UE



share

Jedno jest pewne, dziewictwa dwa razy stracić nie można, a PiS dziewicą przestał być dawno. Wszystkie buńczuczne hasła dotyczące powstawania z kolan i inne deklaracje dotyczące prowadzenia twardej polityki zagranicznej, nabrały wymiaru farsy. Stało się to już parę miesięcy temu, gdy głównym celem „rekonstrukcji” rządu i to zdefiniowanym przez Kaczyńskiego, miało być nowe otwarcie w stosunkach z UE i coś tam się przebąkiwało o geopolityce w ogóle. Teza była prosta, nasza polska siermiężna Beata Szydło nie nadaje się na europejskie salony, potrzeba nam kogoś światowego, kto zna języki i ładnie wygląda. Podkreślam, że to teza Jarosława Kaczyńskiego.



share

Człowiek, który prawie 30 lat robi w polityce i znalazł sympatię niemal wszystkich kolejnych ekip rządzących, z definicji jest jednostką podejrzaną. Minął ledwie miesiąc odkąd Jacek Czaputowicz sprawuje funkcję szefa MSZ, a już ma za sobą trzy duże błędy, które z jakichś nieznanych mi przyczyn, nawet rozsądni ludzie nazywają wpadkami. Czy wpadką można określić stanowisko polskiego ministra spraw zagranicznych, który na forum publicznym oświadcza, że Polska nie stawia twardych żądań i nie uznaje niemieckich reparacji za „balast” we wzajemnych relacjach?



share

Wiara, a raczej naiwność, że wielkie europejskie biznesy nastawione na krojenie państw zza dawnej żelaznej kurtyny, nagle się w stosunku do Polski załamią, bo mamy premiera intelektualistę-poliglotę, jest śmieszna i wybitnie szkodliwa. W Polsce świetnie się sprzedają puste hasełka, za którymi nie idzie żadna treść, przy tym działa nieśmiertelny mechanizm gadania do samych siebie. Jaki konkret mam na myśli? A na przykład największą głupotę 25-lecia, że Polsce potrzeba 15 milionów magistrów od marketingu i zarządzania, co zagwarantuje rozwój oraz pomyślność miast i wsi.

Strony