porażka



share

Kampania prezydencka Komorowskiego z całą pewnością przejdzie do klasyki najgorszych kampanii w historii III RP. Nie ma takiego analityka, który by nie stwierdził, że wszystko, co ludzie Komorowskiego i on sam mógł spieprzyć, zostało spektakularnie spieprzone. Swoją drogą ciekawi mnie niezmiernie, czy najprostszy zabieg na świecie, polegający na tym, że Bronek siedzi cicho i ludziom się nie pokazuje, nie przyniósłby lepszego rezultatu. Zastanawiam się jak najbardziej poważnie, chociaż tak ekscentryczny pomysł należałoby oczywiście czymś podeprzeć i wytłumaczyć. Nie wiem, na przykład złamaną nogą, czy jakimś podobnym alibi. Tak czy siak, pierwsze sondaże Komorowskiego były napompowane do granic absurdu, jednak jestem więcej niż pewien, że gdy Andrzej Duda zaczynał swój długi marsz do Pałacu Prezydenckiego, rzeczywista przewaga Bronka mieściła się gdzieś na granicy 50 i 60%.



share

Zastanawiałem się dobre pół godziny, kto jest ministrem sportu w rządzie Tuska i gdy już sobie przypomniałem jak ów minister wygląda, to drugie pół godziny poświęciłem na poszukiwanie nazwiska. Nie byłoby żadnej uświadomionej amnezji, gdyby nie stary numer propagandowy, czyli władza grzeje się w blasku medali sportowców. Wyglądało to biednie jak nigdy, cień człowieka został z Donalda, ktoś mu kazał urządzić tę szopkę, bo na pewno nie sprawiał wrażenia człowieka szczęśliwego i chyba wiedział, że się wygłupia, w dodatku na marne. Takie oficjałki pomogą Tuskowi jak umarłemu kadzidło, no ale w końcu musiał się ludziom na oczy pokazać i nic mądrzejszego wymyślić się nie da. Tusk za najlepszych dla siebie czasów sypał dowcipami i przybijał żółwiki, choćby z Wentą, dziś szukał wzrokiem jakiejś dziury, do której mógłby się schować i nie wychodzić przez kolejne tygodnie.



share

W najbliższych wyborach samorządowych PiS musiałby się bardzo postarać, żeby zająć drugie miejsce, ale kalendarz wyborczy jest dość paskudny dla opozycji i korzystny dla władzy. Partia, która zalicza serię zwycięstw jest niesiona przez falę, gorzej gdy zwycięstwo staje się incydentem, wtedy mityczny trend się odwraca. Samorządowe zmagania PiS ma raczej do przodu, potem trzeba się będzie zmierzyć z wyborami prezydenckimi i dopiero na końcu bitwa o wszystko, czyli wybory parlamentarne. Drugą kadencję Komorowskiego niestety uznaję za formalność, co gorsze boję się wygranej w I turze. Nie wiem, co musiałby się stać, żeby Komorowski przegrał, a gdybym miał koniecznie coś wskazać, to wybrałbym rywalizację wewnątrz PO i kandydowanie Tuska. Scenariusz mało realny, pomimo plotek i podchodów, które rzekomo w tym kierunku były czynione i stały się częścią afery podsłuchowej.

Strony