Reklama

Boże Narodzenie kojarzy mi się z rozważaniami o wyższości tych Świąt nad …nie ,nie Wielkanocnymi, ale nad dylematem więźnia. Dla przypomnienia, oto krótki opis sytuacji.


Boże Narodzenie kojarzy mi się z rozważaniami o wyższości tych Świąt nad …nie ,nie Wielkanocnymi, ale nad dylematem więźnia. Dla przypomnienia, oto krótki opis sytuacji.

Jest dwóch więźniów w osobnych celach. Obaj ostro podpadli, obaj też są potwornie przerażeni.

Sprawa dobrze znana jak świat. Jeśli żaden z osadzonych nie zdradzi drugiego, obu można udowodnić tylko mniejsze przestępstwo. Bo ja wiem, przekroczenie jakiegoś limitu, albo coś w tym stylu. Tak więc solidarnie rzecz biorąc, obaj znacznie lepiej wychodzą na milczeniu. Patrząc jednak ze swojego jak najbardziej po ludzku egoistycznego punktu widzenia, każdy indywidualnie lepiej wyjdzie na zdradzie.

Dobrze wiedzą o tym ci, którym przydarzyło się w podobną grę grać.

Jeśli, jako więźniowie współpracujemy ze sobą („zachowujemy milczenie”), każdy z nas dostanie trzy punkty (to jest „nagroda”); jeśli obaj zdradzimy, każdy dostaje jeden punkt („kara”). Jeśli jednak jeden zdradza, a drugi współpracuje, ten który współpracuje, niedostaje niczego („zapłata frajera”), a zdrajca dostaje pięć punktów („pokusa”). Tak więc jeśli mój partner zdradza, mnie również opłaca się zdrada. W ten sposób dostaję jeden punkt zamiast żadnego. Jeśli jednak mój partner współpracuje, nadal opłaci mi się zdradzić – dostaję pięć punktów zamiast trzech. C o k o l w i e k z r o b i t a d r u g a o s o b a, m n i e o p ł a c a s i ę z d r a d a. Ponieważ jednak on rozumuje w ten sam sposób, nieuniknionym rezultatem jest obopólna zdrada – po jednym punkcie dla każdego, podczas gdy mogliśmy mieć po trzy punkty.

Grający w tę grę wielokrotnie, z czasem odkrywają, że jednym ze skuteczniejszych sposobów na wygraną jest działanie wet za wet. Nazwałabym to typem szkolenia. Poprzez odpowiednio dobrane zasady działania uczysz przeciwnika, że najbardziej opłaca mu się współpracować z tobą. Oczywiście, w takiej sytuacji również i ja odnoszę korzyści.

Czysta kalkulacja nie zmącona żadnymi skrupułami. Gra i już.

W życiu różnie bywa. A to zabraknie nam konsekwencji, żeby za każde przewinienie („zdradę”) karać (czyli też „zdradzać”). Niektórzy mają zaś problemy z nagradzaniem i też na tym tracą. A to zabraknie samych powtórzeń gry, aby „szkolenie” osiągnęło oczekiwany skutek . Spotykamy człowieka raz czy dwa w życiu, naopowiada nam, że nie wiadomo jaki to z niego fachowiec, a potem klapa i kasa wyrzucona w błoto. A jeszcze kiedy indziej okopiemy się tak na swoich pozycjach, że nie wiadomo, w którą się stronę obrócić.

Święta Bożego Narodzenia to szczególny czas i bywało już, że nie jedno wet za wet się rozsypało w sposób daleki od logicznych wywodów. Zwłaszcza w trudnych chwilach, wspomnienia dzieciństwa, błyszczącej choinki i pustego talerza przy stole rozklejają, a co dopiero jeśli spędza się je z daleka od domu, albo w celi lub w okopach. Inaczej mówiąc w tym czasie może nastąpić przełom. Przełom w sercach, w głowach, w podejściu do tego co racjonalne, możliwe i nie możliwe a jednak osiągalne. Ja to odbieram tak, jakby człowiek wchodził na wyższy poziom i następowało przyspieszenie w pobieraniu nauk, przeskakuje się kilka etapów gry na raz.

Nie odkrywam tu jednak Ameryki. W opisach technik negocjacyjnych do klasyki należy element tzw. wejścia na galeryjkę. Kiedy rozmowy staną w impasie i obie strony tkwią uparcie przy swoim warto nabrać dystansu, wejść na górę i stąd spojrzeć na spór. Patrząc z innego wymiaru, łatwiej znaleźć rozwiązanie.

Na to wpadł też w 1919 roku pewien urodzony w Opolu uczony, który po polsku nazywałby się Teodor Kałuża, ale ponieważ wychowano go jako Niemca mamy teorię Kaluzy pięknie zatytułowaną „O problemie jedności w fizyce”. W swojej pracy pokusił się o przedstawienie propozycji rozwiązania jednego z największych problemów stulecia. W kilku linijkach Kaluza jednoczył teorie grawitacji Einsteina z teorią światła Maxwella, osadzając teorie pola nie w czterech (jak to było dotąd), lecz w pięciu wymiarach.

Nie brnąc już dalej w ilości dodatkowych wymiarów, wróćmy do tej górki co to pozwala spojrzeć w dół i być trochę mądrzejszym.

W rozmowach wielopokoleniowych przy rodzinnym bożonarodzeniowym stole jest wiele tematów, które mogą podzielić. Jedni dzielnie je omijają, inni odważnie atakują zagadnienia. Czasami bywa ostro, ale to co nas w tym roku połączyło, to wspomnienia z dzieciństwa dotyczące górek saneczkowych. Każdy ma taką swoją ulubioną, do której z zamkniętymi oczami by trafił. I każdy odkrywa, że w miarę jak czas leci, górka maleje.

I jakaż tu puenta ? Im starsi tym głupsi ? Może i tak być, ale tylko wtedy kiedy poprzestaniemy na tej jednej jedynej górce.

Reklama