zamach



share

Komentowanie głupoty to wieczny i najczęściej syzyfowy temat, ale czasami głupio znaczy śmiesznie i dzięki temu komentarz sam się pisze. Nie będę traktował poważnie „zamachu” w Tunezji, nie będę wspominał o Sikorskim i innych otwierających nóż w kieszeni zachowaniach. Całkiem poważnie, chociaż nie stać mnie na takie fanaberie, rozpatrzę ofertę odkupienia rodzinnych wczasów w Tunezji. W przeciwieństwie do medialnie otępionych jestem przekonany, że w tej chwili jest to dużo bezpieczniejsze miejsce niż Paryż, Berlin, że o Tel Awiwie nie wspomnę i na chwilę zatrzyma się przy stolicy Żydów. Czy na „Ziemi Świętej” choćby przez jeden dzień w roku nie pada strzał? Pytam, bo nie znam statystyk, ale też nie pamiętam, żeby kiedykolwiek podstawiono samoloty, autokary i wywieszano na stronach MZ przeróżne instrukcje. A w Paryżu, po jatce, jaką jedni fanatycy urządzili innym idiotom, wycofywano polskich turystów, odwoływano korporacyjne wycieczki i wymianę młodzieży?



share

Takich rzeczy nie robią przypadkowi ludzie, których mama nie przytulała. Zamach we Francji śmierdzi metodami KGB na kilometry, a już w każdym razie dla Moskwy to fantastyczna wiadomość, ale nie o tym będę pisał. Miałem to szczęście, że w szkole zawsze trafiałem na wymagającą polonistkę, a właściwie na tak zwane „kosy”. Korzystając z tych na poły traumatycznych doświadczeń przywołam pierwszy z brzegu temat wypracowania: „Andrzej Kmicic – charakterystyka postaci”, by od razu wystawić oceny wszelkiej maści „dziennikarzom” i „publicystom”. Po kolejnym „bulwersującym wydarzeniu” czytam wypowiedzi, którym stawiam pałę za pałą i lufę za lufą. Jeden niegramotny napisał, że Kmicic strzelał do portretów przodków, druga niemota krzyknęła, że to nie prawda, bo wysadził Szwedom kolubrynę. Jeśli się ktoś w tym momencie pociesza, że napisałby w wypracowaniu o jednym i drugim wydarzeniu, to z satysfakcją w imieniu moich polonistek, stawiam frajerowi pałę.



share

Dosłowne traktowanie tego, co zostało na konferencji NPW powiedziane nie ma najmniejszego sensu, ponieważ mieliśmy do czynienia z biurokratycznym bełkotem, który starał się nakryć tak skandaliczne zaniedbania w „śledztwie”, że graniczące z sabotażem. Pojawiły się w nowomowie wojskowych prokuratorów nowe kompromitacje, jak powyrównywanie samolotu z autobusem, co i tak należy uznać za postęp, bo jak pamiętamy wcześniej samochód w zdarzeniu z przydrożną topolą robił za analogię. Niczego więcej z taniego spektaklu w sferze dosłowności wydobyć się nie da, ale mnie bardzo zaintrygowało to, co zostało powiedziane między wierszami. Patrząc i słuchając prokuratorów trudno oprzeć się wrażeniu, że im chodzi o wszystko tylko nie o prawdę materialną. Na twarzach mają wypisane jedno; „Jezus Maria, żebyśmy tylko za to wszystko w przyszłości nie beknęli”.

Strony