Reklama

Profesorów mamy w naszym życiu publicznym co niemiara. Jakby oni nie mieli nic lepszego do roboty i jedynym ich zadaniem było prezentowanie się w mediach. Lubią mówić jak widzą państwo, gospodarkę i łowią ryby. Czyli lubią się mądrzyć.

W Białymstoku też już jest profesorów co niemiara. I to coraz lepszej klasy, przynajmniej w konkurencji władania miejscowymi moherami i lemingami. Bo do udziału w warszawskiej koalicji pasożytów jeszcze im daleko.

Teraz przedstawiam państwu prawdziwego kandydata do fotela premiera Rzeczypospolitej. Kandydata z Białegostoku, który licznymi talentami daleko za sobą pozostawia Kudrycką i Wnorowskiego. Nie wpadłbym pewnie na tę interesująca profesorską i prawniczą postać, gdyby nie dziwaczny wywiad, który przeczytałem w „Rzeczpospolitej”. On przykuwa uwagę. Od razu nasuwa się pytanie: z kim my tu mamy do czynienia? Z kolejnym prawniczym cwaniakiem, członkiem kasty pasożytów?

Panie i Panowie! Czapki z głów! I would like to introduce… Oto na scenę wkracza przyszły premier z Białegostoku! Może warto byłoby go przedstawić po angielsku? Byłby to jakiś wkład do internacjonalizacji nauki polskiej. Co prawda w siermiężnym i jąkatym stylu Kudryckiej, ale jednak!

W styczniu 2015 r. „Rzeczpospolita” opublikowała wywiad z kolejnym kandydatem do „tańca z gwiazdami”, Leonardem Etelem, rektorem Uniwersytetu w Białymstoku i szefem Komisji Kodyfikacyjnej Ogólnego Prawa Podatkowego, przygotowującej nową ordynację podatkową. Ten człowiek, pozbawiony podstawowego wykształcenia (jak sam powiedział o sobie, w młodości nie chciało mu się uczyć), właśnie udzielił pierwszego wywiadu. Warto mu się przyjrzeć. Jego kariera i działania są bardzo pouczające.

Tym bardziej ciekawe, że Leonard Etel ćwicząc mohery i lemingi na białostockiej uczelni zbudował pokaźną lokalną koalicję drobnych pasożytów, na czele której sam stanął. Dzięki niej, jak coraz lepiej słychać, został dziekanem, rektorem, a teraz wyraźnie idzie dalej i coraz bardziej myśli o tym, jak włączyć się do koalicji pasożytów rządzących Polską. Nie będzie to dla niego trudne. Już należy do ligi pięćdziesięciu najbardziej wpływowych polskich prawników. Przyszły premier z Białegostoku! Nowy, wspaniały autorytet, prawniczy i nie tylko. Może nawet autorytet moralny? Jak Hartman i Środa.

Próba lansowania kolejnej gwiazdy w upadającym dzienniku faktycznie nie wypadła obiecująco, ponieważ sama gwiazda mimo wszystko jest dość blada. Ale czy w tvnowskim "tańcu z gwiazdami" kiedykolwiek wystąpiła jakaś gwiazda? Jakaś twórcza osobowość? Etel przynajmniej ma poczucie humoru. Wprawdzie typowe dla ludzi bez erudycji i zdolności subtelnego rozumowania. Mocno wieśniacze, nie obrażając ludzi ze wsi – także ze wsi Warszawa. Ale jednak ma. Poziomem umysłowym Etel przypomina ministra Sawickiego (też doktor, aczkolwiek nie habilitowany). Tym bardziej zaś rzuca się w oczy wyraźny brak zdolności do rozumowania wnikliwego, charakterystyczny szczególnie dla Kudryckiej i wspomnianego Sawickiego. To typowa cecha naszej nowej elity, także jej części pochodzenia akademickiego. Byle szybko i do celu.

Etel w wywiadzie, jak jego była wydziałowa koleżanka i bliska przyjaciółka, mówi prosto z mostu, jakby chodziło jedynie o popisy, zrobienie wrażenia i zagadanie rozmówcy na śmierć. Jakby chodziło o pokazanie typowej drogi wielkiego człowieka: "w młodości miałem bardzo ciężko, ale sami popatrzcie do czego doszedłem". To jest właśnie sposób myślenia typowego prostaka, który wkracza na salony zdominowane przez koalicję pasożytów.

