tandeta



share

Psychologię uważam za większą paranaukę niż socjologię, większą w sensie bardziej paranaukową, ale tak sobie myślę, że mógłbym wyleczyć Jana Marię Rokitę z kompleksu „Niemcy mnie biją”. Terapię dla Rokity mam bardzo prostą, niech sobie włączy radio i posłucha Tomasza Zimocha albo poczeka na telewizyjne skróty werbalnej grafomanii. Niespecjalnie chciałbym czynić krzywdę redaktorowi Zimochowi, bo nic złego mi nie zrobił i pośród wszystkich gwiazd medialnych nie jest ani specjalnie szkodliwy, ani specjalnie irytujący. Jakaś tam słodkość w jego krzykach daje się zauważyć: „Panie Turek, kończ pan ten mecz!” było bardzo słodkie i chyba od tego cukiereczka zaczęła się kariera redaktora. Zdarza się powiedzieć coś zabawnego w szale emocjonalnym, ale podstawowe pytanie brzmi, co to ma wspólnego z profesjonalnym komentarzem radiowym, który dziś jest już sztuką pradawną, a ostatni żyjący, który potrafi to robić nazywa się Bohdan Tomaszewski.



share

Ktoś, kto się zna, przekazał mi tak po cichu, że Jego zdaniem „Resortowe dzieci” to bardzo ważna książka, niestety fatalnie napisana. Odpowiedziałem, że nie czytałem, ale broniłem w ciemno, ponieważ życiorysy bohaterów są mi od dawna znane i pomimo wszelkich błędów każda wizyta tej wiedzy pod strzechą ma swoje błogosławione znaczenie. Jestem gotów przyjąć dawkę zarzutów z hipokryzją na czele, tylko to się zawsze lekko rzuca, ale chętnych, żeby zrobić lepiej i z definicji zostać zgnojonym od mediów, przez polityków, aż po sądy, jakoś nie widzę. Ochoczo i bez hipokryzji za krytykę wziął się redaktor Robert Mazurek, ma prawo i z tego, co mi przekazał człowiek znający się na rzeczy, ma też podstawy. Gorzej, że zamiast krytyki wyszło efekciarstwo i tandeta moralna – dwa grzechy śmiertelne inteligenta.



share

Lat temu dużo pisałem pracę magisterską, co nie jest samo w sobie taką wielką rewelacją, ale w tej pracy posiłkowałem się ksiązką lub książkami, nie pamiętam, Zygmunta Baumana. Pamiętam tamten czas doskonale, kompletnie nie miałem pojęcia jakim człowiekiem ów Zygmunt Bauman był, co robił i jakie zakręty losu pokonał. Jedno było pewne na Uniwersytecie Wrocławskim, Zygmunta Baumana, chyba wszyscy, wykładowcy przedstawiali jako największego polskiego socjologa. Obok Baumana we wrocławskiej socjologii liczył się profesor Sitek i między tymi dwoma gigantami dochodziło do pojedynków, o których obaj pewnie nie mieli pojęcia. Z braku pojęcia wynikały rozmaite zabawne historie. Moja Pani promotor, spoglądając na szkic pracy magisterskiej, załamała ręce w słodkim matczynym geście, po czym spytała: „Proszę mi powiedzieć skąd Państwu się bierze ta niekonsekwencja. Wszyscy piszecie Pan Profesor Sitek, a potem piszecie Bauman”. Wyjaśnię w czym rzecz i skąd nam się „brało”.

Strony