pandemia



share

Wszyscy jak jeden mąż i żona musimy wiedzieć, że jeśli cokolwiek pada z ust Morawieckiego albo Niedzielskiego to niemal w 100% będzie lub już jest dokładnie odwrotnie. Dziś mamy 28 grudnia 2020 roku i zgodnie ze „strategią” rządową powinniśmy być w strefie żółtej, czyli schodzić z obostrzeń. Cześć Polaków mogła się pogubić w tych idiotycznych „prikazach”, to przypomnę, że rząd przedstawił Narodowi progi zakażeń dziennych i zapowiedział, co się stanie na poszczególnych etapach. Jeśli Naród będzie grzeczny i wirusa złapie nie więcej niż 9400 obywateli, to wchodzimy w strefę żółtą. Takich stref w sumie wyznaczono pięć, od żółtej bardziej „łagodna” jest tylko zielona (3800 przypadków dziennie), natomiast „ostrzejsze” strefy to: czerwona (19 000), strefa bezpieczeństwa (27 000) i w końcu „narodowa kwarantanna” (27 000-29 000).



share

Dosłownie dwa i ani jednego więcej, tak wyglądała Wigilia w moim domu, której nie da się porównać ze śniadaniem wielkanocnym z kwietnia i nie dlatego, że o różne święta chodzi. W kwietniu zdecydowana większość polskich rodzin poddała się barbarzyńskiemu zakazowi spotykania się na Święta. W kościołach świeciły pustki, ludzie autentycznie się bali pomoru, nakręcanego paranoicznymi zdjęciami ze słynnej włoskiej miejscowości, tak zohydzonej, że nie wymienię jej nazwy. Przyznaje szczerze i bez bicia, że na Wielkanoc niemal non stop gadaliśmy o „pandemii”, żeby jakoś wzajemnie się z tego obłędu wyciągać. Na drugi dzień miała przyjechać rodzina od strony Szanownej Małżonki, ale oni pochodzą z Wielkopolski i tam policja pilnowała, jak za okupacji, każdego samochodu wyjeżdżającego poza granice miasta. Ostatecznie nie przyjechali.



share

Kto zagląda do Internetu, chociaż od czasu do czasu, ten wie, że przez kilka dni „bohaterem” na portalach społecznościowych był dyrektor gorzowskiego pogotowia ratunkowego. Rzeczony wystosował pismo do całego personelu, które jest dostępne w pełnej treści, ale nie jestem w stanie na to patrzeć, dlatego przytoczę tylko najważniejsze zdanie. Dyrektor w swoim paszkwilu straszy pracowników, że nie zostaną z nimi przedłużone kontrakty NFZ, jeśli się nie zaszczepią. W tym przypadku sprawa wypłynęła i zakończyła się szczęśliwie, pan szantażysta został wbity w glebę i z tego co twierdzi również mu grożono, czego nigdy popierać nie należy, jednak warto ten fakt umieścić w kontekście społecznego sprzeciwu.

Strony