Polska



share

Co raz bardziej rozkręcająca się awantura wokół miłości do latania samolotami doprowadza mnie wręcz do pasji szewskiej. Kurwować jednak z tego powodu tutaj nie powinienem raczej, choć gwarancji nie daję. Chyba tylko łyknę sobie małe, co nieco, dla spokojności.

Ta awantura lotnicza i wycieczkowa zaczęła się w zasadzie od tego, że ten, co ma swój rząd i nim rządzi publicznie powiedział, iż na wycieczkę nie zamierza absolutnie brać ze sobą drobiu kaczego. Kaczy drób rozkwakał się z żałości, że go nigdzie nie puszczają poza opłotki (ostatecznie chyba sam się puści), a potem to już tylko pohukiwanie i kwakanie było słychać bez przerwy i na przemian, aż wszystkich głowa rozbolała, Myślę, że najlepszym rozwiązaniem tej całej awantury lotniczo?podróżniczej, byłoby ustawienie naprzeciw siebie obu ?warczących? i doprowadzenie do tego, żeby sobie ? raz a dobrze ? po ryju dali. Zwycięzcy w nagrodę przyznano by wycieczkę zagraniczną. Ale ja w zasadzie nie o tym, tylko, o czym innym.



share

Określenie tego, co się dzieje wokół wyjazdu na szczyt szefów państw w Brukseli, konfliktem, to mało. Lech Kaczyński chce pojechać za wszelką cenę. Wygląda to na zaplanowaną działalność spin doctorów, zaplecza prezydenckiego. I bardzo zbliża to już nie tylko samego Kaczyńskiego, ale sam urząd prezydencki do poziomu kabaretu. Bardzo mi się podoba, że Donald Tusk osobiście, poza krótkimi jasnymi wypowiedziami, odpersonalizowanymi, nie daje się sprowokować. Choć przyznam się szczerze, że dobrze by było zaakcentować, że rządowi zależy na tym, aby Polska była dobrze i profesjonalnie reprezentowana.



share

Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za naszego prezydenta. Przyjęliśmy tę odpowiedzialność, kiedy go wybraliśmy - niewielu z nas, którześmy na urzędującą głowę państwa nie głosowali, z takim postawieniem sprawy się zgodzi. Janusz Palikot w telewizorze opowiadał, jak jego prezydent swoim postępowaniem go wykańcza. Jak już ma go dość. Poprawka: Palikotowi nie przyszłoby do głowy powiedzieć "mój" czy"nasz" prezydent. Mnie też z trudem przechodzi przez gardło przyznanie się do współodpowiedzialności za to co wymyśla, wygaduje i robi prezydent mojego kraju. Ale czy nam się to podoba czy nie, w oczach postronnych tak jesteśmy postrzegani. Mówią i będą mówić: ten wasz prezydent. Na przykład niebawem w Brukseli. Jeśli znowu panu naszemu prezydentowi uda się stanąć na czele polskiej delegacji, aby negocjować unijną politykę klimatyczno-energetyczną.

Strony