porażka



share

Na dzień przed ciszą wyborczą pozwalam sobie na osobisty tekst, bo w nawałnicy wszelkich agitacji sam zapominam, co jest rozsądne, co jest głupie, a co tylko udaje, że jest mądre. W nieśmiertelnym dylemacie dotyczącym środków i celu, zawiera się również wynik niedzielnych wyborów. Moim celem jest polityczne unicestwienie Tuska, bez czego nie zmieni się w Polsce absolutnie nic. Z każdym, kto przyjmie ten warunek wstępny jako cel mogę poważnie porozmawiać o środkach, chociaż w zasadzie jest mi obojętny ich wybór, o ile do celu doprowadzi. Sam wybrałem środek w mojej ocenie najpewniejszy, czyli taki, który nie tylko ma szansę przekroczyć próg wyborczy, odebrać głosy PO, ale ma realną szansę te wybory wygrać. Poczekam cierpliwie na wynik wyborów i wówczas odniosę się do wszelkich rewelacji, przeczytanych na różnych forach, jak to słonia należy zabijać packą na muchy.



share

Strasznie nie lubię określeń: „blog”, „blogowanie”, „bloger” i przede wszystkim „blogosfera”. Powodów jest klika, ale najważniejsze to infantylizacja i podporządkowanie. Przez dłuższy czas powyższe słówka były prawie inwektywą w ustach „profesjonalistów” od pisania i wprowadzały jasny podział, żeby nie powiedzieć przydział. Jesteśmy my – zawodowcy i są oni – amatorzy. Z czasem okazało się, że „blogowanie” nie ujawnia amatorstwa „blogujacych”, ale doprowadza do demaskacji amatorszczyzny „profesjonalistów” i jednym ze skutków ubocznych procesu jest uprawomocnienie słów dotąd dziecinnych. Dziś sami profesjonaliści sięgają po słownictwo, które deprecjonowali, z tym, że nastąpiła zdecydowana korekta semantyczna. Być blogerem znaczy być kimś tak samo ważnym jak dziennikarz, czasami nawet ważniejszym, i coraz więcej dziennikarzy mówi o swoich „blogach”, „blogowaniu”, przynależności do „blogosfery”.



share

Biorę się za pisanie tekstu parę minut przed początkiem marszu narodowców oraz zaproszonych gości i parę minut przed końcówką marszu mecenasa WSI, Bronisława z Budy Ruskiej. Nie wiem, co się dzieje w Krakowie na marszu pod dowództwem Prezesa i nie mam pojęcia co się stanie w Warszawie, bo przecież stać się zawsze może, zdaniem Sienkiewicza nawet powinno. Wybrałem sobie taki i nie inny czas na pisanie felietonu, ponieważ jest bardzo ważna rzecz, która ma cudowną właściwość zupełnie niezależną od bieżących wydarzeń. Mam na myśli i podkreślić chcę wyraźnie zdecydowaną porażkę „fajnej Polski”, czy jak kto woli innego „radosnego obchodzenia rocznic”. Ten sukces można odtrąbić nie wnikając w detale i ewentualne atrakcje dnia dzisiejszego.

Strony