tvn



share

Sondaże nie mają litości do rdzawej gwiazdy populizmu, leci na pysk wszystko, łącznie z bliżej nieokreślonym wskaźnikiem „zaufania”, który jest de facto wskaźnikiem „fajny gość”. Donald pobił Kaczyńskiego w tym najbardziej widowiskowym konkursie, którym całe lata okładano niewygodnych i pyskujących. Trudo się dziwić, że pomimo osłony medialnej lud przestał ufać permanentnemu łgarzowi, który potrafi podzielić dwa kłamstwa na serce i rozum, a prawdę mieć głęboko w dupie. Przy okazji najnowszej odsłony kabaretowej rdzawa gwiazda populizmu oświadczyła, że ustawa o „uboju rytualnym”, to walka między wrażliwością i racjonalizmem, który broni miejsc pracy i dochodu narodowego brutto. Szybciej uwierzyłbym w to, że Donald Tusk ze Sławkiem Zegarkiem zamierza ufundować 12 metrowy pomnik Lecha Kaczyńskiego przed Pałacem Kultury, niż w jego rozterki sercowo-rozumowe, bo ani o miejsca pracy nie chodzi, ani o cierpienia zwierząt.



share

Kilka informacji technicznych, które powinny pozbawić złudzeń i argumentów z gatunku „spontaniczność”. Największą oglądalność TVN24 zaliczył przy okazji… cytuję: „14 października 2012 r., w kulminacyjnej fazie transmisji skoku Felixa Baumgartnera (w godz. 19:19 - 20:16), kanał TVN24 zanotował rekordowy wynik, osiągając 25,5 proc. udziału w rynku w komercyjnej grupie docelowej (w wieku 16-49) oraz 22 proc. ogólnego udziału w rynku. Jest to najlepszy wynik spośród wszystkich kanałów telewizyjnych w Polsce”. Koniec cytatu. Mówiąc oględnie ładne miliony obejrzały hit w przestworzach, ale to miało rangę światowego wyczynu i w przede wszystkim było transmitowane na żywo. Tymczasem, gdzieś na rubieżach Rzeczypospolitej, czyli Warszawa i okolice, na dzień przed premierą i siłą rzeczy na chłodno, TVN24 nagrał rozmowę „legendy Solidarności” – jednego z dwóch rozpoznawalnych Polaków w świecie. I co my w tej i po tej rozmowie?



share

Czego jak czego, ale bezczelności i pyskatej natury raczej nie wypada mi odmówić. Staram się również grać słowem, by pobudzać szare komórki, ale mam swoje pyskate granice, mam swoje zasady, swoje ramy środków wyrazu. Werbalnie, pod wpływem emocji, mógłbym przekroczyć i tę granicę, którą przekroczył Grzegorz Braun, ale na pewno nie przekroczyłbym w taki sposób jak to zrobił Braun. Być może słowo potrafi zabić, tak twierdzą co bardziej wrażliwi moralizatorzy, pewne natomiast jest to, że zabijanie polegające na zabijaniu zabija. Kieruję to zdanie, które brzmi pozornie idiotycznie do wszystkich rozgorączkowanych, tak właśnie wygląda zabijanie, zabijanie najzwyczajniej w świecie zabija. Warto sobie polać rozpalony łeb kubłem zimnej wody zanim się palnie apel wzywający do zabijania, w dodatku bezsensownego, a gdy już się palnie, to pokornie swoje słowa należy odszczekać albo konsekwentnie zabić, czemu z kolei powinna zapobiegać prewencja w postaci pierdla.

Strony