tradycja



share

Ten rok, pod wieloma względami, był i nadal jest wyjątkowy. Większości względów nie będę przywoływał z uwagi na świąteczny czas, ale o paru chcę wspomnieć. Pierwszy raz od 42 lat spędzę święta bez Mamy, która wyjechała na roboty do Niemiec. Pierwszy raz spędzę Wigilię w trzyosobowym składzie rodzinnym. Taki nowoczesne życie, takie nowe czasy, które nie znają litości i świętości. Z nowym „duchem” idą nowe wyzwania i tak narodziły się kolejne, dla odmiany pozytywne debiuty. Pierwszy raz gotowałem barszcz i to w pełni tradycyjny, bo kiszony. Wyszedł jak u Mamy. Pierwszy makowiec nie wyszedł – klapnął płasko, zje się szarlotkę i „Afroamerykaninka”. Pierwszy raz w dzwonka kroiłem karpia, wcześniej sprawionego przez fachowców, no i to z pierwszych razów chyba wszystko. Za to wiele razy przed Wigilią wpadam w ten sam nastrój – czuję się dzieckiem.



share

Niech będzie, że występuje w roli żaby, która nogę podstawia tam gdzie konie kują. Rzeczywiście jako „nieczynny” katolik, w dodatku niewierzący i niepraktykujący powinien się powstrzymać przed komentowaniem i tym bardziej udzielaniem rad synodom, czy episkopatom. Z drugiej strony bardzo nie lubię „argumentów” typu: „jesteś na emigracji, to się nie odzywaj na temat polskich spraw”. Odzywam się w sprawie, i tu nazwę rzecz po imieniu, wyjątkowo idiotycznych pomysłów przedstawianych przez postępową grupę biskupów, ponieważ od decyzji synodu zależy również mój los. Na początek krytycznej oceny mam uwagę ogólną. Należę do tej kasty homo sapiens, która uwielbia porządek w takim sensie, że do właściwej rzeczy powinna być przybita właściwa metka. Na butelce z rozpuszczalnikiem widnieją odpowiednie ostrzeżenia: nie spożywać, łatwopalne, chronić oczy i tak dalej.



share

Tytuł nie grzeszy oryginalnością i nawiązuje do słynnego przeboju PRL „Niewolnica Izaura”, bo jakoś nic ciekawszego po kolejnym odcinku żenady do głowy mi nie przychodzi. Sam nie wiem, czy to dobry pomysł i czy w ogóle warto zawracać sobie gitarę następnym męczennikiem lewicowego kościoła postępu, ale chyba znalazłem jeden wątek niekończącej się opery mydlanej, który wart jest ścierania klawiatury. Większość uważa, że Lemański ośmiesza Kościół i tak też rzeczywiście jest, widzę jednak o wiele gorsze zagrożenie dla Kościoła od samego Lemańskiego. Zły przykład i impotencja niegdyś potężnej instytucji, to są zagrożenia śmiertelne. A przecież to takie proste. Nie tak dawno z mojej wsi wyleciał pleban i prawdę powiedziawszy nikt do końca nie wie za co, chociaż wieś huczy od plotek. Był proboszcz, nie ma proboszcza, żadnych protestów wsi i księdza, profesjonalnie załatwiona sprawa, w stylu znanym od 2000 lat.

Strony