tandeta



share

Lat temu dużo pisałem pracę magisterską, co nie jest samo w sobie taką wielką rewelacją, ale w tej pracy posiłkowałem się ksiązką lub książkami, nie pamiętam, Zygmunta Baumana. Pamiętam tamten czas doskonale, kompletnie nie miałem pojęcia jakim człowiekiem ów Zygmunt Bauman był, co robił i jakie zakręty losu pokonał. Jedno było pewne na Uniwersytecie Wrocławskim, Zygmunta Baumana, chyba wszyscy, wykładowcy przedstawiali jako największego polskiego socjologa. Obok Baumana we wrocławskiej socjologii liczył się profesor Sitek i między tymi dwoma gigantami dochodziło do pojedynków, o których obaj pewnie nie mieli pojęcia. Z braku pojęcia wynikały rozmaite zabawne historie. Moja Pani promotor, spoglądając na szkic pracy magisterskiej, załamała ręce w słodkim matczynym geście, po czym spytała: „Proszę mi powiedzieć skąd Państwu się bierze ta niekonsekwencja. Wszyscy piszecie Pan Profesor Sitek, a potem piszecie Bauman”. Wyjaśnię w czym rzecz i skąd nam się „brało”.



share

Pierwsze licea „społeczne” powstały na początku lat 90-tych i w tamtym czasie pierwszymi absolwentami liceów były dzieci sekretarzy PZPR przemieszane z nowobogackimi właścicielami dawnych geesowskich i społemowskich supersamów. Rodzice błyskawicznie przekwalifikowani z kierowników GS na menadżerów, z sekretarzy na socjaldemokratów, kupowali swoim pociechom odpowiednie dla społecznego liceum umundurowanie. Towar nabywali już nie w Pewex’ach, ale w firmowych sklepach Leevi’s, po czym lesigowanym Mercedesem z kratką odwozili dziedziców fortuny do samych drzwi szkoły. Dzieciak sobie chodził na lekcje i od czasu do czasu zagonieni menadżerowie zaglądali do dzienniczka, a tam niespodzianka – „trzy na szynach”, mierny, „trzy na szynach”. No, nie! Tak nie będzie, żebym jak ku..a sobie od ust odejmował, za dzieciaka ciężki pieniądz płacił, a te skurwy..y nawet nie raczą nauczyć jak potrzeba?!



share

Po dzisiejszej konferencji Tuska wiadomo, że Graś przeczytał tekst na kontrowersje.net i nie było wyjścia, choć pośrednio, to jednak szef Grasia przyznał się do łgarstwa i nawet w swoim tuskowym stylu przeprosił. Mamy odpowiedź, Tusk miał wiedzę i z ABW i z prasy, w takim razie podpowiadam dodatkowe pytanie. Po jaką cholerę nam ABW, które powiela informacje z prasy? A jeśli nie powiela, to proszę o treść notatki, która udowodni różnice między prasą i służbami specjalnymi RPIII. Proszę mnie przy tej okazji nie śmieszyć tajemnicą państwową, jaka niby tajemnica państwowa ma dotyczyć prywatnej firmy? No chyba, że ABW doszła do wysoko postawionych polityków, wtedy tajemnica powinna się skoczyć w sądzie. Tuska na jakiś czas zostawiam, bo zainteresowała mnie najnowsza krucjata Korwina-Mikke.

Strony