władza



share

Jak się nie ma co się lubi, to się żuje, co się ma. Indolencja opozycyjna PiS jest irytująca nie mniej, niż irytuje propaganda sukcesu, bo jedno i drugie nic mądrego nie przynosi. Na tym bezrybiu pojawił się jednak kiełb, który się nazywa „In vitro”. Szczerze mi powiewa ten spór w kontekście rynku idei, chociaż, jak w każdej sprawie staram się o zachowanie rozumu i już na pierwszy rzut rozumu widzę, że mamy walkę o wierzenia nie o człowieka. 30% skuteczność, przy skali „produkcji”, z której więcej niż połowa idzie w odstawkę, to raczej nie jest nauka, to są jakieś eksperymenty laboratoryjne z marnymi wynikami.



share

Dwa wydarzenia kulturalne z okazji jednego opolskiego festiwalu skłoniły mnie do napisania kilku zdań z cyklu: „Co się stało, co się dzieje?”. Być może mi odbija w poszukiwaniu podtekstów, ale w przypadku pierwszego wydarzenia, jakim był koncert Kultu widziałem pewna intencję Kazika Staszewskiego, który dobrał taki, a nie inny repertuar. Była „Polska”, był "Panie Waldku, Pan się nie boi czyli lewy czerwcowy", była „Arahja” i „Po co wolność?”. Były komentarze o prawdzie ekranu, ale wszystko w klimacie „pewnej nieśmiałości” i ściągniętego „hebla” na mikrofonie, co już nie jest moim urojeniem, ale spostrzeżeniem wielu.



share

Dookoła wiele ostrzeżeń z najwyższych półek zagrożeń i mnie to przez dłuższy czas bawiło, ale dopóki wieszczone zagrożenia były „dziełem” emerytowanych, dyżurnych egzegetów. Przestaje mnie bawić po serii ostrzeżeń, które popłynęły od władzy, z tą chwilą dla mnie żarty się skończyły i zaczyna się „dawanie do zrozumienia”. Z niedawnej przeszłości pamiętam, że władza firmowana przez Kaczyńskiego bez względu na to czy zasługiwała, czy też nie, była poddawana ostrej krytyce za najdrobniejsze przejawy nadużywania władzy wobec obywateli.

Strony