzieckiem jest Tusk, Kaczyński, Lepper czy Pawlak. Przecież oni wszyscy to najzwyklejsi ekstremiści. Żadni władzy, przywilejów – a tak naprawdę – żądni kasy z naszych podatków. Takie elity sobie sami wyhodowaliśmy. Nie jest istotne, że mam prawego, uczciwego sąsiada, któremu jestem gotów zaufać i oddać na niego swój głos. Ważna jest przynależność partyjna. To chore. Jak cała III RP.

  2. Moje trzy grosze…
    “Michnik i ?GW? nie były dla mnie wyrocznią polityczną i drogowskazem. Dlatego ze spokojem przyjmuję jego argumenty, jak również jego fobie. Nie rozumiem natomiast tych, którzy przez lata go popierając, nagle chcą mu brać za złe jego układ i obronę Wojciecha Jaruzelskiego, czy wódeczkę w Magdalence. Pragmatyka i wyższy interes państwa może być rozumiany wieloznacznie, w zależności od celu, jaki się chce osiągnąć Michnik nigdy nie ukrywał tego, że dla niego, praktycznie za każdą cenę, najważniejszy jest konsensus społeczny, który wymagał obcięcia skrzydeł ekstremistów. I jego pogląd się sprawdził, co potwierdził krótki epizod rządów Jarosława Kaczyńskiego.”

    Na ten cytat mam taki “mężczyznę poznaje się po tym jak kończy”. Dla ułatwienia – to nie Miller go wymyślił.

    Do rzeczy – ustalmy jedno:
    Michnik dostał prywatny prezent od komuny. Dostał gazetę. Dostał kontyngenty papieru, możliwość druku. Jego gazeta była JEDYNĄ codzienną o zasięgu ogólnopolskim. Znaczek “Solidarności” przyklepał pozycję. Przy odbieraniu mu tego PRZYWILEJU nagle okazało się, że to gazeta prywatna. Założona przez trzech (sorry) gołodupców, korzystających z PRZYWILEJU nadanego mu przez komunę. Mogę to zrozumieć i nie potępiać. Miał szansę i z niej skorzystał. Jego prawo. Ale NIKT nie nadał mu prawa do bycia, latami całymi, jedyną słuszna wyrocznią. On sobie sam to miano przywłaszczył. Każdy, kto nie zgadzał się z Nadredaktorem, był obwołany “oszołomem” itp. Przypomniano mu ostatnio co o Wałęsie wypisywał. Pamiętacie? Ja sam rzygałem plotkami, które słyszałem w ROAD-zie podczas kampanii prezydenckiej, w której Mazowiecki nawet z Tymińskim przerżnął.

    Dziś jest całkiem inna sytuacja. Przede wszystkim jest internet, gdzie wiele “zaniepokojonych doniesień” można zweryfikować. W tym – kłamstwa, pomówienia i inne “zajawki” w wykonaniu Pana Adama i jego wiernych piesków. Tak! Wiernych piesków. Nie boję się tego określenia.

    Demokracja cechuje się tym, że KAŻDY ma szansę zaistnieć politycznie. Mamy przykłady neofaszystów w Niemczech. Czy ktoś im obiera prawo istnienia? Nie! Takie prawo demokracji.
    U nas mieliśmy Leppera. Tylko, że NIKT z tych Wybitnych Autorytetów Dziennikarstwa (z panem Adamem włącznie) nie zadał sobie najmniejszego trudu by dociec dlaczego Lepper
    osiągnął aż tak wiele. Z obroną przez Komitet Helsiński – za wyrok ws. słynnych pytań w Sejmie włącznie.

    Azrael po prostu nie chce przyjąć do wiadomości, że to właśnie nasza tzw. demokracja wykreowała wielu, którzy po prostu nie powinni nawet zaistnieć politycznie.
    A przecież oni są dziećmi tego kwasimodycznego systemu, który latami nam serwowano jako
    sukces. Takim dzieckiem jest Tusk, Kaczyński, Lepper czy Pawlak. Przecież oni wszyscy to najzwyklejsi ekstremiści. Żadni władzy, przywilejów – a tak naprawdę – żądni kasy z naszych podatków. Takie elity sobie sami wyhodowaliśmy. Nie jest istotne, że mam prawego, uczciwego sąsiada, któremu jestem gotów zaufać i oddać na niego swój głos. Ważna jest przynależność partyjna. To chore. Jak cała III RP.

