sąd



share

Niezwykle trudno mnie urazić i jeszcze trudniej przestraszyć, jednak pewne zwyrodnienia naprawdę robią na mnie wrażenie, bo nie umiem sobie wyobrazić, pod czyim adresem mógłbym kiedykolwiek napisać coś równie plugawego: „Normalnie życzę Piotrowi Wielguckiemu, aby jego dzieci zachorowały i musiały korzystać ze sprzętu…" http://disq.us/... Takich wychował „fanów” człowiek, któremu nie podałbym ręki przez azbestową rękawicę. Kłamstwo w żywe oczy i w biały dzień skraca łańcuch, a panika przed prawdą zaciska pętlę, zbydlęcenie wyznawców łączy się z upadkiem guru. W Internecie dostępny jest bogato ilustrowany materiał, na którym widać, słychać i czuć, jak pewien osobnik krzyczy do swoich dresiarzy, żeby wynieśli z sali „żulika”. Każdy może sobie to obejrzeć i nawet nie będę wklejał linku, bo Google „wywala” treść na pierwszej stronie. I co się dzieje?



share

Pewien szlachetny naczelnik więzienia nie będąc krewnym skazanego schizofrenika, uiścił 40 złotych, w ramach wyroku za kradzież batonika, której dopuścił się schizofrenik. Tym sposobem stworzyła się doskonała okazja populistycznego wzięcia w obronę naczelnika więzienia ewidentnie łamiącego prawo, bo łatwo się atakuje sąd. Niestety problem jest znacznie szerszy i dużo poważniejszy niż anegdotyczny wyrok. Zacznijmy od początku, gdzie rzeczywiście sędzia skazujący schizofrenika za kradzież batona o wartości 99 groszy powinien być zrównany z ziemią, tymczasem niemal zlinczowano sędziów dwóch kolejnych instancji, którzy słusznie uznali szlachetnego naczelnika więzienia winnym popełnienia WYKROCZENIA, nie przestępstwa. W świetle prawa sędzia I i II instancji mógł się odwołać do „niskiej szkodliwości społecznej” i w przypadku zwykłego Kowalskiego pewnie by tak było, przynajmniej chcę w to wierzyć.



share

Nie mogę się opędzić od spraw sądowych, ale uspokajam, że granicę masochizmu i sadyzmu przekroczyłem dawno, co oznacza, że dziś będzie o zupełnie innej sprawie. Lista trzech miast w kolejności nie alfabetycznej, ale „zasług” w dziedzinie sądowych cudów na kiju wygląda tak: Warszawa, Gdańsk i niestety Wrocław. Nie ukrywam, że ta ostania pozycja smuci mnie najbardziej, ponieważ to Wrocław rozpatruje sprawy apelacyjne w moim rejonie, czego miałem wątpliwą przyjemność doświadczyć. Nim przejdę do meritum, jeszcze jedna mała dygresja. Swego czasu toczyliśmy na portalu ostry spór o Brauna, w całości podtrzymuję swoje zdanie, że kolega reżyser robi tandetne spektakle na sali sądowej, w przeciwieństwie do bardzo dobrych filmów. Niemniej istnieje poważne okoliczności łagodzące dla Brauna, pierwszą to właśnie wrocławskie sądowe cuda na kiju.

Strony