Reklama

Parę kliknięć w Internecie i o Ludmile Kozłowskiej można się dowiedzieć wszystkiego co najgorsze, a dobrego to tam nie ma wcale. Jej zajęcie to dobrze opłacane prowokacje i tak naprawdę mało ważne kto jej płaci, chociaż powszechnie wiadomo, że jest powiązana z Sorosem i Dukaczewskim, który zasiada w radzie fundacji „Otwarty Dialog”. Ktoś taki w każdym państwie szanującym swoje bezpieczeństwo dawno zostałby zneutralizowany. W Polsce kochanka szemranych polityków, związana z groteskową postacią, która na papierze jest jej mężem, przez dwa lata robiła za jedną z liderek „demokratycznych” protestów.

Pierwsze logiczne pytanie, jakie się nasuwa brzmi bardzo prosto. Jak to się stało, że Ukrainka przyjechała do Polski walczyć o prawa Polaków, podczas gdy w jej kraju zamordysta Putin morduje Ukraińców? Pytanie proste to i nazbyt skomplikowanej odpowiedzi nie ma co szukać. Nie o żadne prawa człowieka chodzi, ale wręcz przeciwnie, Ludmiła Kozłowska i Bartosz Kramek mieli zlecenie na wywrócenie do góry nogami porządku demokratycznego i robili to w obcym interesie politycznym. Polska to nie USA, gdzie z „obrońcami demokracji” nikt się nie cacka. Z drugiej strony „w mylnym błędzie” są wszyscy, którym się wydaje, że takie figury nie miałyby prawa oficjalnie funkcjonować na przykład w Niemczech. Niestety, a może „stety”, bo na niemieckim bezpieczeństwie to mi wcale nie zależy, Kramek i Kozłowska działaliby w Niemczech z pełną swobodą. Nie oznacza to jednak, że mieliby taką pozycję, jaką dostali w Polsce.

Wywiady dobrze zorganizowanych państw z wielu względów nie robią pokazówek i nie wydalają w widowiskowy sposób agentury i tak zwanych agentów wpływu. Wszelkiej maści płatni szkodnicy są pod ścisłą kontrolą kontrwywiadów, choćby po to, aby poznać plany mocodawców, a czasami samych mocodawców. Na czym w takim razie polega wyjątkowa bezczelność i nietykalność, jaką się cieszyła Kozłowska i jej papierowy mąż? Wszystko się rozbija o sprawność państwa polskiego, szczególnie w obszarze służb specjalnych, suwerenności i siły politycznej. Polska nie wydaliła Kozłowskiej w wyniku sprawnego działania i całkowicie suwerennej decyzji, którą daje polityczny potencjał na arenie międzynarodowej. Polska przez dwa lata była praktycznie bezradna wobec płatnych prowokatorów, którym parasol ochronny dały światowe potęgi, decydujące o losach wielu krajów.

Nie ma zatem najmniejszego znaczenia, że w Niemczech, czy w Szwajcarii takich fundacji i „bojowniczek o demokrację” znajdziemy pod dostatkiem i czasami ich działania są znacznie bardziej bulwersujące niż wygłupy fundacji „Otwarty Dialog”. Dość przypomnieć agresję obecnie dogorywającego „Femenu”, takie „atrakcje” znajdziemy w prawie każdym państwie. Istotne jest, co państwa z podobnymi wrzodami mogą w ramach suwerennej decyzji uczynić i jaką siłę przebicia mają te wrzody na zdrowej tkance społecznej. W jednym i drugim przypadku Polska wygląda kiepsko. Zaczynając od siły przebicia widać gołym okiem, że Ludmiła i reszta KOD-ów mają miejsce na czołówkach medialnych, co się ściśle wiąże z tym, do kogo te media należą. Co do suwerennej decyzji jest równie kiepsko, bo każdy ruch Polski jest poddawany histerycznej i reżyserowanej krytyce zawsze odnoszącej się do „praw człowieka”, czy „wartości europejskich”.