  3. Moje trzy grosze…
    “Michnik i ?GW? nie były dla mnie wyrocznią polityczną i drogowskazem. Dlatego ze spokojem przyjmuję jego argumenty, jak również jego fobie. Nie rozumiem natomiast tych, którzy przez lata go popierając, nagle chcą mu brać za złe jego układ i obronę Wojciecha Jaruzelskiego, czy wódeczkę w Magdalence. Pragmatyka i wyższy interes państwa może być rozumiany wieloznacznie, w zależności od celu, jaki się chce osiągnąć Michnik nigdy nie ukrywał tego, że dla niego, praktycznie za każdą cenę, najważniejszy jest konsensus społeczny, który wymagał obcięcia skrzydeł ekstremistów. I jego pogląd się sprawdził, co potwierdził krótki epizod rządów Jarosława Kaczyńskiego.”

    Na ten cytat mam taki “mężczyznę poznaje się po tym jak kończy”. Dla ułatwienia – to nie Miller go wymyślił.

    Do rzeczy – ustalmy jedno:
    Michnik dostał prywatny prezent od komuny. Dostał gazetę. Dostał kontyngenty papieru, możliwość druku. Jego gazeta była JEDYNĄ codzienną o zasięgu ogólnopolskim. Znaczek “Solidarności” przyklepał pozycję. Przy odbieraniu mu tego PRZYWILEJU nagle okazało się, że to gazeta prywatna. Założona przez trzech (sorry) gołodupców, korzystających z PRZYWILEJU nadanego mu przez komunę. Mogę to zrozumieć i nie potępiać. Miał szansę i z niej skorzystał. Jego prawo. Ale NIKT nie nadał mu prawa do bycia, latami całymi, jedyną słuszna wyrocznią. On sobie sam to miano przywłaszczył. Każdy, kto nie zgadzał się z Nadredaktorem, był obwołany “oszołomem” itp. Przypomniano mu ostatnio co o Wałęsie wypisywał. Pamiętacie? Ja sam rzygałem plotkami, które słyszałem w ROAD-zie podczas kampanii prezydenckiej, w której Mazowiecki nawet z Tymińskim przerżnął.

    Dziś jest całkiem inna sytuacja. Przede wszystkim jest internet, gdzie wiele “zaniepokojonych doniesień” można zweryfikować. W tym – kłamstwa, pomówienia i inne “zajawki” w wykonaniu Pana Adama i jego wiernych piesków. Tak! Wiernych piesków. Nie boję się tego określenia.

    Demokracja cechuje się tym, że KAŻDY ma szansę zaistnieć politycznie. Mamy przykłady neofaszystów w Niemczech. Czy ktoś im obiera prawo istnienia? Nie! Takie prawo demokracji.
    U nas mieliśmy Leppera. Tylko, że NIKT z tych Wybitnych Autorytetów Dziennikarstwa (z panem Adamem włącznie) nie zadał sobie najmniejszego trudu by dociec dlaczego Lepper
    osiągnął aż tak wiele. Z obroną przez Komitet Helsiński – za wyrok ws. słynnych pytań w Sejmie włącznie.

    Azrael po prostu nie chce przyjąć do wiadomości, że to właśnie nasza tzw. demokracja wykreowała wielu, którzy po prostu nie powinni nawet zaistnieć politycznie.
    A przecież oni są dziećmi tego kwasimodycznego systemu, który latami nam serwowano jako
    sukces. Takim dzieckiem jest Tusk, Kaczyński, Lepper czy Pawlak. Przecież oni wszyscy to najzwyklejsi ekstremiści. Żadni władzy, przywilejów – a tak naprawdę – żądni kasy z naszych podatków. Takie elity sobie sami wyhodowaliśmy. Nie jest istotne, że mam prawego, uczciwego sąsiada, któremu jestem gotów zaufać i oddać na niego swój głos. Ważna jest przynależność partyjna. To chore. Jak cała III RP.