referendum



share

Nie lubię, ale muszę, nie mam wyjścia, będę się upokarzał i jednocześnie podziwiał lepszych od siebie. Prezesie! Szacun! Prezesie czuję się niegodnym podnóżkiem dla prezesowych nóg, moja amatorszczyzna wyszła na wierzch i połyskuje gołym półdupkiem, przy „Potędze Słowa Prezesa”. Ile ja się napisałem, że internacjonalizm, nawet przy całej krytyce dla Powstania Warszewskiego, to większa wiocha, niż kibice Legii, którzy wyją na maturzystę Bartoszewskiego. Policzyć nie zdołam tysięcy słów, setek tysięcy liter, które w intencji polskości wyprodukowałem. I co? No chciałoby się powiedzieć do rymu, ale takich skłonności masochistycznych nie posiadam. Z drugiej strony nie widzę dla swojego upokorzenia żadnego parawanu, bo jak się może czuć grafoman przy mistrzu słowa. Ba! Wirtuozie jednej litery! Prezes osiągnął szczyty swoich możliwości, do tej pory bulwersowały słowa i wypowiedzi Kaczyńskiego, od kilku dni Kaczyński podzielił Polaków i podpalił Polskę jedną literą.



share

Drugi dzień utrzymuję stylistykę kibicowania, ale tym razem postaram się pokazać jak to się z sensem powinno robić. Byłem pewien, że PO nie pójdzie na tak ostry numer, jak podważenie głosów zebranych pod referendum. Ba! Głowę bym dał, że gdyby liczba głosów ocierała się o parę setek pod kreską Tusk zastanowiłby się trzy razy zanim by z tej okazji skorzystał. Tak nisko sobie cenię kondycję partii i lidera, ponieważ nie widzę najmniejszego powodu, aby dostarczać temu towarzystwu nadziei. Strach zajrzał w oczy i nie ma już miejsca na ostatnie podrygi, którymi niepotrzebnie się ludzie straszą. Będzie referendum, HGW wyleci z hukiem i żadne specjalne okoliczności tej klęsce towarzyszyć nie mogą. Nie wierzę, że Tusk zamachnie się na demokrację, co przywidują pesymiści. Gdyby Komorowski stał na czele rządu bałbym się bardziej, Tusk na pewno nie zrobi niczego, co po prostu wymaga odwagi.



share

Bez większego wysiłku podtrzymuję swój wizerunek chłopaka „do tańca i do różańca”, żadnej roboty się nie boję. Napiszę felieton, a zaraz potem idę przygotowywać dach do montażu rynien, które rzecz jasna zamatuję sam, by jutro pokleić papą przeciekające fragmenty. Pochwaliłem się skromnym pakietem renesansowym z próżności, ale też na potrzeby opinii, wniosków i argumentów, jakie zamierzam za chwilę przedstawić. Tusk usiłuje iść moją drogą, ale jego problem polega na udawaniu roboty, nie na robieniu i na myleniu narzędzi pozorujących działania. Odkąd trwa agonia Donalda, coraz częściej widzimy go z różańcem na „kongresie kobiet” i w tęczowym krawacie w Łagiewnikach. Niby wszystko jak dawniej, Donald tańczy i udaje, że się modli, ale w końcowym efekcie pełna tragedia.

Strony