władza



share

O tym jak miałcy ludzie przez ostatnie ćwierćwiecze sprawowali władzę w Polsce, świadczy również i to w jaki sposób władzę tracili i gdzie wylądowali po politycznej przygodzie. Pierwszym bankrutem był Lech Wałęsa, który w ciągu 5 lat z legendy, zresztą sztucznie i fałszywie wykreowanej, stał się kompletnym pośmiewiskiem. Gdy przegrał wybory prezydenckie próbował jeszcze wrócić do polityki, ale jego BBWR i przede wszystkim ponowny start w wyborach prezydenckich zakończyły się kompromitacją. Ostatecznie zajął się były prezydent i przywódca Solidarności komentowaniem na portalu dla gimnazjalistów wykop.pl i tam prowadzi ożywione dyskusje, które kończą się standardowymi ripostami „ból dupy”. Robię duży skrót, pomijam Balcerowicza, Suchocką, Bieleckiego i najbardziej śmiesznego Marcinkiewicza, by zająć się współczesnymi kompromitacjami. Wydawało się, że rozpaczliwa ucieczka Donalda Tuska pod spódnicę kanclerz Merkel będzie granicą żenady, którą ciężko przekroczyć.



share

Twardy elektorat to kapitał każdej partii, który traktuje się ze szczególnym namaszczeniem i dokarmia regularnie. Niszowe formacje polityczne żyją tylko i wyłącznie z takiego elektoratu, nieco większe starają się łączyć parę grup społecznych na przykład socjalistów z demokratami, cokolwiek jedno i drugie w dzisiejszych czasach znaczy. Dopiero przy partiach aspirujących do władzy twardy elektorat jest jednocześnie niezbędną bazą i kulą u nogi. Setki razy były analizowane rozmaite strategie partyjne, które zmierzały w kierunku środka od swojego radykalnego skrzydła, jednak nigdy nie dotyczyło to kanap politycznych i ugrupowań, które z definicji po władzę nie sięgną. Prze wiele lat PO była mistrzem środka, potrafiła podrzucić coś lewej i prawej stronie, te słynne wygibasy Tuska, który w poniedziałek nie kłaniał się biskupom, a w niedzielę klęczał w kościele na Litwie irytowały ludzi myślących, ale swoją rolę spełniały.



share

Przez prawie dekadę z każdej lodówki wyskakiwało wiecowe zawołanie „oni stali tam, gdzie stało ZOMO”. Słowa te wypowiedziała zła Baba Jaga przebrana za Jarosława Kaczyńskiego albo odwrotnie, bo co telewizja i gazeta, to inna wykładnia. Żadna „dorżnięta wataha”, żadne „bydło” nie było w stanie zagłuszyć stojącego ZOMO, które wykopało głębokie rowy podziału w polsko-polskiej wojnie. Czasy odrobinę się zmieniły i doszły nowe, niezmiernie interesujące wypowiedzi polityków, ale nadal ciężko wskazać następcę Baby Jagi uzbrojonej w krwiożerczego kota Alika. Co i rusz frakcje bezpieki dostarczają dziennikarzom nagrania polityków z prawdziwymi przebojami i jak dotąd nic nowego nie wskoczyło na ogólnopolską listę przebojów. Wydawało się przez moment, że „chuj, dupa i kamieni kupa” będzie nowym refrenem RP III, jednak do tanga trzeba dwojga, co w tym przypadku oznacza, że media muszą puszczać słowa i melodię, aby lud sobie przy robocie nucił i pogwizdywał.

Strony