prawda



share

Pierwsza i chyba najważniejsza zdobycz optymizmu w dochodzeniu do prawdy o Smoleńsku to bezsprzeczny fakt, że Smoleńska nie dało się zabić, ani nudą, ani śmiechem, ani pogardą, ani obrzydzeniem, ani setką innych „ani”. Smoleńsk żyje w Polakach, Polacy się Smoleńskiem interesują, w większości nie widzą powodów do śmiechu i w większości uważają, że wiedzą za mało. Druga zdobycz optymizmu – zdechła najpodlejszego gatunku propaganda, która dawała propagandzistom miażdżącą przewagę. Już tylko największe kreatury krzyczą: „ląduj dziadu”, już tylko najwięksi zwyrodnialcy odczytują sms: „Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił". Trzeci i kluczowy manewr optymizmu odnosi się do sloganowego podziału pamięci. Propaganda grzecznie składała wieniec pod karykaturalnym wyrzutem sumienia na Powązkach, zwanym monumentem, „oszołomy” biegały z krzyżami po Krakowskim Przedmieściu.



share

Zdecydowałem, jednak będę oglądał film, który powstał na motywach baśni dla ubogich i co więcej obejrzę ten obraz z prawdziwą, dziką satysfakcją. Wiem doskonale co w nim zobaczę i cieszę się, że przynajmniej tyle i raz na zawsze będzie jasno powiedziane. Seria kłamstw rozprowadzana przez błaznów wymienionych w tytule i całą czeredę podobnych pajaców, zostanie przez „światowej klasy media” zniesiona raz na zawsze. Czy mi odbija? Dobre pytanie i udzielam jeszcze lepszej odpowiedzi. Miłe Panie i Panowie bardzo mili, uczmy się używać dostępnych narzędzi, miast biadolić i modlić się o Wunderwaffe. Co wiemy na pewno, przed premierą historyjki dla naiwnych? Bardzo dużo i w tej skali zawiera się jeszcze więcej dobrego. Nie będę dłużej trzymał w napięciu, lecimy – nomen omen. W filmie NG nie będzie słowa o tym, że prezydent nie powinien lecieć do Smoleńska, ponieważ Tusk poleciał do Putina.

Pole

Ich głowy, niczym głowa Berlioza, powinny turlać się w dół Krakowskiego Przedmieścia.

Połówka pierwsza: umoczeni i nieumoczeni

Jeśli 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem doszło do zamachu na prezydencki samolot Lecha Kaczyńskiego, w którym oprócz prezydenta zginęło 95 innych osób udających się na oficjalną wizytę na groby pomordowanych przez siepaczy Stalina polskich oficerów, chorążych, podoficerów, księży i inteligencję. I jeżeli, dajmy na to, nikt z bliskiego otoczenia Tuska, ani on sam, nie brał w przygotowaniu tego zamachu udziału, to premier Tusk i niemalże cały jego rząd powinni poddać się do dymisji – a premier i kilku ministrów powinni popełnić samobójstwo. Ich głowy, niczym głowa Berlioza, powinny turlać się w dół Krakowskiego Przedmieścia.

Jednak, jeśli którykolwiek z nich brał udział – choćby pośrednio, dajmy na to wysłanie do kogokolwiek w FSB filmu: „Szklana pułapka II” lub miał wiedzę, albo przypuszczał, że do zamachu dojdzie, to wszyscy powinni zostać w trybie niezwłocznym izolowani w odosobnieniu w taki sposób, aby uniemożliwić podejrzanym jakikolwiek kontakt między sobą.

Jeśli miałoby się okazać, że wersja druga (umoczenie w zamachu) nie daje się wykluczyć, to oczywistym wydaje się powołanie Konsultanta ds utworzenia komisji. Oczywistym wydaje się, że w komisji tej nie może zasiadać absolutnie nikt wobec kogo istniałby choćby najmniejszy cień podejrzenia, czy wątpliwość w bezstronność, albo zależność materialną, polityczną, służbową, czy na linii pokrewieństwa.

Czy istnieje możliwość trzecia, to znaczy taka, która wyklucza pierwsze dwie hipotezy i premiera Tuska wraz z jego ministrami stawia poza jakimkolwiek podejrzeniem?
Nie, takiej możliwości nie ma, nie istnieje. Gdyby była, nie było tych wszystkich „pomyłek i przejęzyczeń” ws pospiesznego przekazania zbadania katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem służbom podległym pułkownikowi byłej KGB – Putinowi. Nie było oszczerczych pomówień, kłamstw, mataczenia i medialnej „debaty” tzw specjalistów wypowiadających się w mediach w tonie zbliżonym do stanowiska polskiego rządu o pijanym Błasiku, lądowaniu debeściaków, pancernej brzozie, przekopaniu miejsca katastrofy na metr w głąb i wspólnym” „ramię w ramię” badaniu zwłok ofiar przez rosyjskich i polskich paleontologów.

Kiedy oglądam świąteczny spot Tuska odnoszę wrażenie, że za tą pogodną uśmiechniętą buzią – maską – kryje się prawdziwe oblicze zatroskanego człowieka w pełni dopowiedzianego za to co się stało i za to czego nie dokonano mimo nacisku sporej części rzeszy społeczeństwa, rodzin tragicznie poległych ofiar katastrofy, a przede wszystkim obowiązku polskiego suwerennego rządu w sprawie zachowania wszystkich właściwych procedur z przyjęciem, że tego dnia w tamtych okolicznościach i miejscu mogło dość do zamachu na polskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego i polskiej delegacji. Ten pogodny na spocie człowiek w rzeczywistości jest spięty niczym gorset przedwojennej diwy. Zawsze, kiedy w kraju dzieje się coś ważnego on – premier Donald Tusk jest poza granicami Polski – zupełnie jakby się obawiał, że w chwilach tych może dojść do zamachu stanu i mógłby trafić w ręce rządnych jego głowy. Dlatego zapewne w chwilach takich woli być na obczyźnie, gdzie mógłby liczyć na azyl polityczny.

W sprawie katastrofy prezydenckiego Tupolewa istnieje co najmniej kilkadziesiąt powodów, aby ten samolot wraz z jego personalną obsadą: zestrzelić, wysadzić w powietrze, lub celowo naprowadzić na śmierć. Ten zamach niekoniecznie był skierowany przeciwko prezydentowi: bezpośrednim celem mogło być kilkanaście innych osób.

Nie od dziś wiadomo, że cel uświęca środki. O celach i uświęconych środkach w kolejnej osłonie.

http://www.youtube.com/watch?v=uIYdmW6dq7E

Strony