Reklama

Ostatnio zauważyłem odmienne podejście naszych rodaków do postrzegania wartosci liczbowych.
By nie być gołosłownym, skorzystam z kilku prostych przykładów – zagranicznych i krajowych.


Ostatnio zauważyłem odmienne podejście naszych rodaków do postrzegania wartosci liczbowych.
By nie być gołosłownym, skorzystam z kilku prostych przykładów – zagranicznych i krajowych.

Reklama

1. Komentatorzy ekonomiczni głośno dyskutowali nad ubiegłotygodniową zmianą kursu franka szwajcarskiego wobec euro. Frank osłabił się z 1,4658 na 1,4695 ! Większość komentatorów uznała, że kryje się za tym interwencja Banku Narodowego Szwajcarii, który chce zapobiec zbytniej aprecjacji (wzrostowi kursu – wyjaśnienie dla “niewykształciuchów”, których tu ostatnio znacznie przybyło) franka. No i jak widać, zapobiegli 🙂
Dla nas takie działania są zupełnie abstrakcyjne, gdyż rząd RP zapowiedział interwencję, gdy kurs złotego wobec euro leciuchno się zmienił (trwało, to co prawda ponad rok) z 3,30 na 4,90. I słusznie. Już od szkoły podstawowej, większość z nas ma uraz do “jakichśtam ułamków”

2. W Japonii opublikowano dane statystyczne na temat transportu krajowego w 2009 roku. Podają one m/in. czas spóźnień (w stosunku do rozkładu jazdy) szybkiej kolei Shinkasen. Okazało się, że sumaryczny czas wszystkich spóżnień w sieci Shinkasen, wyniósł w 2009 roku – 9 minut (słownie: dziewięć minut). W pełni rozumiem podejście PKP, że nie pokusiła się o podobne zestawienie. Wytłumaczenie jest bardzo proste – jeszcze nie skonstruowano takiego kalkulatora, który jest w stanie wyświetlić taką sumę, wyrażoną w minutach. Chyba, żebyśmy na doby liczyli, to co innego.

3. Zapatrzony w Japończyków, poseł Mirosław Sekuła, ogłosił 10 minutową przerwę, którą zakończył po 6 minutach. Po odbyciu, stosownego dialogu wewnętrznego, aczkolwiek głośno werbalizowanego, zakończył posiedzenie komisji śledczej.
I co ? Łyso wam, Japończycy ?

4. Kadencja JE Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, upływa za 310 dni. Jego brat, znany ostatnio jako Captain Hook, zrobi wszystko, aby ją przedłużyć o kolejne (ok.) 1800 dni. Mimo niechęci rodaków do małych liczb, nie sądzę by większość z nich, mogła zaakceptować taką perspektywę.

5. Śnieg ma padać jeszcze minimum przez 5 tygodni. Czyli “szeroko”, z gestem. po naszemu 🙂

Reklama
Poprzedni artykułCenzura to trend, a nie przypadek
Następny artykułNa jaką partię byś głosował/a?

30 KOMENTARZE

  1. Po przeczytaniu Twojego
    Po przeczytaniu Twojego tekstu pomyślało mi się, że ewentualną wojnę jądrową przeżyją tylko karaluchy i my. Pokaż mi Japończyka który przeżyje podróż z Lądka Zdroju do Warszawy, z przesiadką w Wałbrzychu, zimą. Kilka godzin szybką koleją po polsku kilka godzin do Wałbrzycha a tam, na nieogrzewanym dworcu z niedomykającymi się drzwiami, na drewnianej, wygodnej do bólu tyłka ławce, kilkanaście godzin czekania na nieodwołane połączenie do stolicy. Bez możliwości wypicia czegokolwiek, o jedzeniu nie wspomnę. A Polak da radę!

      • Bo On taki więcej abstynent
        Bo On taki więcej abstynent jest, mogłam o tym nie wspominać, bo teraz mi głupio, że taki przykład niestatystyczny podałam, jeno odmieńca takiego.;) Weź jednak pod uwagę, że i taki od Japończyka lepszy pod każdym względem jest. Jeśli On da radę, to NORMALNY Polak tym bardziej tym więcej.:)

        Pozdrowienia odwzajemniam.:)

  2. Po przeczytaniu Twojego
    Po przeczytaniu Twojego tekstu pomyślało mi się, że ewentualną wojnę jądrową przeżyją tylko karaluchy i my. Pokaż mi Japończyka który przeżyje podróż z Lądka Zdroju do Warszawy, z przesiadką w Wałbrzychu, zimą. Kilka godzin szybką koleją po polsku kilka godzin do Wałbrzycha a tam, na nieogrzewanym dworcu z niedomykającymi się drzwiami, na drewnianej, wygodnej do bólu tyłka ławce, kilkanaście godzin czekania na nieodwołane połączenie do stolicy. Bez możliwości wypicia czegokolwiek, o jedzeniu nie wspomnę. A Polak da radę!

