prawda

Pole

Ich głowy, niczym głowa Berlioza, powinny turlać się w dół Krakowskiego Przedmieścia.

Połówka pierwsza: umoczeni i nieumoczeni

Jeśli 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem doszło do zamachu na prezydencki samolot Lecha Kaczyńskiego, w którym oprócz prezydenta zginęło 95 innych osób udających się na oficjalną wizytę na groby pomordowanych przez siepaczy Stalina polskich oficerów, chorążych, podoficerów, księży i inteligencję. I jeżeli, dajmy na to, nikt z bliskiego otoczenia Tuska, ani on sam, nie brał w przygotowaniu tego zamachu udziału, to premier Tusk i niemalże cały jego rząd powinni poddać się do dymisji – a premier i kilku ministrów powinni popełnić samobójstwo. Ich głowy, niczym głowa Berlioza, powinny turlać się w dół Krakowskiego Przedmieścia.

Jednak, jeśli którykolwiek z nich brał udział – choćby pośrednio, dajmy na to wysłanie do kogokolwiek w FSB filmu: „Szklana pułapka II” lub miał wiedzę, albo przypuszczał, że do zamachu dojdzie, to wszyscy powinni zostać w trybie niezwłocznym izolowani w odosobnieniu w taki sposób, aby uniemożliwić podejrzanym jakikolwiek kontakt między sobą.

Jeśli miałoby się okazać, że wersja druga (umoczenie w zamachu) nie daje się wykluczyć, to oczywistym wydaje się powołanie Konsultanta ds utworzenia komisji. Oczywistym wydaje się, że w komisji tej nie może zasiadać absolutnie nikt wobec kogo istniałby choćby najmniejszy cień podejrzenia, czy wątpliwość w bezstronność, albo zależność materialną, polityczną, służbową, czy na linii pokrewieństwa.

Czy istnieje możliwość trzecia, to znaczy taka, która wyklucza pierwsze dwie hipotezy i premiera Tuska wraz z jego ministrami stawia poza jakimkolwiek podejrzeniem?
Nie, takiej możliwości nie ma, nie istnieje. Gdyby była, nie było tych wszystkich „pomyłek i przejęzyczeń” ws pospiesznego przekazania zbadania katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem służbom podległym pułkownikowi byłej KGB – Putinowi. Nie było oszczerczych pomówień, kłamstw, mataczenia i medialnej „debaty” tzw specjalistów wypowiadających się w mediach w tonie zbliżonym do stanowiska polskiego rządu o pijanym Błasiku, lądowaniu debeściaków, pancernej brzozie, przekopaniu miejsca katastrofy na metr w głąb i wspólnym” „ramię w ramię” badaniu zwłok ofiar przez rosyjskich i polskich paleontologów.

Kiedy oglądam świąteczny spot Tuska odnoszę wrażenie, że za tą pogodną uśmiechniętą buzią – maską – kryje się prawdziwe oblicze zatroskanego człowieka w pełni dopowiedzianego za to co się stało i za to czego nie dokonano mimo nacisku sporej części rzeszy społeczeństwa, rodzin tragicznie poległych ofiar katastrofy, a przede wszystkim obowiązku polskiego suwerennego rządu w sprawie zachowania wszystkich właściwych procedur z przyjęciem, że tego dnia w tamtych okolicznościach i miejscu mogło dość do zamachu na polskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego i polskiej delegacji. Ten pogodny na spocie człowiek w rzeczywistości jest spięty niczym gorset przedwojennej diwy. Zawsze, kiedy w kraju dzieje się coś ważnego on – premier Donald Tusk jest poza granicami Polski – zupełnie jakby się obawiał, że w chwilach tych może dojść do zamachu stanu i mógłby trafić w ręce rządnych jego głowy. Dlatego zapewne w chwilach takich woli być na obczyźnie, gdzie mógłby liczyć na azyl polityczny.

W sprawie katastrofy prezydenckiego Tupolewa istnieje co najmniej kilkadziesiąt powodów, aby ten samolot wraz z jego personalną obsadą: zestrzelić, wysadzić w powietrze, lub celowo naprowadzić na śmierć. Ten zamach niekoniecznie był skierowany przeciwko prezydentowi: bezpośrednim celem mogło być kilkanaście innych osób.

Nie od dziś wiadomo, że cel uświęca środki. O celach i uświęconych środkach w kolejnej osłonie.

http://www.youtube.com/watch?v=uIYdmW6dq7E



share

Powinienem zacząć od stwierdzenia, że przecierałem oczy, bo tak mnie zdziwiła telewizyjna dulszczyzna, ale to byłby taki amerykański wstęp. Nie, nie zdziwiło mnie nic, tylko jak zwykle ubawiło całodniowe upupianie i przyprawianie gęby. Media postanowiły się zająć społeczną edukacją w wymiarze kultury wypowiedzi i w czasie tej surowej lekcji okazało się, że nic nie jest tak piękne, jak piękna jest obłuda w pełnej amerykańskiej krasie. Kult fałszu, religia kłamstwa, uwielbienie propagandy nie może zaskakiwać, gdy się żyje w Polsce, tutaj każdego dnia odbywają się msze w fałszywych intencjach. Prosty, czy jak wolą inni, ciemny lud, usłyszał, że normą kulturową bliską ideału jest minutowe wyznawanie bliźniemu miłości wraz z modlitwą za pomyślne życie bliźniego i całej jego rodziny, po tym jak się przez rok wyciągało brudy bliźniemu i rodzinie.



share

Zauważyłem u siebie postępujące zdziczenie i odrealnienie, pewnie są to objawy mniej lub bardziej poważnych zaburzeń chorobowych, ale nie zamierzam się dobrowolnie poddać leczeniu. Chcę trwać w stanie dzikości i odrealnienia, ponieważ realność i model cywilizacyjny PRLII odrzuca mnie mocą instynktu. Za starym jestem na strój rycerski złożony z miski do golenia i przerdzewiałej zbroi, ale jeszcze nie tak zdziadziały, żeby nie odczuwać drobnych podniet, niestety tylko intelektualnych. Trzeba się cofnąć w czasie, przynajmniej rok, trzeba się uzbroić w odporność na torsje i obcowanie z głupotą napędzaną kłamstwem. Z takim orężem chyba powinno się udać odczytanie archiwalnych łgarstw, kpin i całego zwyrodnienia, które zostało sprzedane jako jedyna słuszna postawa współczesnego inteligenta.

Strony