praca



share

Na siłę to by się oczywiście parę analogii znalazło, ale przy użyciu rozumu nie siły, obraz rzeczywistości jawi się zupełnie inaczej. Nic się nie zgadza z latami 2005-2007. Przede wszystkim PiS ma cholernie mocną ekipę i przyznają to ze strachem najwięksi krytycy. W składzie rządu znaleźli się ministrowie, którzy przy rozmaitych „przyjaciółkach” Ewy robią za gigantów. W rządzie i koalicji parlamentarnej nie ma nikogo tak żenującego, jak Lepper, czy Giertych. Rola Tadeusza Rydzyka został zmarginalizowania i przywrócona na właściwe tory, teraz to redemptorysta musi się liczyć z Kaczyńskim, nie odwrotnie. Cały „salon” przez osiem lat wyprztykał się dokumentnie i to na poziomie politycznym, jak i medialnym. W 2007 roku działały wszystkie sztuczki, straszenie, zohydzanie, szyderstwo i wizja II Irlandii. Dziś wręcz można mówić o tym, że za „Rydzyka” robią błazny typu: Wojewódzki, Karolak, Lis.



share

 Jak to możliwe, że statystyczny Polak na starcie swojego zawodowego życia powinien mieć poważną depresję, do myśli samobójczych włącznie? Jak to możliwe, że za pensję którą dostaje w swojej pierwszej pracy nie może myśleć o samodzielności i życiu w obszarze choćby podstaw godności?
 Za gażę 1500 PLN nie ma mowy o żadnym starcie w życie. Za tę kwotę nie sposób utrzymać samego siebie. A utrzymanie rodziny za tak „spaśną” sumę to już temat na obraz Salvadora Dali.
No bo jak kupić mieszkanie? Może kredyt? Ale zdolność kredytowa w tej sytuacji opiewa na kupno co najwyżej namiotu. Jak założyć rodzinę, jak wychować dzieci?  Ta sytuacja doprowadza do szeregu patologii w obrębie społeczeństwa i gospodarki. Kolejne rządy klaszczą sobie w walce z bezrobociem. Ale nikt ni mówi, że Ci co mają pracę nie mają się z czego cieszyć. Tak naprawdę to dopiero początek kłopotów. Masz pracę a na nic Cię nie stać. Paradoks.



share

Mam 43 lata i widziałem w życiu sporo, głównie dlatego, że połowę żywota spędziłem w PRL, a takich doświadczeń nie zastąpi najlepszy scenariusz. Wychowywałem się w robotniczo-chłopskiej rodzinie, takiej tradycyjnej, pierwszy rower i zegarek na „Komunię”, pralka „Frania”, telewizor „Rubin”, chińska gumka do mazania i trampki, które kopały „gumiaka”. Skłamałbym strasznie i nagrzeszył, gdybym powiedział, że chodziłem głodny albo z łatami na półdupkach. Tak źle nie było, ale pierwszy magnetofon to ósma klasa podstawówki, a porządne dżinsy dopiero w późnym wieku licealnym. Za to na brak skórzanych krawatów nie mogłem narzekać. Mama pracowała w szwalni odzieży skórzanej i tam przedsiębiorczy brygadziści stworzyli prywatną inicjatywę. Przy garbowaniu i krojeniu skór powstawały ścinki, które peerelowski zarządca nakazywał… wyrzucać do śmieci.

Strony