Mamy taki stan posiadania, jaki mamy i aby go zmienić, trzeba brutalnie zdiagnozować rzeczywistość. Ludmiła Kozłowska swoją działalnością na terenie naszego kraju dała popis bezczelności i obnażyła słabość Polski. Fakt, że w końcu szkodnik został deportowany, a cała „fundacja” skompromitowana jest bardzo dobrą informacją. Gorzej, że stało się to po wyrządzeniu setki szkód Polsce, czemu Polska musiała się biernie przyglądać, bo nie wierzę, że zabrakło politycznej woli, zabrakło politycznej siły. Pretensji do Polski nie mam, tyle w tej chwili jesteśmy w stanie zrobić i dobrze, że zrobiliśmy, na resztę przyjdzie ciężko zapracować.

Reklama
Poprzedni artykułNajgorzej się sprzedają nowe świeckie tradycje – bankructwo Michnika
Następny artykułKampania bez niespodzianek „Opozycja” straszy Kaczyńskim, a PiS podaje konkrety
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

26 KOMENTARZE

  1. Skoro mowa o bezczelności, to

    Skoro mowa o bezczelności, to Janecki w TyleWizji, dzisiaj wytłumaczył, że te liczne grupki byczków, jakie widzimy codziennie na ulicach naszych miast, to są turyści, którzy walą do nas, bo zachodu już nie cierpią. Ja natomiast zastanawiam się czy te 500+nie jest przypadkiem właśnie dla nich przeznaczone.

  2. Skoro mowa o bezczelności, to

    Skoro mowa o bezczelności, to Janecki w TyleWizji, dzisiaj wytłumaczył, że te liczne grupki byczków, jakie widzimy codziennie na ulicach naszych miast, to są turyści, którzy walą do nas, bo zachodu już nie cierpią. Ja natomiast zastanawiam się czy te 500+nie jest przypadkiem właśnie dla nich przeznaczone.

  3. Wystarczy sobie przypomnieć

    Wystarczy sobie przypomnieć jak to w owym czasie internet dawno huczał o Kozłowskiej i Kramku, a pan "minister koordynator" zwlekał kilka dni z wysłaniem swoich ludzi dając wszystkim czas na posprzątanie papierów i dysków.

    Więc jeśli mamy sytuację brutalnie diagnozować to brutalnie powiem, że ryba psuje się od głowy. A Polska (co to niby "wstaje z kolan") swoich służb jak nie miała tak nie ma dalej.

    Smutna refleksja się nasuwa – jeśli my (a właściwie to konkretnie PiS, nie ma co owijać w bawełnę) nie potrafimy sobie poradzić z jakimś jednym Kramkiem to co tu w ogóle mówić o profesjonalnych służbach typu BND, KGB czy Mossad… Kamieni kupa i tyle. No i wcale bym się też nie zdziwił gdyby się okazało, że większość energii "naszych" służb jest kierowana na szukanie "faszystów".

  4. Wystarczy sobie przypomnieć

    Wystarczy sobie przypomnieć jak to w owym czasie internet dawno huczał o Kozłowskiej i Kramku, a pan "minister koordynator" zwlekał kilka dni z wysłaniem swoich ludzi dając wszystkim czas na posprzątanie papierów i dysków.

    Więc jeśli mamy sytuację brutalnie diagnozować to brutalnie powiem, że ryba psuje się od głowy. A Polska (co to niby "wstaje z kolan") swoich służb jak nie miała tak nie ma dalej.

    Smutna refleksja się nasuwa – jeśli my (a właściwie to konkretnie PiS, nie ma co owijać w bawełnę) nie potrafimy sobie poradzić z jakimś jednym Kramkiem to co tu w ogóle mówić o profesjonalnych służbach typu BND, KGB czy Mossad… Kamieni kupa i tyle. No i wcale bym się też nie zdziwił gdyby się okazało, że większość energii "naszych" służb jest kierowana na szukanie "faszystów".