Putin



share

Cuda, Panie, cuda. W Grecji powstała „egzotyczna” koalicja złożona z lewicowych populistów i neonazistów, jak się zwykło nazywać narodowców w języku nowoczesnej Europy. We Francji Marine Le Pen jakoś nie budzi większych obaw związanych z powrotem faszyzmu. W Polsce już niemal oficjalnie mówi się o finansowaniu przez ruskie służby rozmaitych przedsięwzięć „narodowych”, jak choćby kresy.pl i inne wynalazki medialne lub informatyczne. A mnie nic nie dziwi z tego zestawu osobliwości i jeśli miałbym wybrać coś najmniej zadziwiającego, to właśnie koalicję greckich komunistów z greckimi nacjonalistami, bo to wizytówka roboty radzieckiej. W Europie partie narodowe i inne kanapy, które walczą z „kołchozem europejskim” dziwnym trafem idą jednym „szagiem” z głównym nurtem moskiewskiej propagandy. Za każdym razem działania radzieckich aktywistów przypominają klasykę KGB, czyli grę na dwóch fortepianach.



share

Zacznę od sprawy międzynarodowej, bo dzieje się prawie według mojego życzenia. Jedną z pierwszych moich reakcji na wyczyny Władimira Putina była najbardziej oczywista konstatacja, że kegiebistę i całą „mocarstwowość” Rosji da się uziemić paroma „enterami” wciśniętymi przez kilku bankierów. No i długo nie trwało, a oczywistość ciałem się stała. Rozumiem, że dla części, zwłaszcza „narodowców”, ruski despota, który się otoczył żydowskimi finansistami równie mocno, co towarzyszami z KGB, taki obrót rzeczy jest tragiczny. Nie mój problem, za stary i pozbawiony naiwności jestem, aby nie korzystać z darów losu. Do gangsterskiej finansjery mam równie ciepły „stosunek”, jak do ruskiego bandyty, ale musiałbym na łeb upaść i to ze trzy razy pod rząd, żeby się nie ucieszyć zarżnięciem kursu rubla. Bardzo dobrze i jeszcze raz doskonale, oby tak dalej.



share

Pojawiło się zatrzęsienie rozmaitych teorii, dlaczego jeden z największych kabotynów obecny w polskiej polityce od początku lat 90-tych, przekazał zagranicznym mediom rewelację na temat polsko-radzieckiego rozbioru Ukrainy. Bardzo dobrze, że się pojawiają teorie, bo jedno jest pewne, że w działaniu Sikorskiego nie ma żadnego przypadku, pomyłki lub nieostrożności, czym się za chwilę tłumaczył. Zdecydowanie wolę najdziwniejszą, ale krytyczną interpretację, niż przyjmowanie oficjalnych komunikatów, co świadczy o naiwności lub po prostu o głupocie odbiorcy. Temat jest niezmiernie ciekawy i wcale nie uważam, aby to była kaczka dziennikarska, przykrywka albo inne działania odwracające uwagę wyborców. Przeciwnie, o ile nie jestem do końca pewien w jakim celu Sikorski wywołał aferę, to pewien jestem, że zrobił to z premedytacją i świadomością konsekwencji.

Strony