      • Bo On taki więcej abstynent
        Bo On taki więcej abstynent jest, mogłam o tym nie wspominać, bo teraz mi głupio, że taki przykład niestatystyczny podałam, jeno odmieńca takiego.;) Weź jednak pod uwagę, że i taki od Japończyka lepszy pod każdym względem jest. Jeśli On da radę, to NORMALNY Polak tym bardziej tym więcej.:)

        Pozdrowienia odwzajemniam.:)

    • Kolega, zdaje się uległ powszechnemu mechanizmowi
      -regule skojarzenia. Negatywne emocje, związane z treścią informacji, przerzuca się na jej “dostarczyciela”, obarczając go odpowiedzialnością, za niezawinione przez niego zdarzenia.
      Mechanizm powszechnie znany już od czasów starożytnej Persji, gdzie wiadomo, co robiono z posłańcami “złych wieści”.

      Obarczanie odpowiedzialnością za złą pogodę jej prezenterów, ma długą tradycję. W USA miało miejsce wiele gróźb karalnych typu : “jak nie przestanie padać, to cię zabiję”. Zdarzały się także rękoczyny wobec prezenterów. Tak więc Twoja groźba to nic nowego, chociaż do roli prezentera pogody, na szczęście nie pretenduję, chociaż pensji to im zazdroszczę 🙂

      Mam też czasem satysfakcję, widząc jak się gimnastykują z przyklejonym do ust głupim uśmieszkiem (bycie gwiazdą zobowiązuje), tłumacząc: “że będzie padać i padać – ale to dobrze, bo niektórzy nie mieli jeszcze ferii”. Ciekawe qrwa, jak na te ferie dojadą.

      PS
      Też mieszkam na wsi i tak naprawdę to już bliski załamania jestem. Punkt 5 dodałem z uwagi na urzędowy optymizm 🙂
      Oszczędź więc me marne życie. Zabij np. Kreta, albo inną pogodo-celebrytkę 🙂

      • Myślisz, że w mieście jest lepiej?
        Na głównych szlakach może i owszem, ale boczne uliczki to hektolitry burej brei, rozdeptanej, rozjeżdżonej i mlaszczącej pod stopami. Pomiędzy korytami lodowych strumyków, które kiedyś były jezdnią lub chodnikiem – sięgające kolan brudnoszare hałdy jełczejącego śniegu. Na wsi to przynajmniej ten śnieg prawdziwy macie…
        Dlatego nawet, jeśli Matka Ci odpuści 5, to ja Ci nie zapomnę tego “minimum” 🙂

    • Kolega, zdaje się uległ powszechnemu mechanizmowi
      -regule skojarzenia. Negatywne emocje, związane z treścią informacji, przerzuca się na jej “dostarczyciela”, obarczając go odpowiedzialnością, za niezawinione przez niego zdarzenia.
      Mechanizm powszechnie znany już od czasów starożytnej Persji, gdzie wiadomo, co robiono z posłańcami “złych wieści”.

      Obarczanie odpowiedzialnością za złą pogodę jej prezenterów, ma długą tradycję. W USA miało miejsce wiele gróźb karalnych typu : “jak nie przestanie padać, to cię zabiję”. Zdarzały się także rękoczyny wobec prezenterów. Tak więc Twoja groźba to nic nowego, chociaż do roli prezentera pogody, na szczęście nie pretenduję, chociaż pensji to im zazdroszczę 🙂

      Mam też czasem satysfakcję, widząc jak się gimnastykują z przyklejonym do ust głupim uśmieszkiem (bycie gwiazdą zobowiązuje), tłumacząc: “że będzie padać i padać – ale to dobrze, bo niektórzy nie mieli jeszcze ferii”. Ciekawe qrwa, jak na te ferie dojadą.

      PS
      Też mieszkam na wsi i tak naprawdę to już bliski załamania jestem. Punkt 5 dodałem z uwagi na urzędowy optymizm 🙂
      Oszczędź więc me marne życie. Zabij np. Kreta, albo inną pogodo-celebrytkę 🙂

      • Myślisz, że w mieście jest lepiej?
        Na głównych szlakach może i owszem, ale boczne uliczki to hektolitry burej brei, rozdeptanej, rozjeżdżonej i mlaszczącej pod stopami. Pomiędzy korytami lodowych strumyków, które kiedyś były jezdnią lub chodnikiem – sięgające kolan brudnoszare hałdy jełczejącego śniegu. Na wsi to przynajmniej ten śnieg prawdziwy macie…
        Dlatego nawet, jeśli Matka Ci odpuści 5, to ja Ci nie zapomnę tego “minimum” 🙂

  3. Nie wspieram Cię w temacie nr. 5. Ma być 10 tygodni.
    Nie ma nic piękniejszego jak śnieg, lawiny, mróz, zamarznięty Bałtyk, szron na szybach, sanie, konie napadające ludzi na Krupówkach, ogień w kominku i ciepłe piwko z sokiem w ręku. Szkoda tylko, że na tę porę roku przypadają Walentynki. To jedyny dzień, który troszkę zaburza mi całą przyjemność. Kurna sam muszę wtedy łazić po piwo do lodówy.

  4. Nie wspieram Cię w temacie nr. 5. Ma być 10 tygodni.
    Nie ma nic piękniejszego jak śnieg, lawiny, mróz, zamarznięty Bałtyk, szron na szybach, sanie, konie napadające ludzi na Krupówkach, ogień w kominku i ciepłe piwko z sokiem w ręku. Szkoda tylko, że na tę porę roku przypadają Walentynki. To jedyny dzień, który troszkę zaburza mi całą przyjemność. Kurna sam muszę wtedy łazić po piwo do lodówy.