Polska



share

Status państwa i pozycję międzynarodową wyznacza wiele czynników, ale jest jeden wskaźnik, który mówi prawie wszystko. Od tego, kto poucza państwo, targa za uszy i stawia do kąta, zależy co państwo sobą reprezentuje. Nie chcę się już znęcać na rządzącymi, bo musiałbym się też pastwić sam nad sobą, niemniej z ułańskich haseł: „koniec z polityką na kolanach”, „koniec z polityką brzydkiej panny bez posagu” i „koniec polityki poklepywania po plecach” zostały tylko groteskowe obrazki. Polska za rządów PiS została publicznie upokorzona równie mocno, jak za rządów PO, chociaż powody były zupełnie inne. PiS trzeba oddać, że mimo wszystko się starało zmienić status Polski, problem w tym, że były to działania nieudolne i wyłącznie „werbalne”, w dodatku niemal wyłącznie na krajowym podwórku.



share

Zdaję sobie sprawę, że stawiam brutalną tezę i pewnie znajdą się krytycy, aż tak daleko idących wniosków, ale obawiam się, że poza jałową dyskusją nic z tego się nie urodzi. Istnieją takie kraje, które nigdy nie funkcjonowały jako sprawne państwa i prawdopodobnie nigdy funkcjonować nie będą. Przykładów można wymienić wiele, z państwem żydowskim na czele, ale skupmy się na naszych sąsiadach. O ile Litwie, Łotwie, Estonii, udało się zbudować zręby państwowości, to Białoruś i Ukraina są w tym obszarze stracone. Powiem więcej, Ukraina ze wszystkimi rewolucjami wygląda jeszcze gorzej niż Białoruś i jest państwem niczyim, gdzie każdy może kraść do woli, nawet Sławek Nowak.



share

Odróżnienie fikcji od rzeczywistości, powagi od żartu i mądrości od głupoty, przychodzi mi z coraz większym trudem. Trochę tłumaczę to sobie wiekiem i obniżką testosteronu, ale jako początkujący nestor ma też prawo podejrzewać, że jednak to nie ja i głupieję na starość, tylko dookoła dzieje się dziwnie. Przykładów mógłbym przywołać sporo, jednak najnowsze kuriozum szczególnie rzuciło się na oczy i temu poświęcam dzisiejszy felieton. Mamy ambicję, tak? Jasne, że mamy, przecież jesteśmy dymny krajem o bogatej historii i nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, a Moskala pogonimy za Ural. Tyle teorii, w praktyce wystarczy jeden amerykański telefon i w jednej chwili dumny naród przekształca się w kelnera.

Strony