Schetyna



share

POKO rzeczywiście jest na dnie, ale przegrana z „Lewicą” to brednie amatorów, o czym zawiadamiam na samy wstępnie, żeby nie było żadnych złudzeń. Trudno uwierzyć, ale nawet nie w środku kampanii, tylko w finale, bo do 13 października pozostał miesiąc, ciężko znaleźć temat, który nie zanudziłaby Czytelników i piszącego. Nie, wcale nie zaklinam rzeczywistości, tak to naprawdę widzę. Wprawdzie mamy od dwóch dni rytualną szarpaninę pomiędzy „liberałami” i „socjalistami”, w sprawie kolonializmu zwanego „wolnym rynkiem”, ale o tym napisałem już wszystko i z sektami polemizować nie zamierzam. Cóż pozostaje robić, w tak trudnym dla publicysty czasie? W desperacji pobiegłem poczytać, co tam słychać u konkurencji i po pierwszym strzale znalazłem temat.



share

Geniusz to jest taki człowiek, który potrafi dostrzec, wykonać, przeskoczyć lub odkryć coś, co jest poza zasięgiem pozostałych ludzi. Czy solidnej klasy geniusz, na miesiąc przed wyborami, potrafiłby odkryć i zrealizować receptę na zwycięstwo POKO? Może gdzieś taki się urodził, ale to musiałby być geniusz nad geniuszami, posiadający w kontaktach numer telefonu do Pana Boga. Nikt inny nie jest w stanie z tego piachu zbudować choćby prowizorycznego fundamentu partii zdolnej do podjęcia walki.



share

Nudno się zrobiło jak zwykle i chociaż tym razem sprawa jest wybitnie prosta, to znów pojawiają się piętrowe „analizy”, jedna śmieszniejsza od drugiej. Na czym polega nuda? No właśnie na „dziennikarskim” komplikowaniu rzeczy prostych. Mamy trzy rodzaje dyżurnych wykładni, POKO krzyczy o genialnym ruchu, PiS o kompromitacji, „centrum” o jednym i drugim. Jak w takim razie naprawdę wygląda nominacja Kidawy-Błońskiej na główną twarz porażki? Pozwoliłem sobie na żart, bo na powagę w odniesieniu do tej „polityczki” nie ma miejsca. W całym teatrzyku powagę i to śmiertelną zachował tylko i wyłącznie Schetyna, ale do rzeczy.

Strony