tradycja



share

Wiele mamy tradycji w Ojczyźnie, ale jedna jakoś nie chce się przyjąć i zadomowić. Zdecydowanie brakuje nam wiary w siebie i wyznaczenia celu, który sięgałby dalej niż perspektywa kilku lat. Zwłaszcza na prawicy przyjęło się, że nic się nie uda, że zaraz nas zmiażdżą, że nam nie pozwolą. A dlaczego miałaby się nie udać naprawa Polski? Jakie są racjonalne przesłanki wyjaśniające tę odwieczną smutę. Otóż nie ma żadnych, jedynie złe przyzwyczajenie każe nam marudzić, bo przecież taką mamy historię, że zawsze się coś psuje. Na Węgrzech Orban zalicza drugą kadencję, stawiając się znacznie mocniej Europie niż Kaczyński i z dużym prawdopodobieństwem zaliczy trzecią. Zgoda, Polska to nie Węgry, geopolityka i wielkość kraju powoduje, że rozmaici miejscowi złodzieje i przede wszystkim obcy, nie chcą się tak łatwo pozbyć miliardowych zysków. Niemniej to oznacza tylko tyle, że potrzebujemy więcej determinacji, odwagi no i wiary we własne możliwości.



share

Ten rok, pod wieloma względami, był i nadal jest wyjątkowy. Większości względów nie będę przywoływał z uwagi na świąteczny czas, ale o paru chcę wspomnieć. Pierwszy raz od 42 lat spędzę święta bez Mamy, która wyjechała na roboty do Niemiec. Pierwszy raz spędzę Wigilię w trzyosobowym składzie rodzinnym. Taki nowoczesne życie, takie nowe czasy, które nie znają litości i świętości. Z nowym „duchem” idą nowe wyzwania i tak narodziły się kolejne, dla odmiany pozytywne debiuty. Pierwszy raz gotowałem barszcz i to w pełni tradycyjny, bo kiszony. Wyszedł jak u Mamy. Pierwszy makowiec nie wyszedł – klapnął płasko, zje się szarlotkę i „Afroamerykaninka”. Pierwszy raz w dzwonka kroiłem karpia, wcześniej sprawionego przez fachowców, no i to z pierwszych razów chyba wszystko. Za to wiele razy przed Wigilią wpadam w ten sam nastrój – czuję się dzieckiem.



share

Niech będzie, że występuje w roli żaby, która nogę podstawia tam gdzie konie kują. Rzeczywiście jako „nieczynny” katolik, w dodatku niewierzący i niepraktykujący powinien się powstrzymać przed komentowaniem i tym bardziej udzielaniem rad synodom, czy episkopatom. Z drugiej strony bardzo nie lubię „argumentów” typu: „jesteś na emigracji, to się nie odzywaj na temat polskich spraw”. Odzywam się w sprawie, i tu nazwę rzecz po imieniu, wyjątkowo idiotycznych pomysłów przedstawianych przez postępową grupę biskupów, ponieważ od decyzji synodu zależy również mój los. Na początek krytycznej oceny mam uwagę ogólną. Należę do tej kasty homo sapiens, która uwielbia porządek w takim sensie, że do właściwej rzeczy powinna być przybita właściwa metka. Na butelce z rozpuszczalnikiem widnieją odpowiednie ostrzeżenia: nie spożywać, łatwopalne, chronić oczy i tak dalej.

Strony