Reklama

Nie opłakuj Niczego nieszczęśniku
przecież z zapartym tchem oglądałeś
wyczyny owej urodziwej iluzjonistki
która ukazała ci pola udręki o fetorze
wieczornego potu Rzeka znoju meandrowała wśród

Nie opłakuj Niczego nieszczęśniku
przecież z zapartym tchem oglądałeś
wyczyny owej urodziwej iluzjonistki
która ukazała ci pola udręki o fetorze
wieczornego potu Rzeka znoju meandrowała wśród
łanów zgiętych karków Biedaku
krzyknąłeś wtedy – Miała być komedia:

Pamiętam jak owoc smakował tak swojsko
zerwany z obciążonej i płodnej gałęzi
rumienił się w dłoniach jak panna na wydaniu
Wyrzekłem się
(śmiech)
Pamiętam ciepło odbite na meblach kuchennych
w wieczornym blasku Słońca migotał cień
gotowy oddać dla mnie ostatnie promienie
Wyrzekłem się
(śmiech)
Przypominam sobie, ze wiatr był pociągający
unosił mnie hen w odległe krainy
kipiące rozmaitością i dostatkiem
zastałem wszystko w stanie pozornej dojrzałości
Nie szkodzi – pomyślałem – jest w czym wybierać
(śmiech)
Błąkałem się wśród klientów nie rozumiejąc
że oni mnie nie pokochają Nauczyłem się
miłości jednokierunkowej całkiem platonicznej
bez wzajemności Prawie jak dziewictwo
tyle że nieczyste
(śmiech)
Pierwszy wstrząs nastąpił po zerwaniu
z Melete Zawiodła mnie swoim złudnym powabem
wydawała z siebie litry słów kilogramy dźwięków
ale jak ją ścisnąłem ostał się łańcuszek tudzież
medalik błyszczący jak zęby po wybieleniu
oddałem się zatem platonicznej miłości
bez pamięci i konkurencji
(śmiech)
Gdy mnie zdradziła i ona był to wstrząs kolejny
chyba ostateczny Podnosiłem się na
resztkach doświadczenia – starczyło na jedno kolano
by wstać zupełnie potrzeba było odnaleźć nić łączącą
z krainą swojskich owoców i migotliwego cienia
Z widmem pól udręki nie mogło się to udać
(śmiech)

Potrafiłeś szczęśliwcze odzyskać spokój
wśród wzgardzonej ziemi Przygarnęła cię
mimo że profanowałeś ją jak wędrowny ptak
traktując z wysoka Teraz deszcz
rosi twój czepek w którym się urodziłeś
ale w którym nie umierasz.

Reklama