mity



share

Każda rewolucja, a bez wątpienia polityczne ambicje PiS nie tylko się ocierają o rewolucję, ale są rewolucją, musi dokonać symbolicznej zamiany. Nie potrafię słowami wyrazić jak bardzo cieszy mnie pogonienie najgorszego sortu i elementu, niemniej ciągle brakuje takiego akcentu, który jednoznacznie pokaże, że stare poszło precz. W 1989 roku rewolucją nazwano wielki kant, bo jakaż to nagła odmiana, skoro bandyta Jaruzelski został jeszcze większym bohaterem niż był w czasach komunistycznego reżimu? W latach 2005-2007 do rewolucji nie doszło, skończyło się na paru wystrzałach i wszystko wróciło do dawnej patologii. Dziś jest zdecydowanie lepiej i przez te trzy miesiące dokonano więcej niż przez 25 lat, ale w sferze symboli, co jest nieodzowne dla każdej przemiany społecznej, nadal tkwimy prawie w1989 roku. Sytuacja, w której zwycięzcy muszą się nieustannie tłumaczyć przegranym z czynów popełnionych i nie popełnionych, nie świadczy najlepiej o sile rewolucji.



share

W większości przypadków, gdy stanie się coś incydentalnego z niewielką szansą na powtórkę, nie mam litości dla nikogo i siebie również sprowadzam na ziemię. Bywa, że człowiek ma w życiu tak zwanego „fuksa”, przynajmniej w podstawówce używaliśmy tego zwrotu, ale generalnie trzeba się nastawić na ciągłość i konsekwencję. Z dużym prawdopodobieństwem kolejnego zwycięstwa nad Niemcami nie dożyję i być może w ogóle nie ma się czym podniecać, niemniej każdemu narodowi potrzebne są mity i legendy stanowiące archetyp zwycięstwa. Niemożliwe stało się realne, a wtedy i człowiek i cały naród zaczyna wierzyć, że wszystko jest w zasięgu ręki. Obojętnie, co jest mitem, ważne, aby mit pełnił swoją rolę. Można się śmiać z narodowej podniety wywołanej jakimś tam głupim meczem, ale przypomnę, że najpotężniejszy naród na świecie zbudował swoją legendę na… desperackiej ucieczce, wszak biblijny exodus Żydów to nic innego, jak ewakuacja.



share

Wieś śpiewała i tańczyła cały dzień, schowałem się głęboko, oglądałem stare komedie, czytałem to i owo, bałem się też nieco, że mnie na widły wezmą jak się dowiedzą co ja na to. Wcale i nie do końca żartuję, popęd kulturowy jest tak potężnym zjawiskiem, że jak kanarek wpadnie między słowiki, tudzież odwrotnie, skończy się zadziobaniem. Doświadczenia z ostatnich dwóch dni kolejny raz mnie utwierdziły w przekonaniu, że polemika wiedzy z ignorancją kończy się linczem lub okładaniem cepami, bo w innych warunkach polemiki w tym składzie prowadzić się nie da. „Oj dużo zrobił, dużo zrobił”. To znaczy ile, tak konkretnie? „Oj dużo zrobił, dużo”. No i sobie pogadaliśmy, a poza tym to „trzeba być już naprawdę, żeby za te biedne dzieci, że słów nie ma”.

Strony