zdrada



share

O Jaruzelskim nie będzie tak dużo, to znaczy dziś nie będzie, tekst już jest, ale z oczywistych powodów premiera jutro. Tak szczerze mówiąc to i jutro mało będzie o Jaruzelskim, ale obiecuję, że będzie się działo, tekst ma ambicje być innym niż dotychczasowe teksty o tamtych czasach, mam nadzieję, że się udało, jutro ocenicie. A dziś, dziś parę słów o Kuklińskim. Problemy ocen moralnych mają to do siebie, że ci co patrzą przy ciepłej zupie mlecznej na monitor, zdają się mówić, że 13 letnie dziewczynki wytrzymywały na GESTAPO. Nie wiem czy Kukliński jest zdrajcą, czy nie zdrajcą, niech sobie każdy w sumieniu swoim poukłada kondycję moralną bliźniego, który za swój czyn zapłacił najwyższą cenę, tracąc dwóch synów oczywiście w ?wypadkach?, charakterystycznych dla wypadków z udziałem SB i KGB.



share

Na lewicy wrze. Wszystkie komuszki, nawet te emerytowane rzucają się w obronie WRONy i Jaruzelskiego.
I co wcale nie dziwne wymieniają zasługi takiego Jaruzelskiego. Że zesłaniec, żołnierz szlaku bojowego od Lenino do Berlina i twórca porozumień Okrągłego Stołu. Bardzo krótki życiorys. Nic pomiędzy 1943, a 1989 r.
Wszechogarniająca amnezja. Jakoś zapominają, że ten człowiek zdradził swój kraj.
Jaruzelski pochodzi z dobrej, szlacheckiej, patriotycznej rodziny. Jego ojciec był uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej, a dziadek powstańcem styczniowym. Wywieziony w 1939 r. z ojcem na Syberię wstępuje potem do armii Berlinga. I jak dotąd nie powiedział, co się stało z ojcem. Jak to się stało, że on szlacheckie dziecko w ciągu kilku lat z żarliwego katolika, który służył do mszy w gimnazjum o.o. Marianów na warszawskich Bielanach zostaje ateistą i komunistą. Kto mu tak wyprał mózg, że zapomniał o tragicznym losie swoim, ojca i innych zesłańców?

Strony