Taki jest właśnie Etel, który w szkole był nieukiem, chciał być wuefistą, ale przypadkowo poszedł na studia prawnicze, nie myśląc, nie kierując się świadomym wyborem, ale naśladując to, co robili koledzy. I jest z tego teraz dumny. Już w młodości brak mu było zdolności refleksji nad swoimi czynami i ta przypadłość pozostała Jego Magnificencji na starość. Dokładnie tak samo jak Kudryckiej. Jeszcze raz zobaczcie filmy na You Tubie z tą niewątpliwą gwiazdą polskiego życia publicznego.

Etel miał w życiu wiele szczęścia. Handlował, jak sam wspomina, czym się dało, żwawo obracał łopatą w robocie (nawet 30 godzin bez przerwy), a potem został uczonym, autorem niezliczonej ilości publikacji, profesorem, dziekanem i rektorem uniwersytetu. Szanowane stanowiska. Co prawda został uczonym tylko w zakresie prawa podatkowego, a to przecież nie jest nauka tylko pewien typ wiedzy praktycznej i prostej. Bardzo prostej wiedzy, którą przetwarzać mogą jedynie ludzie pozbawieni wykształcenia i erudycji, prostolinijni i koniecznie prostaccy w rozumowaniu.

Etel nie kryje się ze swoim prostactwem. Pokazał go bez skrępowania w wywiadzie zamieszczonym w „Rzeczpospolitej”. Prostactwo mu nie tylko nie przeszkadza. Jak sam wskazuje w przywołanym wywiadzie, ono jest cechą jego stylu życia i podstawą sukcesu w kontaktach z ludźmi.

A jest to człowiek lubiany. Może nawet szanowany. O tym się mówi w tzw. środowisku akademickim. Chociaż obserwatorowi z zewnątrz trudno zrozumieć dlaczego. Wydaje mi się, że tylko dlatego, iż środowisko akademickie jest dzisiaj w przeważającej części dokładnie takie jak Etel. Nikogo nie słucha, zachowuje się instynktownie i całkowicie pozbyło się zdolności analizy i krytycznego myślenia. Zwłaszcza zaś zdolności do zajmowania własnego, samodzielnego stanowiska. Pełne oportunistów, kabotynów, megalomanów, ignorantów i bezczelnych głąbów jest zapatrzone w siebie. Nosy profesorom sczerwieniały, ale oni nie patrzą w lustro. Krytyków traktują jako niegroźne psy szczekające w koło. Profesorska karawana idzie dalej. Jak opisana wcześniej karawana złożona z tercetu Zawiślak, Woźnicki, Wnorowski.

Pomimo swego prostactwa Etel zrobił karierę akademicką. Podkreślmy – pomimo skrajnego prostactwa, od razu rzucającego się w oczy każdemu bystrzejszemu obserwatorowi. Teraz rektor rozstrzyga o losie uczelni i zatrudnionych na niej pracowników. Ma też wpływ na polskie prawo podatkowe. Trudno właściwie zrozumieć dlaczego został szefem komisji kodyfikacyjnej? Potrzeba tam gwiazdy, profesora, pozornego autorytetu, a może służącego, który przykryje poufne działania lobbystów, by prawo podatkowe miało od samego początku, od podstaw dostateczną ilość luk dających się wykorzystać przez koncerny i oligarchów? Trzeba przyznać, że Etel do tego znakomicie się nadaje. Nadaje się na nową marionetkę rządzącej koalicji pasożytów, jak nadawała się Kudrycka. Przypomina ją bardziej aniżeli przypuszcza wielu jego znajomych.

Wywiad z Etelem pokazuje, że w Polsce pracownikiem uczelni, a potem jej szefem może zostać człowiek zupełnie przypadkowy, który ma wielkie braki w wiedzy podstawowej i o nauce nie ma zielonego pojęcia. Na dodatek tym się publicznie chwali w wywiadzie udzielonym lansującemu go dziennikowi. W platformianej i smoleńskiej Polsce taki ktoś może zostać doktorem, profesorem, dziekanem i rektorem. Tym samym staje się wykładowcą, wychowawcą i promotorem przyszłej kadry uniwersyteckiej. To jest właśnie profesura smoleńska, nawet jeśli daleka od PiSu i na pierwszy rzut oka robiąca dobre wrażenie. Pamiętajcie, to tylko wrażenie. Na wrażeniu nie buduje się opinii o ludziach. Trzeba sięgać głębiej, zwłaszcza w przypadku oceny ludzi wchodzących w skład elity narodu.

Piszcie do mnie na adres wujekboczniak@interia.pl

Reklama

2 KOMENTARZE