Miś się wita.

Prześlij dalej:

Tyle jest w telewizji, prasie mówione i pisane o tym jak się rzeczy polskie mają i dlaczego tak się mają. Czy warto dodawać do tego coś jeszcze? Nie wiem. Zgadzam się z tym, że są ludzie ode mnie mądrzejsi, którzy lepiej oddadzą istotę poruszanych przeze mnie tematów. Zgadzam się też z tym, że te kwestie spotkają się z wszelaką krytyką, także tą krytyką najniższych lotów – no cóż, jakoś trzeba będzie przez to przebrnąć. Czy warto? Zobaczymy.
Tyle tytułem wstępu, jako, że jest to mój pierwszy wpis.

Od czego zacząć? W chwili gdy piszę te zdania mam w głowie wiele propozycji. A może zacznijmy inaczej? Zastanówmy się nad celem niniejszej publikacji, jeżeli na takowe określenie to zasługuje. Po cóż mi to całe brnięcie w najgorsze odmęty patologii i obrzydliwości, na temat których chcę się rozpisywać? „Dajże spokój już człowieku, nikt nie chce słuchać tych ciężkich tematów” - mówią mi znajomi. Nikt? Nie sądzę. A jeśli się mylę to naprostujcie proszę mój światopogląd. Jaki jest wszakże ten cel? Chyba sam sobie na tak zadane pytanie nie potrafię odpowiedzieć. Być może to pewien rodzaj terapii, przechodzącej w oczyszczenie z brudu, w którym prawie każdego dnia maczają mnie moralizatorzy, którzy odrzucili rozum, logikę, etykę i przede wszystkim instynkt samozachowawczy.

Nie chcę przy pierwszym wpisie wdawać się szczegółowo w jakiś konkretny temat. Chciałbym jedynie w bardzo ogólnej treści postawić tezę, że to co dzisiaj określamy systemem, ustrojem, ładem, standardami, czy też wreszcie państwem, się nam najzwyczajniej mówiąc nie udało. Dlaczego tak uważam? Aby zaoszczędzić Wasz czas skupię się jedynie na trzech aspektach – gospodarka, społeczeństwo, elity.

Zacznijmy od tej pierwszej. Wielu z Was za pewne na wstępie zacznie powoływać się na statystykę makroekonomiczną pokazującą coroczny wzrost wartości wyprodukowanych towarów i usług. Rozumiem, że wierzycie iż to jest właśnie wyznacznik dobrobytu i rozwoju. Niestety jesteście w błędzie i postaram się Wam to wyjaśnić najprościej jak tylko potrafię. Weźmy przykładową rodzinę, w skład której wchodzi kobieta, mężczyzna (o zgrozo!) + dwójka dzieci. Powiedzcie mi moi drodzy co ich do stu diabłów obchodzi ile danego roku wyprodukowano towarów i usług i ile z tego przypada na każdego z nich? Prawie nic. Dla nich istotą sprawy jest to aby mogli znaleźć zatrudnienie, które umożliwi im utrzymanie oraz życie bez przymusu błagania o jałmużnę. Wyznacznikiem dobrobytu i rozwoju nie jest wcale wyżej wymieniony wskaźnik i chętnie opiszę to bardziej szczegółowo.

Co do społeczeństwa. Wielu z nas za pewne twierdzi, że jesteśmy bardzo specyficznym zlepkiem ludzi zamieszkującą pewien wycinek świata. Żywiołem który posiada unikalne cechy (najczęściej te negatywnie pobrzmiewające). Otóż, tutaj również należy się wyjaśnienie, gdyż jesteśmy bardzo podobni do innych społeczeństw, które spotkała podobna historia. Wydaje nam się, że spoglądanie w kierunku zachodzącego słońca wyleczy wszystkie nasze kompleksy, wady, niedomagania. Bynajmniej. Wraz z zachodzącym Słońcem zmierzcha również ta cywilizacja i im szybciej to zrozumiemy, tym szybciej będziemy mogli ją uratować.

I wreszcie na koniec. Rzecz dla mnie najbardziej przykra i wprawiająca mnie w smutek. Fakt, że od bez mała ćwierćwiecza posiadając (prawie) wolność wypowiedzi nie potrafiliśmy wyłonić ze swojego społeczeństwa elit, które stałyby na straży naszych interesów. Co gorsza wybieraliśmy elity, które zupełnie jawnie lat temu trzydzieści i więcej odbierały nam wolność.

Strony

1678 liczba odsłon

Autor artykułu: Miś wesoły