głupota



share

Motto. A czemuś Marcinie Gruzina do mojego Biskupina nie przywiózł? Dla mnie jednym z największym dramatów jest ludzka głupota, co nie brzmi nazbyt wyszukanie, ale cóż poradzę, tak właśnie jest. Odrębną kategorią tego dramatu jest głupota zaskakująca. Znam wielu ludzi, z którymi nie chciałbym mieć wspólnego stolika w knajpie, a mimo wszystko uznaję, że pewnych granic nie przekraczają. Wydawało mi się, że kimś takim jest playboy Marcin Meller. Nigdy nie był moim ulubionym fanem, ale jednak nie podejrzewałem go o intelektualny zjazd na poziomie Karolaka. Niestety, dla Mellera oczywiście, stało się i już się nie odstanie, bo Internet nie wybacza. Pan Marcin jak większość użytkowników portali społecznościowych, w tym piszący te słowa, ma taką manierę, że musi się pochwalić, co robił w życiu prywatnym. Zgubna rzecz, ale człowiek nie jest w stanie pokonać własnych słabości i to jeszcze jakoś uchodzi.



share

Bardzo rzadko sięgam po tematy z gatunku jedna baba drugiej babie, przez trzy godziny o dupie trzeciej baby. Tym razem też nie wejdę do magla, ale całkiem z boku zamierzam napisać parę zdań o jednoprocentowym myśleniu i masowym otępieniu. Tytuł sugeruje, że będzie o pigułce bez recepty i za tę zmyłkę przepraszam, bo będzie o czymś zupełnie innym. Pomijając wszelkie wojenki między „ateistami” z nowoczesnym widzeniem świata i „ciemnogrodem katolickim” warto się zatrzymać przy fabrycznej produkcji szarej masy i niszczeniu organizmu człowieka. Od mniej więcej stu lat trwa samobójczy marsz ludzkości, który oddala ssaki naczelne od natury, a zatem pierwotnego przeznaczenia organizmu człowieka do rozmaitych czynności biologicznych i społecznych. Zaczęło się niewinnie i nawet potrzebnie, od rewolucji sufrażystek, tylko wówczas te Panie domagały się rzeczy właśnie naturalnych, czyli głosu wyborczego bez względu na przynależność płciową.



share

Takich rzeczy nie robią przypadkowi ludzie, których mama nie przytulała. Zamach we Francji śmierdzi metodami KGB na kilometry, a już w każdym razie dla Moskwy to fantastyczna wiadomość, ale nie o tym będę pisał. Miałem to szczęście, że w szkole zawsze trafiałem na wymagającą polonistkę, a właściwie na tak zwane „kosy”. Korzystając z tych na poły traumatycznych doświadczeń przywołam pierwszy z brzegu temat wypracowania: „Andrzej Kmicic – charakterystyka postaci”, by od razu wystawić oceny wszelkiej maści „dziennikarzom” i „publicystom”. Po kolejnym „bulwersującym wydarzeniu” czytam wypowiedzi, którym stawiam pałę za pałą i lufę za lufą. Jeden niegramotny napisał, że Kmicic strzelał do portretów przodków, druga niemota krzyknęła, że to nie prawda, bo wysadził Szwedom kolubrynę. Jeśli się ktoś w tym momencie pociesza, że napisałby w wypracowaniu o jednym i drugim wydarzeniu, to z satysfakcją w imieniu moich polonistek, stawiam frajerowi pałę.

Strony